kktbnucld

Gala UFC 155 za nami. Wbrew powszechnej opinii nie tylko korzysta ten co wygrywa, a traci ten co notuje porażkę na koncie. W tym tekście zajmiemy się przyszłością, czyli spekulacjami co czeka nas dalej z zawodnikami, którzy byli bohaterami gali zmieniającej ponownie układ sił w wadze ciężkiej. Main Card nie istniał, dopiero dwie ostatnie walki uratowały PPV i tyłek Dany, o czym sam wspominał podczas konferencji prasowej.

Zacznijmy od samej góry. Waga ciężka ma to do siebie, że zawsze wzbudza wielkie emocje. Trzeba dodać: bardzo skrajne emocje. Nie inaczej było i tym razem, gdzie świat MMA podzielił się na zwolenników Caina Velasqueza (MMA 11-1) i Juniora dos Santosa (MMA 15-2), a przekrzykiwań kto lepszy nie było końca. Znamy już wynik tego starcia. Była to jednostronna dominacja Caina. Nie będziemy zajmować się w tym miejscu pytaniami czemu stało się tak, a nie inaczej, bo od tego są inne cykle na MMA Rocks. Wyjrzymy za to w przyszłość, próbując postawić się w roli match makera UFC. Co czeka obu zawodników w 2013 roku?

W przypadku Juniora, UFC nie rzuci go od razu w wir kolejnego wielkiego pojedynku. Wspominał o tym prezydent tej organizacji w kilku wypowiedziach po gali. Bardzo możliwe, że zawodnik ten dostanie wygranego z walki Mark Hunt (MMA 8-7) kontra Stefan Struve (MMA 25–5). W przypadku tego drugiego byłby to rewanż za 2009 rok, kiedy to Junior w minutę rozprawił się ze Stefanem. Za ewentualną opcję można rozważać jeszcze przegranego ze starcia Alistair Overeem (MMA 36–11, 1NC) kontra Antonio Silva (MMA 17-4). Podobno plotki głoszą również o Cheicku Kongo (MMA 18–7–2)… Jeżeli kierować się słowami prezydenta UFC, kwestia z Alistairem i Silvą raczej nie wchodzą na razie w grę. Jednak w dalszym rozrachunku i zgłębiając się jeszcze mocniej w przyszłość w grę o tron (pas mistrzowski dywizji ciężkiej) wchodzą tylko dwa nazwiska: Fabricio Werdum (MMA 16-5-1) oraz Alistair Overeem, *opcjonalnie Daniel Cormier.

asktbnuld

Fabricio Werdum od czasu porażki z Alistairem zaliczył dwie wygrane. Jedną z Roy’em Nelsonem (MMA 18–7), a drugą z Mike Russowem (MMA 15–2, 1NC). Z powodu The Ultimate Fighter: Brazil czeka go jeszcze starcie z Antônio Rodrigo Nogueirą (MMA 34–7–1, 1NC). Dana White zdążył już dać komentarz do sprawy, kwitując ją słowami: Tak. Jeśli wygra, zasłuży na walkę o pas. – a były to słowa na dzień przed galą 155. Jednak nie wolno brać tego jako pewniak. Równie dobrze miano pierwszego pretendenta może zyskać Alistair Overeem. Co ciekawe, w obu przypadkach (Aliego i Werduma), wygrana ich przeciwników nie sprawi, że nagle Silva i Nogueira staną się pretendentami – a co najwyżej skomplikuje to mocno sytuację. Jeżeli zaś chodzi o Overeema, zawodnik ten w kwietniu nie przeszedł testów antydopingowych, które wykazały, że poziom jego testosteronu jest za wysoki (14 w stosunku do 1). Gdy kara wymierzona przez Nevada State Athletic Commission się skończy, w oktagonie przywita go Antonio Silva (MMA 17–4). Tutaj również pojawiają się przesłanki, że to wystarczy, by zestawić go z którymś z bohaterów sobotniego wieczoru. Choć zważywszy na wszelkie przesłanki, będzie to raczej Cain niż Junior. Alistair po wygranej miałby 12 zwycięstw z rzędu. Z marketingowego punktu widzenia Super Fight pomiędzy Overeemem, a Velasquezem sprzedałby się fantastycznie. Jeżeli jednak Joe Silva zrobi jakimś cudem coś na wzór takiej drabinki:

