Kto lepiej niż legendarny bokser Mike Tyson potrafi zrozumieć problemy i pokusy z którymi musi mierzyć się niezwykle popularny Conor McGregor.

„Żelazny Mike” zapytany przez dziennikarzy portalu TMZ Sports czy borykający się z problemami z prawem McGregor zasługuje na kolejną szanse odpowiedział:

„Absolutnie, może jeszcze wszystko odwrócić. Jest wspaniałym człowiekiem, jest dobry. Zapracował sobie na to i zasługuje na to! Spotka go coś dobrego.”

Tyson odpowiedział też dziennikarzowi który przytoczył głosy osób wątpiących w rewelacje dotyczące marihuany wartej 40 tysięcy dolarów jaką rzekomo Tyson miałby wypalać w ciągu miesiąca na swoim marihuanowym ranczu:

Ci ludzie nie potrafią marzyć. To wszystko jest prawdziwe.

30 KOMENTARZE

  1. O, Mike chyba wyczuł hajsik. Może zrobią jakiś interes z rudym np. będzie mu otwierał drzwi od pubu i groźnym okiem spoglądał na emerytów przy barze co by się za pewnie nie poczuli w obecności nawróconego mistrza zen.

  2. Jako że nikczemna redakcja zlikwidowała możliwość dodawania tematów maluczkim, wklejam tutaj. Pełne tłumaczenie wszystkiego co powiedział McGregor w rozmowie z Helwanim. Ponad 40 minut rozmowy na różne tematy, o różnych zawodnikach i zakulisowych tajemnicach. Dla fanów, dla hejterów, pro publico bono.

    :conorsalute:

    Ariel Helwani – nie brzmisz jak ktoś kto zamierza iść na emeryturę, ale muszę o to zapytać? Jesteś już na emeryturze? Zamierzasz już nie wracać?

    Conor McGregor – Nie rozumiesz wielu rzeczy, które dzieją się za kulisami, Ariel. Czasem trzeba sobie powiedzieć – zwolnij, nie spiesz się. Musisz na przykład zrozumieć, że moja stopa była spuchnięta jak balon, kiedy wchodziłem do tej walki (z Khabibem). Mamy to wszystko na nagraniach, nagrywaliśmy cały obóz przygotowawczy. Złamałem swoją stopę na3 tygodnie przed walką. Podobnie przed walką z Mendesem,  kiedy zerwałem wiązadła. Robiłem to wszystko dla organizacji, raz za razem, budowałem tą organizację. Zwyczajnie kładłem cegły pod tą wielką budowlę, pod tą grę. Do tego, tyle rzeczy działo się wewnątrz mojego teamu, na zewnątrz mojego teamu. Czasami musisz po prostu zrobić krok w tył. Ale emerytura? Nie sądzę, żebym kiedykolwiek postanowił zrezygnować z tej gry, Ariel. Będę walczył do momentu, kiedy odejdę, to jest we mnie, walka jest we mnie i wezmę to ze sobą do grobu.

    AH – Jak złamałeś swoją rękę?

    CM – Sparing, mieliśmy ustalone sparingi. Wróciłem z Miami, miałem ustaloną bokserską walkę pokazową w moim irlandzkim klubie (…) był to charytatywny pojedynek ze wspaniałym, obiecującym młodym zawodnikiem Michael McGranem, po tych wszystkich zawirowaniach z boksem, z Mayweatherem czułem, że muszę zrobić coś dla swojej irlandzkiej społeczności. Obudować relacje z tymi ludźmi. Ale było to też dla mnie – żeby zacząć przygotowania do powrotu do oktagonu. I wtedy odbudowywałem też relacje ze swoim trenerem MMA (John Kavanagh), mieliśmy ustalony kolejny twardy sparing, w małych 6-uncjowych rękawicach, właściwie nie był  to sparing, była to po prostu walka za zamkniętymi drzwiami, trafiłem przeciwnika prawą ręką, upadł. Kiedy upadł, poszedłem za nim w parter, uderzając go lewą ręką, uderzyłem go trochę niecelnie, złą częścią dłoni w bok głowy, kość pękła i to tyle. Ta słynna lewa dłoń, ale to prawa ręka była ręka, która posłała go na deski! Moja prawa ręka od dawna robi też świetną robotę! Te sytuacje nauczyły mnie, że trzeba zmienić podejście do przygotowań, do sparingów, że nie mogą to być kolejne walki, walki przed walką, że trzeba to robić z głową, a nie na siłę z całym zaangażowaniem, jakby to była walka. Przeszedłem pomyślnie operację i rekonwalescencję i wracam. Dostałem właśnie pozwolenie na grappling, wracam już do grapplingu, bo uderzać mogę już od jakiegoś czasu z pełną mocą. Oczywiście nie przestawałem przez ten czas kopać, nie przestawałem ćwiczyć kondycji ze swoim programem FAST, cały czas utrzymywałem swoje ciało w formie. Więc idziemy dalej, jestem podekscytowany!

    AH – Czyli, gdyby nie ta kontuzja ręki, myślisz, że  doszłoby do twojego powrotu już w lecie tego roku?

    CM – Tak. Byłem napalony na ten powrót! Było to już wszystko ułożone, byłem na świetnej trajektorii i wtedy bum – małe poślizgnięcie. I trzeba się podnieść i budować ten stan od nowa. Najpewniej wróciłbym już w lipcu, rozmawialiśmy już o przeciwniku. Chciałem kogoś podobnego do Khabiba, ponieważ on sam nie chciał walczyć (o tym kto to miał być w dalszej części). Chciałem po prostu znowu rywalizować. To bezwzględny biznes, Ariel, zobacz, Nate był poza grą 3 lata i wrócił na szczyt. To szalony biznes, ale nie miej wątpliwości, cały czas mam te umiejętności, to jest we mnie, wiem co przynoszę do stołu. I jestem bardzo podekscytowany tym, by przynieść dla moich fanów, coś z czego znowu będą mogli się cieszyć, żeby znów mogli świętować! Wypatruję kolejnego triumfu, Ariel!

    AH – Conor, jakie są obecnie twoje relacje z UFC?

    CM – Zawsze miałem wspaniałe relacje z UFC. Wiesz, to zawsze jest marka ponad zawodnikiem. Było parę rzeczy, które spowalniały to wszystko, cały ten proces powrotu, te gadki o co-main evencie itd. Ale rozumiem,  że to tylko biznes, mam wspaniałe relacje biznesowe z UFC. Bardzo szanuję UFC. Jestem częścią UFC, a UFC jest częścią mnie. To dlatego chciałem i chcę być równorzędnym partnerem UFC. Znam doskonale każdy cal tej biznesowej gry. Wiem co przynoszę do tej gry i jak ją wznosić na wyższy poziom. Dlatego chciałem i chcę należytego szacunku. Ale to wszystko biznes, nie martw się tym. Jesteśmy wszyscy po jednej stronie, wszyscy jesteśmy napaleni na mój powrót.

    AH – Wiesz, na przestrzeni tego roku, było wiele tych walk i wtedy, przy okazji większych z nich wyskakiwałeś z czymś nowym na twitterze, mówiąc o tych gościach, którzy właśnie wygrali, którzy są lub ocierają się o twoją kategorią wagową. I tak sobie myślałem, że ja i twoi fani, chętnie zobaczyliby Ciebie walczącego z kimkolwiek, sprzedajesz miliony PPV zupełnie sam. Ale to było trochę tak, jakbyś się z nami bawił, nęcił nas swoim powrotem, ale bez żadnych konkretów.  Czemu to robiłeś?

    CM – KOCHAM TĄ GRĘ, ARIEL! Oglądam te gale od prelimsów do walki wieczoru! Kocham to! Studiować tą grę, dużo tych walk jakąś łączyło się ze mną, walka Poiriera, walka Hollowaya. A ja kocham to, kocham obserwować grę, analizować konkretne zestawienia stylistyczne. Dlaczego miałem tego nie komentować? Jestem największym studentem walki. Rozumiesz? Jestem przedsiębiorcą, jest dużo tych rzeczy biznesowych, którymi się teraz zajmuję, ale przede wszystkim jestem fighterem! Kocham to!

    AH – Wspomniałeś o Diazie, on wygrał ostatnio…

    CM – Widziałeś jego stójkę? On wyszedł do walki z od razu podniesioną gardą, trzymał ręce wysoko przy głowie od samego początku!

    AH – Tak…

    CM – Wiem, czemu, musiał tak robić, musisz tak robić jak walczyć przeciwko komuś takiemu jak Pettis. Anthony też był świetny, popatrz na jego styl! On powinien był wygrać tą walkę z Fergusonem, ale on niemal za bardzo chciał. Chciał skończyć to za szybko, pośpieszył się, to się na nim zemściło, skończył w zamkniętej gardzie i stracił swoją energię. Potem walczył z Wonderboyem zupełnie inaczej. Był dużo bardziej cierpliwy i o to chodzi! Trzeba czekać na odpowiedni moment i mimo, że przegrywał z Wonderboyem, potrafił wyprowadzić ten cios supermana w odpowiednim momencie, wspaniały finisz.

    I tak samo z Natem, nauczył się wiele z poprzednich bojów. Nauczył się wiele z walk ze mną! Wyszedł jako bardziej doświadczony zawodnik i  wygrał doświadczeniem. Miał lepsze zrozumienie tego co się dzieje w oktagonie. Był świetnie przygotowany. Interesujące było oglądać tę walkę.

    AH – Dla mnie interesujące było to, że po walce, nie wspomniał o Tobie, nie wymienił twojego nazwiska. Nie wyzwał Cię do walki, wyzwał Masvidala i Masvidal, który też dużo o Tobie mówił, wydaje się bardzo zainteresowany tą walką z Diazem. I poczułem, że jakbyś niemal został „wyboksowany” z tej sytuacji. Byłeś tym zaskoczony? Tym, że nie pytają o Ciebie, nie chcą walczyć z Tobą?

    CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie, obrażenia którego zadałem… to były bardzo intensywne walki, Ariel. Nie możesz się dziwić. Ale Nate to bardzo silna jednostka, otworzył właśnie sobie worek z prezentami, to świadomy tego co robi koleś. I Jorge… Jorge wygrał dwie walki z rzędu, ta gra jest, ludzie szybko zapominają, on nie miał jakiejś wspaniałej ścieżki kariery jako lekki, potem miał porażki, teraz ma dopiero streak dwóch zwycięstw i był obecny na gali, więc nie dziwię się, że trafili tam ze sobą na kurs kolizyjny, Nate wie co robi. Ale nie czuję, żeby ktoś mnie tym „wyboksował”. W rzeczywistości, w prawdziwej walce to ja wyboksowałem Nate’a, więc wiesz… Jeśli on nie będzie chciał trylogii, nie ma problemu! Nie mogę go winić! Zobacz na te walki! Zobacz na te zniszczenia które mu zadałem, nie mogę mieć pretensji! Teraz to nieważne. Wrócę z kimkolwiek, tu  chodzi o mnie, nie o rywala! To jest po prostu czas na mój powrót! Byłem gotowy wrócić na walkę z kimkolwiek już w lipcu. I wtedy złamałem tą rękę, musiałem to zaakceptować, nauczyć się czegoś z tego doświadczenia. Przypomniało mi to chwilę z moich poprzednich kontuzji, z walki z Mendesem, bo musiałem zmienić swoje podejście do treningów, do sparingów. Na bardziej lajtowe, żeby zbierać mniej obrażeń, mniej kontuzji. Chciałbyś Ariel zobaczyć nagrania z moich treningów, z tych obozów przygotowawczych! Zawodników czekających na mnie w hotelach pokojowych, czekających nie po to, żeby sparować, ale żeby walczyć! To nie były sesje sparingowe, tylko prawdziwe walki. Z publicznością itd. Mamy to nagrane. I to były przygotowania do walki, aż w końcu zadałem sobie pytanie – po co mam walki przed walką? Przygotowuję się do walki za pomocą innych walk? To nie miało sensu. Wtedy pojawiało się te kontuzje i to zmusiło mnie do przeanalizowania swoich przygotowań, do powrócenia do czasów, gdy przygotowywałem się do walki na jednej nodze (z Mendesem). I to jest nastawienie do którego teraz zmierzam, używając tych poprzednich doświadczeń, podchodzić do przygotowań spokojniej, bez zbierania niepotrzebnych obrażeń.

    AH – Żeby było jasne, Conor, odnośnie tych przygotowań do walki w lipcu – czy miałeś ustalonego przeciwnika? Słyszałem o Pettisie, o innych zawodnikach też. Czy były to już przygotowania pod konkretnego rywala?

    CM – Na tamten moment wierzę, że najprawdopodobniej byłby to Justin Gaethje. Ale wiesz, ta gra zmienia się szybko, wielu przychodzi, wchodzi na szczyt i za chwilę ich nie ma. To okrutny biznes. Chciałem to zrobić głównie dla historii, dla fanów, dla rodziny, dla ludzi, przeciwnik był obojętny. Po prostu chciałem już wrócić. To dlatego tak ucieszył mnie powrót Nate’a i to, że ma w głowie już inne interesy niż walka, ten biznes z CBD, to bardzo dobrze, że on uczy się tego aspektu tej gry, bo kariera zawodnika jest krótka, a ludzie szybko zapominają. Nie będzie to trwało wiecznie dla nikogo. I ja rozumiałem to od dawna, więc zawsze szukałem innych ścieżek dla swojej przyszłości. Ale zawsze byłem oddany przede wszystkim walce, to całe moje życie, teraz trenuję swojego syna, uczę go wszystkich aspektów sztuk walki, wszystkiego czego sam się nauczyłem. I jeśli on zechce podążać tą ścieżką, będę jego przewodnikiem przez całą tą drogę. Ten sport to moje życie! Ten sport dał mi to życie i niech je Bóg błogosławi, chcę po prostu wrócić!

    AH – Więc bądźmy na tyle klarowni, na ile to możliwe, gdyby UFC przyszło dzisiaj i spytało z kim chcesz walczyć, kto by to był? Zwycięzca walki Khabib-Poirier? Ktoś inny?

    CM – W mojej powrotnej walce… wiesz, chcę odzyskać swój tytuł, bardzo chcę tego odkupienia. Ten obóz przygotowawczy był nieprawidłowy, błędny. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Wiem jakie to były błędy, jakie było moje zaangażowanie w tych przygotowaniach. On uciekał całą pierwszą rundę, nie zadał ani jednego ciosu. Rzucił się po nogi, zanim zadał jakikolwiek cios. Po pierwszej rundzie to ja powinienem mieć pretensje do Herba, że nie przerywa pasywnej pozycji. On powtarzał, że mówił do mnie podczas walki, ale nie miał odwagi nawet szepnąć, dopóki nie uzyskał dominującej pozycji w parterze. I nawet wtedy nie okazywałem mu szacunku bo bał się walczyć. I potem ten jego szczęśliwy cios i nawet po tym szczęśliwym ciosie, a był to naprawdę piękny cios, wróciłem od razu na nogi i próbowałem angażować go w walkę, której on nie chciał. Ale nieważne. Jest wiele świetnych rzeczy, których mogłem się z tego nauczyć i mogę wrócić i się zreawanżować. Ale nie zamierzam na niego czekać, jeśli on nie chce. Ktokolwiek! Jeśli Dustin z nim wygra, może być do Dustin! Jeśli Nate, to Nate. Jorge Masvidal? Proszę bardzo! Nie wiem o czym Dana gada z tym, że jest dla mnie za duży. Nie znam go za bardzo, widziałem dwie ostatnie walki, ale może być. Ktokolwiek! Justin Gaethje, Tony Ferguson, ktokolwiek! Nieważne kto, tu chodzi o mnie i to żebym walczył tak jak potrafię, żeby pokazał 100% swoich umiejętności, przeciwnik jest nieważny. I żeby był w tym na 100%, cały ja, a nie tylko moje opakowanie. W obozie przed Khabibem były problemy z zaangażowaniem. Powiedziałbym, że na Sali treningowej byłem zaangażowany na 200% aż za bardzo, ale poza salą w ogóle. Sesje treningowe i sparingowe były traktowane zbyt serio, a po opuszczeniu sali traciłem całą tą koncentrację i zaangażowanie, mój umysł tracił koncentrację i lądował w samym sercu dzikiej dżungli (czyt. chlałem wódę i wciągałem koks – przyp. tłum.). Nie możesz tak robić, nie możesz być zaangażowany tylko w połowie. Musisz być poświęcony w 100% przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza w tak okrutnej grze jaką jest mma. I zapłaciłem za to cenę i tyle. I chociaż miałem kontuzję, powody, żeby zrezygnować z walki, kogo to kurwa obchodzi. Co się stało to się stało. Wiem do czego jestem zdolny, już to robiłem, wracałem. Pokazałem wszystkim co mogę osiągnąć, kiedy wszyscy we mnie wątpią. Więc jestem napalony, by zrobić to ponownie.

