
KSW Extra w Dąbrowie Górniczej już za nami. Teraz, kiedy emocje nieco opadły, należy przyjrzeć się bliżej całemu widowisku. Pora przeanalizować zarówno plusy, jak i minusy minionej „konfrontacji”. Czy gala spełniła pokładane w niej nadzieje? Jak wypadło samo widowisko? Czy sprawy techniczne były dopięte na ostatni guzik? Zapraszam na szczegółową recenzję.
Zdecydowanie największym atutem KSW Extra w DG była karta. Takiej rozpiski jeszcze w Polsce nie uświadczyliśmy, mało tego. Niewiele organizacji w Europie może poszczycić się takimi nazwiskami (i co ważne – takim zestawieniem) podczas swego show!
Przyjrzyjmy się bliżej, zarówno rozpisce, jak i wynikom (zwycięzca pogrubioną czcionką):
– Maciej Górski vs. Mariusz Pioskowik (poddanie przez narożnik – 2 runda)
– Jędrzej Kubski vs. Zaurbaek Muchaev (decyzja)
– Bruns Marschiano vs. Andrzej Kumor (duszenie – 2 runda)
– Jahmai Satisch vs. Mariusz Slotta (decyzja)
– Peter Sobotta vs. Kerim Abzaiłow (TKO – dogrywka)
– Daniel Dowda vs. Marco Dromnjic (decyzja po dogrywce)
– Francis Carmont vs. Łukasz Jurkowski (duszenie – 1 runda)
– Antoni Chmielewski vs. Andre Reinders (KO – 1 runda)
– Jan Błachowicz vs. Christian M’Pumbu (balacha – 1 runda)
– Alexander Gustafsson vs. Krzysztof Kułak (decyzja)
– Mamed Khalidov vs. Daniel Tabera (remis)
– Maciej Górski vs. Jędrzej Kubski (decyzja)
Karta walk wyśmienita. Szkoda jedynie, że ostateczny jej zapis poznaliśmy dopiero w dniu gali. Zmiany przeciwników Mamed’a Khalidov’a, Antka Chmielewskiego, Janka Błachowicza, kontuzja Artura Sowińskiego, czy w końcu komiczne wręcz zmiany oponenta dla Krzyśka Kułaka wypadają zdecydowanie na minus. Oczywiście rozumiem, że pewnych spraw nie da się uniknąć i wina nie zawsze leży po stronie organizatorów, jednak oceniam sam fakt. Karta niemal do samej gali była „nie do końca pewna” a przy takiej klasie organizacji za jaką chce się uważać KSW to naprawdę nie wypada.
Przejdźmy jednak do samego widowiska. Mogliśmy obejrzeć 12 walk z czego 3 pojedynki to turniej do 73 kg, reszta natomiast to extra fighty. Sama formuła turnieje także uległa modyfikacji w wyniku czego aby zwyciężyć zawodnik musi wygrać dwie a nie (jak dotychczas) trzy walki. Zmiana bardzo istotna, bo przy obecnym poziomie MMA wygranie trzech walk to naprawdę loteria i o zwycięstwie często decydują nie umiejętności, przygotowanie fizyczne i kondycyjne a zwyczajne szczęście. Zmiana z cała pewnością in plus.
Skupmy się jednak na walkach.
Z racji tego że Polsat Sport dał ciała i zamiast w całości transmitować Konfrontację Sztuk Walki wolał wyemitować siatkówkę a KSW „puścić” od 22 (ze sporym „obsuwem” w dodatku!) ominęła nas przyjemność obejrzenia półfinałów turnieju oraz walk Andrzeja Kumora i Mariusza Slotty – musimy zaopatrzyć si w cierpliwość i poczekać na powtórkę.
Peter Sobotta vs. Kerim Abzaiłow
Kerim bardzo słabo. Spodziewałem się o wiele więcej, szczególnie po wypowiedziach Mameda, oraz niektórych czytelników związanych z olsztyńskim zawodnikiem.
Peter Sobotta okazał się niezwykle solidnym zawodnikiem, co ważne dysponującym nie tylko umiejętnościami, ale także przygotowaniem fizycznym. Tego ostatniego zabrakło Abzaiłowowi (stąd zresztą wynik). Jeżeli Kerim nie zmieni podejścia do treningu, to przyszłości w MMA mu nie wróżę. Petera natomiast z miłą chęcią zobaczę podczas kolejnych imprez spod szyldu KSW.
