Wygląda na to, że po przeszło ćwierć wieku tak czynnego, jak i biernego interesowania się sztukami walki destylacja mego punktu widzenia w końcu dobiega końca. Ostatnie mętne myśli ulatniają się, a klarowne krople skapują wprost na elektroniczny papier poprzez klawiaturę komputera. Co więcej, efekt wspomnianego procesu jest wyskokowy – mocny i nie dla lalusiów! Są nim bowiem rozważania na temat tego, które dwa sporty walki są najbardziej męskie i co mają ze sobą wspólnego!

No dobrze, skoro mamy już za sobą wymyślny wstęp, możemy przejść do rzeczy: do dwóch sportów walki, które będąc od siebie tak bardzo odległymi, są jednocześnie niesłychanie podobne! Do dwóch najbardziej męskich dyscyplin. Tak, tak! Mam oczywiście na myśli pięściarstwo i zapasy klasyczne. Słowem uspokojenia dla wszystkich adeptów brazylijskiego jiu-jitsu, którzy w tym momencie ze złości kręcą berimbolo na sucho – to, naturalnie, wyłącznie mój punkt widzenia, a niniejszy felieton proponuję traktować z odpowiednią dozą uśmiechu i dystansu. BJJ jest trendy i ma inne zalety.

Konstatacja, że zarówno boks jak i zapasy – “zwłaszcza” klasyczne – są najbardziej męskimi ze sportów walki jest dla mnie w perspektywie wspomnianego na wstępie ćwierćwiecza skądinąd zaskakująca. Pamiętam doskonale, jak mając te osiem, dziewięć lat i ucząc się podstawowego rzutu biodrowego (o-goshi) na judo niemal z politowaniem patrzyłem na trenera, który zawsze z wielkim respektem i szacunkiem wyrażał się zarówno o zapaśnikach jak i pięściarzach mówiąc, że to “nieprawdopodobnie twardzi goście” a same sporty są “niesamowicie ciężkimi dyscyplinami”. Z politowaniem ponieważ jako dzieciak wychowany na filmach z JCV i Stevenem Seagalem nawet nie traktowałem boksu i zapasów jako sztuk walki: w pierwszym nie ma przecież nawet kopnięć, więc każdy mnich z klasztoru shaolin ich z łatwością pokona trzema saltami i finalnym kopnięciem; w drugim się tylko przewracają i leżą na sobie, więc każdy judoka ich przecież z pewnością udusi. Jest to oczywiście tok rozumowania młodego chłopca, który czerpie wiedzę z filmów i telewizji, ale nie był to obraz odosobniony w latach dziewięćdziesiątych. Większość ludzi miała mniej więcej taką percepcję walki wręcz, zbudowaną w oparciu o akrobacje aktorów z Hollywood.

Dopiero pierwsze UFC i PRIDE (ach! PRIDE!) w Japonii stopniowo zaczęły prostować tę karykaturę. Wczesne MMA – vale tudo – krok po kroku uzmysławiały coraz szerszym masom, że efektowne wygibasy nijak się mają do skuteczności, że chwyty generalnie górują nad uderzeniami, że prawdziwa walka jest brutalna, eksplozywna i szybka. Jak uderzenie pioruna. Niestety dla wspomnianej percepcji (a stety dla samej dyscypliny) vale tudo bardzo szybko zaczęło się rozwijać i przeradzać w prawdziwy sport – w MMA. To doprowadziło do powstania kolejnego skrzywienia percepcji tłumów: przekonania, że walka wręcz jest kilkuminutowym pojedynkiem dwóch wyszkolonych adeptów MMA, którzy na zmianę wymieniają ciosy i kopnięcia, którzy schodzą na kolano przy wejściach w nogi, którzy na ziemi toczą wielowymiarowe pojedynki o to, kto pierwszy dopnie dźwignię skrętną z pleców. 