    AH – Prawda czy kłamstwo – zawalczysz jeszcze w tym roku?

    CM – Powiedziałbym: prawda. Powiedziałbym, że tak, że uda nam się wszystko ustalić (z UFC). Jak mówiłem, mam już pozwolenie na grappling, wracam do pełnego treningu. Jestem już teraz w formie, nie straciłem swojej kondycji, muszę po prostu nabrać pewności w grapplingu, wrócić do pełnej płynności. Mamy dopiero sierpień, więc koniec roku jest w pełni realny.

    AH – Rywalizacja z Khabibem dalej się wydaje bardzo osobista, uważasz, że możesz go pokonać, chciałbyś od razu wrócić i pomścić tę porażkę?

    CM – O taaak! Zanurkować w to jeszcze raz! Zanurkowałem w to poprzednio z jedną nogą! Moja stopa była jak balon, Ariel! Moje palce u stóp wyszły ze stawu (w  sumie nie wiem o co mu  chodzi mówi „my toes came out of the socket”, ale nie wiem  czy chodzi tu o jakąś anatomiczną część ciała czy po prostu że były spuchnięte jakby je wyjął z gniazdka z prądem – przyp. tłum.) i wszedłem tak do oktagonu i kuśtykałem w tak w nim! I miałem na to totalnie wyjebane! I było to razem do kupy ze złym obozem, z połowicznym zaangażowaniem itd. Nie ma wątpliwości (że mogę go pokonać). Jeśli dojdzie do tego, super. Ale jeśli nie, nie będę na niego czekał, wezmę kogolwiek. A jest ich tam wielu, tak jak przed chwilą wymieniłem.

    AH – Słyszałem różne plotki o twojej relacji z Johnem Kavanagh, że już nie macie takiej relacji jak kiedyś i możliwe, że już nie będziecie razem w tych wszystkich przygotowaniach.

    CM – Kavanagh jest geniuszem (…) widziałem te wszystkie wywiady i to co mówił. Ale ja to rozumiem, rozumiem, że moje połowiczne zaangażowanie sprawiło, że on mógł zwątpić w to, czy dalej chce być moim głównym trenerem. Ale dojdziemy do porozumienia. John będzie w moim narożniku, nie ma co do tego żadnej wątpliwości.

    AH – Okej, wiem że powoli osiągamy limit czasu, jaki uzgodniliśmy na tą rozmowę, czy możesz rozmawiać dalej?

    CM – Dawaj Ariel! To zaszczyt, że mogę znowu tu być i możemy rozmawiać!

    AH – Super! Bo czuję jakbyśmy dopiero zrobili rozgrzewkę. Jest jak w starych czasach! Uwielbiam to!

    CM – nie ma problemu Ariel! Nie ma potrzeby żebyśmy znów robili sobie ponad roczne przerwy (…). Jestem w dobrym punkcie, to wydarzenie (z baru), to było sporo miesięcy temu, chcę być pewny, że wszyscy usłyszą moje przeprosiny, to nie jestem ja, chcę pokazać jaki jestem naprawdę i iść dalej z pozytywnym podejściem i pełnym zaangażowaniem.

    AH – Kilka miesięcy temu Max Holloway był w Irlandii i wyglądało to, jakby oddał w twoją stronę trochę strzałów (chodzi o wizytę w fabryce Jamesona, największego konkurenta Proper 12 w Irlandii).

    CM – Tak, młody Holloway to też walka której bym chciał! Ta sprawa z fabryką… jeśli on ma z tego pieniądze,  zarobił na tym, to super, nie mam pretensji, nie mam pretensji, że pozwala sobie zarobić z firmą, która boi się mojej konkurencji i tego co robię ze swoim brandem. Proszę bardzo! Na początku też chciałem na to zareagować, zadebatować, ale się powstrzymałem i to są właśnie rzeczy, o których muszę pamiętać, kiedy wrzucić luz i dać sobie na wstrzymanie i po prostu je akceptować. A walka z Hollowayem jest jak najbardziej walką, którą jestem zainteresowany. Mam wiele szacunku do Maxa. Przeszliśmy razem przez problemy kontuzji w naszej walce,  dziś już trochę zapomnianej. On przeszedł przez wiele wojen. Jest definitywnie opcją dla mnie. A wiesz kto jeszcze jest dobrą opcją? Frankie Edgar! Choćby przez podobieństwa do Khabiba – biega na tylnej nodze i rzuca się po nogi rywala. Chcę teraz właśnie podobnych stylistycznie rywali i także Frankie, on zawsze był pełen szacunku. Kiedyś powiedział, że chciałby móc kiedyś powiedzieć swoim wnukom, że walczył z McGregorem. I dlatego chciałem tej walki. Spytaj, Dany! Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z nim i powiedziałem wprost, że to walka, którą trzeba zrobić. I nawet kiedy przegrał wyrównany bój z Maxem,  co z tego? Raz wygrywasz, raz przegrywasz, taka jest ta gra. To są historie, podróże przez które wszyscy przechodzimy, uczymy się z nich. (…) Dlatego takie sytuacje jak ta z powrotem Nate’a sprawiają, że ja sam też czuję się dobrze, cieszę się. Ostatecznie jesteśmy wszyscy w tym biznesie, a to kurewsko szalony biznes, w którym wszyscy tkwimy. Więc jest wiele, wiele walk które chcę stoczyć.

    AH – W tym wszystkim nie mogę wspomnieć o Fergusonie, który też atakował Ciebie w mediach społecznościowych, potem opuścił team menadżerski, w którym Ty jesteś i on wyraźne daje do zrozumienia, że czuje, że to on zasłużył na walkę o tytuł. Czy Ty sądzisz, że powinniście stoczyć walkę?

    CM – Jeszcze raz, Tony to prawdziwy wojownik. Mam dla niego wiele szacunku. Był w naszej drużynie i to był jego błąd, że postanowił zrezygnować. Dobrze się nim opiekowano, jak wszystkimi innymi zawodnikami w tej stajni. Był dobrze budowany promocyjnie. To był błąd, że się odwrócił. On także jest brany pod uwagę. Ma 12 zwycięstw z rzędu to imponuje. Zobaczmy teraz, co się stanie w Abu Dhabi.  Jest wiele elementów układanki, które najpierw się muszę ułożyć i zobaczymy.

    AH – W ostatnim miesiącu była rocznica twojej walki z Diego Brandao w Dublinie. Magiczny moment, dużo o tym napisano, a Ty byłeś w środku tego wszystkiego. Jak na to zareagowałeś? Czy obudziło to w Tobie jakąś nostalgię?

    CM – Oczywiście! Co za ikoniczna noc dla sportu, zwłaszcza w Irlandii! Oprócz nostalgii była to dla mnie kolejna motywacja. (…) Diego był wspaniałym przeciwnikiem. Brazylijczycy, mam dla nich wiele miłości i szacunku. Jest pełno Brazylijczyków tutaj w Irlandii. I nawet parę dni temu widziałem jak całe Sao Paulo stanęło w cieniu, przez tą sytuację z lasami deszczowymi z Amazonii. To straszne. Codziennie modlę się o to, by to się skończyło, by nadeszły chmury deszczowe czy cokolwiek. Musimy się zjednoczyć w walce o te lasy i przeciwstawić się tym pożarom, choćby to kosztowało miliony. Sao Paulo, piękna Brazylia jest w ciemności za dnia! Musimy z tym coś zrobić!

    AH – Conor, słyszymy często od sportowców jak zapewniają,  że będą lepsi, że się poprawią, co Ty konkretnie zamierzasz zrobić, żeby tak się stało, poza słowami?

    CM – Po pierwsze, jestem teraz skupiony na mojej rodzinie, mam też długie dyskusje ze samym sobą. To bardzo trudne gdy jesteś w mojej sytuacji, na każdym kroku czyhają na Ciebie pułapki i pokusy. Staram się, ćwiczę się w tym, że nie ulegać tym pokusom, nie łapać się w te pułapki. Staram się być człowiekiem rodzinnym, codziennie pracuję nad tym, żeby poza salą treningową to rodzina była przedmiotem mojej koncentracji. Dzieci, rodzina. Trenowanie syna w sztukach walki. Ostatnio  się przeprowadziliśmy, poświęciłem wiele czasu na znalezienie odpowiedniej lokalizacji i domu dla nas.  Wychowanie rodziny, niedługo zaczniemy szukać szkół dla syna. To są rzeczy, na których teraz się koncentruję. I także treningi i moje interesy.

    AH – Conor dziękuję bardzo za poświęcony czas i za tą rozmowę. Życzymy Ci  wszystkiego najlepszego i szybkiego powrotu do walk!

    CM – Dziękuję Ariel za rozmowę,  za danie mi platformy gdzie mogłem przeprosić swoich fanów i tego mężczyznę. Rozumiem już, że muszę dojrzeć do roli, która mi przypadła. Jestem wdzięczny. Będę się starał być dobrym człowiekiem i wzorem. Mam nadzieję, że będziemy teraz mogli ruszyć naprzód w pełni skoncentrowani na walkach, nie na innych sprawach. Dziękuję.

    Link do całości:

  3. Hmm, cos mi sie wydaje, ze Mike nie do konca zalapal o kogo chodzi. Moze uslyszal MacGyver, a nie McGregor i stad tego typu komentarz 😆

  4. Hmm, cos mi sie wydaje, ze Mike nie do konca zalapal o kogo chodzi. Moze uslyszal MacGyver, a nie McGregor i stad tego typu komentarz

    W przeciwieństwie do internetowych krzykaczy zna go osobiście…

  5. W przeciwieństwie do internetowych krzykaczy zna go osobiście…

    Ale dojebales. Teraz snickers i wracaj na forum.

  6. Jako że nikczemna redakcja zlikwidowała możliwość dodawania tematów maluczkim, wklejam tutaj. Pełne tłumaczenie wszystkiego co powiedział McGregor w rozmowie z Helwanim. Ponad 40 minut rozmowy na różne tematy, o różnych zawodnikach i zakulisowych tajemnicach. Dla fanów, dla hejterów, pro publico bono.

    :conorsalute:

    Ariel Helwani – nie brzmisz jak ktoś kto zamierza iść na emeryturę, ale muszę o to zapytać? Jesteś już na emeryturze? Zamierzasz już nie wracać?

    Conor McGregor – Nie rozumiesz wielu rzeczy, które dzieją się za kulisami, Ariel. Czasem trzeba sobie powiedzieć – zwolnij, nie spiesz się. Musisz na przykład zrozumieć, że moja stopa była spuchnięta jak balon, kiedy wchodziłem do tej walki (z Khabibem). Mamy to wszystko na nagraniach, nagrywaliśmy cały obóz przygotowawczy. Złamałem swoją stopę na3 tygodnie przed walką. Podobnie przed walką z Mendesem,  kiedy zerwałem wiązadła. Robiłem to wszystko dla organizacji, raz za razem, budowałem tą organizację. Zwyczajnie kładłem cegły pod tą wielką budowlę, pod tą grę. Do tego, tyle rzeczy działo się wewnątrz mojego teamu, na zewnątrz mojego teamu. Czasami musisz po prostu zrobić krok w tył. Ale emerytura? Nie sądzę, żebym kiedykolwiek postanowił zrezygnować z tej gry, Ariel. Będę walczył do momentu, kiedy odejdę, to jest we mnie, walka jest we mnie i wezmę to ze sobą do grobu.

    AH – Jak złamałeś swoją rękę?

    CM – Sparing, mieliśmy ustalone sparingi. Wróciłem z Miami, miałem ustaloną bokserską walkę pokazową w moim irlandzkim klubie (…) był to charytatywny pojedynek ze wspaniałym, obiecującym młodym zawodnikiem Michael McGranem, po tych wszystkich zawirowaniach z boksem, z Mayweatherem czułem, że muszę zrobić coś dla swojej irlandzkiej społeczności. Obudować relacje z tymi ludźmi. Ale było to też dla mnie – żeby zacząć przygotowania do powrotu do oktagonu. I wtedy odbudowywałem też relacje ze swoim trenerem MMA (John Kavanagh), mieliśmy ustalony kolejny twardy sparing, w małych 6-uncjowych rękawicach, właściwie nie był  to sparing, była to po prostu walka za zamkniętymi drzwiami, trafiłem przeciwnika prawą ręką, upadł. Kiedy upadł, poszedłem za nim w parter, uderzając go lewą ręką, uderzyłem go trochę niecelnie, złą częścią dłoni w bok głowy, kość pękła i to tyle. Ta słynna lewa dłoń, ale to prawa ręka była ręka, która posłała go na deski! Moja prawa ręka od dawna robi też świetną robotę! Te sytuacje nauczyły mnie, że trzeba zmienić podejście do przygotowań, do sparingów, że nie mogą to być kolejne walki, walki przed walką, że trzeba to robić z głową, a nie na siłę z całym zaangażowaniem, jakby to była walka. Przeszedłem pomyślnie operację i rekonwalescencję i wracam. Dostałem właśnie pozwolenie na grappling, wracam już do grapplingu, bo uderzać mogę już od jakiegoś czasu z pełną mocą. Oczywiście nie przestawałem przez ten czas kopać, nie przestawałem ćwiczyć kondycji ze swoim programem FAST, cały czas utrzymywałem swoje ciało w formie. Więc idziemy dalej, jestem podekscytowany!

    AH – Czyli, gdyby nie ta kontuzja ręki, myślisz, że  doszłoby do twojego powrotu już w lecie tego roku?

    CM – Tak. Byłem napalony na ten powrót! Było to już wszystko ułożone, byłem na świetnej trajektorii i wtedy bum – małe poślizgnięcie. I trzeba się podnieść i budować ten stan od nowa. Najpewniej wróciłbym już w lipcu, rozmawialiśmy już o przeciwniku. Chciałem kogoś podobnego do Khabiba, ponieważ on sam nie chciał walczyć (o tym kto to miał być w dalszej części). Chciałem po prostu znowu rywalizować. To bezwzględny biznes, Ariel, zobacz, Nate był poza grą 3 lata i wrócił na szczyt. To szalony biznes, ale nie miej wątpliwości, cały czas mam te umiejętności, to jest we mnie, wiem co przynoszę do stołu. I jestem bardzo podekscytowany tym, by przynieść dla moich fanów, coś z czego znowu będą mogli się cieszyć, żeby znów mogli świętować! Wypatruję kolejnego triumfu, Ariel!

    AH – Conor, jakie są obecnie twoje relacje z UFC?

    CM – Zawsze miałem wspaniałe relacje z UFC. Wiesz, to zawsze jest marka ponad zawodnikiem. Było parę rzeczy, które spowalniały to wszystko, cały ten proces powrotu, te gadki o co-main evencie itd. Ale rozumiem,  że to tylko biznes, mam wspaniałe relacje biznesowe z UFC. Bardzo szanuję UFC. Jestem częścią UFC, a UFC jest częścią mnie. To dlatego chciałem i chcę być równorzędnym partnerem UFC. Znam doskonale każdy cal tej biznesowej gry. Wiem co przynoszę do tej gry i jak ją wznosić na wyższy poziom. Dlatego chciałem i chcę należytego szacunku. Ale to wszystko biznes, nie martw się tym. Jesteśmy wszyscy po jednej stronie, wszyscy jesteśmy napaleni na mój powrót.