Daniel Dowda vs. Marco Dromnjic
Daniel jak to Daniel. Genialny wręcz parter – co za „kocie ruchy”, aż miło patrzeć! Szkoda jedynie, że Dowda polegać może jedynie na swym Jiu-Jitsu bo stójka (choć jest nieznacznie lepiej niż dawniej) w jego wykonaniu jest na bardzo złym poziomie. Niemniej game plan wykonany w stu procentach, walka bardzo widowiskowa (parterowa poezja) – należą się brawa. Teraz pora na Dowda vs. „ktoś ze świetnym sprawl i efektywną stójką”.
Francis Carmont vs. Łukasz Jurkowski
Spodziewałem się takiego wyniku, jednak myślałem że „Juras” dłużej powalczy. Niestety francuz całkowicie zdominował Łukasza zaliczając szybkie zwycięstwo.
Szkoda bo Jurkowski to naprawdę sympatyczny zawodnik, który bardzo przyczynił się do wizerunku MMA w Polsce. Szkoda tym bardziej, że nie brakuje mu serca do walki i zapału do treningów. Czyżby Carmont to zbyt wysokie progi dla Łukasza?
Mam nadzieje, że wyciągnie wnioski z tej porażki, poprawi braki (boks i parter!) i wróci gotowy na trudnych rywali – nie tylko na średniaków.
Antoni Chmielewski vs. Andre Reinders
Zdecydowanie największa (pozytywna) niespodzianka gali! Nie da się uniknąć porównań z main event’em UFC 88. Równie piekielnie ciężki nokaut, równie potężne zaskoczenie! Szok. Antoni (spisywany przeze mnie na straty) pokazał, że oprócz dobrego parteru potrafi również mocno (oj mocno!) uderzyć. Brawa. Chciałbym go zobaczyć z kimś z dobrą stójką i równie dobrym parterem – aby Antek pokazał czy ten strzał to przypadek, czy może cały czas mocno pracuje nad strikingiem i „pouderzać” również potrafi.
Jan Błachowicz vs. Christian M’Pumbu
Janek jest fenomenalny. Bardzo obiecujący zawodnik, jeżeli będzie dobrze prowadzony to może sporo osiągnąć. Musi jednak mocno trenować i ciągle poprawiać swe braki. M’Pumbu miotał nim po ringu jak chciał, aż w pewnym momencie naszły mnie obawy co do wyniku starcia. Na szczęście Janek oprócz świetnej techniki (zarówno w stójce jak i w parterze) i znakomitego game planu ma coś jeszcze. Fenomenalny timing, znakomite wyczucie, instynkt. Nazwijcie to jak chcecie. Taka „balaszka” to prawdziwa perełka – Christian niemal merdał nóżkami a to znak, że dźwignia była założona w perfekcyjnym momencie. Świetnie.
Alexander Gustafsson vs. Krzysztof Kułak
Kułak w pełni zdominowany. Gustafsson zaprezentował się z bardzo dobrej strony, mam nadzieję że organizatorzy KSW sprawią nam tą przyjemność i zobaczymy go jeszcze na „konfrontacji”.Krzysztof miał dużo szczęścia, że ta walka nie zakończyła się przed czasem. Podobnie jak w przypadku „Jurasa” – trening, trening, trening. Potem dopiero można myśleć o walkach z europejską czołówką, bo na razie jest zbyt słabo.
Mamed Khalidov vs. Daniel Tabera
Najbardziej oczekiwana walka gali. Ścisła europejska czołówka. Prawdziwy test dla obu zawodników. Dwie pierwsze rundy dla Mameda. Nieznacznie, bo nieznacznie jednak Khalidov wygrał tak pierwszą jak i drugą rundę. Skuteczne obalenia, dominujące pozycje w parterze. Tabera miał z tego co pamiętam tylko jedno sprowadzenie po którym to i tak Mamed przejął inicjatywę. Według mnie nie powinno być dogrywki – wyniku nie będę komentował w tym miejscu, zrobię to w odpowiednim akapicie. Podsumowując „właściwą” walkę Mamed „Kanibal” zaprezentował się naprawdę dobrze. Praca nóg, poruszanie się w ringu, timing, sprowadzenia. Wszystko na najwyższym poziomie. Gdyby w tej „nieszczęsnej” dogrywce zawodnik Arrachion MMA Olsztyn zaprezentował się jak w dwóch pierwszych rundach zapewne miałby o jedno zwycięstwo na swym koncie więcej. Niestety po 10 minutach walki Khalidov niemal całkowicie opadł z sił, i pierwsza minuta dogrywki to zbieranie sił na ostatni desperacki atak. Na Taberę to wystarczyło (runda wg. mnie również na korzyść Czeczena), jednak na zawodników w EliteXC już może zabraknąć. W USA mamy nie 2 pięciominutowe rundy (plus ewentualna trzyminutowa dogrywka) a pełne trzy pięciominutowe rundy, a w przypadku walki o pas pięć pięciominutowych rund! Kardio na 10 minut walki to zdecydowanie za mało! Ten element musi być poprawiony bo inaczej nie ma co myśleć o zwycięstwach za „wielką wodą” – nie pomoże nawet fenomenalna technika. Kardio Mamed, kardioooooo!!!
