Rynek sportów walki to ciężki kawałek chleba. Przekonało się o tym nawet UFC, które było o krok od bankructwa. Wtedy największą na świecie organizację MMA uratowało starcie Forresta Griffina ze Stephanem Bonarem, które sprawiło, że telewizja Spike zainteresowała się kolejnymi edycjami, flagowego wtedy programu organizacji: The Ultimate Fighter. Był to dla UFC punkt zaczepiania, by móc w następnych latach pokazywać fanom walki w telewizji, a później nakierowywać ich na PPV, co uratowało finanse molocha z Las Vegas. To co jednak ważne jest tak samo jak walki, to też marketing i umiejętność sprzedania pojedynku – trailery, zapowiedzi a także plakaty, które mają przykuwać oko i już na wstępie zaciekawiać ludzi konfrontacjami. Postanowiliśmy wybrać piętnaście najlepszych naszym zdaniem plakatów, które na przestrzeni lat promowały różne wydarzenia.

Najlepsze i najładniejsze plakaty UFC

 

Rzadko kiedy Polak widnieje na plakacie. Prócz Joanny Jędrzejczyk, Karoliny Kowalkiewicz i Marcina Tybury, nie było innych zawodników z naszego kraju, których dostąpiłby ten zaszczyt. Grafika na której znajduje się Janek, jest przedzielona na pół i wygląda jakby kolory się ze sobą ścierały w walce, próbując przejść na połowę rywala. Są to charakterystyczne barwy z flag obu zawodników. U Jana czerwień, a u „Jacare” zieleń. Warto zwrócić uwagę na otulającą ich obwolutę. Jest to dalsze nawiązanie do flag – Brazylijczyka oplata żółta wstęga (drugi najbardziej dominujący kolor), a Polaka biała. Świetny, z rysowanymi bohaterami walki wieczoru i nieszablonowym oraz nieco zwariowanym fontem. Wizualnie jeden z ładniejszych plakatów, z jakimi mieliśmy do czynienia w UFC i tym bardziej należy się cieszyć, że jest na nim Polak.

 

 

Rok 2014, wyjątkowa hala Saitama Super Arena, więc również wyjątkowy plakat nawiązujący do dumnych samurajów za których grafik przebrał Marka Hunta oraz Roya Nelsona. Zdecydowane odstępstwo od normy jaka panuje w USA i puszczenie oczka w stronę PRIDE, które nierzadko łączyło motywy artystyczne z kulturą japońską. W tamtych czasach, plakat z całą pewnością przykuwał oko.

 

 

 

 

 

UFC 181. Koncepcja komiksowa. Zawodnicy przedstawieni są jako superbohaterowie. Żadna postać nie jest statyczna, a scena wygląda jak żywcem wyciągnięta z samego środka morderczej walki. Człowiek aż chce zobaczyć co będzie dalej – aż chce zobaczyć te starcia, mając nadzieję, że będzie jak na grafice. Dynamiczna akcja nie jest też przypadkowa. Sportretowani zawodnicy to w owym czasie była ścisła czołówka, jeśli chodzi o widowiskowość walki. Anthony Pettis miał serię trzech zwycięstw z rzędu w pierwszych rundach – za które dostał trzy bonusy. Gilbert Melendez rok wcześniej dał bezapelacyjnie walkę roku z Diego Sanchezem. Johny Hendricks rewanżował się Robbiemu Lawlerowi za fantastyczną pierwszą walkę i był maszyną do nokautowania z mistrzowskimi zapasami, a Lawler był postrachem całej dywizji i killerem, dającym zawsze niesamowite boje. Skoro ta czwórka spotkała się na jednej gali, to nic dziwnego, że grafik przedstawił ich jako superbohaterów w bardzo dynamicznym ujęciu, mogącym być określone tylko jednym słowem: WOJNA.

 

Nie tylko koncepcja dualizmu bije z tego plakatu – mamy bowiem dwa paski, o dwóch kolorach, a na nich po dwie postacie, w dwóch różnych pozach i o dwóch wielkościach sylwetki – ale też pewne emocje idealnie dopasowane do zawodników. Rose Namajunas przykłada palec do ust i tym samym jest to gest skierowany do Joanny Jędrzejczyk, która w pierwszej walce niszczyła słownie nową mistrzynię i starała się jej wejść do głowy trash talkiem. Rose pas zdobyła w fantastycznym stylu i jej „ćśśś” jest bardziej niż wymowne w kontekście ich rewanżu. Sugeruje tym, że liczą się umiejętności, a nie słowa wypowiadane przed bojem.