    AH – Wiesz, na przestrzeni tego roku, było wiele tych walk i wtedy, przy okazji większych z nich wyskakiwałeś z czymś nowym na twitterze, mówiąc o tych gościach, którzy właśnie wygrali, którzy są lub ocierają się o twoją kategorią wagową. I tak sobie myślałem, że ja i twoi fani, chętnie zobaczyliby Ciebie walczącego z kimkolwiek, sprzedajesz miliony PPV zupełnie sam. Ale to było trochę tak, jakbyś się z nami bawił, nęcił nas swoim powrotem, ale bez żadnych konkretów.  Czemu to robiłeś?

    CM – KOCHAM TĄ GRĘ, ARIEL! Oglądam te gale od prelimsów do walki wieczoru! Kocham to! Studiować tą grę, dużo tych walk jakąś łączyło się ze mną, walka Poiriera, walka Hollowaya. A ja kocham to, kocham obserwować grę, analizować konkretne zestawienia stylistyczne. Dlaczego miałem tego nie komentować? Jestem największym studentem walki. Rozumiesz? Jestem przedsiębiorcą, jest dużo tych rzeczy biznesowych, którymi się teraz zajmuję, ale przede wszystkim jestem fighterem! Kocham to!

    AH – Wspomniałeś o Diazie, on wygrał ostatnio…

    CM – Widziałeś jego stójkę? On wyszedł do walki z od razu podniesioną gardą, trzymał ręce wysoko przy głowie od samego początku!

    AH – Tak…

    CM – Wiem, czemu, musiał tak robić, musisz tak robić jak walczyć przeciwko komuś takiemu jak Pettis. Anthony też był świetny, popatrz na jego styl! On powinien był wygrać tą walkę z Fergusonem, ale on niemal za bardzo chciał. Chciał skończyć to za szybko, pośpieszył się, to się na nim zemściło, skończył w zamkniętej gardzie i stracił swoją energię. Potem walczył z Wonderboyem zupełnie inaczej. Był dużo bardziej cierpliwy i o to chodzi! Trzeba czekać na odpowiedni moment i mimo, że przegrywał z Wonderboyem, potrafił wyprowadzić ten cios supermana w odpowiednim momencie, wspaniały finisz.

    I tak samo z Natem, nauczył się wiele z poprzednich bojów. Nauczył się wiele z walk ze mną! Wyszedł jako bardziej doświadczony zawodnik i  wygrał doświadczeniem. Miał lepsze zrozumienie tego co się dzieje w oktagonie. Był świetnie przygotowany. Interesujące było oglądać tę walkę.

    AH – Dla mnie interesujące było to, że po walce, nie wspomniał o Tobie, nie wymienił twojego nazwiska. Nie wyzwał Cię do walki, wyzwał Masvidala i Masvidal, który też dużo o Tobie mówił, wydaje się bardzo zainteresowany tą walką z Diazem. I poczułem, że jakbyś niemal został „wyboksowany” z tej sytuacji. Byłeś tym zaskoczony? Tym, że nie pytają o Ciebie, nie chcą walczyć z Tobą?

    CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie, obrażenia którego zadałem… to były bardzo intensywne walki, Ariel. Nie możesz się dziwić. Ale Nate to bardzo silna jednostka, otworzył właśnie sobie worek z prezentami, to świadomy tego co robi koleś. I Jorge… Jorge wygrał dwie walki z rzędu, ta gra jest, ludzie szybko zapominają, on nie miał jakiejś wspaniałej ścieżki kariery jako lekki, potem miał porażki, teraz ma dopiero streak dwóch zwycięstw i był obecny na gali, więc nie dziwię się, że trafili tam ze sobą na kurs kolizyjny, Nate wie co robi. Ale nie czuję, żeby ktoś mnie tym „wyboksował”. W rzeczywistości, w prawdziwej walce to ja wyboksowałem Nate’a, więc wiesz… Jeśli on nie będzie chciał trylogii, nie ma problemu! Nie mogę go winić! Zobacz na te walki! Zobacz na te zniszczenia które mu zadałem, nie mogę mieć pretensji! Teraz to nieważne. Wrócę z kimkolwiek, tu  chodzi o mnie, nie o rywala! To jest po prostu czas na mój powrót! Byłem gotowy wrócić na walkę z kimkolwiek już w lipcu. I wtedy złamałem tą rękę, musiałem to zaakceptować, nauczyć się czegoś z tego doświadczenia. Przypomniało mi to chwilę z moich poprzednich kontuzji, z walki z Mendesem, bo musiałem zmienić swoje podejście do treningów, do sparingów. Na bardziej lajtowe, żeby zbierać mniej obrażeń, mniej kontuzji. Chciałbyś Ariel zobaczyć nagrania z moich treningów, z tych obozów przygotowawczych! Zawodników czekających na mnie w hotelach pokojowych, czekających nie po to, żeby sparować, ale żeby walczyć! To nie były sesje sparingowe, tylko prawdziwe walki. Z publicznością itd. Mamy to nagrane. I to były przygotowania do walki, aż w końcu zadałem sobie pytanie – po co mam walki przed walką? Przygotowuję się do walki za pomocą innych walk? To nie miało sensu. Wtedy pojawiało się te kontuzje i to zmusiło mnie do przeanalizowania swoich przygotowań, do powrócenia do czasów, gdy przygotowywałem się do walki na jednej nodze (z Mendesem). I to jest nastawienie do którego teraz zmierzam, używając tych poprzednich doświadczeń, podchodzić do przygotowań spokojniej, bez zbierania niepotrzebnych obrażeń.

    AH – Żeby było jasne, Conor, odnośnie tych przygotowań do walki w lipcu – czy miałeś ustalonego przeciwnika? Słyszałem o Pettisie, o innych zawodnikach też. Czy były to już przygotowania pod konkretnego rywala?

    CM – Na tamten moment wierzę, że najprawdopodobniej byłby to Justin Gaethje. Ale wiesz, ta gra zmienia się szybko, wielu przychodzi, wchodzi na szczyt i za chwilę ich nie ma. To okrutny biznes. Chciałem to zrobić głównie dla historii, dla fanów, dla rodziny, dla ludzi, przeciwnik był obojętny. Po prostu chciałem już wrócić. To dlatego tak ucieszył mnie powrót Nate’a i to, że ma w głowie już inne interesy niż walka, ten biznes z CBD, to bardzo dobrze, że on uczy się tego aspektu tej gry, bo kariera zawodnika jest krótka, a ludzie szybko zapominają. Nie będzie to trwało wiecznie dla nikogo. I ja rozumiałem to od dawna, więc zawsze szukałem innych ścieżek dla swojej przyszłości. Ale zawsze byłem oddany przede wszystkim walce, to całe moje życie, teraz trenuję swojego syna, uczę go wszystkich aspektów sztuk walki, wszystkiego czego sam się nauczyłem. I jeśli on zechce podążać tą ścieżką, będę jego przewodnikiem przez całą tą drogę. Ten sport to moje życie! Ten sport dał mi to życie i niech je Bóg błogosławi, chcę po prostu wrócić!

    AH – Więc bądźmy na tyle klarowni, na ile to możliwe, gdyby UFC przyszło dzisiaj i spytało z kim chcesz walczyć, kto by to był? Zwycięzca walki Khabib-Poirier? Ktoś inny?

    CM – W mojej powrotnej walce… wiesz, chcę odzyskać swój tytuł, bardzo chcę tego odkupienia. Ten obóz przygotowawczy był nieprawidłowy, błędny. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Wiem jakie to były błędy, jakie było moje zaangażowanie w tych przygotowaniach. On uciekał całą pierwszą rundę, nie zadał ani jednego ciosu. Rzucił się po nogi, zanim zadał jakikolwiek cios. Po pierwszej rundzie to ja powinienem mieć pretensje do Herba, że nie przerywa pasywnej pozycji. On powtarzał, że mówił do mnie podczas walki, ale nie miał odwagi nawet szepnąć, dopóki nie uzyskał dominującej pozycji w parterze. I nawet wtedy nie okazywałem mu szacunku bo bał się walczyć. I potem ten jego szczęśliwy cios i nawet po tym szczęśliwym ciosie, a był to naprawdę piękny cios, wróciłem od razu na nogi i próbowałem angażować go w walkę, której on nie chciał. Ale nieważne. Jest wiele świetnych rzeczy, których mogłem się z tego nauczyć i mogę wrócić i się zreawanżować. Ale nie zamierzam na niego czekać, jeśli on nie chce. Ktokolwiek! Jeśli Dustin z nim wygra, może być do Dustin! Jeśli Nate, to Nate. Jorge Masvidal? Proszę bardzo! Nie wiem o czym Dana gada z tym, że jest dla mnie za duży. Nie znam go za bardzo, widziałem dwie ostatnie walki, ale może być. Ktokolwiek! Justin Gaethje, Tony Ferguson, ktokolwiek! Nieważne kto, tu chodzi o mnie i to żebym walczył tak jak potrafię, żeby pokazał 100% swoich umiejętności, przeciwnik jest nieważny. I żeby był w tym na 100%, cały ja, a nie tylko moje opakowanie. W obozie przed Khabibem były problemy z zaangażowaniem. Powiedziałbym, że na Sali treningowej byłem zaangażowany na 200% aż za bardzo, ale poza salą w ogóle. Sesje treningowe i sparingowe były traktowane zbyt serio, a po opuszczeniu sali traciłem całą tą koncentrację i zaangażowanie, mój umysł tracił koncentrację i lądował w samym sercu dzikiej dżungli (czyt. chlałem wódę i wciągałem koks – przyp. tłum.). Nie możesz tak robić, nie możesz być zaangażowany tylko w połowie. Musisz być poświęcony w 100% przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza w tak okrutnej grze jaką jest mma. I zapłaciłem za to cenę i tyle. I chociaż miałem kontuzję, powody, żeby zrezygnować z walki, kogo to kurwa obchodzi. Co się stało to się stało. Wiem do czego jestem zdolny, już to robiłem, wracałem. Pokazałem wszystkim co mogę osiągnąć, kiedy wszyscy we mnie wątpią. Więc jestem napalony, by zrobić to ponownie.

    AH – Prawda czy kłamstwo – zawalczysz jeszcze w tym roku?

    CM – Powiedziałbym: prawda. Powiedziałbym, że tak, że uda nam się wszystko ustalić (z UFC). Jak mówiłem, mam już pozwolenie na grappling, wracam do pełnego treningu. Jestem już teraz w formie, nie straciłem swojej kondycji, muszę po prostu nabrać pewności w grapplingu, wrócić do pełnej płynności. Mamy dopiero sierpień, więc koniec roku jest w pełni realny.

    AH – Rywalizacja z Khabibem dalej się wydaje bardzo osobista, uważasz, że możesz go pokonać, chciałbyś od razu wrócić i pomścić tę porażkę?

    CM – O taaak! Zanurkować w to jeszcze raz! Zanurkowałem w to poprzednio z jedną nogą! Moja stopa była jak balon, Ariel! Moje palce u stóp wyszły ze stawu (w  sumie nie wiem o co mu  chodzi mówi „my toes came out of the socket”, ale nie wiem  czy chodzi tu o jakąś anatomiczną część ciała czy po prostu że były spuchnięte jakby je wyjął z gniazdka z prądem – przyp. tłum.) i wszedłem tak do oktagonu i kuśtykałem w tak w nim! I miałem na to totalnie wyjebane! I było to razem do kupy ze złym obozem, z połowicznym zaangażowaniem itd. Nie ma wątpliwości (że mogę go pokonać). Jeśli dojdzie do tego, super. Ale jeśli nie, nie będę na niego czekał, wezmę kogolwiek. A jest ich tam wielu, tak jak przed chwilą wymieniłem.

    AH – Słyszałem różne plotki o twojej relacji z Johnem Kavanagh, że już nie macie takiej relacji jak kiedyś i możliwe, że już nie będziecie razem w tych wszystkich przygotowaniach.

    CM – Kavanagh jest geniuszem (…) widziałem te wszystkie wywiady i to co mówił. Ale ja to rozumiem, rozumiem, że moje połowiczne zaangażowanie sprawiło, że on mógł zwątpić w to, czy dalej chce być moim głównym trenerem. Ale dojdziemy do porozumienia. John będzie w moim narożniku, nie ma co do tego żadnej wątpliwości.

    AH – Okej, wiem że powoli osiągamy limit czasu, jaki uzgodniliśmy na tą rozmowę, czy możesz rozmawiać dalej?

    CM – Dawaj Ariel! To zaszczyt, że mogę znowu tu być i możemy rozmawiać!

    AH – Super! Bo czuję jakbyśmy dopiero zrobili rozgrzewkę. Jest jak w starych czasach! Uwielbiam to!

    CM – nie ma problemu Ariel! Nie ma potrzeby żebyśmy znów robili sobie ponad roczne przerwy (…). Jestem w dobrym punkcie, to wydarzenie (z baru), to było sporo miesięcy temu, chcę być pewny, że wszyscy usłyszą moje przeprosiny, to nie jestem ja, chcę pokazać jaki jestem naprawdę i iść dalej z pozytywnym podejściem i pełnym zaangażowaniem.

    AH – Kilka miesięcy temu Max Holloway był w Irlandii i wyglądało to, jakby oddał w twoją stronę trochę strzałów (chodzi o wizytę w fabryce Jamesona, największego konkurenta Proper 12 w Irlandii).

    CM – Tak, młody Holloway to też walka której bym chciał! Ta sprawa z fabryką… jeśli on ma z tego pieniądze,  zarobił na tym, to super, nie mam pretensji, nie mam pretensji, że pozwala sobie zarobić z firmą, która boi się mojej konkurencji i tego co robię ze swoim brandem. Proszę bardzo! Na początku też chciałem na to zareagować, zadebatować, ale się powstrzymałem i to są właśnie rzeczy, o których muszę pamiętać, kiedy wrzucić luz i dać sobie na wstrzymanie i po prostu je akceptować. A walka z Hollowayem jest jak najbardziej walką, którą jestem zainteresowany. Mam wiele szacunku do Maxa. Przeszliśmy razem przez problemy kontuzji w naszej walce,  dziś już trochę zapomnianej. On przeszedł przez wiele wojen. Jest definitywnie opcją dla mnie. A wiesz kto jeszcze jest dobrą opcją? Frankie Edgar! Choćby przez podobieństwa do Khabiba – biega na tylnej nodze i rzuca się po nogi rywala. Chcę teraz właśnie podobnych stylistycznie rywali i także Frankie, on zawsze był pełen szacunku. Kiedyś powiedział, że chciałby móc kiedyś powiedzieć swoim wnukom, że walczył z McGregorem. I dlatego chciałem tej walki. Spytaj, Dany! Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z nim i powiedziałem wprost, że to walka, którą trzeba zrobić. I nawet kiedy przegrał wyrównany bój z Maxem,  co z tego? Raz wygrywasz, raz przegrywasz, taka jest ta gra. To są historie, podróże przez które wszyscy przechodzimy, uczymy się z nich. (…) Dlatego takie sytuacje jak ta z powrotem Nate’a sprawiają, że ja sam też czuję się dobrze, cieszę się. Ostatecznie jesteśmy wszyscy w tym biznesie, a to kurewsko szalony biznes, w którym wszyscy tkwimy. Więc jest wiele, wiele walk które chcę stoczyć.

    AH – W tym wszystkim nie mogę wspomnieć o Fergusonie, który też atakował Ciebie w mediach społecznościowych, potem opuścił team menadżerski, w którym Ty jesteś i on wyraźne daje do zrozumienia, że czuje, że to on zasłużył na walkę o tytuł. Czy Ty sądzisz, że powinniście stoczyć walkę?