Tymczasem walka wręcz wygląda jak UFC 1: szybka wymiana i koniec. Jedna, dwie minuty i ktoś jest znokautowany, ktoś inny leży na ziemi i jest bity łokciem. Walka wręcz wygląda jak awantury (nierzadko wybitnych) zawodników MMA zza kulis: sekundy i Daniel Cormier leży na plecach a Jon Jones bije go krzesłem po głowie… no dobrze, tego krzesła nie było – ale mogło! I w wersji barowej by zapewne było. I na nic by się zdało wszechstronne wyszkolenie mistrzów UFC, kiedy wyrzut adrenaliny i pierwotne instynkty (widzenie tunelowe chociażby) zrobiłyby swoje. Nie byłoby kombinacji uderzeń i kopnięć, nie byłoby trzypoziomowego podejścia pod finalnego nurka do zakrocznej nogi… co najwyżej byłby prosty, sierp i zwykłe biodro – to samo, którego uczyłem się na pierwszych zajęciach judo. Mówi się, że MMA zawęża techniki z każdej dyscypliny do zaledwie 20% i to prawda. W klatce nie ma potrzeby zagłębiania się w niuanse technik brazylijskiego jiu-jitsu, skupiania uwagi na kolejnych warstwach zapaśniczej ofensywy czy nad ustawianiem sobie rywala lewym prostym, by  w końcu w jedenastej rundzie  skrócić kąt i znokautować oponenta podbródkowym. Gdy jednak opuścimy klatkę MMA owe 20% tego, co działa można jeszcze przyciąć o 3/4 z uwagi na tempo potyczki i nieprzewidywalność samego starcia.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie atakuję w tym momencie MMA, czy zawodników tejże dyscypliny. Po prostu trzeba zrozumieć, że MMA to… MMA. Kolejny sport walki ze swoimi zaletami i wadami. Wcale nie będący idealnym do “prawdziwej walki” (cokolwiek by to miało znaczyć) – daleko od tego. Niestety takie przekonanie dzięki popularności sportu jest obecnie dość powszechne, tymczasem jest ono nieprawdziwe nawet w przypadku oryginalnego vale tudo, w którym zasad praktycznie nie było (praktycznie, bo przecież uzgodnienie choćby tego, że walka toczona jest jeden na jednego jest już w istocie bardzo precyzyjną zasadą), a pojedynek trwa aż do rozstrzygnięcia, co nierzadko zajmowało nawet kilka godzin… W realnym świecie nikt nie ma przecież zapewnionego takiego komfortu czasu, to zwykły absurd. Nie ma też przestronnej klatki czy ringu, nie ma boiska do futbolu, które proponował swego czasu Joe Rogan. Są ściany, stoły, krzesła, inni ludzie itp. itd. I jest pośpiech. Dużo pośpiechu.

Tak jak Hollywood przedstawiało karykaturę walki wręcz z jednej strony, tak MMA przedstawia ją z dziś drugiej. I to dopiero dobrodziejstwa internetu a także rozpowszechnienie się smartfonów z kamerami (oraz kamer przemysłowych) pozwalają dojrzeć, jak owa walka wygląda naprawdę bez konieczności narażania się na utratę zębów, aby zbadać przedmiot we własnym zakresie.

Zaraz, zaraz… ale gdzie w tym wszystkim pięściarstwo? Gdzie zapasy klasyczne? – możecie zapytać. Już spieszę z odpowiedzią. Dokładnie tak jak filmy przekonały mnie, że “zapasy czy boks to nie sztuki walki”, tak interenetowe bójki na YT uzmysłowiły mi, że w dużej mierze te mistyczne “prawdziwe” walki to w zasadzie wyłącznie kombinacja technik klasycznych zapasów i pięściarstwa właśnie. Że mamy do czynienia z wymianami kombinacji ciosów na głowę i wysokiego klinczu, w którym nie “wchodzą” raczej piękne łokcie od Tajów, tylko strzały z przysłowiowej “baśki” i klasyczne wyniesienia za pas prowadzące nierzadko w zaświaty. I że jeśli mamy mówić o jakiejś ostatecznej wersji sztuki walki oddającej owe realia (czego oczywiście nie ma i być nie może), to te dwie dyscypliny muszą być jej fundamentem.