 

 

Jubileuszowe gale mają to do siebie, że są wręcz obstawione gwiazdami i zestawieniami marzeń. Nie inaczej było z dwusetną galą UFC. Tate vs Nunes, Lesnar vs Hunt, Cormier vs Silva i Aldo vs Edgar 2. Jak upchać tyle osób na plakat? Autor tego projektu wpadł na pomysł przedstawienia ich w okręgu, rodem z undergroundowych pojedynków jak z ‚Fight Clubu’. Pomysł sprawdził się na piątkę z plusem. Nie tylko widzimy wszystkie postacie, ale też perspektywa z dołu i liczba „200” symulująca oświetlenie, dają plakatu niesamowity klimat, który zatrzymuje oko na dłużej.

 

 

 

Kolejny rysunkowy plakat. Czerwony rozmazany pastel daje złudzenie agresji, która bije z plakatu. W tej wizji pomaga też mina Jona Jonesa, która sugeruje zawziętość, bojowość i chęć do walki. Amanda Nunes patrzy „spod byka” na Holly Holm, a zmarszczenie brwi i głęboko osadzone oczy Thiago Santosa sprawiają, że choć pozornie wygląda na opanowanego, to on też jest gotów do bitki. Plakat miał sprawić wrażenie, że coś wisi w powietrzu i spełnia to zadanie. Panuje atmosfera oczekiwania, a dzięki kolorystyce, można powiedzieć, że nerwowego oczekiwania.

 

 

 

Pierwsza walka była niesamowita. Choć Daniel Cormier nie zdobył pasa, to później, po licznych narkotykowo-dopingowo-chuligańskich perypetiach Jona Jonesa, mistrzem i tak został, dzięki wygraniu z Anthonym Johnsonem w starciu o zwakowany pas. Role więc się odwróciły. Tym razem to Jon przychodził jako pretendent. I ta bardzo skomplikowana sytuacja, została przedstawiona na plakacie. Były mistrz, który pasa nie stracił w walce, będzie walczył z obecnym mistrzem, który przegrał walkę o pas, gdy mistrzem był pretendent. Istne pomieszanie z poplątaniem. I jak to przedstawić na plakacie? Grafik spróbował zobrazować Jonesa w roszczeniowej postawie. Takiej, która wręcz mówi „Oddawaj to co moje!”. I to właśnie Daniel Cormier jest w tej trudniejszej sytuacji, bo musi sprawić, by walka potoczyła się inaczej niż ich pierwsze starcie. Dlatego to on jest opanowany, wręcz skazywany na porażkę. Idealnie odwzorowany obraz tamtych wydarzeń i ukazanie, że pomimo dzierżenia pasa na biodrach, to Jon Jones jest większym zagrożeniem – co pięknie zostało uchwycone. Zgniłe kolory dodają surrealizmu.

 

UFC 158 i plakat sugerujący, że w cieniu czai się potężny wróg. To właśnie jest idea przyświecająca plakatom w których postać mistrza jest wyraźna i na pierwszym planie, a na drugim, w oddali, czai się pretendent, który ma szansę odebrać mistrzowi pas. Postać Diaza specjalnie jest też powiększona, by dać fanom wrażenie, iż zagrożenie jest realne. Poczucie, że zawsze w głębinach czai się większa ryba i nie ma tu miejsca na relaks. Mocny pretendent w tle to zawsze ciekawy akcent, którym grafik może się posłużyć projektując plakat.

 

 

 

Tym razem organizacja UFC poszła w stylowy vintage. Plakat rodem ze starych pojedynków bokserskich w których występował Muhammad Ali czy Joe Frazier. Nawet kolory są dobrane tak, by symulowały paletę z ubiegłego wieku. Waga ciężka w boksie od zawsze była najpopularniejsza i wzbudzająca największe emocje. Mając tak świetnych ciężkich sygnujących walkę wieczoru pierwszej gali na ESPN, grafik zdecydował się na taki właśnie zabieg, który spełnił swoje zadanie i plakat nie tylko przywołuje uczucie nostalgii, ale też ironicznie, wprowadził trochę świeżości w stylistyce plakatowej UFC.

 

 

 

 Czasami wystarczą liczby. Tym się kierowali przy projektowaniu tego plakatu. Dwóch zawodników wyciętych, włożonych w czarne tło, ale to nie jest ważne. Najważniejsze to co na pierwszym planie – a tam wzrost i waga: 191 cm/120 kg (Brocka Lesnara) oraz 193 cm/116 kg (Alistaira Overeema) i dopisek „Nie będzie już nic większego niż to” w odniesieniu do wagi, rozmiarów i rangi pojedynku. Czasami przekaz trzeba wcisnąć widzowi łopatologicznie i nic wtedy nie sprawdzi się lepiej, jak matematyka.

