FB_ronda_kod_1200X900_110716_01Ronda Rousey wdarła się do świata mieszanych sztuk walki przebojem, niemal wywracając go do góry nogami. Brązowa medalistka judo z Pekinu bardzo szybko stała się synonimem żeńskiego MMA, była też i jest nadal motorem napędowym dla rozwoju nie tylko tego segmentu, ale także całej dyscypliny. Dziś popularna “Rowdy” wykracza już poza ramy sportu – powoli staje się ikoną amerykańskiej popkultury i gwiazdą Hollywood. Jest więc uosobieniem sukcesu, amerykańskiego snu… dowodem prawdziwości twierdzenia, że ciężka praca popłaca. Mówiąc – Rousey, większości fanów na myśl przychodzi zapewne: sława, bogactwo, sukces – ewentualnie inne skojarzenia tego typu. Lecz przecież nie zawsze tak było. Przez wiele lat na myśl o Rondzie Rousey mogły przychodzić zupełnie inne konotacje: bulimia, narkotyki, bieda,  s a m o t n o ś ć.  Była mistrzyni UFC w drodze na szczyt mierzyła się z wieloma trudnościami, i własnie o tych trudnościach, oraz o ich pokonywaniu, opowiada jej autobiografia zatytułowana: “Moja walka / Twoja walka”.

Życie Rousey nie było łatwe i przyjemne. Śmierć ojca, dorastanie pod okiem wymagającej matki-perfekcjonistki (również mistrzyni judo), uciekanie od samotności na salę treningowa, a w końcu rozczarowania porażkami – tymi na macie, ale i tymi w prawdziwym świecie. O tym wszystkim, ale i o wielu innych rzeczach, dowiemy się z wydanej właśnie przez SQN pozycji. Prześledzimy życie Rousey, jej cele, ambicje, sukcesy i porażki. Poznamy życiową filozofię oraz wydarzenia i osoby, które ukształtowały przyszłą mistrzynię UFC. Zobaczymy również kontrast pomiędzy światem sportu amatorskiego, a tego zawodowego. Zrozumiemy, dlaczego medal olimpijski – jak mówi nam “Rowdy” – nie był wart poświęcenia. I dlaczego kariera MMA była. Trudno przejść obojętnie wobec tego tytułu, tak samo, jak trudno przejść obojętnie wobec samej Rousey. Trzeba go po prostu przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie – na temat samej biografii… ale także na temat zawartych w niej informacji.

A “Moją walkę / Twoją walkę” czyta się bardzo lekko. Co prawda do dyspozycji miałem tak zwaną szczotkę (egzemplarz mający dopiero przejść korektę i ostateczne szlify), która zawierała nieco błędów, lecz mimo to przeczytałem tę trzystustronicową pozycję dosłownie w jedno popołudnie. Nie chcę mówić, że lektura pochłonęła mnie bez reszty, jak dobry kryminał – nie. Było w niej nieco mniej ciekawych wątków, a opisy kolejnych walk były zwyczajnie męczące i irytowały sposobem narracji – miejscami można było odnieść wrażenie, że czytamy komiks o superbohaterach, a raczej jednej Super-Rowdy. Nie było to jednak czymś, co zniechęcałoby do czytania. Być może nawet wynika to z osobistych preferencji i komuś innemu te fragmenty zupełnie nie będą przeszkadzać.