W tym miejscu zmieniam temat i uspokajam. Nie zamierzam rozwijać owego wątku – nie planuję pisania poradnika chuligana. Wszystko powyższe musiałem jednak zaznaczyć dla kontekstu ukazującego, że pięściarstwo i zapasy klasyczne są w istocie bardzo skutecznymi sportami walki – wszak jak bez tego fundamentalnego założenia mógłbym je nazwać najbardziej męskimi? To ich pierwsze podobieństwo. Drugim jest to, iż obie ograniczają się wyłącznie do górnej połowy ciała a wszelkie ataki poniżej linii pasa zarówno nogami jak i rękoma są niedozwolone. Ów fakt powoduje radykalne zawężenie wachlarza technicznego. Prawdą jest,  że styl wolny w porównaniu do klasyka to prawdziwy ocean możliwości. Tak samo muay thai czy kickboxing albo sanda w porównaniu do pięściarstwa. Podobnie MMA jest oceanem możliwości na tle wszystkich powyższych dyscyplin. To czym boks i klasyk górują nad resztą to nie szerokość dostępnych technik a ich głębia. Strategia bokserska nie konstruuje pytań na zasadzie: jakiego narzędzia użyć w danej sytuacji aby znokautować rywala – jak może np. zapytać taj bokser (czy użyć pięści, łokcia, kolana, golenia czy może stopy?). Strategia bokserska pyta na zasadzie: jak sprawić, żeby w danej sytuacji znokautować rywala ciosem w głowę bądź korpus? Tak samo w przypadku zapasów klasycznych: jak zrobić, żeby będąc pierś w pierś z rywalem przebić się przez jego głowę i ręce na tyle, by rzucić go na plecy? Oczywiście głębia techniczna występuje  w każdym sporcie walki i takie pytania również zadawane są kickboxingu, wolniaku czy MMA. Tam jednak szerszy wachlarz techniczny pozwala niejako obejść tę kwestię, czego w boksie i zapasach klasycznych zrobić nie sposób. To trochę tak, jakby przygotowywać się do sprawdzianu z historii. Co innego jeśli tematem będzie wyłącznie rozbicie dzielnicowe, a co innego, jeśli sprawdzian dotyczyć będzie całości dziejów Polski. Efektem będzie zupełnie inny poziom zagłębienia się w konkretne okresy historyczne i o ile w tym drugim przypadku pewne (a nawet spore) braki w znajomości rozbicia dzielnicowego mogą ujść nam na sucho, tak w drugim każdy, nawet najdrobniejszy błąd będzie istotny dla wyniku. Ów poziom szczegółowości jest chyba nawet tym, co odpychało mnie od tych dyscyplin w młodości i co pod pewnymi względami utrudnia mi ich odbiór i dziś. Pomimo tego, że uważam, że nie istnieje nic piękniejszego niż czysto wykonana technika zapaśniczego klasyka albo pięściarska praca nóg (jak czasem widzi się jak zawodnicy MMA, nawet ci na wysokim poziomie “człapią” po oktagonie, to aż skóra cierpnie) zwieńczona kombinacją dochodzącą celu, to jednak sam “spektakl” ogląda mi się częstokroć niełatwo. Bez wątpienia jest to spowodowane małą ilością “materiału”, którą zawodnicy mają do przerobienia, czego efektem jest doskonałe zrozumienie nie tylko każdej potencjalnej luki, ale i samej “gry” jako całości. Tak więc w pięściarstwie mamy te pięć, sześć nierzadko siedem rund kłucia prostymi i badania rywali a dopiero w końcowych rundach, na większym zmęczeniu próby rozbicia rywali – co i tak w większości przypadków się nie udaje i pojedynek kończy się na kartach sędziowskich. W klasyku z kolei mamy pracę na rękach i próby przebicia się przez obronę rywala, a że ta jest niesłychanie szczelna, to i o czysty rzut naprawdę trudno. Nie mówiąc już o położenie na łopatki. Żeby jednak uzmysłowić piękność samej techniki polecam zobaczyć walki na nieco niższym, albo mniej dobranym poziomie. 

