Dziś miłośnicy działu profile (o ile tacy są ;p ) mają szczęście, dwie legendy w jeden dzień. Użytkownik bibuk podesłał nam profil Ricksona Gracie swojego autorstwa. I choć sceptycznie podszedłem do tematu legendarnego Ricksona postanowiłem zagłębić się w lekturę a dodatkową rekomendacją było dla mnie to iż zamieścili go chłopaki z zaprzyjaźnionego choke.pl.
Nie zawiodłem się, profil konkretny, rzeczowy i w żadnym wypadku napisany ku czci brazylijskiego fightera.
Gorąco polecam!

Jest 20 listopad 1958 roku. W rodzinie Helio i Margaridy Gracie na świat przychodzi trzeci syn, Rickson. Już jako mały chłopiec uczony jest przez zabawę ze swym Ojcem na macie, podstawowych umiejętności jiu-jistu. Tak właśnie zaczyna rodzic się legenda człowieka, który wraz ze swą liczną rodziną zrewolucjonizował nowożytne sztuki walki.
W wieku 15 lat, Rickson na poważnie rozpoczyna naukę Jiu-Jitsu. W dowód na jego nieprzeciętne umiejętności, zaledwie po 3 latach na jego biodrach zawisa czarny pas. Od tej chwili, według podań i legend Rickson rozpoczyna swą nie przerwaną passą ciągłych zwycięstw, która rzekomo ma utrzymywać się aż po dziś dzień. Rzeczywistość jest niestety zgoła inna, ale o tym w swoim czasie.

Tak oto, od nadania mu czarnego pasu, trzeci z synów legendarnego Helio, podtrzymuje tradycję i uczestniczy w słynnych wyzwaniach Gracie, w których to pokazuję wyższość Gracie jiu-jitsu nad innymi stylami walki. W roku 1980 ma dojść do pojedynku który automatycznie wyniesie Ricksona na szczyt “free-style fightingu”. 25 kwietnia, wspomnianego roku, Rickson staję naprzeciw legendarnego ulicznego fightera, Casemiro Nascimento Martinsa zwanego Rei Zulu. Czarnoskóry wojownik szczycił się tym, ze w swoich ponad 140 potyczkach nie przegrał ani razu. Po 11 minutach walki, Gracie poddaję Zulu swoją ulubioną techniką mata de leo (RNC – przyp Yoshi), stając się jego pierwszym pogromcą jednocześnie zyskując wielką popularność.

Nie trudno się domyślić, że Zulu pragnie rewanżu, aby wrócić na tron najlepszego fightera w Brazylii.
Dostaję tę szansę 4 lata po swej pierwszej przegranej. Walka ma taki sam przebieg jak poprzednia, Rickson wygrywa przez poddanie, ponownie stosując RNC.
Po swoich dwóch najwartościowszych zwycięstwach, Gracie (utrzymując jego wersję 400 walk bez porażki) kontynuuję swą zwycięską passę. Uczestniczy w różnorakich zawodach grapplingowych, spontanicznie broni honoru swej rodziny na brazylijskich plażach i parkingach samochodowych (walki z Hugo Duarte) czy też podejmuje wyzwania do walki “bez reguł”.

Właśnie na jednych z zawodów grapplingu, a ściślej podczas Mistrzostw USA w sambo 1993 roku, Rickson ma doznać swojej pierwszej porażki. Po 47 sekundach, znakomity Amerykanki zawodnik Judo oraz Sambo, Ron Tripp wykorzystuję swą przewagę fizyczną wykonując uchi mate czym zapewnia sobie zwycięstwo, oraz zapisuje się w historii sportów walki jako pierwszy pogromca Ricksona Gracie.
Pomijając przewagę fizyczną Rona, Gracie swą przegraną tłumaczył tym, że nie zrozumiał do końca zasad obowiązujących na danych zawodach. Porażkę tą puszcza w nie pamięć, ciągle szczycąc się wzrastającą liczba walk bez odnotowanej przegranej.

W 1994 roku wyjeżdża do kraju kwitnącej wiśni, aby tam dalej rozsławiać dobre imię Rodziny Gracie. 29 Lipca uczestniczy w turnieju z serii Vale Tudo Japan. Wszystkie 3 walki wygrywa przed czasem w 1 rundzie, wszystkie przez poddanie się przeciwnika.
Sława wielkiego wojownika wciąż narasta. 7 miesięcy później ponownie startuje w VTJ, jak można się domyślić, wszystkie walki wygrywa. Na uwagę jednak zasługuję pojedynek z japońskim pro-wrestlerem Yoshihisa Yamamoto który wytrzymał z Gracie aż 3 rundy, podczas których to Gracie otarł się o przegraną przez gilotynę.

Wygrane turnieje, przynoszą mu w kraju Samurajów niespotykaną sławę. Włodarze Kakutougi Revolution Spirits postanawiają na tym zarobić.
Tak oto zestawiają Ricksona z najpopularniejszym pro-wrestlerem Japonii, Nobuhiko Takadą. Walka ta zapisuję się w annałach światowego MMA, gdyż daje początek największej organizacji ,ieszanych sztuk walki w historii, mianowicie PRIDE FC.