    CM – Jeszcze raz, Tony to prawdziwy wojownik. Mam dla niego wiele szacunku. Był w naszej drużynie i to był jego błąd, że postanowił zrezygnować. Dobrze się nim opiekowano, jak wszystkimi innymi zawodnikami w tej stajni. Był dobrze budowany promocyjnie. To był błąd, że się odwrócił. On także jest brany pod uwagę. Ma 12 zwycięstw z rzędu to imponuje. Zobaczmy teraz, co się stanie w Abu Dhabi.  Jest wiele elementów układanki, które najpierw się muszę ułożyć i zobaczymy.

    AH – W ostatnim miesiącu była rocznica twojej walki z Diego Brandao w Dublinie. Magiczny moment, dużo o tym napisano, a Ty byłeś w środku tego wszystkiego. Jak na to zareagowałeś? Czy obudziło to w Tobie jakąś nostalgię?

    CM – Oczywiście! Co za ikoniczna noc dla sportu, zwłaszcza w Irlandii! Oprócz nostalgii była to dla mnie kolejna motywacja. (…) Diego był wspaniałym przeciwnikiem. Brazylijczycy, mam dla nich wiele miłości i szacunku. Jest pełno Brazylijczyków tutaj w Irlandii. I nawet parę dni temu widziałem jak całe Sao Paulo stanęło w cieniu, przez tą sytuację z lasami deszczowymi z Amazonii. To straszne. Codziennie modlę się o to, by to się skończyło, by nadeszły chmury deszczowe czy cokolwiek. Musimy się zjednoczyć w walce o te lasy i przeciwstawić się tym pożarom, choćby to kosztowało miliony. Sao Paulo, piękna Brazylia jest w ciemności za dnia! Musimy z tym coś zrobić!

    AH – Conor, słyszymy często od sportowców jak zapewniają,  że będą lepsi, że się poprawią, co Ty konkretnie zamierzasz zrobić, żeby tak się stało, poza słowami?

    CM – Po pierwsze, jestem teraz skupiony na mojej rodzinie, mam też długie dyskusje ze samym sobą. To bardzo trudne gdy jesteś w mojej sytuacji, na każdym kroku czyhają na Ciebie pułapki i pokusy. Staram się, ćwiczę się w tym, że nie ulegać tym pokusom, nie łapać się w te pułapki. Staram się być człowiekiem rodzinnym, codziennie pracuję nad tym, żeby poza salą treningową to rodzina była przedmiotem mojej koncentracji. Dzieci, rodzina. Trenowanie syna w sztukach walki. Ostatnio  się przeprowadziliśmy, poświęciłem wiele czasu na znalezienie odpowiedniej lokalizacji i domu dla nas.  Wychowanie rodziny, niedługo zaczniemy szukać szkół dla syna. To są rzeczy, na których teraz się koncentruję. I także treningi i moje interesy.

    AH – Conor dziękuję bardzo za poświęcony czas i za tą rozmowę. Życzymy Ci  wszystkiego najlepszego i szybkiego powrotu do walk!

    CM – Dziękuję Ariel za rozmowę,  za danie mi platformy gdzie mogłem przeprosić swoich fanów i tego mężczyznę. Rozumiem już, że muszę dojrzeć do roli, która mi przypadła. Jestem wdzięczny. Będę się starał być dobrym człowiekiem i wzorem. Mam nadzieję, że będziemy teraz mogli ruszyć naprzód w pełni skoncentrowani na walkach, nie na innych sprawach. Dziękuję.

    Link do całości:

    I Ty mu kurła wierzysz? :suchykarol:

  7. Jako że nikczemna redakcja zlikwidowała możliwość dodawania tematów maluczkim, wklejam tutaj. Pełne tłumaczenie wszystkiego co powiedział McGregor w rozmowie z Helwanim. Ponad 40 minut rozmowy na różne tematy, o różnych zawodnikach i zakulisowych tajemnicach. Dla fanów, dla hejterów, pro publico bono.

    :conorsalute:

    Ariel Helwani – nie brzmisz jak ktoś kto zamierza iść na emeryturę, ale muszę o to zapytać? Jesteś już na emeryturze? Zamierzasz już nie wracać?

    Conor McGregor – Nie rozumiesz wielu rzeczy, które dzieją się za kulisami, Ariel. Czasem trzeba sobie powiedzieć – zwolnij, nie spiesz się. Musisz na przykład zrozumieć, że moja stopa była spuchnięta jak balon, kiedy wchodziłem do tej walki (z Khabibem). Mamy to wszystko na nagraniach, nagrywaliśmy cały obóz przygotowawczy. Złamałem swoją stopę na3 tygodnie przed walką. Podobnie przed walką z Mendesem,  kiedy zerwałem wiązadła. Robiłem to wszystko dla organizacji, raz za razem, budowałem tą organizację. Zwyczajnie kładłem cegły pod tą wielką budowlę, pod tą grę. Do tego, tyle rzeczy działo się wewnątrz mojego teamu, na zewnątrz mojego teamu. Czasami musisz po prostu zrobić krok w tył. Ale emerytura? Nie sądzę, żebym kiedykolwiek postanowił zrezygnować z tej gry, Ariel. Będę walczył do momentu, kiedy odejdę, to jest we mnie, walka jest we mnie i wezmę to ze sobą do grobu.

    AH – Jak złamałeś swoją rękę?

    CM – Sparing, mieliśmy ustalone sparingi. Wróciłem z Miami, miałem ustaloną bokserską walkę pokazową w moim irlandzkim klubie (…) był to charytatywny pojedynek ze wspaniałym, obiecującym młodym zawodnikiem Michael McGranem, po tych wszystkich zawirowaniach z boksem, z Mayweatherem czułem, że muszę zrobić coś dla swojej irlandzkiej społeczności. Obudować relacje z tymi ludźmi. Ale było to też dla mnie – żeby zacząć przygotowania do powrotu do oktagonu. I wtedy odbudowywałem też relacje ze swoim trenerem MMA (John Kavanagh), mieliśmy ustalony kolejny twardy sparing, w małych 6-uncjowych rękawicach, właściwie nie był  to sparing, była to po prostu walka za zamkniętymi drzwiami, trafiłem przeciwnika prawą ręką, upadł. Kiedy upadł, poszedłem za nim w parter, uderzając go lewą ręką, uderzyłem go trochę niecelnie, złą częścią dłoni w bok głowy, kość pękła i to tyle. Ta słynna lewa dłoń, ale to prawa ręka była ręka, która posłała go na deski! Moja prawa ręka od dawna robi też świetną robotę! Te sytuacje nauczyły mnie, że trzeba zmienić podejście do przygotowań, do sparingów, że nie mogą to być kolejne walki, walki przed walką, że trzeba to robić z głową, a nie na siłę z całym zaangażowaniem, jakby to była walka. Przeszedłem pomyślnie operację i rekonwalescencję i wracam. Dostałem właśnie pozwolenie na grappling, wracam już do grapplingu, bo uderzać mogę już od jakiegoś czasu z pełną mocą. Oczywiście nie przestawałem przez ten czas kopać, nie przestawałem ćwiczyć kondycji ze swoim programem FAST, cały czas utrzymywałem swoje ciało w formie. Więc idziemy dalej, jestem podekscytowany!

    AH – Czyli, gdyby nie ta kontuzja ręki, myślisz, że  doszłoby do twojego powrotu już w lecie tego roku?

    CM – Tak. Byłem napalony na ten powrót! Było to już wszystko ułożone, byłem na świetnej trajektorii i wtedy bum – małe poślizgnięcie. I trzeba się podnieść i budować ten stan od nowa. Najpewniej wróciłbym już w lipcu, rozmawialiśmy już o przeciwniku. Chciałem kogoś podobnego do Khabiba, ponieważ on sam nie chciał walczyć (o tym kto to miał być w dalszej części). Chciałem po prostu znowu rywalizować. To bezwzględny biznes, Ariel, zobacz, Nate był poza grą 3 lata i wrócił na szczyt. To szalony biznes, ale nie miej wątpliwości, cały czas mam te umiejętności, to jest we mnie, wiem co przynoszę do stołu. I jestem bardzo podekscytowany tym, by przynieść dla moich fanów, coś z czego znowu będą mogli się cieszyć, żeby znów mogli świętować! Wypatruję kolejnego triumfu, Ariel!

    AH – Conor, jakie są obecnie twoje relacje z UFC?

    CM – Zawsze miałem wspaniałe relacje z UFC. Wiesz, to zawsze jest marka ponad zawodnikiem. Było parę rzeczy, które spowalniały to wszystko, cały ten proces powrotu, te gadki o co-main evencie itd. Ale rozumiem,  że to tylko biznes, mam wspaniałe relacje biznesowe z UFC. Bardzo szanuję UFC. Jestem częścią UFC, a UFC jest częścią mnie. To dlatego chciałem i chcę być równorzędnym partnerem UFC. Znam doskonale każdy cal tej biznesowej gry. Wiem co przynoszę do tej gry i jak ją wznosić na wyższy poziom. Dlatego chciałem i chcę należytego szacunku. Ale to wszystko biznes, nie martw się tym. Jesteśmy wszyscy po jednej stronie, wszyscy jesteśmy napaleni na mój powrót.

    AH – Wiesz, na przestrzeni tego roku, było wiele tych walk i wtedy, przy okazji większych z nich wyskakiwałeś z czymś nowym na twitterze, mówiąc o tych gościach, którzy właśnie wygrali, którzy są lub ocierają się o twoją kategorią wagową. I tak sobie myślałem, że ja i twoi fani, chętnie zobaczyliby Ciebie walczącego z kimkolwiek, sprzedajesz miliony PPV zupełnie sam. Ale to było trochę tak, jakbyś się z nami bawił, nęcił nas swoim powrotem, ale bez żadnych konkretów.  Czemu to robiłeś?

    CM – KOCHAM TĄ GRĘ, ARIEL! Oglądam te gale od prelimsów do walki wieczoru! Kocham to! Studiować tą grę, dużo tych walk jakąś łączyło się ze mną, walka Poiriera, walka Hollowaya. A ja kocham to, kocham obserwować grę, analizować konkretne zestawienia stylistyczne. Dlaczego miałem tego nie komentować? Jestem największym studentem walki. Rozumiesz? Jestem przedsiębiorcą, jest dużo tych rzeczy biznesowych, którymi się teraz zajmuję, ale przede wszystkim jestem fighterem! Kocham to!

    AH – Wspomniałeś o Diazie, on wygrał ostatnio…

    CM – Widziałeś jego stójkę? On wyszedł do walki z od razu podniesioną gardą, trzymał ręce wysoko przy głowie od samego początku!

    AH – Tak…

    CM – Wiem, czemu, musiał tak robić, musisz tak robić jak walczyć przeciwko komuś takiemu jak Pettis. Anthony też był świetny, popatrz na jego styl! On powinien był wygrać tą walkę z Fergusonem, ale on niemal za bardzo chciał. Chciał skończyć to za szybko, pośpieszył się, to się na nim zemściło, skończył w zamkniętej gardzie i stracił swoją energię. Potem walczył z Wonderboyem zupełnie inaczej. Był dużo bardziej cierpliwy i o to chodzi! Trzeba czekać na odpowiedni moment i mimo, że przegrywał z Wonderboyem, potrafił wyprowadzić ten cios supermana w odpowiednim momencie, wspaniały finisz.

    I tak samo z Natem, nauczył się wiele z poprzednich bojów. Nauczył się wiele z walk ze mną! Wyszedł jako bardziej doświadczony zawodnik i  wygrał doświadczeniem. Miał lepsze zrozumienie tego co się dzieje w oktagonie. Był świetnie przygotowany. Interesujące było oglądać tę walkę.

    AH – Dla mnie interesujące było to, że po walce, nie wspomniał o Tobie, nie wymienił twojego nazwiska. Nie wyzwał Cię do walki, wyzwał Masvidala i Masvidal, który też dużo o Tobie mówił, wydaje się bardzo zainteresowany tą walką z Diazem. I poczułem, że jakbyś niemal został „wyboksowany” z tej sytuacji. Byłeś tym zaskoczony? Tym, że nie pytają o Ciebie, nie chcą walczyć z Tobą?

    CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie, obrażenia którego zadałem… to były bardzo intensywne walki, Ariel. Nie możesz się dziwić. Ale Nate to bardzo silna jednostka, otworzył właśnie sobie worek z prezentami, to świadomy tego co robi koleś. I Jorge… Jorge wygrał dwie walki z rzędu, ta gra jest, ludzie szybko zapominają, on nie miał jakiejś wspaniałej ścieżki kariery jako lekki, potem miał porażki, teraz ma dopiero streak dwóch zwycięstw i był obecny na gali, więc nie dziwię się, że trafili tam ze sobą na kurs kolizyjny, Nate wie co robi. Ale nie czuję, żeby ktoś mnie tym „wyboksował”. W rzeczywistości, w prawdziwej walce to ja wyboksowałem Nate’a, więc wiesz… Jeśli on nie będzie chciał trylogii, nie ma problemu! Nie mogę go winić! Zobacz na te walki! Zobacz na te zniszczenia które mu zadałem, nie mogę mieć pretensji! Teraz to nieważne. Wrócę z kimkolwiek, tu  chodzi o mnie, nie o rywala! To jest po prostu czas na mój powrót! Byłem gotowy wrócić na walkę z kimkolwiek już w lipcu. I wtedy złamałem tą rękę, musiałem to zaakceptować, nauczyć się czegoś z tego doświadczenia. Przypomniało mi to chwilę z moich poprzednich kontuzji, z walki z Mendesem, bo musiałem zmienić swoje podejście do treningów, do sparingów. Na bardziej lajtowe, żeby zbierać mniej obrażeń, mniej kontuzji. Chciałbyś Ariel zobaczyć nagrania z moich treningów, z tych obozów przygotowawczych! Zawodników czekających na mnie w hotelach pokojowych, czekających nie po to, żeby sparować, ale żeby walczyć! To nie były sesje sparingowe, tylko prawdziwe walki. Z publicznością itd. Mamy to nagrane. I to były przygotowania do walki, aż w końcu zadałem sobie pytanie – po co mam walki przed walką? Przygotowuję się do walki za pomocą innych walk? To nie miało sensu. Wtedy pojawiało się te kontuzje i to zmusiło mnie do przeanalizowania swoich przygotowań, do powrócenia do czasów, gdy przygotowywałem się do walki na jednej nodze (z Mendesem). I to jest nastawienie do którego teraz zmierzam, używając tych poprzednich doświadczeń, podchodzić do przygotowań spokojniej, bez zbierania niepotrzebnych obrażeń.

    AH – Żeby było jasne, Conor, odnośnie tych przygotowań do walki w lipcu – czy miałeś ustalonego przeciwnika? Słyszałem o Pettisie, o innych zawodnikach też. Czy były to już przygotowania pod konkretnego rywala?

    CM – Na tamten moment wierzę, że najprawdopodobniej byłby to Justin Gaethje. Ale wiesz, ta gra zmienia się szybko, wielu przychodzi, wchodzi na szczyt i za chwilę ich nie ma. To okrutny biznes. Chciałem to zrobić głównie dla historii, dla fanów, dla rodziny, dla ludzi, przeciwnik był obojętny. Po prostu chciałem już wrócić. To dlatego tak ucieszył mnie powrót Nate’a i to, że ma w głowie już inne interesy niż walka, ten biznes z CBD, to bardzo dobrze, że on uczy się tego aspektu tej gry, bo kariera zawodnika jest krótka, a ludzie szybko zapominają. Nie będzie to trwało wiecznie dla nikogo. I ja rozumiałem to od dawna, więc zawsze szukałem innych ścieżek dla swojej przyszłości. Ale zawsze byłem oddany przede wszystkim walce, to całe moje życie, teraz trenuję swojego syna, uczę go wszystkich aspektów sztuk walki, wszystkiego czego sam się nauczyłem. I jeśli on zechce podążać tą ścieżką, będę jego przewodnikiem przez całą tą drogę. Ten sport to moje życie! Ten sport dał mi to życie i niech je Bóg błogosławi, chcę po prostu wrócić!