1) Cain Velasquez – Fabricio Werdum
2) Junior dos Santos – Alistair Overeem

To również dywizja ciężka będzie syta przez cały 2013. Tłumacząc: w przypadku obrony pasa, Cain dostaje wygranego z drugiego zestawienia. W przypadku wygranej Juniora, UFC promuje pojedynek jako zwieńczenie trylogii w której spotykają się już po raz ostatni dwaj najlepsi zawodnicy kategorii ciężkiej jacy chodzą obecnie po tym świecie. Trailery znów powtórzą stare śpiewki w stylu „Junior is back!”. W przypadku przegranej Juniora, UFC promuje wydarzenie jako nowe wyzwanie i śmiertelne zagrożenie dla wszechmocnego Caina ze strony niepokonanego od sześciu lat (!) Alistaira, mistrza K-1, Dream oraz Strikeforce. Po prostu kolejne wydarzenie roku w wadze ciężkiej, które będzie równie elektryzowało fanów, co zeszłoroczny sobotni pojedynek. O ile ponowne starcie z dos Santosem również może być atrakcyjne, tak zdecydowanie bardziej sprzeda się obecnie walka Amerykanina meksykańskiego pochodzenia z Holendrem. A w między czasie były mistrz będzie budował swoje imperium od nowa, by znów wrócić na pierwsze strony portali branżowych z hasłem na ustach „wróciłem i chcę odzyskać utracony pas” – jak mówią wszyscy byli mistrzowie. Oczywiście wszystko to na razie jest w sferze fantastyki z bardzo dużą ilością niewiadomych. By wszystko się ułożyło Werdum musi wygrać z Big Nogiem, a Demolition Man z Antonio Silvą. W przypadku potknięć któregoś z nich (lub obu na raz), waga ciężka straci na atrakcyjności pozostawiając UFC w sytuacji w której jedynym rozwiązaniem (po dwóch/trzech walkach ze sztucznie napompowanymi pretendentami) jest rewanż Caina z Juniorem. Rok 2013 przyniesie nam odpowiedzi jak rozwinie się sytuacja w królewskiej kategorii. Wspomniany wcześniej Daniel Cormier jest alternatywą. Bardzo przydatną UFC alternatywą. Na razie nie wiadomo jednak kogo JDS dostanie na odbudowanie i jak sobie poradzi w tych walkach. Pozostaje tylko czekać na oficjalne oświadczenie Dany. Idąc dalej:

miller_lauzon

(foto: Dave Mandel / Sherdog.com)

W drugim pojedynku wieczoru Jim Miller (MMA 22-4) dał oszałamiającą walkę z Joe Lauzonem (MMA 22–8). Co czeka obu po takim występie? Dana White na konferencji prasowej potwierdził, że Miller dostanie teraz kolejną znaczącą walkę. Co to może oznaczać w sytuacji w której zawodnik ten przegrał z Natem Diazem (MMA 16–8) oraz aktualnym mistrzem Bensonem Hendersonem (MMA 18-2)? Na pewno nie szybki rewanż z obecnym mistrzem. Ten wedle Dany powinien zmierzyć się z przechodzącym ze Strikeforce Gilbertem Melendezem (MMA 21–2). Waga lekka niestety w przeciwieństwie do ciężkiej jest dosyć mocno obsadzona i Miller pomimo przekonującej wygranej na pewno nie zbliżył się do miana pretendenta i nadal jest od niego mocno oddalony. Przed nim pierwszeństwo mają: wspomniany wcześniej Melendez, wygrany starcia Anthony Pettis (MMA 15-2) – Donald Cerrone (MMA 19-4, 1NC) czy choćby Gray Maynard (MMA 11–1–1, 1NC). Nie jest też tajemnicą, że Dana White chciałby pozyskać Eddiego Alvareza (MMA 24–3), któremu skończył się kontrakt z Bellatorem. W tej sytuacji Jim Miller po wyklarowaniu się sytuacji w lekkiej (obronieniu kilka razy pasa przez Bendo, lub zmianie właściciela), dopiero po wygraniu dwóch/trzech kolejnych walk z wyżej wymienionymi (np. z tymi, którzy odpadli w tym wyścigu o miano pretendenta), może się spodziewać czegoś więcej. Do w/w stawki dobija się również Rafael dos Anjos (MMA 18-6) oraz możliwe jest też zestawienie z TJ Grantem (MMA 19–5) lub Mattem Wimanem (MMA 15-6) w zależności który z nich wygra w walce ze sobą. Jim Miller nie będzie więc narzekał na brak pracy w 2013 roku.