Jest 11 Październik 1997 roku. Tokyo Dome wypełnione po brzegi, ponad 45 tysięcy fanów ściskających kciuki za swego idola Takade.
Pierwszy gong, Rickson charakterystycznym poruszaniem się w ringu, niczym robot skraca dystans, sprowadza Japończyka do parteru. Po niespełna 5 minutach, zdobywa pełny dosiad i poddaję go balachą. Wynik tej walki, jak wielokrotnie powtarzał jeden z włodarzy PRIDE, Nobuyuki Sakakibara był niezwykle ważny dla jego organizacji i całego MMA. Rozgłos jaki zdobyła gala pozwolił na kontynuację kolejnych serii PRIDE. Bo w końcu czy kolejne gale PRIDE wzbudziły by takie zainteresowanie gdyby Takada wygrał z niepokonana legenda ?
Tego już nigdy się nie dowiemy, fakt faktem, że walka ta zapoczątkowała wielkie wydarzenia w światowym MMA.

Nobuhiko Takada, 3 gale i dokładnie 12 miesięcy później otrzymał drugą szansę w walce z Ricksonem. Tym razem 50 tysięcy fanów zgromadzonych na trybunach Tokyo Dome, oraz miliony przed telewizorami miały okazję podziwiać brazylijska legendę przez ponad 9 minut. Takada stawił większy opór, niestety dla Japończyków przegrał tak jak rok wcześniej przez dźwignię na staw łokciowy.

Rickson po 2 wygranych nad idolem japońskiej publiczności, robi sobie prawie dwuletnią przerwę. Na ring powraca 26 maja 2000 roku by zmierzyć się z jednym najlepszych shootfighterów świata podczas gali Colloseum 2000. Masakatsu Funaki, bo o nim mowa przed walką z Brazylijczykiem, na rozkładzie miał takie legendy jak Bas Rutten, bracia Shamrock, Semmy Schilt, czy Guy Mezger.
Nie trudno się domyślić, że walka ta wzbudziła nie bywałe zainteresowanie. Na stadionie Tokyo Dome, ponownie zasiadło grubo ponad 40 tysięcy widzów. Przed telewizorami według niektórych źródeł, około 30 milionów odbiorców.
Po pierwszym gongu zawodnicy znaleźli się w narożniku, utrzymując się w nim na kolejne minuty. Po chwili Funakiemu udało się założyć Gilotynę, jednak Rickson sprytnie z niej uciekł sprowadzając walkę do parteru. Masakatsu szybko powrócił do stójki, nie ryzykując grapplingu z legendą bjj.
Kilka low kickow które dotarły do celu leżącego na plecach Graciego, rozgrzały publiczność, i rozjuszyły Brazylijczyka. Udaje mu się wstać, kilka wymian, słynny krok robota, i walka ląduje w parterze, po znakomitym technicznym sprowadzeniu. Rickson szybko zdobywa boczną pozycję, następnie pełny dosiad. Kilka mocnych uderzeń z tej pozycji (trzeba przyznać, że Rickson posiadał bardzo dobre “GnP”), sprytne złapanie i unieruchomienie prawej reki Japończyka, daje mu możliwość przejścia do swojej ulubionej techniki, duszenia zza pleców.
Tak właśnie Gracie poddaję najlepszego japońskiego fightera, który moim zdaniem mógł  zawalczyć lepiej i wykorzystać wypracowane okazje do pokonania Gracie.

Po tej pamiętnej walce, Rickson już nigdy nie pojawi się na ringu w roli zawodnika. Jest wiele domysłów dlaczego, niektórzy twierdzą, że powodem był wiek, inni że bał się konfrontacji z takimi zawodnikami jak Sakuraba, Silva.
Jeszcze inna teoria głosi, że Rickson po śmierci swego syna Rocksona, który zginął w wypadku motocyklowym postanowił nie walczyć więcej w MMA. Sam zainteresowany nie raz wzbudzał nadzieję na powrót do ringu, pojawiając się na rożnych konferencjach.
Ostatecznie jednak w jednym z ostatnich wywiadów wyznał, że nie ma nikomu nic do udowadniana, jest człowiekiem spełnionym, i nie ma zamiaru powracać na ring.

Osobiście uważam, że w latach 1980-2000 był najlepszym fighterem bez podziału na wagę.
Po zakończeniu kariery, skupił się na nauczaniu i promowaniu BJJ w swoich akademiach. Nauczał również  jednostki specjalne amerykańskiej Policji.
Zazwyczaj można go także spotkać gdy dopinguje swojego utalentowanego syna Krona, w występach na najważniejszych zawodach Brazylijskiego Jiu-Jitsu.
Niestety Rickson to także wielce kontrowersyjny człowiek. Jego wypowiedzi w których umniejsza dokonania innych i stawia jego samego na wygranej pozycji w możliwych potyczkach z W. Silva lub F. Emelianenko, czy też prawdopodobnie wielce podkolorowany rekord 400 walk bez porażki mogą bulwersować.
Czasem jednak, należy spojrzeć na to z przymrużeniem oka, i zobaczyć jak wiele zrobił Rickson wraz se swą rodziną dla MMA i Grapplingu. Dokonania te w moim mniemaniu zasługują na stawianie go na równi z takimi legendami sportów walki jak Wielki Gama, Zbyszko Cyganiewicz, Gokor Chivichyan czy Masahiko Kimura.

Autor: Bibuk

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.