Podsumowanie roku 2011, nagrody MMARocks – zagranica

-1


(fot. Esther Lin / MMAFighting.com)

Podsumowanie zagranicznych wydarzeń w świecie MMA w ubiegłym roku w jedenastu kategoriach. Zapraszamy do czytania i komentowania.

Przy okazji informujemy, że „polskie” nagrody przyznamy w późniejszym terminie w specjalnych okolicznościach. Szczegóły wkrótce.

Zawodnik roku: Jon Jones

10 grudnia kiedy na płótno oktagonu osunęło się nieprzytomne ciało Lyoto Machidy stało się jasne, że Jon Jones nie tylko zakończył rok 2011 z najbardziej okazałym bilansem, Jon Jones również zanotował prawdopodobnie najlepszy kalendarzowy rok dla fightera w historii MMA. To wszystko było możliwe przez jedną kontuzję.

5 lutego Jones bez problemów rozprawił się z, wtedy niepokonanym, Ryanem Baderem, swoim największym wyzwaniem do tej pory. Po walce Joe Rogan, wszystko wskazuje, że „na gorąco”, poinformował Jonesa, że Rashad Evans, jego partner z tego samego obozu, doznał kontuzji i nie wystąpi za 6 tygodni w walce z Szogunem Ruą o pas. Rogan zaoferował Jonesowi, w imieniu UFC, zastąpienie Evansa na co bez dłuższego zastanowienia 23-latek przystał. Wobec tak utalentowanego fightera pisanie, że to co stało się w tym wywiadzie zmieniło kompletnie jego karierę byłoby nie na miejscu. W przypadku Jonesa lepiej napisać, że po prostu przyspieszyło to co nieuniknione.

I tak sześć tygodni później Jon Jones, kilka godzin po zatrzymaniu złodzieja na ulicach Newark, całkowicie zgasił Mauricio Ruę, nie dając mistrzowi miejsca na praktycznie żadną ofensywę i odprawiając go przez TKO w trzeciej rundzie. W wieku 23 lat i 243 dni Jones został najmłodszym mistrzem w historii UFC. Do końca roku zdążył obronić swój pas dwukrotnie, czego dokonał jako pierwszy fighter od ery Chucka Liddella, zakończonej w 2007 roku przez Quintona Jacksona. Tego samego Jacksona, którego Jones złamał psychicznie i bezbronnego zmusił do odklepania ledwie po raz drugi w jego karierze. Wykrzyknik postawił w wspomnianej walce z Machidą, gdzie po ciężkiej pierwszej rundzie wrzucił drugi bieg i rozbił Brazylijczyka łokciami.

Przed wygraną z Szogunem Jones podpisywał autografy „Mistrz 2011” oficjalnie będąc przekonanym o sile sprawczej tych podpisów, nieoficjalnie będąc nieskończenie pewnym siebie. Nie wiem jak Jones podpisuje autografy w tej chwili, ale jeśli jest to cokolwiek innego niż „Mistrz 2012” to aż strach się bać.

Laureat 2010: Cain Velasquez
Laureat 2009: Jose Aldo
Laureat 2008: Rashad Evans


Foto UFC.com

Walka roku: Frankie Edgar vs Gray Maynard 2

Nasze życzenie z ubiegłego roku, by kolejne lata przyniosły nam takie wspaniałe walki jak Pettis vs Henderson i Santiago vs Misaki zostało spełnione z nawiązką. Z wybijającej się trójki: styczniowego legendarnego już starcia Edgara z Maynardem, ekscytującej batalii Chandlera z Alvarezem i niesamowitej wojny Hendersona z Shogunem wybraliśmy ten pierwszy pojedynek, chociaż każda z tych trzech walk zasługiwała na wyróżnienie.