Największym podobieństwem obu dyscyplin i języczkiem u wagi, który przesądza o tytule najbardziej męskiej dyscypliny sportu przyznawanym przez autora niniejszego testu jest jednak sama orientacja obu sportów i nieustępliwość. Tak w pięściarstwie jak i w zapasach klasycznych nie ma gdzie uciec, nie ma się za czym schować. Nie to, abym uważał, że przyjęcie low kicka na łydkę jest czymś przyjemnym, tak samo potencjalnego łokcia w klinczu, lecz w MMA, w “kicku”, w “taju” jest gdzie uciec. Nie idzie ci w półdystansie – możesz spróbować w klinczu, albo  na dystansie. W MMA możesz iść w zapasy, w parter. Bokser może tylko stać i wymieniać ciosy na głowę, klincz jest rozrywany, kopnięć z dystansu nie ma. Jeśli ci nie idzie już od pierwszej rundy… no przykro mi bardzo, będziesz musiał coś zrobić, żeby w kolejnych jedenastu zaczęło ci iść. Albo będziesz dostawał na głowę przez pół godziny. W klasyku jest dokładnie tak samo! Już sama pozycja walki wzbudza strach – nie przesadzam. Kiedy człowiek liźnie klasyka po przygodzie w judo (gdzie pierwotnie atakowanie nóg było dozwolone) czy wolniaku, stanie pierś w pierś z przeciwnikiem czując jego napór jest niekomfortowe. A jeszcze mniej komfortowy jest fakt, że kiedy w tym wysokim klinczu nie za bardzo wychodzi, to nie ma ucieczki do nóg. Nie można postraszyć podcięciem i rzucić wysoko. Nie można postraszyć rzutem a pójść po nogę. Nie ma dokąd uciec, trzeba stać twardo na nogach i liczyć, że nawałnica ustanie. Generalnie sporty walki nie są rzemiosłem dla osób o słabej psychice ale pięściarstwo i zapasy klasyczne w szczególności nie są dyscyplinami dla osób, które z angielskiego moglibyśmy nazwać “quitters” (ktoś, kto łatwo odpuszcza). Można powiedzieć, że nieustępliwość jest w pewnym sensie esencją męskości, a jej emanacją w świecie sportów walki jest boks i zapasy klasyczne. Spektakl precyzji i techniki, ale także głębia strategii.

Niestety każdy kij ma dwa końce i często to, co z jednego punktu widzenia jest zaletą, z innego jest wadą. Tak jak wspominałem kilka akapitów wyżej,  w związku z wąską specjalizacją obie dyscypliny mogą mieć dość wysoki próg wejścia. Dotyczy to zwłaszcza zapasów – bo boks ma się obecnie świetnie – które wydają się być dyscypliną mocno hermetyczną. Bez wątpienia w popularyzacji pomóc powinna edukacja: jeśli widzowie będą rozumieli, co w danej chwili dzieje się na ringu czy macie, oglądanie potyczek będzie znacznie przyjemniejsze i częstsze. Dlatego z tego miejsca zachęcam osoby zajmujące się obiema dyscyplinami do nieskreślania apriori pomysłów wprowadzania grup dla dorosłych czy grup rekreacyjnych, a wiem, że takie pomysły nierzadko są skreślane, bo skupia się raczej na szkoleniu dzieci i młodzieży, bo to one w perspektywie będą przynosić medale. Pamiętać należy jednak, że nie medale są najważniejsze, a popularność –  to dzięki niej  w krwioobiegu dyscyplin krążą pieniądze. Owszem, w krwioobiegu zapasów i pięściarstwa krążą również pieniądze Ministerstwa Sportu i Turystyki, ale pamiętajmy, że gdyby doszło do wycofania zapasów z Igrzysk Olimpijskich, a taki postulat był przecież rozważany m.in. ze względu na niską popularność, to te ministerialne pieniądze skończyłyby się praktycznie z dnia na dzień, co mogłoby oznaczać dla dyscypliny może nie śmierć, ale na pewno śpiączkę. Warto więc popularyzować dyscyplinę nie tylko poprzez transmisje i telewizyjne show ale także poprzez pracę u podstaw. 

Jakub Bijan
FREESTYLE || GRECO

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

114 komentarzy (poniżej pierwsze 30)

...wczytuję komentarze...

Avatar of jd0490
jd0490

UFC
Middleweight

11,451 komentarzy 26,167 polubień

Walka wręcz wygląda jak awantury (nierzadko wybitnych) zawodników MMA zza kulis: sekundy i Daniel Cormier leży na plecach a Jon Jones bije go krzesłem po głowie…
:damjan: :damjan: :frankapprove:
Zaraz, zaraz… ale gdzie w tym wszystkim pięściarstwo? Gdzie zapasy klasyczne? –:gdzie:
Ogólnie to kawał dobrego do czytania

Odpowiedz 5 polubień

Avatar of Siedem
Siedem

Kapitan Ulicy

16,496 komentarzy 43,200 polubień

Ale żeś dojebał artykuł, przeczytam sobie do poduszki wieczorem, lajka zostawiam w ciemno.