    AH – Więc bądźmy na tyle klarowni, na ile to możliwe, gdyby UFC przyszło dzisiaj i spytało z kim chcesz walczyć, kto by to był? Zwycięzca walki Khabib-Poirier? Ktoś inny?

    CM – W mojej powrotnej walce… wiesz, chcę odzyskać swój tytuł, bardzo chcę tego odkupienia. Ten obóz przygotowawczy był nieprawidłowy, błędny. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Wiem jakie to były błędy, jakie było moje zaangażowanie w tych przygotowaniach. On uciekał całą pierwszą rundę, nie zadał ani jednego ciosu. Rzucił się po nogi, zanim zadał jakikolwiek cios. Po pierwszej rundzie to ja powinienem mieć pretensje do Herba, że nie przerywa pasywnej pozycji. On powtarzał, że mówił do mnie podczas walki, ale nie miał odwagi nawet szepnąć, dopóki nie uzyskał dominującej pozycji w parterze. I nawet wtedy nie okazywałem mu szacunku bo bał się walczyć. I potem ten jego szczęśliwy cios i nawet po tym szczęśliwym ciosie, a był to naprawdę piękny cios, wróciłem od razu na nogi i próbowałem angażować go w walkę, której on nie chciał. Ale nieważne. Jest wiele świetnych rzeczy, których mogłem się z tego nauczyć i mogę wrócić i się zreawanżować. Ale nie zamierzam na niego czekać, jeśli on nie chce. Ktokolwiek! Jeśli Dustin z nim wygra, może być do Dustin! Jeśli Nate, to Nate. Jorge Masvidal? Proszę bardzo! Nie wiem o czym Dana gada z tym, że jest dla mnie za duży. Nie znam go za bardzo, widziałem dwie ostatnie walki, ale może być. Ktokolwiek! Justin Gaethje, Tony Ferguson, ktokolwiek! Nieważne kto, tu chodzi o mnie i to żebym walczył tak jak potrafię, żeby pokazał 100% swoich umiejętności, przeciwnik jest nieważny. I żeby był w tym na 100%, cały ja, a nie tylko moje opakowanie. W obozie przed Khabibem były problemy z zaangażowaniem. Powiedziałbym, że na Sali treningowej byłem zaangażowany na 200% aż za bardzo, ale poza salą w ogóle. Sesje treningowe i sparingowe były traktowane zbyt serio, a po opuszczeniu sali traciłem całą tą koncentrację i zaangażowanie, mój umysł tracił koncentrację i lądował w samym sercu dzikiej dżungli (czyt. chlałem wódę i wciągałem koks – przyp. tłum.). Nie możesz tak robić, nie możesz być zaangażowany tylko w połowie. Musisz być poświęcony w 100% przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza w tak okrutnej grze jaką jest mma. I zapłaciłem za to cenę i tyle. I chociaż miałem kontuzję, powody, żeby zrezygnować z walki, kogo to kurwa obchodzi. Co się stało to się stało. Wiem do czego jestem zdolny, już to robiłem, wracałem. Pokazałem wszystkim co mogę osiągnąć, kiedy wszyscy we mnie wątpią. Więc jestem napalony, by zrobić to ponownie.

    AH – Prawda czy kłamstwo – zawalczysz jeszcze w tym roku?

    CM – Powiedziałbym: prawda. Powiedziałbym, że tak, że uda nam się wszystko ustalić (z UFC). Jak mówiłem, mam już pozwolenie na grappling, wracam do pełnego treningu. Jestem już teraz w formie, nie straciłem swojej kondycji, muszę po prostu nabrać pewności w grapplingu, wrócić do pełnej płynności. Mamy dopiero sierpień, więc koniec roku jest w pełni realny.

    AH – Rywalizacja z Khabibem dalej się wydaje bardzo osobista, uważasz, że możesz go pokonać, chciałbyś od razu wrócić i pomścić tę porażkę?

    CM – O taaak! Zanurkować w to jeszcze raz! Zanurkowałem w to poprzednio z jedną nogą! Moja stopa była jak balon, Ariel! Moje palce u stóp wyszły ze stawu (w  sumie nie wiem o co mu  chodzi mówi „my toes came out of the socket”, ale nie wiem  czy chodzi tu o jakąś anatomiczną część ciała czy po prostu że były spuchnięte jakby je wyjął z gniazdka z prądem – przyp. tłum.) i wszedłem tak do oktagonu i kuśtykałem w tak w nim! I miałem na to totalnie wyjebane! I było to razem do kupy ze złym obozem, z połowicznym zaangażowaniem itd. Nie ma wątpliwości (że mogę go pokonać). Jeśli dojdzie do tego, super. Ale jeśli nie, nie będę na niego czekał, wezmę kogolwiek. A jest ich tam wielu, tak jak przed chwilą wymieniłem.

    AH – Słyszałem różne plotki o twojej relacji z Johnem Kavanagh, że już nie macie takiej relacji jak kiedyś i możliwe, że już nie będziecie razem w tych wszystkich przygotowaniach.

    CM – Kavanagh jest geniuszem (…) widziałem te wszystkie wywiady i to co mówił. Ale ja to rozumiem, rozumiem, że moje połowiczne zaangażowanie sprawiło, że on mógł zwątpić w to, czy dalej chce być moim głównym trenerem. Ale dojdziemy do porozumienia. John będzie w moim narożniku, nie ma co do tego żadnej wątpliwości.

    AH – Okej, wiem że powoli osiągamy limit czasu, jaki uzgodniliśmy na tą rozmowę, czy możesz rozmawiać dalej?

    CM – Dawaj Ariel! To zaszczyt, że mogę znowu tu być i możemy rozmawiać!

    AH – Super! Bo czuję jakbyśmy dopiero zrobili rozgrzewkę. Jest jak w starych czasach! Uwielbiam to!

    CM – nie ma problemu Ariel! Nie ma potrzeby żebyśmy znów robili sobie ponad roczne przerwy (…). Jestem w dobrym punkcie, to wydarzenie (z baru), to było sporo miesięcy temu, chcę być pewny, że wszyscy usłyszą moje przeprosiny, to nie jestem ja, chcę pokazać jaki jestem naprawdę i iść dalej z pozytywnym podejściem i pełnym zaangażowaniem.

    AH – Kilka miesięcy temu Max Holloway był w Irlandii i wyglądało to, jakby oddał w twoją stronę trochę strzałów (chodzi o wizytę w fabryce Jamesona, największego konkurenta Proper 12 w Irlandii).

    CM – Tak, młody Holloway to też walka której bym chciał! Ta sprawa z fabryką… jeśli on ma z tego pieniądze,  zarobił na tym, to super, nie mam pretensji, nie mam pretensji, że pozwala sobie zarobić z firmą, która boi się mojej konkurencji i tego co robię ze swoim brandem. Proszę bardzo! Na początku też chciałem na to zareagować, zadebatować, ale się powstrzymałem i to są właśnie rzeczy, o których muszę pamiętać, kiedy wrzucić luz i dać sobie na wstrzymanie i po prostu je akceptować. A walka z Hollowayem jest jak najbardziej walką, którą jestem zainteresowany. Mam wiele szacunku do Maxa. Przeszliśmy razem przez problemy kontuzji w naszej walce,  dziś już trochę zapomnianej. On przeszedł przez wiele wojen. Jest definitywnie opcją dla mnie. A wiesz kto jeszcze jest dobrą opcją? Frankie Edgar! Choćby przez podobieństwa do Khabiba – biega na tylnej nodze i rzuca się po nogi rywala. Chcę teraz właśnie podobnych stylistycznie rywali i także Frankie, on zawsze był pełen szacunku. Kiedyś powiedział, że chciałby móc kiedyś powiedzieć swoim wnukom, że walczył z McGregorem. I dlatego chciałem tej walki. Spytaj, Dany! Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z nim i powiedziałem wprost, że to walka, którą trzeba zrobić. I nawet kiedy przegrał wyrównany bój z Maxem,  co z tego? Raz wygrywasz, raz przegrywasz, taka jest ta gra. To są historie, podróże przez które wszyscy przechodzimy, uczymy się z nich. (…) Dlatego takie sytuacje jak ta z powrotem Nate’a sprawiają, że ja sam też czuję się dobrze, cieszę się. Ostatecznie jesteśmy wszyscy w tym biznesie, a to kurewsko szalony biznes, w którym wszyscy tkwimy. Więc jest wiele, wiele walk które chcę stoczyć.

    AH – W tym wszystkim nie mogę wspomnieć o Fergusonie, który też atakował Ciebie w mediach społecznościowych, potem opuścił team menadżerski, w którym Ty jesteś i on wyraźne daje do zrozumienia, że czuje, że to on zasłużył na walkę o tytuł. Czy Ty sądzisz, że powinniście stoczyć walkę?

    CM – Jeszcze raz, Tony to prawdziwy wojownik. Mam dla niego wiele szacunku. Był w naszej drużynie i to był jego błąd, że postanowił zrezygnować. Dobrze się nim opiekowano, jak wszystkimi innymi zawodnikami w tej stajni. Był dobrze budowany promocyjnie. To był błąd, że się odwrócił. On także jest brany pod uwagę. Ma 12 zwycięstw z rzędu to imponuje. Zobaczmy teraz, co się stanie w Abu Dhabi.  Jest wiele elementów układanki, które najpierw się muszę ułożyć i zobaczymy.

    AH – W ostatnim miesiącu była rocznica twojej walki z Diego Brandao w Dublinie. Magiczny moment, dużo o tym napisano, a Ty byłeś w środku tego wszystkiego. Jak na to zareagowałeś? Czy obudziło to w Tobie jakąś nostalgię?

    CM – Oczywiście! Co za ikoniczna noc dla sportu, zwłaszcza w Irlandii! Oprócz nostalgii była to dla mnie kolejna motywacja. (…) Diego był wspaniałym przeciwnikiem. Brazylijczycy, mam dla nich wiele miłości i szacunku. Jest pełno Brazylijczyków tutaj w Irlandii. I nawet parę dni temu widziałem jak całe Sao Paulo stanęło w cieniu, przez tą sytuację z lasami deszczowymi z Amazonii. To straszne. Codziennie modlę się o to, by to się skończyło, by nadeszły chmury deszczowe czy cokolwiek. Musimy się zjednoczyć w walce o te lasy i przeciwstawić się tym pożarom, choćby to kosztowało miliony. Sao Paulo, piękna Brazylia jest w ciemności za dnia! Musimy z tym coś zrobić!

    AH – Conor, słyszymy często od sportowców jak zapewniają,  że będą lepsi, że się poprawią, co Ty konkretnie zamierzasz zrobić, żeby tak się stało, poza słowami?

    CM – Po pierwsze, jestem teraz skupiony na mojej rodzinie, mam też długie dyskusje ze samym sobą. To bardzo trudne gdy jesteś w mojej sytuacji, na każdym kroku czyhają na Ciebie pułapki i pokusy. Staram się, ćwiczę się w tym, że nie ulegać tym pokusom, nie łapać się w te pułapki. Staram się być człowiekiem rodzinnym, codziennie pracuję nad tym, żeby poza salą treningową to rodzina była przedmiotem mojej koncentracji. Dzieci, rodzina. Trenowanie syna w sztukach walki. Ostatnio  się przeprowadziliśmy, poświęciłem wiele czasu na znalezienie odpowiedniej lokalizacji i domu dla nas.  Wychowanie rodziny, niedługo zaczniemy szukać szkół dla syna. To są rzeczy, na których teraz się koncentruję. I także treningi i moje interesy.

    AH – Conor dziękuję bardzo za poświęcony czas i za tą rozmowę. Życzymy Ci  wszystkiego najlepszego i szybkiego powrotu do walk!

    CM – Dziękuję Ariel za rozmowę,  za danie mi platformy gdzie mogłem przeprosić swoich fanów i tego mężczyznę. Rozumiem już, że muszę dojrzeć do roli, która mi przypadła. Jestem wdzięczny. Będę się starał być dobrym człowiekiem i wzorem. Mam nadzieję, że będziemy teraz mogli ruszyć naprzód w pełni skoncentrowani na walkach, nie na innych sprawach. Dziękuję.

    Link do całości:

    Wow, brawo, tyle pracy i to tylko jedną ręką?

    :razz:utinlaugh:

  8. Jako że nikczemna redakcja zlikwidowała możliwość dodawania tematów maluczkim, wklejam tutaj. Pełne tłumaczenie wszystkiego co powiedział McGregor w rozmowie z Helwanim. Ponad 40 minut rozmowy na różne tematy, o różnych zawodnikach i zakulisowych tajemnicach. Dla fanów, dla hejterów, pro publico bono.

    :conorsalute:

    Ariel Helwani – nie brzmisz jak ktoś kto zamierza iść na emeryturę, ale muszę o to zapytać? Jesteś już na emeryturze? Zamierzasz już nie wracać?

    Conor McGregor – Nie rozumiesz wielu rzeczy, które dzieją się za kulisami, Ariel. Czasem trzeba sobie powiedzieć – zwolnij, nie spiesz się. Musisz na przykład zrozumieć, że moja stopa była spuchnięta jak balon, kiedy wchodziłem do tej walki (z Khabibem). Mamy to wszystko na nagraniach, nagrywaliśmy cały obóz przygotowawczy. Złamałem swoją stopę na3 tygodnie przed walką. Podobnie przed walką z Mendesem,  kiedy zerwałem wiązadła. Robiłem to wszystko dla organizacji, raz za razem, budowałem tą organizację. Zwyczajnie kładłem cegły pod tą wielką budowlę, pod tą grę. Do tego, tyle rzeczy działo się wewnątrz mojego teamu, na zewnątrz mojego teamu. Czasami musisz po prostu zrobić krok w tył. Ale emerytura? Nie sądzę, żebym kiedykolwiek postanowił zrezygnować z tej gry, Ariel. Będę walczył do momentu, kiedy odejdę, to jest we mnie, walka jest we mnie i wezmę to ze sobą do grobu.

    AH – Jak złamałeś swoją rękę?

    CM – Sparing, mieliśmy ustalone sparingi. Wróciłem z Miami, miałem ustaloną bokserską walkę pokazową w moim irlandzkim klubie (…) był to charytatywny pojedynek ze wspaniałym, obiecującym młodym zawodnikiem Michael McGranem, po tych wszystkich zawirowaniach z boksem, z Mayweatherem czułem, że muszę zrobić coś dla swojej irlandzkiej społeczności. Obudować relacje z tymi ludźmi. Ale było to też dla mnie – żeby zacząć przygotowania do powrotu do oktagonu. I wtedy odbudowywałem też relacje ze swoim trenerem MMA (John Kavanagh), mieliśmy ustalony kolejny twardy sparing, w małych 6-uncjowych rękawicach, właściwie nie był  to sparing, była to po prostu walka za zamkniętymi drzwiami, trafiłem przeciwnika prawą ręką, upadł. Kiedy upadł, poszedłem za nim w parter, uderzając go lewą ręką, uderzyłem go trochę niecelnie, złą częścią dłoni w bok głowy, kość pękła i to tyle. Ta słynna lewa dłoń, ale to prawa ręka była ręka, która posłała go na deski! Moja prawa ręka od dawna robi też świetną robotę! Te sytuacje nauczyły mnie, że trzeba zmienić podejście do przygotowań, do sparingów, że nie mogą to być kolejne walki, walki przed walką, że trzeba to robić z głową, a nie na siłę z całym zaangażowaniem, jakby to była walka. Przeszedłem pomyślnie operację i rekonwalescencję i wracam. Dostałem właśnie pozwolenie na grappling, wracam już do grapplingu, bo uderzać mogę już od jakiegoś czasu z pełną mocą. Oczywiście nie przestawałem przez ten czas kopać, nie przestawałem ćwiczyć kondycji ze swoim programem FAST, cały czas utrzymywałem swoje ciało w formie. Więc idziemy dalej, jestem podekscytowany!