Co ciekawe, przed przystąpieniem do lektury najbardziej żałowałem, iż pozycja kończy się na walce z Cat Zingano, czyli zanim Rousey odniosła druzgocącą porażkę z rąk Holly Holm. Sądziłem, że będzie to spora wada, gdyż wydarzenia toczące się wokół pojedynku z amerykańską mistrzynią boksu byłyby (i zapewne tak właśnie by było) niezwykłym kąskiem dla każdego fana mieszanych sztuk walki. Kiedy jednak odłożyłem książkę na półkę zrozumiałem, że to, iż kończy się ona przed największa porażką w zawodowej karierze “Rowdy” jest jej największym atutem. Nie mam wątpliwości, że gdyby autobiografia została wydana już po wydarzeniach z UFC 193, jej wydźwięk byłby rażąco inny – pewne wyrażenia zostałyby utemperowane, inne być może zostałyby całkowicie usunięte. Dzięki temu, że “Moja walka / Twoja walka” została wydana wcześniej możemy poznać Rondę taką, jaką była w momencie pojawienia się w oktagonu naprzeciw Holm: butną, arogancją, przekonaną o swej “nieśmiertelności”. Możemy tym samym lepiej zrozumieć jej reakcję na upokorzenie, jakiego zaznała z ręki Holm, możemy domyślać się jak duży kawałek duszy jej ono zabrało. I jak trudno będzie jej po nim wrócić do oktagonu. Choćby tylko dlatego warto zaznajomić się z autobiografią największej gwiazdy żeńskiego MMA.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

18 KOMENTARZE

  1. Też podziękuję. Z opisu wyżej wnioskuję, że jest to więcej jej pyszczenia o tym, jaką to jest dominatorką świata i wszechświata we wszelakich sportach walki. Dość tego było na każdym kroku do czasu jak Holly jej mordę skapiszonowała, kiedy to zapadła kamienna cisza.

  2. Też podziękuję. Z opisu wyżej wnioskuję, że jest to więcej jej pyszczenia o tym, jaką to jest dominatorką świata i wszechświata we wszelakich sportach walki.

    Trochę tak, zwłaszcza pod koniec książki – kiedy mowa o UFC. Natomiast to jakieś 25% zawartości, wcześniejsze tematy: młodość, kariera judo etc. naprawdę spoko. Żona przeczytała wcześniej niż ja i stwierdziła, że książka dobra. Nie tak dobra jak biografia Tysona (co potwierdzam), no ale trudno oczekiwać, żeby była lepsza, skoro Tyson to Tyson 😀

  3. Trochę tak, zwłaszcza pod koniec książki – kiedy mowa o UFC. Natomiast to jakieś 25% zawartości, wcześniejsze tematy: młodość, kariera judo etc. naprawdę spoko. Żona przeczytała wcześniej niż ja i stwierdziła, że książka dobra. Nie tak dobra jak biografia Tysona (co potwierdzam), no ale trudno oczekiwać, żeby była lepsza, skoro Tyson to Tyson 😀

    Właśnie miałem polecać biografię Tysona, ale mnie ubiegłeś 😆

  4. Trochę tak, zwłaszcza pod koniec książki – kiedy mowa o UFC. Natomiast to jakieś 25% zawartości, wcześniejsze tematy: młodość, kariera judo etc. naprawdę spoko. Żona przeczytała wcześniej niż ja i stwierdziła, że książka dobra. Nie tak dobra jak biografia Tysona (co potwierdzam), no ale trudno oczekiwać, żeby była lepsza, skoro Tyson to Tyson 😀

    Lennox Lewis>Tyson. Zawsze.

  5. Lennox Lewis>Tyson. Zawsze.

    Jest jakaś dobra biografia Lenoxa?

    Jak ty nie przeczytałeś tego Jakub.

    Ale ciszej, bo mnie zdradzisz:)

  6. Walczyłem ze sobą dość długo, ale w końcu bardzo zrezygnowany wszedłem do tego tematu z pyzą.

    No i kurwa, niech mi ktoś powie, że nie było warto wejść w ten temat! Dowiedziałem się dzięki temu, że Tyson ma dobrą, wartą przeczytania biografię (rozumiem, że to na szczęście nie autobiografia?) 🙂

  7. Walczyłem ze sobą dość długo, ale w końcu bardzo zrezygnowany wszedłem do tego tematu z pyzą.

    No i kurwa, niech mi ktoś powie, że nie było warto wejść w ten temat! Dowiedziałem się dzięki temu, że Tyson ma dobrą, wartą przeczytania biografię (rozumiem, że to na szczęście nie autobiografia?) 🙂

    Ona jest zajebista. Nie mogłem się od niej oderwać.

    Polecam

    HeyPussy