Odpowiedz 6 polubień

Średniej wielkości znawca

Legacy FC
Welterweight

2,032 komentarzy 6,353 polubień

Najbardziej męskie jest oczywiąście dociążanie się w piwnicy ciężkimi chłopiskami ponad 90 kg.

Zapraszam do dyskusji.

Odpowiedz 27 polubień

Avatar of Bolesław
Bolesław

M-1 Global
Heavyweight

3,878 komentarzy 7,555 polubień
Avatar of Gienek
Gienek

UFC
Middleweight

10,926 komentarzy 20,611 polubień
Avatar of B.I.G Makumba
B.I.G Makumba

UFC
Middleweight

11,705 komentarzy 20,985 polubień

Idealnie ujęte
Na ulicy żadne dokurwione techniki Ci się nie przydadzą, bo człowiek z automatu myśli by walnąć typa w mordę albo rzucić go o ziemię.
Nie wiem czy był człowiek który miałby szansę na ulicy z prime Tysonem(W takiej awanturze)

Odpowiedz 10 polubień

Avatar of Cassius42
Cassius42

UFC
Heavyweight

17,829 komentarzy 30,492 polubień

Idealnie ujęte
Na ulicy żadne dokurwione techniki Ci się nie przydadzą, bo człowiek z automatu myśli by walnąć typa w mordę albo rzucić go o ziemię.
Nie wiem czy był człowiek który miałby szansę na ulicy z prime Tysonem(W takiej awanturze)

Na ulicy to chyba najbardziej sprawdza się lekkoatletyka i biegi średnie, bo tam nie ma zasad i pojedynku 1 na 1, i dochodzą do tego jeszcze sprzęty, a co do Tysona to na przeciętnego Kowalskiego to by wystarczył nawet ten dzisiejszy Mike.

Odpowiedz 4 polubień

Avatar of Loker
Loker

BAMMA
Flyweight

700 komentarzy 1,415 polubień

Jeszcze piłka nożna - tam jest ciągła walka i nie ma miękkiej gry.

Odpowiedz 7 polubień

Avatar of Apollo
Apollo

BAMMA
Light Heavyweight

980 komentarzy 4,217 polubień

W takiej sytuacji stykowej na ulicy bardzo ważna jest też psychika - znam typa, który trenował z sukcesami karate kyokushin (wiem wiem, chujowe, ale w teorii lepszy taki sport walki niż żaden). Sam byłem świadkiem, jak ten koleś na ulicy wyłapał po ryju od gościa o głowę niższego i sporo lżejszego, który walił weselniaki, ale był w tym uparty, nie bał się i w końcu któryś z jego cepów znokautował karatekę, któremu najwyraźniej spętało jaja, bo ani nie uciekał, ani nie atakował, w zasadzie to tylko trzymał (chujową) gardę i pruł powietrze niemrawymi prostymi. Kopów oczywiście w ogóle nie używał, a swoim brązowym czy nawet czarnym pasem z karate mógł sobie co najwyżej wytrzeć dupę - tyś tyśki na zawodach nie przekładają się na zwycięstwo w prawdziwej walce, zwłaszcza z niebojącym się, agresywnym przeciwnikiem.

Odpowiedz 14 polubień

click to expand...
Avatar of AKK
AKK

Maximum FC
Heavyweight

1,722 komentarzy 2,524 polubień

Nie wiem czy był człowiek który miałby szansę na ulicy z prime Tysonem(W takiej awanturze)

większość chwytaczy z desperacji by klinczowała i juz taki ktoś ma praktycznie wygraną

Odpowiedz 1 Like

Avatar of B.I.G Makumba
B.I.G Makumba

UFC
Middleweight

11,705 komentarzy 20,985 polubień

większość chwytaczy z desperacji by klinczowała i juz taki ktoś ma praktycznie wygraną

miałem na myśli tych z ememej
za to tak karelin jakby walnął kogoś o chodnik :frankapprove:

Odpowiedz 5 polubień

Avatar of Garotha
Garotha

BAMMA
Bantamweight

788 komentarzy 2,558 polubień

W takiej sytuacji stykowej na ulicy bardzo ważna jest też psychika - znam typa, który trenował z sukcesami karate kyokushin (wiem wiem, chujowe, ale w teorii lepszy taki sport walki niż żaden). Sam byłem świadkiem, jak ten koleś na ulicy wyłapał po ryju od gościa o głowę niższego i sporo lżejszego, który walił weselniaki, ale był w tym uparty, nie bał się i w końcu któryś z jego cepów znokautował karatekę, któremu najwyraźniej spętało jaja, bo ani nie uciekał, ani nie atakował, w zasadzie to tylko trzymał (chujową) gardę i pruł powietrze niemrawymi prostymi. Kopów oczywiście w ogóle nie używał, a swoim brązowym czy nawet czarnym pasem z karate mógł sobie co najwyżej wytrzeć dupę - tyś tyśki na zawodach nie przekładają się na zwycięstwo w prawdziwej walce, zwłaszcza z niebojącym się, agresywnym przeciwnikiem.