Maciej Górski vs. Jędrzej Kubski
Górski mnie pozytywnie zaskoczył. Stawiałem, że jeżeli nie odpadnie z rąk debiutanta (jeszcze wtedy „Kornika”), to „Węgorz” zje go w parterze. A tu nie ma lekko! Kubski nie mógł sobie poradzić ze świetnym planem „Górala”, który unikał obaleń i punktował (nieznacznie) prostymi. Trzeba przyznać, że Maciek poczynił w ostatnim czasie kolosalne postępy i ze zwykłego (nielubianego przeze mnie) – z góry przepraszam za słownictwo – „napierdalacza”, stał się bardzo wyrachowanym, myślącym zawodnikiem ze sporymi umiejętnościami! Wielkie brawa. Wracając jednak do samej walki – Jędrzej nieco rozczarował, jednak według mnie sędziowie powinni zarządzić dogrywkę, bo przewaga „Janosika” nie była aż tak wyraźna by przyznać mu jednoznaczne zwycięstwo…jednak do sędziowania jeszcze wrócimy.
Podsumowując pojedynki bardzo emocjonujące. Może nie wszystkie na najwyższym poziomie, może wiele z nich była zbyt jednostronna, jednak emocji w nich nie zabrakło. Na taki stan rzeczy z całą pewnością wpływ miał sposób ustawienia extra fightów, a mianowicie KSW Team vs. reszta świata (niejako Polska kontra reszta świata). Takie pojedynki zawsze wzbudzają masę emocji i według mnie są strzałem w dziesiątkę jeśli o przyciągnięcie „przeciętnego zjadacza chleba” chodzi.
Takie zestawienie uświadamia jednocześnie, że w MMA jeszcze nam daleko do czołówki Europy (a światowa czołówka jest jak na razie w ogóle poza zasięgiem). Oprócz kilku „perełek” (Khalidov, Drwal, Nastula) i kilku dobrze zapowiadających się „młodziaków” nasze MMA to 2-3 europejska liga. Trzeba z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski, a może w przyszłości będzie znacznie lepiej.
Samo show to już kwestia niezwykle złożona. Z jednej strony mamy pozytywne zmiany w prowadzeniu gali – brak „pana zapowiadacza” (proszę mi wybaczyć nieznajomość nazwiska), który to powtarzał 24 razy imię i nazwisko zawodnika podczas jego wejścia do ringu. Organizatorzy zrezygnowali także z występów wszelakiej maści grup tanecznych sprowadzających widowisko do poziomu domowego przedszkola – trafny ruch. W ogóle natomiast nie rozumiem w jakim celu zapowiedź prowadzona jest w języku angielskim. Czy my żyjemy w Angli/USA czy w Polsce? Czy amerykanie robią gale po Japońsku a Japończycy po francusku? KSW nie jest aż tak popularną organizacją by zapowiedź w dwóch językach była konieczny…jak na razie jest to przerost formy nad treścią.
Komentarz. Zdecydowanie na minus. Pan Andrzej Janisz o MMA ma nikłe pojęcie, żeby nie powiedzieć, że nie ma go wcale. Michał Garnys (mam nadzieje ze dobrze zapamiętałem) na MMA zna się o wiele lepiej, jednak Janisza przegadać się nie da i z komentarza wychodzą „kwiatki”. Obaj komentujący wchodzili sobie w drogę, przerywali wzajemnie, jeden drugiego poprawiał – wyglądało to naprawdę mało profesjonalnie. Kiedy poprzednie gale prowadził „Detonate” z Imperium Sportu, lub ewentualnie „Juras” było zdecydowanie lepiej (w duecie ich chyba nie słyszałem, a z chęcią bym ich razem posłuchał).