    AH – Czyli, gdyby nie ta kontuzja ręki, myślisz, że  doszłoby do twojego powrotu już w lecie tego roku?

    CM – Tak. Byłem napalony na ten powrót! Było to już wszystko ułożone, byłem na świetnej trajektorii i wtedy bum – małe poślizgnięcie. I trzeba się podnieść i budować ten stan od nowa. Najpewniej wróciłbym już w lipcu, rozmawialiśmy już o przeciwniku. Chciałem kogoś podobnego do Khabiba, ponieważ on sam nie chciał walczyć (o tym kto to miał być w dalszej części). Chciałem po prostu znowu rywalizować. To bezwzględny biznes, Ariel, zobacz, Nate był poza grą 3 lata i wrócił na szczyt. To szalony biznes, ale nie miej wątpliwości, cały czas mam te umiejętności, to jest we mnie, wiem co przynoszę do stołu. I jestem bardzo podekscytowany tym, by przynieść dla moich fanów, coś z czego znowu będą mogli się cieszyć, żeby znów mogli świętować! Wypatruję kolejnego triumfu, Ariel!

    AH – Conor, jakie są obecnie twoje relacje z UFC?

    CM – Zawsze miałem wspaniałe relacje z UFC. Wiesz, to zawsze jest marka ponad zawodnikiem. Było parę rzeczy, które spowalniały to wszystko, cały ten proces powrotu, te gadki o co-main evencie itd. Ale rozumiem,  że to tylko biznes, mam wspaniałe relacje biznesowe z UFC. Bardzo szanuję UFC. Jestem częścią UFC, a UFC jest częścią mnie. To dlatego chciałem i chcę być równorzędnym partnerem UFC. Znam doskonale każdy cal tej biznesowej gry. Wiem co przynoszę do tej gry i jak ją wznosić na wyższy poziom. Dlatego chciałem i chcę należytego szacunku. Ale to wszystko biznes, nie martw się tym. Jesteśmy wszyscy po jednej stronie, wszyscy jesteśmy napaleni na mój powrót.

    AH – Wiesz, na przestrzeni tego roku, było wiele tych walk i wtedy, przy okazji większych z nich wyskakiwałeś z czymś nowym na twitterze, mówiąc o tych gościach, którzy właśnie wygrali, którzy są lub ocierają się o twoją kategorią wagową. I tak sobie myślałem, że ja i twoi fani, chętnie zobaczyliby Ciebie walczącego z kimkolwiek, sprzedajesz miliony PPV zupełnie sam. Ale to było trochę tak, jakbyś się z nami bawił, nęcił nas swoim powrotem, ale bez żadnych konkretów.  Czemu to robiłeś?

    CM – KOCHAM TĄ GRĘ, ARIEL! Oglądam te gale od prelimsów do walki wieczoru! Kocham to! Studiować tą grę, dużo tych walk jakąś łączyło się ze mną, walka Poiriera, walka Hollowaya. A ja kocham to, kocham obserwować grę, analizować konkretne zestawienia stylistyczne. Dlaczego miałem tego nie komentować? Jestem największym studentem walki. Rozumiesz? Jestem przedsiębiorcą, jest dużo tych rzeczy biznesowych, którymi się teraz zajmuję, ale przede wszystkim jestem fighterem! Kocham to!

    AH – Wspomniałeś o Diazie, on wygrał ostatnio…

    CM – Widziałeś jego stójkę? On wyszedł do walki z od razu podniesioną gardą, trzymał ręce wysoko przy głowie od samego początku!

    AH – Tak…

    CM – Wiem, czemu, musiał tak robić, musisz tak robić jak walczyć przeciwko komuś takiemu jak Pettis. Anthony też był świetny, popatrz na jego styl! On powinien był wygrać tą walkę z Fergusonem, ale on niemal za bardzo chciał. Chciał skończyć to za szybko, pośpieszył się, to się na nim zemściło, skończył w zamkniętej gardzie i stracił swoją energię. Potem walczył z Wonderboyem zupełnie inaczej. Był dużo bardziej cierpliwy i o to chodzi! Trzeba czekać na odpowiedni moment i mimo, że przegrywał z Wonderboyem, potrafił wyprowadzić ten cios supermana w odpowiednim momencie, wspaniały finisz.

    I tak samo z Natem, nauczył się wiele z poprzednich bojów. Nauczył się wiele z walk ze mną! Wyszedł jako bardziej doświadczony zawodnik i  wygrał doświadczeniem. Miał lepsze zrozumienie tego co się dzieje w oktagonie. Był świetnie przygotowany. Interesujące było oglądać tę walkę.

    AH – Dla mnie interesujące było to, że po walce, nie wspomniał o Tobie, nie wymienił twojego nazwiska. Nie wyzwał Cię do walki, wyzwał Masvidala i Masvidal, który też dużo o Tobie mówił, wydaje się bardzo zainteresowany tą walką z Diazem. I poczułem, że jakbyś niemal został „wyboksowany” z tej sytuacji. Byłeś tym zaskoczony? Tym, że nie pytają o Ciebie, nie chcą walczyć z Tobą?

    CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie, obrażenia którego zadałem… to były bardzo intensywne walki, Ariel. Nie możesz się dziwić. Ale Nate to bardzo silna jednostka, otworzył właśnie sobie worek z prezentami, to świadomy tego co robi koleś. I Jorge… Jorge wygrał dwie walki z rzędu, ta gra jest, ludzie szybko zapominają, on nie miał jakiejś wspaniałej ścieżki kariery jako lekki, potem miał porażki, teraz ma dopiero streak dwóch zwycięstw i był obecny na gali, więc nie dziwię się, że trafili tam ze sobą na kurs kolizyjny, Nate wie co robi. Ale nie czuję, żeby ktoś mnie tym „wyboksował”. W rzeczywistości, w prawdziwej walce to ja wyboksowałem Nate’a, więc wiesz… Jeśli on nie będzie chciał trylogii, nie ma problemu! Nie mogę go winić! Zobacz na te walki! Zobacz na te zniszczenia które mu zadałem, nie mogę mieć pretensji! Teraz to nieważne. Wrócę z kimkolwiek, tu  chodzi o mnie, nie o rywala! To jest po prostu czas na mój powrót! Byłem gotowy wrócić na walkę z kimkolwiek już w lipcu. I wtedy złamałem tą rękę, musiałem to zaakceptować, nauczyć się czegoś z tego doświadczenia. Przypomniało mi to chwilę z moich poprzednich kontuzji, z walki z Mendesem, bo musiałem zmienić swoje podejście do treningów, do sparingów. Na bardziej lajtowe, żeby zbierać mniej obrażeń, mniej kontuzji. Chciałbyś Ariel zobaczyć nagrania z moich treningów, z tych obozów przygotowawczych! Zawodników czekających na mnie w hotelach pokojowych, czekających nie po to, żeby sparować, ale żeby walczyć! To nie były sesje sparingowe, tylko prawdziwe walki. Z publicznością itd. Mamy to nagrane. I to były przygotowania do walki, aż w końcu zadałem sobie pytanie – po co mam walki przed walką? Przygotowuję się do walki za pomocą innych walk? To nie miało sensu. Wtedy pojawiało się te kontuzje i to zmusiło mnie do przeanalizowania swoich przygotowań, do powrócenia do czasów, gdy przygotowywałem się do walki na jednej nodze (z Mendesem). I to jest nastawienie do którego teraz zmierzam, używając tych poprzednich doświadczeń, podchodzić do przygotowań spokojniej, bez zbierania niepotrzebnych obrażeń.

    AH – Żeby było jasne, Conor, odnośnie tych przygotowań do walki w lipcu – czy miałeś ustalonego przeciwnika? Słyszałem o Pettisie, o innych zawodnikach też. Czy były to już przygotowania pod konkretnego rywala?

    CM – Na tamten moment wierzę, że najprawdopodobniej byłby to Justin Gaethje. Ale wiesz, ta gra zmienia się szybko, wielu przychodzi, wchodzi na szczyt i za chwilę ich nie ma. To okrutny biznes. Chciałem to zrobić głównie dla historii, dla fanów, dla rodziny, dla ludzi, przeciwnik był obojętny. Po prostu chciałem już wrócić. To dlatego tak ucieszył mnie powrót Nate’a i to, że ma w głowie już inne interesy niż walka, ten biznes z CBD, to bardzo dobrze, że on uczy się tego aspektu tej gry, bo kariera zawodnika jest krótka, a ludzie szybko zapominają. Nie będzie to trwało wiecznie dla nikogo. I ja rozumiałem to od dawna, więc zawsze szukałem innych ścieżek dla swojej przyszłości. Ale zawsze byłem oddany przede wszystkim walce, to całe moje życie, teraz trenuję swojego syna, uczę go wszystkich aspektów sztuk walki, wszystkiego czego sam się nauczyłem. I jeśli on zechce podążać tą ścieżką, będę jego przewodnikiem przez całą tą drogę. Ten sport to moje życie! Ten sport dał mi to życie i niech je Bóg błogosławi, chcę po prostu wrócić!

    AH – Więc bądźmy na tyle klarowni, na ile to możliwe, gdyby UFC przyszło dzisiaj i spytało z kim chcesz walczyć, kto by to był? Zwycięzca walki Khabib-Poirier? Ktoś inny?

    CM – W mojej powrotnej walce… wiesz, chcę odzyskać swój tytuł, bardzo chcę tego odkupienia. Ten obóz przygotowawczy był nieprawidłowy, błędny. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Wiem jakie to były błędy, jakie było moje zaangażowanie w tych przygotowaniach. On uciekał całą pierwszą rundę, nie zadał ani jednego ciosu. Rzucił się po nogi, zanim zadał jakikolwiek cios. Po pierwszej rundzie to ja powinienem mieć pretensje do Herba, że nie przerywa pasywnej pozycji. On powtarzał, że mówił do mnie podczas walki, ale nie miał odwagi nawet szepnąć, dopóki nie uzyskał dominującej pozycji w parterze. I nawet wtedy nie okazywałem mu szacunku bo bał się walczyć. I potem ten jego szczęśliwy cios i nawet po tym szczęśliwym ciosie, a był to naprawdę piękny cios, wróciłem od razu na nogi i próbowałem angażować go w walkę, której on nie chciał. Ale nieważne. Jest wiele świetnych rzeczy, których mogłem się z tego nauczyć i mogę wrócić i się zreawanżować. Ale nie zamierzam na niego czekać, jeśli on nie chce. Ktokolwiek! Jeśli Dustin z nim wygra, może być do Dustin! Jeśli Nate, to Nate. Jorge Masvidal? Proszę bardzo! Nie wiem o czym Dana gada z tym, że jest dla mnie za duży. Nie znam go za bardzo, widziałem dwie ostatnie walki, ale może być. Ktokolwiek! Justin Gaethje, Tony Ferguson, ktokolwiek! Nieważne kto, tu chodzi o mnie i to żebym walczył tak jak potrafię, żeby pokazał 100% swoich umiejętności, przeciwnik jest nieważny. I żeby był w tym na 100%, cały ja, a nie tylko moje opakowanie. W obozie przed Khabibem były problemy z zaangażowaniem. Powiedziałbym, że na Sali treningowej byłem zaangażowany na 200% aż za bardzo, ale poza salą w ogóle. Sesje treningowe i sparingowe były traktowane zbyt serio, a po opuszczeniu sali traciłem całą tą koncentrację i zaangażowanie, mój umysł tracił koncentrację i lądował w samym sercu dzikiej dżungli (czyt. chlałem wódę i wciągałem koks – przyp. tłum.). Nie możesz tak robić, nie możesz być zaangażowany tylko w połowie. Musisz być poświęcony w 100% przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza w tak okrutnej grze jaką jest mma. I zapłaciłem za to cenę i tyle. I chociaż miałem kontuzję, powody, żeby zrezygnować z walki, kogo to kurwa obchodzi. Co się stało to się stało. Wiem do czego jestem zdolny, już to robiłem, wracałem. Pokazałem wszystkim co mogę osiągnąć, kiedy wszyscy we mnie wątpią. Więc jestem napalony, by zrobić to ponownie.

    AH – Prawda czy kłamstwo – zawalczysz jeszcze w tym roku?

    CM – Powiedziałbym: prawda. Powiedziałbym, że tak, że uda nam się wszystko ustalić (z UFC). Jak mówiłem, mam już pozwolenie na grappling, wracam do pełnego treningu. Jestem już teraz w formie, nie straciłem swojej kondycji, muszę po prostu nabrać pewności w grapplingu, wrócić do pełnej płynności. Mamy dopiero sierpień, więc koniec roku jest w pełni realny.

    AH – Rywalizacja z Khabibem dalej się wydaje bardzo osobista, uważasz, że możesz go pokonać, chciałbyś od razu wrócić i pomścić tę porażkę?

    CM – O taaak! Zanurkować w to jeszcze raz! Zanurkowałem w to poprzednio z jedną nogą! Moja stopa była jak balon, Ariel! Moje palce u stóp wyszły ze stawu (w  sumie nie wiem o co mu  chodzi mówi „my toes came out of the socket”, ale nie wiem  czy chodzi tu o jakąś anatomiczną część ciała czy po prostu że były spuchnięte jakby je wyjął z gniazdka z prądem – przyp. tłum.) i wszedłem tak do oktagonu i kuśtykałem w tak w nim! I miałem na to totalnie wyjebane! I było to razem do kupy ze złym obozem, z połowicznym zaangażowaniem itd. Nie ma wątpliwości (że mogę go pokonać). Jeśli dojdzie do tego, super. Ale jeśli nie, nie będę na niego czekał, wezmę kogolwiek. A jest ich tam wielu, tak jak przed chwilą wymieniłem.

    AH – Słyszałem różne plotki o twojej relacji z Johnem Kavanagh, że już nie macie takiej relacji jak kiedyś i możliwe, że już nie będziecie razem w tych wszystkich przygotowaniach.

    CM – Kavanagh jest geniuszem (…) widziałem te wszystkie wywiady i to co mówił. Ale ja to rozumiem, rozumiem, że moje połowiczne zaangażowanie sprawiło, że on mógł zwątpić w to, czy dalej chce być moim głównym trenerem. Ale dojdziemy do porozumienia. John będzie w moim narożniku, nie ma co do tego żadnej wątpliwości.

    AH – Okej, wiem że powoli osiągamy limit czasu, jaki uzgodniliśmy na tą rozmowę, czy możesz rozmawiać dalej?

    CM – Dawaj Ariel! To zaszczyt, że mogę znowu tu być i możemy rozmawiać!

    AH – Super! Bo czuję jakbyśmy dopiero zrobili rozgrzewkę. Jest jak w starych czasach! Uwielbiam to!

    CM – nie ma problemu Ariel! Nie ma potrzeby żebyśmy znów robili sobie ponad roczne przerwy (…). Jestem w dobrym punkcie, to wydarzenie (z baru), to było sporo miesięcy temu, chcę być pewny, że wszyscy usłyszą moje przeprosiny, to nie jestem ja, chcę pokazać jaki jestem naprawdę i iść dalej z pozytywnym podejściem i pełnym zaangażowaniem.

    AH – Kilka miesięcy temu Max Holloway był w Irlandii i wyglądało to, jakby oddał w twoją stronę trochę strzałów (chodzi o wizytę w fabryce Jamesona, największego konkurenta Proper 12 w Irlandii).