Albo jesteś ze Śląska i mamy wspólnego znajomego - bo historia bliźniacza, albo to przypadek.
przypadek-co-za-przypadek.gif

Odpowiedz 1 Like

click to expand...
Avatar of szplin
szplin

Vale Tudo
Open

22,444 komentarzy 112,374 polubień

@JB_ co Ty wiesz o walce na ulicy...

Odpowiedz 12 polubień

Avatar of Apollo
Apollo

BAMMA
Light Heavyweight

980 komentarzy 4,217 polubień

Albo jesteś ze Śląska i mamy wspólnego znajomego - bo historia bliźniacza, albo to przypadek.
View attachment 62828

Nie jestem ze Śląska, więc pewnie takich typków trochę jest - co tylko potwierdza, że chuja warte to kyokushin.

Odpowiedz 5 polubień

Avatar of Vvallachia
Vvallachia

UFC
Light Heavyweight

16,044 komentarzy 35,612 polubień

Za długie, nie czytam :muttley:

Odpowiedz 2 polubień

Avatar of Garotha
Garotha

BAMMA
Bantamweight

788 komentarzy 2,558 polubień

Nie jestem ze Śląska, więc pewnie takich typków trochę jest - co tylko potwierdza, że chuja warte to kyokushin.

Ano, Azjatyckie taś taś, medytacje i inne metafizyczne takie tam..
A tu w mordę trzeba chamowi dać!
1681665426634.png1681665439676.png

Odpowiedz 6 polubień

Avatar of PaulPGR
PaulPGR

UFC
Middleweight

11,405 komentarzy 45,750 polubień

Jakubie ja bym dodał trzeci męski sport walki... Sambo. Kurde oglądałem kiedyś zawody w tym, to jest lepsze niż zapasy.

Odpowiedz 4 polubień

Avatar of WaszkaOG
WaszkaOG

EFC Africa
Heavyweight

3,034 komentarzy 9,477 polubień

Fajny artykuł, w większości się zgadzam.
Tylko z tym ocenianiem tego jak wygląda prawdziwa walka na podstawie filmików z bójek to mała uwaga - zwykle uczestnicy nie potrafią sie bić i są pijani. To jednak prawda, że w takich sytuacjach najważniejsze są boks i zapasy klasyczne, chociaż łokcie, kolana i kopnięcia na korpus mogą być skuteczny dodatkiem. Zwłaszcza, że boksując łatwo sobie uszkodzic ręce na czyjejś głowie gdy przychodzi to robić w stresie i bez owinietych rak w rękawicach.

Zabrakło też bardziej dosadnego stwierdzenia, że bjj jest dla pedałów :lol:.
Przy okazji, nie wydaje się wam, że Joe Rogan jest gejem? Moim zdaniem jest.

Odpowiedz 10 polubień

click to expand...
Avatar of Cassius42
Cassius42

UFC
Heavyweight

17,829 komentarzy 30,492 polubień

Jeszcze piłka nożna - tam jest ciągła walka i nie ma miękkiej gry.

No i kondycja jest bardzo ważna.

Odpowiedz 2 polubień

Avatar of JB_
JB_

FREESTYLE || GRECO

10,823 komentarzy 25,893 polubień

W takiej sytuacji stykowej na ulicy bardzo ważna jest też psychika - znam typa, który trenował z sukcesami karate kyokushin (wiem wiem, chujowe, ale w teorii lepszy taki sport walki niż żaden). Sam byłem świadkiem, jak ten koleś na ulicy wyłapał po ryju od gościa o głowę niższego i sporo lżejszego, który walił weselniaki, ale był w tym uparty, nie bał się i w końcu któryś z jego cepów znokautował karatekę, któremu najwyraźniej spętało jaja, bo ani nie uciekał, ani nie atakował, w zasadzie to tylko trzymał (chujową) gardę i pruł powietrze niemrawymi prostymi. Kopów oczywiście w ogóle nie używał, a swoim brązowym czy nawet czarnym pasem z karate mógł sobie co najwyżej wytrzeć dupę - tyś tyśki na zawodach nie przekładają się na zwycięstwo w prawdziwej walce, zwłaszcza z niebojącym się, agresywnym przeciwnikiem.