Co w tej sytuacji z Joe Lauzonem? Zawodnik ten tak jak praktycznie od zawsze krążyć będzie w okolicach TOP10 i pozycja jego nadal nie jest zagrożona. Przegra jedną wielką walkę, wygra dwie następne o niższej randze i tak w koło Macieju. Joe po starciu z Jimem zbliżył się do Andersona Silvy (MMA 33-4) w ilości zgarniętych bonusów, których liczba wynosi 12. Jego pozycja w UFC jest niezachwiana. Najprawdopodobniej dostanie teraz kogoś z kim mógłby odnieść zwycięstwo, kogoś z dalszych miejsc rankingowych.

Po tych pojedynkach (a raczej przed nimi – oglądając live), poprzeczka powędrowała ostro w dół. Walki Costy Philippou (MMA 12–2, 1NC) z Tim Boetschem (MMA 16-5) nie można zaliczyć do udanych. Pojedynek nie był ładny, a na dodatek wyglądało na to, że karma wróciła do Tima karząc go za poprzednie wygrane ze zdwojoną siłą. Zawodnik ten nie dość, że uszkodził sobie rękę i nie mógł nią atakować, to jeszcze w zderzeniu głowami odniósł rozcięcie z którego sączyła się krew na czole zalewając mu oczy, tak, by na koniec dostać palcem w oko… Wygrana Philippou nie zachwyciła. W wywiadach po gali, Dana White dał jasny komunikat, że Costę czeka teraz wielka walka. Nie zdradził nazwiska, ale zaakcentował, że zawodnik ten pokonał wspinającego się w rankingach Tima dopisując już piątą wygraną pod rząd od 2011 roku. Constantinos pomimo wygranej z zajmującym wysoką lokatę Timem, najpewniej będzie musiał udowodnić jeszcze swoją wyższość nad rywalami których już wcześniej pokonał Boetsch, czyli Hectorem Lombardem (MMA 32-3-1, 1NC) lub Yushinem Okamim (MMA 28-7). Gdzieś na peryferiach świadomości ukazuje się jeszcze Chris Weidman (MMA 9-0) za którego Costa wszedł w sobotni pojedynek. Samemu Timowi ciężko cokolwiek wywróżyć. Mimo wygranych męczył się niemiłosiernie z Yushinem, męczył również z Hectorem. Po tej porażce pewnie cofnie się znów do ligi średniaków w UFC, a tam czeka na niego sporo walk.

okami_belcher

(foto: Dave Mandel / Sherdog.com)

Bój Okamiego z Alanem Belcherem (MMA 18–7) był porażką Alana jak i samego UFC. Promocja zawodnika trenującego w Remix MMA została mocno zahamowana. Dla Japończyka natomiast nic się nie zmieniło. Wygrał, ale w słabym stylu. Belcher dobijał się za to powoli do drzwi pierwszego pretendenta. Były nawet plany zestawienia go z Michaelem Bispingiem (MMA 23–4) gdyby Vitor Belfort (MMA 21–10) wyleciał z rozpiski jak to ma w zwyczaju. Jednak warunek był jeden: Musiał wygrać z Okamim. W tej sytuacji nastąpił pat, który nic nie daje nikomu. Yushin statystycznie poszedł do przodu, jednak w stylu, który nie przysporzył mu ani nowych fanów, ani sympatii ze strony Dany White’a i praktycznie może się już nie doczekać kolejnej szansy zawalczenia o pas wagi średniej. Alan Belcher z kolei musi mozolnie odbudowywać swoją pozycję po dosyć ładnym trzyletnim przebiegu bez porażki.