O zwycięstwie walki wieczoru na UFC 125 zdecydował wyjątkowy przebieg pojedynku pomiędzy czołowymi zawodnikami wagi lekkiej. Edgar musiał w tym pojedynku przezwyciężyć nie tylko nieprzychylne typowania bukmacherów i dużo słabsze warunki fizyczne, ale przede wszystkim trudne  momenty w katastrofalnej dla niego pierwszej rundzie. Jeszcze nigdy w historii MMA zawodnik nie przetrwał takiego pięciominutowego lania, by potem przewalczyć kolejne cztery rundy. Maynard w pierwszych minutach zafundował mu nie tylko trzy nokdauny, ale jeszcze całą masę ciosów w stójce i parterze, próbując znokautować słaniającego się na nogach mistrza. Edgar cudem przetrwał ten szaleńczy atak, a w kolejnej odsłonie sam zaczął dyktować warunki. Słabnący Maynard, pomimo spadku energii utraconej w początkowym ataku,  do końca walczył o zwycięstwo. Zadziwiające, że po dwudziestu pięciu minutach, toczonego w szybki tempie pojedynku obaj zawodnicy nie padli na matę ze zmęczenia. Mimo oznak zmęczenia i śladów przyjętych ciosów na twarzach, pewnie przewalczyliby jeszcze, co najmniej jedną rundę, jeśli nie więcej.

Werdykt sędziów w tej walce nie zadowolił ani Edgara, ani tym bardziej Maynarda, ale ogłoszony remis dał podstawy do zorganizowania rewanżu. Październikowe zwieńczenie trylogii okazało się być niewiele gorszym pokazem serca, zaciętości i techniki MMA w najlepszym wydaniu. Czwarty z rzędu laur w tej kategorii dla walki w wadze lekkiej potwierdza też siłę tej dywizji i efektowność walk siedemdziesięcio-kilowców.

Laureat 2010: Anthony Pettis vs. Benson Henderson
Laureat 2009: Benson Henderson vs. Donald Cerrone
Laureat 2008: Eddie Alvarez vs. Joachim Hansen

Nokaut roku: Anderson Silva na Vitorze Belforcie

Nie ma co się oszukiwać, mało kto spodziewał się, że Vitor Belfort będzie akurat tym zawodnikiem, który położy kres panowaniu Silvy. Tym niemniej temperatura przed walką, zwłaszcza w Brazylii, gdzie każdy wie kim jest Vitor Belfort, została mocno podgrzana przez samych zainteresowanych. Belfort w swoich występach w mediach nie szczędził słów krytyki Silvie m.in. nazywając go „fałszywym” i „kryjącym się za maską”. Silva odwzajemnił krytykę pojawiając się w faktycznej masce na ważeniu i już nikt nie mógł wytrzymać tych 24 godzin więcej.

Sama walka potoczyła się bez historii. Wydaje się, że Belfort popełnił kardynalny błąd przez ponad 3 minuty nie przyciskając Silvy i pozwalając mistrzowi ocenić dystans i wyczuć timing rywala. Kiedy Pająk wykonał już wszystkie niezbędne obliczenia, w mgnieniu oka było po wszystkim. Długa noga Andersona sięgnęła szczęki Belforta, niczym Dhalsim w Street Fighterze tnąc od spodu gardę rywala. Oszołomiony zawodnik osunął się na plecy, ale zachował strzępy przytomności. Nie na długo. Silva nonszalancko odgarnął na bok lewą nogę oponenta i poczęstował go dwoma soczystymi uderzeniami, które przekonały Steve’a Mazzagattiego do przerwania walki.

Belfort po raz drugi w karierze i po raz pierwszy od 1997 roku został zatrzymany uderzeniami. Anderson Silva nie tylko wyśrubował swój rekord wygranych z rzędu w UFC i udanych obron pasa, ale też uczynił front-kick czołowym trendem MMA przez resztę roku, naśladowców znajdując nie tylko w Lyoto Machidzie, z którym trenuje, ale też, chociażby w osobie Dong-Hyun Kima. Tymczasem Steven Seagal wyprowadzający do klatki Andersona, postanowił sobie nieskromnie przypisać całość zasług za to kopnięcie.