    CM – Tak, młody Holloway to też walka której bym chciał! Ta sprawa z fabryką… jeśli on ma z tego pieniądze,  zarobił na tym, to super, nie mam pretensji, nie mam pretensji, że pozwala sobie zarobić z firmą, która boi się mojej konkurencji i tego co robię ze swoim brandem. Proszę bardzo! Na początku też chciałem na to zareagować, zadebatować, ale się powstrzymałem i to są właśnie rzeczy, o których muszę pamiętać, kiedy wrzucić luz i dać sobie na wstrzymanie i po prostu je akceptować. A walka z Hollowayem jest jak najbardziej walką, którą jestem zainteresowany. Mam wiele szacunku do Maxa. Przeszliśmy razem przez problemy kontuzji w naszej walce,  dziś już trochę zapomnianej. On przeszedł przez wiele wojen. Jest definitywnie opcją dla mnie. A wiesz kto jeszcze jest dobrą opcją? Frankie Edgar! Choćby przez podobieństwa do Khabiba – biega na tylnej nodze i rzuca się po nogi rywala. Chcę teraz właśnie podobnych stylistycznie rywali i także Frankie, on zawsze był pełen szacunku. Kiedyś powiedział, że chciałby móc kiedyś powiedzieć swoim wnukom, że walczył z McGregorem. I dlatego chciałem tej walki. Spytaj, Dany! Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z nim i powiedziałem wprost, że to walka, którą trzeba zrobić. I nawet kiedy przegrał wyrównany bój z Maxem,  co z tego? Raz wygrywasz, raz przegrywasz, taka jest ta gra. To są historie, podróże przez które wszyscy przechodzimy, uczymy się z nich. (…) Dlatego takie sytuacje jak ta z powrotem Nate’a sprawiają, że ja sam też czuję się dobrze, cieszę się. Ostatecznie jesteśmy wszyscy w tym biznesie, a to kurewsko szalony biznes, w którym wszyscy tkwimy. Więc jest wiele, wiele walk które chcę stoczyć.

    AH – W tym wszystkim nie mogę wspomnieć o Fergusonie, który też atakował Ciebie w mediach społecznościowych, potem opuścił team menadżerski, w którym Ty jesteś i on wyraźne daje do zrozumienia, że czuje, że to on zasłużył na walkę o tytuł. Czy Ty sądzisz, że powinniście stoczyć walkę?

    CM – Jeszcze raz, Tony to prawdziwy wojownik. Mam dla niego wiele szacunku. Był w naszej drużynie i to był jego błąd, że postanowił zrezygnować. Dobrze się nim opiekowano, jak wszystkimi innymi zawodnikami w tej stajni. Był dobrze budowany promocyjnie. To był błąd, że się odwrócił. On także jest brany pod uwagę. Ma 12 zwycięstw z rzędu to imponuje. Zobaczmy teraz, co się stanie w Abu Dhabi.  Jest wiele elementów układanki, które najpierw się muszę ułożyć i zobaczymy.

    AH – W ostatnim miesiącu była rocznica twojej walki z Diego Brandao w Dublinie. Magiczny moment, dużo o tym napisano, a Ty byłeś w środku tego wszystkiego. Jak na to zareagowałeś? Czy obudziło to w Tobie jakąś nostalgię?

    CM – Oczywiście! Co za ikoniczna noc dla sportu, zwłaszcza w Irlandii! Oprócz nostalgii była to dla mnie kolejna motywacja. (…) Diego był wspaniałym przeciwnikiem. Brazylijczycy, mam dla nich wiele miłości i szacunku. Jest pełno Brazylijczyków tutaj w Irlandii. I nawet parę dni temu widziałem jak całe Sao Paulo stanęło w cieniu, przez tą sytuację z lasami deszczowymi z Amazonii. To straszne. Codziennie modlę się o to, by to się skończyło, by nadeszły chmury deszczowe czy cokolwiek. Musimy się zjednoczyć w walce o te lasy i przeciwstawić się tym pożarom, choćby to kosztowało miliony. Sao Paulo, piękna Brazylia jest w ciemności za dnia! Musimy z tym coś zrobić!

    AH – Conor, słyszymy często od sportowców jak zapewniają,  że będą lepsi, że się poprawią, co Ty konkretnie zamierzasz zrobić, żeby tak się stało, poza słowami?

    CM – Po pierwsze, jestem teraz skupiony na mojej rodzinie, mam też długie dyskusje ze samym sobą. To bardzo trudne gdy jesteś w mojej sytuacji, na każdym kroku czyhają na Ciebie pułapki i pokusy. Staram się, ćwiczę się w tym, że nie ulegać tym pokusom, nie łapać się w te pułapki. Staram się być człowiekiem rodzinnym, codziennie pracuję nad tym, żeby poza salą treningową to rodzina była przedmiotem mojej koncentracji. Dzieci, rodzina. Trenowanie syna w sztukach walki. Ostatnio  się przeprowadziliśmy, poświęciłem wiele czasu na znalezienie odpowiedniej lokalizacji i domu dla nas.  Wychowanie rodziny, niedługo zaczniemy szukać szkół dla syna. To są rzeczy, na których teraz się koncentruję. I także treningi i moje interesy.

    AH – Conor dziękuję bardzo za poświęcony czas i za tą rozmowę. Życzymy Ci  wszystkiego najlepszego i szybkiego powrotu do walk!

    CM – Dziękuję Ariel za rozmowę,  za danie mi platformy gdzie mogłem przeprosić swoich fanów i tego mężczyznę. Rozumiem już, że muszę dojrzeć do roli, która mi przypadła. Jestem wdzięczny. Będę się starał być dobrym człowiekiem i wzorem. Mam nadzieję, że będziemy teraz mogli ruszyć naprzód w pełni skoncentrowani na walkach, nie na innych sprawach. Dziękuję.

    Link do całości:

    Mordeczko zajebista robota :conorsalute:

  9. CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie

    A ja bym powiedział, że minimalnie ponad 30 :DC:

  10. W przeciwieństwie do internetowych krzykaczy zna go osobiście…

    Osobiście to Conor robi bardzo dobre wrażenie i nawet z fanami parę zdań sensownych zamieni. Natomiast potem oglądasz akcję z autobusem czy w tym pubie i zastanawiasz się czy ta chwila rozmowy to nie była jakaś maska jaka zakłada dla fanów/mediów. Choć trzeba mu przyznać, że może być bardzo zmęczony na lotnisku po kilkugodzinnym locie a jak podejdziesz zagadać to zawsze znajdzie czas i Cię nie oleje. Więc może istotnie nie jest taki zły jak niektórzy chcą go widzieć.

  11. Osobiście to Conor robi bardzo dobre wrażenie i nawet z fanami parę zdań sensownych zamieni. Natomiast potem oglądasz akcję z autobusem czy w tym pubie i zastanawiasz się czy ta chwila rozmowy to nie była jakaś maska jaka zakłada dla fanów/mediów. Choć trzeba mu przyznać, że może być bardzo zmęczony na lotnisku po kilkugodzinnym locie a jak podejdziesz zagadać to zawsze znajdzie czas i Cię nie oleje. Więc może istotnie nie jest taki zły jak niektórzy chcą go widzieć.

    I zawsze dzień dobry powie.

    :conorsalute:

  12. Jako że nikczemna redakcja zlikwidowała możliwość dodawania tematów maluczkim, wklejam tutaj. Pełne tłumaczenie wszystkiego co powiedział McGregor w rozmowie z Helwanim. Ponad 40 minut rozmowy na różne tematy, o różnych zawodnikach i zakulisowych tajemnicach. Dla fanów, dla hejterów, pro publico bono.

    :conorsalute:

    Ariel Helwani – nie brzmisz jak ktoś kto zamierza iść na emeryturę, ale muszę o to zapytać? Jesteś już na emeryturze? Zamierzasz już nie wracać?

    Conor McGregor – Nie rozumiesz wielu rzeczy, które dzieją się za kulisami, Ariel. Czasem trzeba sobie powiedzieć – zwolnij, nie spiesz się. Musisz na przykład zrozumieć, że moja stopa była spuchnięta jak balon, kiedy wchodziłem do tej walki (z Khabibem). Mamy to wszystko na nagraniach, nagrywaliśmy cały obóz przygotowawczy. Złamałem swoją stopę na3 tygodnie przed walką. Podobnie przed walką z Mendesem,  kiedy zerwałem wiązadła. Robiłem to wszystko dla organizacji, raz za razem, budowałem tą organizację. Zwyczajnie kładłem cegły pod tą wielką budowlę, pod tą grę. Do tego, tyle rzeczy działo się wewnątrz mojego teamu, na zewnątrz mojego teamu. Czasami musisz po prostu zrobić krok w tył. Ale emerytura? Nie sądzę, żebym kiedykolwiek postanowił zrezygnować z tej gry, Ariel. Będę walczył do momentu, kiedy odejdę, to jest we mnie, walka jest we mnie i wezmę to ze sobą do grobu.

    AH – Jak złamałeś swoją rękę?

    CM – Sparing, mieliśmy ustalone sparingi. Wróciłem z Miami, miałem ustaloną bokserską walkę pokazową w moim irlandzkim klubie (…) był to charytatywny pojedynek ze wspaniałym, obiecującym młodym zawodnikiem Michael McGranem, po tych wszystkich zawirowaniach z boksem, z Mayweatherem czułem, że muszę zrobić coś dla swojej irlandzkiej społeczności. Obudować relacje z tymi ludźmi. Ale było to też dla mnie – żeby zacząć przygotowania do powrotu do oktagonu. I wtedy odbudowywałem też relacje ze swoim trenerem MMA (John Kavanagh), mieliśmy ustalony kolejny twardy sparing, w małych 6-uncjowych rękawicach, właściwie nie był  to sparing, była to po prostu walka za zamkniętymi drzwiami, trafiłem przeciwnika prawą ręką, upadł. Kiedy upadł, poszedłem za nim w parter, uderzając go lewą ręką, uderzyłem go trochę niecelnie, złą częścią dłoni w bok głowy, kość pękła i to tyle. Ta słynna lewa dłoń, ale to prawa ręka była ręka, która posłała go na deski! Moja prawa ręka od dawna robi też świetną robotę! Te sytuacje nauczyły mnie, że trzeba zmienić podejście do przygotowań, do sparingów, że nie mogą to być kolejne walki, walki przed walką, że trzeba to robić z głową, a nie na siłę z całym zaangażowaniem, jakby to była walka. Przeszedłem pomyślnie operację i rekonwalescencję i wracam. Dostałem właśnie pozwolenie na grappling, wracam już do grapplingu, bo uderzać mogę już od jakiegoś czasu z pełną mocą. Oczywiście nie przestawałem przez ten czas kopać, nie przestawałem ćwiczyć kondycji ze swoim programem FAST, cały czas utrzymywałem swoje ciało w formie. Więc idziemy dalej, jestem podekscytowany!

    AH – Czyli, gdyby nie ta kontuzja ręki, myślisz, że  doszłoby do twojego powrotu już w lecie tego roku?

    CM – Tak. Byłem napalony na ten powrót! Było to już wszystko ułożone, byłem na świetnej trajektorii i wtedy bum – małe poślizgnięcie. I trzeba się podnieść i budować ten stan od nowa. Najpewniej wróciłbym już w lipcu, rozmawialiśmy już o przeciwniku. Chciałem kogoś podobnego do Khabiba, ponieważ on sam nie chciał walczyć (o tym kto to miał być w dalszej części). Chciałem po prostu znowu rywalizować. To bezwzględny biznes, Ariel, zobacz, Nate był poza grą 3 lata i wrócił na szczyt. To szalony biznes, ale nie miej wątpliwości, cały czas mam te umiejętności, to jest we mnie, wiem co przynoszę do stołu. I jestem bardzo podekscytowany tym, by przynieść dla moich fanów, coś z czego znowu będą mogli się cieszyć, żeby znów mogli świętować! Wypatruję kolejnego triumfu, Ariel!

    AH – Conor, jakie są obecnie twoje relacje z UFC?

    CM – Zawsze miałem wspaniałe relacje z UFC. Wiesz, to zawsze jest marka ponad zawodnikiem. Było parę rzeczy, które spowalniały to wszystko, cały ten proces powrotu, te gadki o co-main evencie itd. Ale rozumiem,  że to tylko biznes, mam wspaniałe relacje biznesowe z UFC. Bardzo szanuję UFC. Jestem częścią UFC, a UFC jest częścią mnie. To dlatego chciałem i chcę być równorzędnym partnerem UFC. Znam doskonale każdy cal tej biznesowej gry. Wiem co przynoszę do tej gry i jak ją wznosić na wyższy poziom. Dlatego chciałem i chcę należytego szacunku. Ale to wszystko biznes, nie martw się tym. Jesteśmy wszyscy po jednej stronie, wszyscy jesteśmy napaleni na mój powrót.

    AH – Wiesz, na przestrzeni tego roku, było wiele tych walk i wtedy, przy okazji większych z nich wyskakiwałeś z czymś nowym na twitterze, mówiąc o tych gościach, którzy właśnie wygrali, którzy są lub ocierają się o twoją kategorią wagową. I tak sobie myślałem, że ja i twoi fani, chętnie zobaczyliby Ciebie walczącego z kimkolwiek, sprzedajesz miliony PPV zupełnie sam. Ale to było trochę tak, jakbyś się z nami bawił, nęcił nas swoim powrotem, ale bez żadnych konkretów.  Czemu to robiłeś?

    CM – KOCHAM TĄ GRĘ, ARIEL! Oglądam te gale od prelimsów do walki wieczoru! Kocham to! Studiować tą grę, dużo tych walk jakąś łączyło się ze mną, walka Poiriera, walka Hollowaya. A ja kocham to, kocham obserwować grę, analizować konkretne zestawienia stylistyczne. Dlaczego miałem tego nie komentować? Jestem największym studentem walki. Rozumiesz? Jestem przedsiębiorcą, jest dużo tych rzeczy biznesowych, którymi się teraz zajmuję, ale przede wszystkim jestem fighterem! Kocham to!

    AH – Wspomniałeś o Diazie, on wygrał ostatnio…

    CM – Widziałeś jego stójkę? On wyszedł do walki z od razu podniesioną gardą, trzymał ręce wysoko przy głowie od samego początku!

    AH – Tak…

    CM – Wiem, czemu, musiał tak robić, musisz tak robić jak walczyć przeciwko komuś takiemu jak Pettis. Anthony też był świetny, popatrz na jego styl! On powinien był wygrać tą walkę z Fergusonem, ale on niemal za bardzo chciał. Chciał skończyć to za szybko, pośpieszył się, to się na nim zemściło, skończył w zamkniętej gardzie i stracił swoją energię. Potem walczył z Wonderboyem zupełnie inaczej. Był dużo bardziej cierpliwy i o to chodzi! Trzeba czekać na odpowiedni moment i mimo, że przegrywał z Wonderboyem, potrafił wyprowadzić ten cios supermana w odpowiednim momencie, wspaniały finisz.

    I tak samo z Natem, nauczył się wiele z poprzednich bojów. Nauczył się wiele z walk ze mną! Wyszedł jako bardziej doświadczony zawodnik i  wygrał doświadczeniem. Miał lepsze zrozumienie tego co się dzieje w oktagonie. Był świetnie przygotowany. Interesujące było oglądać tę walkę.

    AH – Dla mnie interesujące było to, że po walce, nie wspomniał o Tobie, nie wymienił twojego nazwiska. Nie wyzwał Cię do walki, wyzwał Masvidala i Masvidal, który też dużo o Tobie mówił, wydaje się bardzo zainteresowany tą walką z Diazem. I poczułem, że jakbyś niemal został „wyboksowany” z tej sytuacji. Byłeś tym zaskoczony? Tym, że nie pytają o Ciebie, nie chcą walczyć z Tobą?