Największym dramatem KSW (tak, ro nie jest już nawet cyrk…to prawdziwy dramat!) jest sędzia ringowy i sędziowanie w ogóle. Szanowny arbiter nie wie totalnie co się na ringu dzieje, podejmuje całkowicie bzdurne decyzje, nie zna nawet w pełni zasad organizacji a w dodatku zagraża zdrowiu zawodników! Żeby nie wiedzieć że zawodnika który utracił przytomność po duszeniu należy szybko odwrócić na plecy, zapewnić dostęp powietrza i unieść nogi do góry to już woła o pomstę do nieba! Panie Kostecki (chyba tak brzmi nazwisko sędziego, racja?) – Panu już dziękujemy.
Zaraz za sędziom ringowym największe gromy z moich ust spadają na sędziów punktowych. Nie wiem jakimi zasadami w ocenianiu walk kierują się ci Panowie, jednak ja tam żadnej logiki (a tym bardziej konsekwencji) nie widzę! Ja już wszystko jestem w stanie zrozumieć. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli sędziowie będą przychylniej patrzyli na zawodników KSW, to może to się odbić na chęci uczestnictwa zagranicznych zawodników na naszej gali…już nawet tak sobie jestem w stanie tłumaczyć werdykty jury. Cóż z tego, że cała Europa i świat promuje i ułatwia życie swoim zawodnikom…my róbmy na przekór! Paranoja…
Ale idźmy dalej tym tokiem rozumowania, bo na tym nie kończą się „uroki” punktacji. Jeżeli założymy (aby było sprawiedliwie i o żadnych „wałkach” nie było mowy), że aby walka była zakończona decyzją (bez dogrywki) to musi być wyraźna przewaga jednego z zawodników (inaczej ogłaszana jest dogrywka), to jestem w stanie zrozumieć dogrywkę w walce Khalidov vs. Tabera. Ok, nie ma problemu. Przewaga Mameda była mała, sędziowie chcą się upewnić, ogłaszają dogrywkę. Dlaczego zatem ci sami sędziowie nie postępują tak samo konsekwentnie kiedy walczy dwóch polaków? Spójrzmy na walkę Górski vs. Kubski. Gdzie tam była wyraźna przewaga Maćka? Pytam gdzie? W którym miejscu? Bo według mnie walka była bardziej wyrównana (czytaj przewaga jednego z zawodników znacznie mniejsza) niż w przypadku Khalidov vs. Tabera. Dlaczego zatem sędziowie i wtedy nie zarządzili dogrywki? Paranoja!
Panowie Leandowski i Kawulski – zmieńcie proszę skład sędziowski, bo raz że narażacie zawodników na problemy zdrowotne (sędzia ringowy), dwa psujecie widowisko (znów sędzia ringowy), trzy krzywdzicie Polskich zawodników (sędziowie punktowi)! Nie może być sytuacji, że kiedy polski fighter zwycięży nieznaczną przewagą my uznajemy remis, „aby zagranica się nie obraziła”!
Może warto pomyśleć nad kilkoma „zespołami sędziowskimi”? Jeden człowiek nie jest w stanie precyzyjnie ocenić kilkunastu walk jednego wieczoru.
Ostatnie linijki mojego tekstu mogą świadczyć, że minione KSW odebrałem bardzo źle – nie. To nie prawda. KSW Extra dostarczyło mi świetnej zabawy, masy emocji i niezapomnianych wrażeń. „Konfrontacja” ciągle się rozwija, z gali na galę widać duże postępy. Najważniejsze, że organizatorzy czytają opinie fanów i wprowadzają niezbędne poprawki, by ich dzieło było bliższe ideałowi. Chwała im za to. Nie znaczy to jednak, że mamy przymykać oczy na rażące błędy i niedopatrzenia – a tych wciąż nie brakuje.
O KSW piszą już zagraniczne portale, piszą bardzo przychylnie – trzeba dodać! Niech zatem „Polski Prajd” rozwija się w dobrym (a nie złym) kierunku a recenzje podobne do tej nie maja na celu umniejszania czegokolwiek „konfrontacji”. Mają na celu opisanie poziomu show, zarówno dobrych jak i złych cech. Mamy nadzieję, że ten i temu podobne teksty choć trochę pomogą w ciągłym doskonaleniu najlepszej w Polsce (i jednej z najlepszych w Europie) gali Mieszanych Sztuk Walki.






