Laureat 2010: Paul Daley vs. Scott Smith
Laureat 2009: Dan Henderson vs. Michael Bisping
Laureat 2008: Rashad Evans vs. Chuck Liddell

Poddanie roku: Frank Mir na Antonio Rodrigo Nogueirze

Antonio Rodrigo Nogueira to obok Fedora jeden z dwóch najlepszych ciężkich w historii MMA. Frank Mir zapisze się na kartach historii, jako zawodnik, który nie tylko jako pierwszy znokautował Brazylijczyka, ale tez jako jedyny, który potrafił go poddać.

Na grudniowym UFC 140 Amerykanin po raz pierwszy w karierze, będąc na skraju nokautu, potrafił powrócić do jak się już wydawało przegranego pojedynku. Kiedy Nogueira popełnił błąd próbując sam odklepać rywala gilotyną, Mir wykorzystał te sekundy na dojście do siebie. Gdy Brazylijczyk próbował go przetoczyć, Frank odwrócił niesprzyjający bieg zdarzeń złapał Minotaura w kimurę, z której ten już nie uciekł. Co prawda były mistrz Pride i UFC do ostatnich chwil, nie klepiąc, walczył o wyswobodzenie się z chwytu. Niestety dla niego zabójcze połączenie „końskiej siły i techniki” Mira zakończyło walkę makabrycznym złamaniem kości ramienia brazylijskiego zawodnika.

Od tej to walki to mieszkaniec Las Vegas może nosić miano najlepszego specjalisty od poddań w wadze ciężkiej. Dodatkowo pamiętając, że to nie pierwsze złamanie autorstwa Mira w UFC, może się okazać, że mimo wszystkich swoich wad Frank, będzie w 2012 roku jednym z najmniej pożądanych rywali w królewskiej kategorii.

Laureat 2010: Shuichiro Katsumura vs. Masakatsu Ueda
Laureat 2009: Toby Imada vs. Jorge Masvidal
Laureat 2008: Dustin Hazelett vs. Josh Burkman

Runda roku: Nick Diaz vs Paul Daley

Pierwsza niepełna runda walki wieczoru na kwietniowej gali Strikeforce najlepiej podsumowała działalność kalifornijskiej organizacji, zanim Silicon Valley Sports & Entertainment musiała sprzedać swoje dziecko światowemu potentatowi Zuffie.

Strikeforce Scotta Cokera zapisało się w pamięci fanów organizując ekscytujące, czasami nawet szalone pojedynki, nie do końca dyktowane rankingami czy logiczną kolejką pretendentów do pasa. Tak właśnie było w walce Nicka Diaza z Paulem Daleyem. Walka dostarczyła niezapomnianych emocji poczynając od pierwszych sekund, kiedy zły chłopiec ze Stockton znalazł się na deskach, a Anglik próbował mu urwać głowę niecelnym soccer kickiem, po ostatnie sekundy walki, kiedy Diaz wysłał rywala na ziemię i skończył pojedynek. Szczytem szaleństwa w tym starciu był moment kiedy dumny kickbokser jakim jest Daley musiał ratować się obaleniem po przyjęciu serii ciosów na korpus, a sekundy później firmowy sierp zawodnika z Nottinhgam sprawił, że to Diaz całował matę ringu i był najbliżej porażki przed nokaut od 2002 roku.

Wszystko to w połączeniu z gorącą kalifornijską publicznością sprawiło, że batalię obu zawodników oglądało się z otwartymi ustami. Nawet Dana White potrafił oddać honor wyrzuconemu z UFC Daleyowi chwaląc jego postawę w sześciokącie Strikeforce. Nie dziwi też fakt, jak szybko po tym zwycięstwie Diaz zasilił szeregi największej organizacji na świecie.