Ja uważam, że to jest 50%. Psychika. I że trzeba to trenować. W sensie nie, że trening mentalny z Darią XD tylko faktyczne przygotowanie - coś jak Geoff Thompson robi/robił (polecam gościa w ogóle, niesłychanie ciekawy człowiek), czyli krzyk, wrzaski, presja. Zaskakujące, jak wielu ludzi (według niego), nawet wytrenowanych "martial artists" potrafi się pospinać pod wpływem zwykłego krzyku i gróźb. I to trzeba ćwiczyć, jak się o takich rzeczach myśli serio. O ile się myśli, bo nie do końca wiem czy jest sens.
Te pozostałe 50% czyli element fizyczno-techniczny też bym podzielił na pół, gdzie pół to by była zwykła siła i masa. Dojebanie jak największej masy i siły, zachowując jak największą sprawność. Czyli dokładnie odwrotnie niż w sportach walki, gdzie schodzi się najniżej z wagą przy zachowaniu maksymalnej sprawności - więc tu sporty walki mają metodologię kontrskuteczną nawet. I dopiero to ostatnie 25% to by były techniki, czyli według mnie boks, klasyk i ociupinka judo/sambo (walka za szmaty i elementy szybkich poddań + może jakieś zejście do jednej nogi dla kontekstu) oraz tajskiego dla kolan i łokci. I popatrzcie, że przy tym podejściu odpada niemal 80% MMA: większość parteru, cała praca gardą do kosza, większość wolniaka i klinczu z wolniaka, gdzie się klei do jajek pod siatką, odpada bawienie w okopywanie łydki, większość kopnięć.... tralala. Taki Mark Kerr z lepszym boksem i więcej klasyka by mi wyszedł - jak on nakurwiał z baśki tych biedaków XD Podobnie Coleman.

Odpowiedz 11 polubień

click to expand...
Avatar of cz75
cz75

Shark Fights
Light Heavyweight

1,318 komentarzy 4,520 polubień

Pieknie napisane! Aż po kilku latach śledzenia strony musialem się zarejestrować! Kłaniam się wszystkim! Co do meritum, życie pisze najpiękniejsze historie. Koniec lat 80-tych, czarny pas na biodrach (Kyokushin), boks we krwi (ojciec boksował). Wydawało mi się, ze jestem dobry, naturalny ciężki, do tego dobry zasięg i szybkość, mental mocny - prawie ideał :). Jak to wtedy bywało jakaś mała szarpaninka o wplywy, pytanie czy pojadę, no jasne, juz schodzę. Na miejscu prawie Braveheart głównie zapasiory z dość znanego drzewiej klubu. No to hyc i tańczymy, typ mniejszy ode mnie, taki pieniek, bedzie łatwo, nie podejdzie. Obudzilem sie na glebie, zlozyl mnie zwykłym pasem:). Od tego czasu nabralem szcunku do zapasiorow i zacząłem trenowac wieloplaszczyznowo. Potem przyszła decyzja o zaciągnięciu się do armii i szczerze mówiąc, tam wlasnie nauczylem sie skutecznie eliminować przeciwnika. Nie wysublimowane techniki, nie akrobatyczne popisy, a zimna, wredna i chamska kalkulacja ... Oczy, uszy, kolana, gardło i inne takie ... Jeszcze raz, szacun za artykuł, swietnie sie czytalo i wrocily wspomnienia!

Odpowiedz 20 polubień

click to expand...
Avatar of PaulPGR
PaulPGR

UFC
Middleweight

11,405 komentarzy 45,750 polubień

trening mentalny z Darią XD

Ale by podeszło pójść za ciosem i taki tekst o hochsztaplerach przy zawodnikach MMA

Odpowiedz 10 polubień

Avatar of cz75
cz75

Shark Fights
Light Heavyweight

1,318 komentarzy 4,520 polubień

Ano, Azjatyckie taś taś, medytacje i inne metafizyczne takie tam..
A tu w mordę trzeba chamowi dać!
View attachment 62832View attachment 62833

Wszystko zalezy od senseia, u nas nie było taś, taś, medytacji nie pamietam, za to było kumite:). Ale i tak zapasior mnie zmielił (nie spodziewalem sie). Z kyokushinem już tak jest, jak trenujesz zawodniczo to 'mietka gra' jak dla siebie to robi sie troche inaczej.