    CM – Nie, daj spokój Ariel, Nate spędził ze mną prawie 50 minut w oktagonie, obrażenia którego zadałem… to były bardzo intensywne walki, Ariel. Nie możesz się dziwić. Ale Nate to bardzo silna jednostka, otworzył właśnie sobie worek z prezentami, to świadomy tego co robi koleś. I Jorge… Jorge wygrał dwie walki z rzędu, ta gra jest, ludzie szybko zapominają, on nie miał jakiejś wspaniałej ścieżki kariery jako lekki, potem miał porażki, teraz ma dopiero streak dwóch zwycięstw i był obecny na gali, więc nie dziwię się, że trafili tam ze sobą na kurs kolizyjny, Nate wie co robi. Ale nie czuję, żeby ktoś mnie tym „wyboksował”. W rzeczywistości, w prawdziwej walce to ja wyboksowałem Nate’a, więc wiesz… Jeśli on nie będzie chciał trylogii, nie ma problemu! Nie mogę go winić! Zobacz na te walki! Zobacz na te zniszczenia które mu zadałem, nie mogę mieć pretensji! Teraz to nieważne. Wrócę z kimkolwiek, tu  chodzi o mnie, nie o rywala! To jest po prostu czas na mój powrót! Byłem gotowy wrócić na walkę z kimkolwiek już w lipcu. I wtedy złamałem tą rękę, musiałem to zaakceptować, nauczyć się czegoś z tego doświadczenia. Przypomniało mi to chwilę z moich poprzednich kontuzji, z walki z Mendesem, bo musiałem zmienić swoje podejście do treningów, do sparingów. Na bardziej lajtowe, żeby zbierać mniej obrażeń, mniej kontuzji. Chciałbyś Ariel zobaczyć nagrania z moich treningów, z tych obozów przygotowawczych! Zawodników czekających na mnie w hotelach pokojowych, czekających nie po to, żeby sparować, ale żeby walczyć! To nie były sesje sparingowe, tylko prawdziwe walki. Z publicznością itd. Mamy to nagrane. I to były przygotowania do walki, aż w końcu zadałem sobie pytanie – po co mam walki przed walką? Przygotowuję się do walki za pomocą innych walk? To nie miało sensu. Wtedy pojawiało się te kontuzje i to zmusiło mnie do przeanalizowania swoich przygotowań, do powrócenia do czasów, gdy przygotowywałem się do walki na jednej nodze (z Mendesem). I to jest nastawienie do którego teraz zmierzam, używając tych poprzednich doświadczeń, podchodzić do przygotowań spokojniej, bez zbierania niepotrzebnych obrażeń.

    AH – Żeby było jasne, Conor, odnośnie tych przygotowań do walki w lipcu – czy miałeś ustalonego przeciwnika? Słyszałem o Pettisie, o innych zawodnikach też. Czy były to już przygotowania pod konkretnego rywala?

    CM – Na tamten moment wierzę, że najprawdopodobniej byłby to Justin Gaethje. Ale wiesz, ta gra zmienia się szybko, wielu przychodzi, wchodzi na szczyt i za chwilę ich nie ma. To okrutny biznes. Chciałem to zrobić głównie dla historii, dla fanów, dla rodziny, dla ludzi, przeciwnik był obojętny. Po prostu chciałem już wrócić. To dlatego tak ucieszył mnie powrót Nate’a i to, że ma w głowie już inne interesy niż walka, ten biznes z CBD, to bardzo dobrze, że on uczy się tego aspektu tej gry, bo kariera zawodnika jest krótka, a ludzie szybko zapominają. Nie będzie to trwało wiecznie dla nikogo. I ja rozumiałem to od dawna, więc zawsze szukałem innych ścieżek dla swojej przyszłości. Ale zawsze byłem oddany przede wszystkim walce, to całe moje życie, teraz trenuję swojego syna, uczę go wszystkich aspektów sztuk walki, wszystkiego czego sam się nauczyłem. I jeśli on zechce podążać tą ścieżką, będę jego przewodnikiem przez całą tą drogę. Ten sport to moje życie! Ten sport dał mi to życie i niech je Bóg błogosławi, chcę po prostu wrócić!

    AH – Więc bądźmy na tyle klarowni, na ile to możliwe, gdyby UFC przyszło dzisiaj i spytało z kim chcesz walczyć, kto by to był? Zwycięzca walki Khabib-Poirier? Ktoś inny?

    CM – W mojej powrotnej walce… wiesz, chcę odzyskać swój tytuł, bardzo chcę tego odkupienia. Ten obóz przygotowawczy był nieprawidłowy, błędny. Nauczyłem się z tego bardzo dużo. Wiem jakie to były błędy, jakie było moje zaangażowanie w tych przygotowaniach. On uciekał całą pierwszą rundę, nie zadał ani jednego ciosu. Rzucił się po nogi, zanim zadał jakikolwiek cios. Po pierwszej rundzie to ja powinienem mieć pretensje do Herba, że nie przerywa pasywnej pozycji. On powtarzał, że mówił do mnie podczas walki, ale nie miał odwagi nawet szepnąć, dopóki nie uzyskał dominującej pozycji w parterze. I nawet wtedy nie okazywałem mu szacunku bo bał się walczyć. I potem ten jego szczęśliwy cios i nawet po tym szczęśliwym ciosie, a był to naprawdę piękny cios, wróciłem od razu na nogi i próbowałem angażować go w walkę, której on nie chciał. Ale nieważne. Jest wiele świetnych rzeczy, których mogłem się z tego nauczyć i mogę wrócić i się zreawanżować. Ale nie zamierzam na niego czekać, jeśli on nie chce. Ktokolwiek! Jeśli Dustin z nim wygra, może być do Dustin! Jeśli Nate, to Nate. Jorge Masvidal? Proszę bardzo! Nie wiem o czym Dana gada z tym, że jest dla mnie za duży. Nie znam go za bardzo, widziałem dwie ostatnie walki, ale może być. Ktokolwiek! Justin Gaethje, Tony Ferguson, ktokolwiek! Nieważne kto, tu chodzi o mnie i to żebym walczył tak jak potrafię, żeby pokazał 100% swoich umiejętności, przeciwnik jest nieważny. I żeby był w tym na 100%, cały ja, a nie tylko moje opakowanie. W obozie przed Khabibem były problemy z zaangażowaniem. Powiedziałbym, że na Sali treningowej byłem zaangażowany na 200% aż za bardzo, ale poza salą w ogóle. Sesje treningowe i sparingowe były traktowane zbyt serio, a po opuszczeniu sali traciłem całą tą koncentrację i zaangażowanie, mój umysł tracił koncentrację i lądował w samym sercu dzikiej dżungli (czyt. chlałem wódę i wciągałem koks – przyp. tłum.). Nie możesz tak robić, nie możesz być zaangażowany tylko w połowie. Musisz być poświęcony w 100% przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza w tak okrutnej grze jaką jest mma. I zapłaciłem za to cenę i tyle. I chociaż miałem kontuzję, powody, żeby zrezygnować z walki, kogo to kurwa obchodzi. Co się stało to się stało. Wiem do czego jestem zdolny, już to robiłem, wracałem. Pokazałem wszystkim co mogę osiągnąć, kiedy wszyscy we mnie wątpią. Więc jestem napalony, by zrobić to ponownie.

    AH – Prawda czy kłamstwo – zawalczysz jeszcze w tym roku?

    CM – Powiedziałbym: prawda. Powiedziałbym, że tak, że uda nam się wszystko ustalić (z UFC). Jak mówiłem, mam już pozwolenie na grappling, wracam do pełnego treningu. Jestem już teraz w formie, nie straciłem swojej kondycji, muszę po prostu nabrać pewności w grapplingu, wrócić do pełnej płynności. Mamy dopiero sierpień, więc koniec roku jest w pełni realny.

    AH – Rywalizacja z Khabibem dalej się wydaje bardzo osobista, uważasz, że możesz go pokonać, chciałbyś od razu wrócić i pomścić tę porażkę?

    CM – O taaak! Zanurkować w to jeszcze raz! Zanurkowałem w to poprzednio z jedną nogą! Moja stopa była jak balon, Ariel! Moje palce u stóp wyszły ze stawu (w  sumie nie wiem o co mu  chodzi mówi „my toes came out of the socket”, ale nie wiem  czy chodzi tu o jakąś anatomiczną część ciała czy po prostu że były spuchnięte jakby je wyjął z gniazdka z prądem – przyp. tłum.) i wszedłem tak do oktagonu i kuśtykałem w tak w nim! I miałem na to totalnie wyjebane! I było to razem do kupy ze złym obozem, z połowicznym zaangażowaniem itd. Nie ma wątpliwości (że mogę go pokonać). Jeśli dojdzie do tego, super. Ale jeśli nie, nie będę na niego czekał, wezmę kogolwiek. A jest ich tam wielu, tak jak przed chwilą wymieniłem.

    AH – Słyszałem różne plotki o twojej relacji z Johnem Kavanagh, że już nie macie takiej relacji jak kiedyś i możliwe, że już nie będziecie razem w tych wszystkich przygotowaniach.

    CM – Kavanagh jest geniuszem (…) widziałem te wszystkie wywiady i to co mówił. Ale ja to rozumiem, rozumiem, że moje połowiczne zaangażowanie sprawiło, że on mógł zwątpić w to, czy dalej chce być moim głównym trenerem. Ale dojdziemy do porozumienia. John będzie w moim narożniku, nie ma co do tego żadnej wątpliwości.

    AH – Okej, wiem że powoli osiągamy limit czasu, jaki uzgodniliśmy na tą rozmowę, czy możesz rozmawiać dalej?

    CM – Dawaj Ariel! To zaszczyt, że mogę znowu tu być i możemy rozmawiać!

    AH – Super! Bo czuję jakbyśmy dopiero zrobili rozgrzewkę. Jest jak w starych czasach! Uwielbiam to!

    CM – nie ma problemu Ariel! Nie ma potrzeby żebyśmy znów robili sobie ponad roczne przerwy (…). Jestem w dobrym punkcie, to wydarzenie (z baru), to było sporo miesięcy temu, chcę być pewny, że wszyscy usłyszą moje przeprosiny, to nie jestem ja, chcę pokazać jaki jestem naprawdę i iść dalej z pozytywnym podejściem i pełnym zaangażowaniem.

    AH – Kilka miesięcy temu Max Holloway był w Irlandii i wyglądało to, jakby oddał w twoją stronę trochę strzałów (chodzi o wizytę w fabryce Jamesona, największego konkurenta Proper 12 w Irlandii).

    CM – Tak, młody Holloway to też walka której bym chciał! Ta sprawa z fabryką… jeśli on ma z tego pieniądze,  zarobił na tym, to super, nie mam pretensji, nie mam pretensji, że pozwala sobie zarobić z firmą, która boi się mojej konkurencji i tego co robię ze swoim brandem. Proszę bardzo! Na początku też chciałem na to zareagować, zadebatować, ale się powstrzymałem i to są właśnie rzeczy, o których muszę pamiętać, kiedy wrzucić luz i dać sobie na wstrzymanie i po prostu je akceptować. A walka z Hollowayem jest jak najbardziej walką, którą jestem zainteresowany. Mam wiele szacunku do Maxa. Przeszliśmy razem przez problemy kontuzji w naszej walce,  dziś już trochę zapomnianej. On przeszedł przez wiele wojen. Jest definitywnie opcją dla mnie. A wiesz kto jeszcze jest dobrą opcją? Frankie Edgar! Choćby przez podobieństwa do Khabiba – biega na tylnej nodze i rzuca się po nogi rywala. Chcę teraz właśnie podobnych stylistycznie rywali i także Frankie, on zawsze był pełen szacunku. Kiedyś powiedział, że chciałby móc kiedyś powiedzieć swoim wnukom, że walczył z McGregorem. I dlatego chciałem tej walki. Spytaj, Dany! Kilka miesięcy temu skontaktowałem się z nim i powiedziałem wprost, że to walka, którą trzeba zrobić. I nawet kiedy przegrał wyrównany bój z Maxem,  co z tego? Raz wygrywasz, raz przegrywasz, taka jest ta gra. To są historie, podróże przez które wszyscy przechodzimy, uczymy się z nich. (…) Dlatego takie sytuacje jak ta z powrotem Nate’a sprawiają, że ja sam też czuję się dobrze, cieszę się. Ostatecznie jesteśmy wszyscy w tym biznesie, a to kurewsko szalony biznes, w którym wszyscy tkwimy. Więc jest wiele, wiele walk które chcę stoczyć.

    AH – W tym wszystkim nie mogę wspomnieć o Fergusonie, który też atakował Ciebie w mediach społecznościowych, potem opuścił team menadżerski, w którym Ty jesteś i on wyraźne daje do zrozumienia, że czuje, że to on zasłużył na walkę o tytuł. Czy Ty sądzisz, że powinniście stoczyć walkę?

    CM – Jeszcze raz, Tony to prawdziwy wojownik. Mam dla niego wiele szacunku. Był w naszej drużynie i to był jego błąd, że postanowił zrezygnować. Dobrze się nim opiekowano, jak wszystkimi innymi zawodnikami w tej stajni. Był dobrze budowany promocyjnie. To był błąd, że się odwrócił. On także jest brany pod uwagę. Ma 12 zwycięstw z rzędu to imponuje. Zobaczmy teraz, co się stanie w Abu Dhabi.  Jest wiele elementów układanki, które najpierw się muszę ułożyć i zobaczymy.

    AH – W ostatnim miesiącu była rocznica twojej walki z Diego Brandao w Dublinie. Magiczny moment, dużo o tym napisano, a Ty byłeś w środku tego wszystkiego. Jak na to zareagowałeś? Czy obudziło to w Tobie jakąś nostalgię?

    CM – Oczywiście! Co za ikoniczna noc dla sportu, zwłaszcza w Irlandii! Oprócz nostalgii była to dla mnie kolejna motywacja. (…) Diego był wspaniałym przeciwnikiem. Brazylijczycy, mam dla nich wiele miłości i szacunku. Jest pełno Brazylijczyków tutaj w Irlandii. I nawet parę dni temu widziałem jak całe Sao Paulo stanęło w cieniu, przez tą sytuację z lasami deszczowymi z Amazonii. To straszne. Codziennie modlę się o to, by to się skończyło, by nadeszły chmury deszczowe czy cokolwiek. Musimy się zjednoczyć w walce o te lasy i przeciwstawić się tym pożarom, choćby to kosztowało miliony. Sao Paulo, piękna Brazylia jest w ciemności za dnia! Musimy z tym coś zrobić!

    AH – Conor, słyszymy często od sportowców jak zapewniają,  że będą lepsi, że się poprawią, co Ty konkretnie zamierzasz zrobić, żeby tak się stało, poza słowami?

    CM – Po pierwsze, jestem teraz skupiony na mojej rodzinie, mam też długie dyskusje ze samym sobą. To bardzo trudne gdy jesteś w mojej sytuacji, na każdym kroku czyhają na Ciebie pułapki i pokusy. Staram się, ćwiczę się w tym, że nie ulegać tym pokusom, nie łapać się w te pułapki. Staram się być człowiekiem rodzinnym, codziennie pracuję nad tym, żeby poza salą treningową to rodzina była przedmiotem mojej koncentracji. Dzieci, rodzina. Trenowanie syna w sztukach walki. Ostatnio  się przeprowadziliśmy, poświęciłem wiele czasu na znalezienie odpowiedniej lokalizacji i domu dla nas.  Wychowanie rodziny, niedługo zaczniemy szukać szkół dla syna. To są rzeczy, na których teraz się koncentruję. I także treningi i moje interesy.

    AH – Conor dziękuję bardzo za poświęcony czas i za tą rozmowę. Życzymy Ci  wszystkiego najlepszego i szybkiego powrotu do walk!

    CM – Dziękuję Ariel za rozmowę,  za danie mi platformy gdzie mogłem przeprosić swoich fanów i tego mężczyznę. Rozumiem już, że muszę dojrzeć do roli, która mi przypadła. Jestem wdzięczny. Będę się starał być dobrym człowiekiem i wzorem. Mam nadzieję, że będziemy teraz mogli ruszyć naprzód w pełni skoncentrowani na walkach, nie na innych sprawach. Dziękuję.

    Link do całości:

    Prawdziwy król

  13. Oddychałem przez chwile tym samym powietrzem co on :tellmemore: … wspaniały człowiek :arielcry::razz:łacz::jon:

  14. Akurat Tyson się już od bardzo dawna bardzo pochlebnie wypowiadał o McGregorze….nic nowego….ale Żelazny Mike ma zdecydowanie swoje spojrzenie na świat i otaczającą go rzeczywistość 😉

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.