Laureat 2010: Jorge Santiago vs. Kazuo Misaki R2
Laureat 2009: Hideo Tokoro vs. Abel Cullum R1


Foto William Musacchia / Sherdog.com

Odkrycie roku: Michael Chandler

25-latek z Missouri zaczął rok jako dobry, utalentowany, ale zupełnie niesprawdzony zapaśnik. Mając ledwie pięć walk na koncie z przeciwnikami o łącznym bilansie 11-13, znalazł się w turnieju Bellatora wagi lekkiej obok Patricky’ego Freire, Toby’ego Imady, Roba McCullogha oraz Marcina Helda, który był jego pierwszym przeciwnikiem.

Już przed pierwszą walką Chandler nie krył się z tym, że jako jedyny zawodnik turnieju już myśli o tym jak pokonać Eddiego Alvareza. Krok pierwszy zrobił kosztem Polaka. Mimo ciasnej dźwigni na kolano w wykonaniu Marcina na twarzy Chandlera nie zagościł nawet grymas bólu. Chwilę potem role się odwróciły, to Held musiał bronić ciasno zapiętego trójkąta rekami Chandlera. Bronił nieskutecznie i ostatecznie udał się na drzemkę. W drugiej walce z Lloydem Woodardem, Chandler pokazał więcej zapasów jak i to, że, mimo braków w obronie, robi postępy w stójce. Owe postępy w stójce były jeszcze bardziej widoczne na tle niebezpiecznego uderzacza Freire, którego Chandler pokonał w finale turnieju.

Zapaśnik z Missouri dotrzymał słowa i zmierzył się z Eddie’m Alvarezem. Mając tyle czasu na przemyślenie tego pojedynku może nie powinniśmy się dziwić, że go wygrał, choć nie przyszło to łatwo. Chandler wystrzelił z bloków, zaskakując wszystkich dobrą pierwszą rundą gdzie posłał rywala na deski dwukrotnie, ale potem koła od wozu zaczynały odpadać. Po trzeciej rundzie, wyraźnie przegranej przez Chandlera, wydawało się, że dalej nie zajdzie. Pretendent jakoś zmieścił w czwartej rundzie cios, który ponownie posłał Alvareza na deski, a tam Michael nie dał już wstać zmęczonemu mistrzowi sensacyjnie poddał go duszeniem w 19 minucie walki.

Dywizja do 70 kilogramów tradycyjnie jest najsilniej obsadzoną wagą w MMA, gdzie każdy może przegrać z każdym. Chandler w dwanaście miesięcy przebył drogę od pięciu walk z nikomu nie znanymi kelnerami na amerykańskim środkowym zachodzie, do mistrza Bellatora i zawodnika ścisłej czołówki.

Laureat 2010: Anthony Pettis
Laureat 2009: Jon Jones
Laureat 2008: Thiago Alves

Występ roku: Nate Diaz przeciwko Donaldowi Cerrone

Po nieudanym początku roku w wadze półśredniej wydawało się, że Nate Diaz nigdy nie doścignie osiągnięciami swojego starszego brata. Dwie walki później młodszy z krnąbrnych braci jest wymieniany wśród najlepszych na świecie w wadze lekkiej i jest realnym kandydatem do pojedynku o pas. Wszystko to za sprawą znakomitych występów najpierw przeciwko Gomiemu, a potem jeszcze lepszemu w starciu z Donaldem Cerrone na UFC 141 w grudniu.

O ile zwycięstwo nad byłym mistrzem Pride przyniosło Diazowi sporo pochwał, to lanie jakie sprawił Kowbojowi wprawiło wielu w osłupienie. Nate nie tylko pokonał faworyzowanego rywala, ale zrobił sobie przy tym worek treningowy z jego głowy deklasując go dzięki fantastycznym umiejętnościom bokserskim. Przy okazji Kalifornijczyk sprawił też nie lada ból głowy statystykom z Fightmetrica i Compustrike’a, którzy musieli zliczyć jego rekordową liczbę trafionych ciosów. Według tych pierwszych Diaz ulokował na ciele rywala 238 „znaczących” ciosów przy znakomitej skuteczności 66 %, bijąc przy tym rekord UFC należący do jego starszego brata aż o 50 ciosów. Kolejnym dowodem na dominację podopiecznego Cesara Gracie jest zachowanie Cerrone, który między drugą, a trzecią rundą na obsceniczny gest przeciwnika potrafił tylko kiwnąć głową niejako uznając, że nie ma żadnych szans na nawiązanie równorzędnej walki w tym pojedynku.