 

 

 

 

Kolejny bardzo ciekawy zamysł graficzny. Plakat zrobiony jest w takim stylu, by przypominał plakat filmowy, jakiegoś slashera klasy B. Na przykład „Jason Voorhees vs Freddy Krueger”. Świadczą o tym nie tylko bardzo blisko wpatrujące się w siebie twarze, ale też pociągnięcia pędzlem: od góry przebija się żółta farba, a od dołu „sypią” się brody, co ma na celu odrealnienie postaci i nadania im mrocznych cech. Font tego zestawienia ma gdzieniegdzie prześwitujące miejsca, sugerując, że ten napis sam w sobie jest wiekowy. Plakat ma na celu ukazanie, że obaj zawodnicy są jak z horroru. Niebezpieczni, źli, nienawidzą się i z chęcią zrobiliby drugiej osobie krzywdę.

 

 

W przeciwieństwie do plakatu z Nickiem Diazem i Georgesem St-Pierrem, tutaj pretendent do tytułu jest kimś mało znaczącym. Chad Mendes jest gdzieś z tyłu, spogląda przez ramię Jose Aldo na pas. Zupełnie inna koncepcja niż ta, która ukazuje postacie w tle jako niebezpieczne i złe. Tutaj autor grafiki poszedł w stronę pokornego mistrza, który wydaje się niepokonany i to on jest główną atrakcją. To on zajmuje większą część plakatu. Gala UFC 179 odbyła się w Rio de Janeiro w Brazylii, w której Aldo jest bardzo popularny. Zamiast więc stwarzać iluzję ogromnie groźnej konfrontacji (jak to było w przypadku Diaza i GSP), skupiono się na bohaterze gospodarzy. Dodatkowo Mendes w pierwszej walce został znokautowany już w pierwszej rundzie i dlatego, nawet jak uzbierał pięć zwycięstw z rzędu, ukazany był jako po prostu mały pretendent, który swoją wartość musi udowodnić w boju.

 

W przeciwieństwie do zwykłych, sterylnych plakatów UFC, ten wydaje się brudny. Poplamiony i wręcz sprawiający wrażenie, że się lepi. Nie jest to jednak przypadkowy styl. Tony Ferguson idąc do walki z Kevinem Lee, miał dziewięć, bardzo wartościowych zwycięstw, z których sześć skończył przed czasem i których taka sama liczba została nagrodzona bonusami walk i występów wieczoru. Już wtedy, w 2017 roku łokcie Tony’ego były legendarne, a twarze jego przeciwników były czerwone od krwi. To właśnie dlatego ten plakat tak bardzo różni się od tego co nam serwowało UFC przez lata. Miał jak najlepiej odwzorować Fergusona, a walki z nim to zawsze ból, krew, pot, chaos i nieporządek – jego palec wskazujący mówi „ty będziesz następny i to teraz ciebie czeka” – i to właśnie dlatego ten plakat się lepi i jest brudny.

 

Osobiste akcenty na plakatach to nie rzadkość. Tym razem mamy jednak piękną i tragiczną historię pokazaną prostym zabiegiem porwanej kartki.  Obaj zawodnicy mają wspólną historię. Trenowali razem w Team Alpha Male, z którego Dillashaw odszedł, aby trenować z Duanem Ludwigiem. Od tamtej pory trwa konflikt TJ’a z byłym klubem, w który wplątał się Garbrandt. Mimo zwycięstwa w pierwszej walce, nie nastąpiło żadne pojednanie i obaj zawodnicy wychodzili do tego pojedynku z taką samą nienawiścią. Plakat ten bardzo wyraźnie pokazuje podział i rozłam między dawnymi kolegami. Dwójka na plakacie odnosi się też do drugiego starcia Demetriousa Johnsona z Henrym Cejudo. Bardzo ładny i artystyczny projekt.

 

Rewanż po walce, która pozostawiła u wszystkich niedosyt. W 2012 roku nie było większych gwiazd w wadze ciężkiej jak Junior dos Santos i Cain Velasquez. Dlatego też pierwsze co rzuca się w oczy to ogromne „Dos Santos vs Velasquez 2” złotymi literami. Zawodnicy nieco przerysowani z mocno zmarszczonymi brwiami by nadać im złowieszczego wyglądu. Bardzo schludny i czytelny plakat, a w tle kształt oktagonu sugerujący, że to właśnie tam spotkają się ci tytani wagi ciężkiej.

 

 

 

Przegapiliśmy Wasz ulubiony plakat? Napiszcie w komentarzu jaka grafika jest Waszą ulubioną!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.