Odpowiedz 5 polubień

Avatar of Apollo
Apollo

BAMMA
Light Heavyweight

980 komentarzy 4,217 polubień

Ale by podeszło pójść za ciosem i taki tekst o hochsztaplerach przy zawodnikach MMA

@JB_ MAKE IT HAPPEN!

Odpowiedz 5 polubień

Avatar of JB_
JB_

FREESTYLE || GRECO

10,823 komentarzy 25,893 polubień

Wszystko zalezy od senseia, u nas nie było taś, taś, medytacji nie pamietam, za to było kumite:). Ale i tak zapasior mnie zmielił (nie spodziewalem sie). Z kyokushinem już tak jest, jak trenujesz zawodniczo to 'mietka gra' jak dla siebie to robi sie troche inaczej.

Generalnie karate też było kiedyś inne, zupełnie twardsze. Firas Zahabi wspominał kiedyś o turnieju z lat dwudziestych bodaj (ale tu mogę się mylić) karateków i Tajów gdzie karatecy wygrali 2-1 (3 pojedynki były). Dziś to było było do zera dla Tajów za każdym razem, bo karate jest już miękkie i skomercjalizowane.

Odpowiedz 6 polubień

Avatar of Cassius42
Cassius42

UFC
Heavyweight

17,829 komentarzy 30,492 polubień

Ale by podeszło pójść za ciosem i taki tekst o hochsztaplerach przy zawodnikach MMA

Po takim mental couchingu to nawet Fury, Wilder czy Bones nie wydają się być trudni do pokonania.
:ponymindfuck::lsdtrip::brainoverload:

Odpowiedz 2 polubień

Avatar of Apollo
Apollo

BAMMA
Light Heavyweight

980 komentarzy 4,217 polubień

Wszystko zalezy od senseia, u nas nie było taś, taś, medytacji nie pamietam, za to było kumite:). Ale i tak zapasior mnie zmielił (nie spodziewalem sie). Z kyokushinem już tak jest, jak trenujesz zawodniczo to 'mietka gra' jak dla siebie to robi sie troche inaczej.

Z moich znajomych to na ulicy zawsze znakomicie pizgali się... rugbyści :). Ale to też właśnie z tych względów, o których pisze @JB_ - WIELKIE CHŁOPISKA, ale nie żelbetonowe kloce tylko sprawne byczki, przyzwyczajeni do adrenaliny i ciężkich, fizycznych starć, darcia ryja i w zasadzie ciągłych uszkodzeń ciała.

Odpowiedz 8 polubień

Avatar of Cassius42
Cassius42

UFC
Heavyweight

17,829 komentarzy 30,492 polubień

Generalnie karate też było kiedyś inne, zupełnie twardsze. Firas Zahabi wspominał kiedyś o turnieju z lat dwudziestych bodaj (ale tu mogę się mylić) karateków i Tajów gdzie karatecy wygrali 2-1 (3 pojedynki były). Dziś to było było do zera dla Tajów za każdym razem, bo karate jest już miękkie i skomercjalizowane.

Teraz karate olimpijskie czy taekwondo to takie podskakiwanie na nogach i punktowanie. To się nawet słabo ogląda, no i nie wolno uderzyć za mocno bo grozi dyskwalifikacja.

Odpowiedz 4 polubień

Avatar of WaszkaOG
WaszkaOG

EFC Africa
Heavyweight

3,034 komentarzy 9,477 polubień

Z moich znajomych to na ulicy zawsze znakomicie pizgali się... rugbyści :). Ale to też właśnie z tych względów, o których pisze @JB_ - WIELKIE CHŁOPISKA, ale nie żelbetonowe kloce tylko sprawne byczki, przyzwyczajeni do adrenaliny i ciężkich, fizycznych starć, darcia ryja i w zasadzie ciągłych uszkodzeń ciała.

Ma to sens, no i Volkanowski zaczynał jako rugbysta.

Odpowiedz 7 polubień