Występ na ostatniej gali UFC w 2011 roku sprawił, że po raz pierwszy zaczęto się zastanawiać, czy to nie Nate jest tym lepszym bokserem z dwójki kontrowersyjnych braci. Na to pytanie odpowie nam już zapewne obecny rok, w którym obu Stocktończyków czekają wyzwania w ścisłych czołówkach wag lekkiej i półśredniej.

Laureat 2010: Frankie Edgar vs. B.J. Penn 2
Laureat 2009: Anderson Silva vs. Forrest Griffin


(fot. Donald Miralle / Zuffa LLC/Zuffa LLC via Getty Images)

Niespodzianka roku: Titor Ortiz poddaje Ryana Badera

Kiedy UFC zestawiło pojedynek Tito Ortiza z Ryanem Baderem na UFC 132, wszyscy byli przekonani, że organizacja wreszcie pożegna się z jedną ze swoich zasłużonych gwiazd, a Ryan Bader powróci na drogę zwycięstw po porażce z Jonem Jonesem. Rzeczywistość w Octagonie okazała się zupełnie inna.

Ortiz nie tylko wygrał po raz pierwszy i jedyny od 2006 roku, ale też odprawił Badera przed czasem, co pomijając wyraźnie odstającego poziomem Kena Shamrocka, nie udało mu się przez ponad dekadę. Zły Chłopiec z Huntington Beach najpierw prawym sierpowym zamroczył młodszego o osiem lat rywala, a gdy ten oddał mu szyję i Ortiz zakończył walkę duszeniem gilotynowym. Tito już tak dawno nie wygrał pojedynku, że wielu fanów dopiero na UFC 132 po raz pierwszy zobaczyło jego charakterystyczny rytuał z zakopywaniem ciała rywala po zwycięskiej walce.

Kolejne dwie walki w 2011 roku szybko zweryfikowały miejsce Ortiza w czołówce UFC, a dokładniej to, że Kalifornijczyk już dawno się w niej nie znajduje. Chociaż zwycięstwo z Baderem było raczej przykładem sporej dozy szczęścia, to jednak pozwoliło byłemu mistrzowi na wydłużenie kariery o przynajmniej dwie walki oraz zarobienie kolejnych solidnych wypłat w UFC.

Laureat 2010: Fabricio Werdum vs. Fedor Emelianenko
Laureat 2009: Ray Mercer vs. Tim Sylvia

Wydarzenie roku: UFC kupuje Strikeforce

Wieczorem 12 marca, bodajże w przerwie jednego z meczy Manchesteru United, odszedłem na chwilę od internetu by wziąć prysznic. Kiedy wróciłem UFC kupiło Strikeforce. W tak banalny sposób, bez tradycyjnych „ważnych ogłoszeń” Dany White’a tylko poprzez prosty wywiad z Arielem Helwanim pejzaż światowego MMA uległ poważnej zmianie.

Wszak przed tą datą większość z nas chwaliła Strikeforce, za to, że choć poziomem zdarza im się odstawać od UFC to ich gale są nieodmiennie emocjonujące. Mają też kilku naprawdę światowej klasy zawodników, a turniej wagi ciężkiej ma potencjał ożywić obraz tej zatęchłej dywizji. Kilka miesięcy później zuffowskie sępy wyrwały co smakowitsze kąski z kalifornijskiej organizacji, zostawiając Gilberta Melendeza i Luke’a Rockholda walczących z mało inspirującymi rywalami. Jednocześnie finał grand prix majaczy gdzieś w przyszłości jako łabędzi śpiew tej kategorii w Strikeforce po tym jak wszyscy prócz Daniela Cormiera i Josha Barnetta dostali kontrakty w Las Vegas.

