collagen

Mój pobyt w JacksonWink skończył się wcześniej niż planowałem, ale na miejscu została brygada Szkoły Walki Drwala, która wycisnęła z treningów ile się dało. Pod koniec wyjazdu dostali zadanie, żeby od siebie podsumować to co się tam działo. W tym wpisie Sebastian Kotwica i Kamil Wojciechowski, a na koniec bloga Albert Odzimkowski i Martyna Czech.

Sebastian Kotwica
Trudne początki, ale z każdym dniem coraz lepiej

blog 33

Moje pierwsze wrażenie było takie – łłoo, co za gym, co za zawodnicy! Od razu wiedziałem, że to miejsce dla mnie i dziękowałem w myślach wszystkim, którzy pomogli mi się tu znaleźć. Początki jednak były trudne z powodu wysokości – 1600m.n.p.m.  Sama rozgrzewka i proste ćwiczenia były już bardzo męczące, o pierwszych sparingach nie wspominając. Po prostu masakra. Ale z każdym dniem czułem, że nabieram mocy. Pomogło mi w przyzwyczajeniu się do wysokości poranne bieganie. Z upływem czasu zacząłem się zbliżać formą do najlepszych. Tak jak na początku myślałem jaki to jestem słaby, jak szybko dopada mnie zmęczenie, tak teraz na koniec wyjazdu wiem jaki jestem mocny. Zaczynam sparować pierwszy, schodzę z maty ostatni, gdzie inni już dawno siedzą pod ścianą wiec wszystko jest na plus.

Najważniejsze, żeby się rozwijać

WP_20160513_18_43_32_Pro

Z mieszkaniem rzeczywiście nie ma rewelacji, ale mieszkało się w gorszych norach po to, by podciągnąć swoje umiejętności, więc warunki nie są tak ważne. Chociaż nie wszyscy przyjezdni trenują tu tak jak my. Do niektórych nawet zwracamy się „turyści”. Za to zawodnicy UFC cisną ostro i po krótkim czasie, gdy dostrzegli nasze zaangażowanie i umiejętności sami zaczęli się z nami dobierać w pary i wcale nie mieli lekko, a to zawęziło nasze znajomości. Przyjemnym uczuciem jest gdy wchodzisz na sale i jesteś inaczej postrzegany niż 80 procent zawodników tu trenujących. Wiesz wtedy, że idzie to w dobrym kierunku. Tak było też z wyjazdami na treningi na rancho do Cowboya. W ogóle to jest dokładnie taki gość jak się wydaje. Wyluzowany, zabawny, naprawdę super postać.

Jeszcze o treningach i pewności siebie

13233380_1737189359829151_1284951223_n

Potrenowałem trochę indywidualne z trenerem Frankiem na tarczach. Petarda. Szkoda, że finanse nie pozwoliły trenować z nim co dzień, bo postępy byłyby jeszcze większe, ale staram się wprowadzać te akcje i czuję, że wchodzi. Co do sparingów jeszcze, to teraz, gdy już jestem w formie, nieważne z kim robię – jeśli chcę kogoś obalić, to obalam. Nikt nie jest w stanie mnie zatrzymać, a to bardzo podnosi samopoczucie, a i inne elementy idą do przodu, więc wracam do Polski mega zadowolony.

Kiedy to piszę wyjazd powoli dobiega końca. Dla mnie sportowo bezcenne doświadczenie. I na pewno nie ostatnie. Na pewno.

 

Kamil Wojciechowski
Prawie wszystko fajnie 🙂

Miejsce zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie – ładny klub, przyjaźnie nastawieni ludzie. Naprawdę dobry klimat treningowy. Z samym mieszkaniem, to nikt z nas księciem nie jest, ale okazało się, że są granice syfu, które człowiek potrafi znieść, może tyle napiszę o naszym akademiku 😉

Więcej napiszę o treningach

blog31

Kontakt z trenerami poza treningami był przelotny, ale widać  było ich dużą charyzmę i jeszcze większą wiedzę na temat sportu. Każdy trening był dużą dawką wiedzy. Sparingi prowadzone z głową, bardziej na zasadzie przećwiczenia nauczanych elementów na bardzo wysokich obrotach. Zdarzyło się dostać mocniej po głowie, ale taki sport. Powoli się tego uczę 😉 Co było naprawdę fajne, to że nawet znani zawodnicy na treningu zawsze służą dobrą radą, nie ma problemu spytać się kogokolwiek o cokolwiek na treningu, wszyscy są nastawieni na rozwój.

Podróż życia

WP_20160512_23_14_02_Pro

Dla mnie pobyt był bardzo udany. Zdecydowanie podróż życia. Bo podsumowując to poza treningiem udało nam się:

– zwiedzić kawał świata,
– zaliczyć galę Bellatora,
– zjeść w paru dobrych bufetach,
– odwiedzić wioskę Indian w wielkim kanionie i wykąpać się tam w lazurowym wodospadzie,
– przegrać parę dolarów w Las Vegas,
– i w każdym z tych miejsc zjeść dużo lodów.

Pobyt w klubie oprócz warunków mieszkalnych bardzo pozytywny. Co prawda ciężko mi było wstrzelić się z formą, najpierw po jet lagu, potem po podróżach, także nastawienie było przede wszystkim na naukę, ale zapaśniczo dawałem radę 😉  A  miejsce do nauki idealne. Tym bardziej, gdy w MMA stawia się pierwsze kroki.

Warto także dodać, że po powrocie z USA Sebastian oraz Kamil na 4 dni przed galą Pit Cage Fighting 14 wzięli walki na zastępstwo. Obaj zawodnicy skończyli swoich rywali w pierwszych rundach swoich walk, poniżej wygrana Sebastiana Kotwicy:

Przypominamy także o poprzednich wpisach z pobytu w USA:

Wpis pierwszy
Wpis drugi

7 KOMENTARZE

  1. Taki wyjazd na bank dużo ekipie dał. Zresztą widać po szybkich wygranych. Trzeba w siebie inwestować jeśli chce się coś osiągnąć.

  2. Kotwice to bym tam wyemigrował:)

    Z upływem czasu zacząłem się zbliżać formą do najlepszych. Tak jak na początku myślałem jaki to jestem słaby, jak szybko dopada mnie zmęczenie, tak teraz na koniec wyjazdu wiem jaki jestem mocny. Zaczynam sparować pierwszy, schodzę z maty ostatni, gdzie inni już dawno siedzą pod ścianą wiec wszystko jest na plus.

    Myślę, że bardzo dużo mogą mu dać takie wyjazdy 🙂

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.