Strikeforce wcześniej czy później stanie się kolejną nazwą na słynnym nagrobku Dany, na którym wpisuje nazwy wszystkich organizacji, które nie wytrzymały konkurencji z tytanem Zuffy. UFC już wzbogaciło się o wiele potencjalnych gwiazd, w przeciągu tego roku bez wątpienia do oktagonu trafią kolejne. Kiedy kontrakt z Showtime będzie wypełniony, wreszcie zostanie nam oszczędzone oglądanie tych smutnych widowisk Strikeforce, których Zuffa nawet nie chce szczególnie promować.

Laureat 2010: Fuzja UFC i WEC
Laureat 2009: UFC 100

Obóz roku: Cesar Gracie Jiu-Jitsu

62-tysięczne Lodi w hrabstwie San Joaquin w Północnej Kalifornii jest anonimowe podobnie jak wiele amerykańskich miasteczek takich rozmiarów. Do niedawna tylko winiarze i zagorzali słuchacze Creedence Clearwater Revival zdawali sobie sprawę o istnieniu tej mieściny. W ubiegłym roku do grona wtajemniczonych dołączyła rzesza fanów MMA, którzy dowiedzieli się, że to tam mieści się akademia Cesara Graciego, naszym zdaniem najlepszy obóz minionego roku.

Może jest to teza, którą ciężko poprzeć na papierze bo tylko Nick Diaz zanotował naprawdę wybitny rok wygrywając trzy walki jednak postępy jakie pod okiem Graciego oraz, zwłaszcza, trenera stójki Richarda Pereza zrobił Nate Diaz przeważyły szalę. Na dodatek z Gracie’m nieco luźniej związany jest Gilbert Melendez, który w minionym roku został wymieniany jako być może najlepszy lekki na świecie.

Choć okolica bywa, sądząc po opowieściach Nicka Diaza, mało ciekawa to akademia Cesara Gracie’go z pewnością jest jedną z najciekawszych miejsc na mapie MMA, nawet nie biorąc pod uwagę jej ekscentrycznych członków.

Laureat 2010: Nova Uniao
Laureat 2009: Black House
Laureat 2008: Jackson’s MMA


Foto UFC.com

Gala roku: UFC 139

Podobnie jak w przypadku walki roku, kandydatów na galę roku w 2011 nie brakowało. Wśród nominowanych UFC 129, 132, 134, 139 i 140 każda była znakomitym show i dostarczyła niezapomnianych momentów.

UFC 139 zapisało się w pamięci fanów przede wszystkim znakomitą ringową wojną w wykonaniu Dana Hendersona i Mauricio Ruy. Obaj zostawiając ogromną ilość zdrowia w pięciorundowym pojedynku zapewnili sobie status legend tego sportu i prawdopodobnie członków UFC Hall of Fame. Nie mniej emocjonująca, choć trochę krótsza była walka Wanderlei Silvy z Cungiem Le. Były gwiazdor Pride przypomniał fanom swoje trochę już zakurzone uderzenia kolanami, którymi poprzestawiał nos parającemu się aktorstwem Wietnamczykowi. Trzecim znakomitym akcentem, był genialny występ Urijah’i Fabera, który zdewastował Briana Bowlesa.

Jeśli dodamy do tych trzech nokauty Badera i MacDonalda, poddanie perspektywicznego Weidmana oraz bardzo dobre występy Kampmanna i Baczyńskiego, uzyskujemy kartę walk, do której jeszcze nie raz będzie się wracać dla samej przyjemności z oglądania MMA w najlepszym wydaniu.

Laureat 2010: WEC 48
Laureat 2009: WEC 41
Laureat 2008: UFC 92

MMAStore-at-MMARocks_Akcesoria02