Jeszcze większym zawodem okazało się starcie Chrisa Lebena (MMA 22–9) z Derekiem Brunsonem (MMA 10-2). Sam prezydent UFC skwitował to słowami, że chciał rzucić krzesłem do oktagonu widząc to co się tam wyprawia. Żałował również, że dał Chrisowi miejsce w main evencie. Powrót Lebena można więc uznać za jedno z bardziej rozczarowujących powrotów do UFC jakie miały miejsce. Obaj zresztą nie zwiększyli sobie kredytu zaufania u pracodawcy dając marnej jakości widowisko. Wyczerpanie fizyczne nastąpiło już w trakcie pierwszej rundy. Z tej okazji warto wspomnieć o tym, że Derek Brunson miał ciężki rok. Dwie przegrane w Strikeforce i obecny marny debiut w UFC. Jednak to właśnie walka w UFC odciągnęła Dereka od rzucenia MMA. Wygrana nad Lebenem na pewno odsunie te myśli jeszcze dalej, a sam zawodnik dostanie kogoś do sprawdzenia swoich umiejętności. Na swoje usprawiedliwienie Brunson ma jeden niezaprzeczalny atut: wziął walkę na tydzień przed. Co dalej z Chrisem? Jego deterioracja kondycyjna nie ma już takich wymówek. Miał być wielki powrót – wyszła klapa. Jeżeli mowa tu na poważnie o dalszych walkach, to UFC powinno zestawić go z jakimś brawlerem bez bazy zapaśniczej. Z pewnością „jakimś” rozwiązaniem wydaje się tu Jared Hamman (MMA 13–5). Drugim ciekawym kandydatem jest Tom Lawlor (MMA 8-5, 1NC). Dał on równie okropną widowiskowo walkę z Francisem Carmontem (MMA 20-7). Odważnym posunięciem by było zestawienie z Richem Franklinem (MMA 29-7, 1NC), który ku zaskoczeniu wszystkich przegrał przez fantastyczne KO zafundowane mu przez 40-letniego Cung Le (MMA 9-2). Może równie dobrze być to pogromca Pawła Nastuli, Dongi Yang (MMA 10-3), który na 10 wygranych aż 9 zakończył przez TKO. Kwestia sprawdzenia, czy należy się jeszcze przejmować Chrisem Lebenem czy nie.

Zupełne inna sprawa ma się w przypadku wagi koguciej i starcia Brada Picketta (MMA 22-7) z Eddie Winelandem (MMA 20-8-1). Eddie pokonując Brada mocno zbliżył się do czołówki swojej dywizji. Niestety ta jest już obsadzona wstępnie pojedynkami. Czy to już etap na konfrontację ze zwycięzcą pojedynku Urijah Faber (MMA 26–6) – Ivan Menjivar (MMA 25–9)? Problem w tym, że Eddie z Urijahem się spotkali i to całkiem niedawno, bo w marcu 2011 roku. Walka zakończyła się porażką Winelanda. Inny ciekawy zawodnik, który poszybował ostatnio mocno w górę rankingów to Raphael Assuncao (MMA 18–4), który ma za sobą trzy wygrane pod rząd, a ostatnią z Mike Eastonem (MMA 13-2).  Walka pomiędzy Assuncao, a Winelandem mogłaby wyklarować nieco pozycje tuż za czołówką, która upoważniałaby do poważniejszych walk po starciach Fabera z Menjivarem oraz Barao z McDonaldem. Brad Pickett jest nadal bardzo klasowym kogucim, a co ważniejsze jednym z tych, których Dana White bardzo lubi. Pomimo przegranej nadal będzie krążył wokół TOP10 swojej wagi. Zupełnie jak Joe Lauzon.

perez

(foto: Dave Mandel / Sherdog.com)

W dalszej analizie na uwagę zasługuje Erik Perez (MMA 13-4). Osiem walk od 2011 roku i ostatnia wygrana nad Byronem Bloodworthem (MMA 6-3) w połączeniu z narodowością dała mu solidny start w kontekście nadchodzącego UFC w Meksyku. Byron albo poleci, albo dostanie jeszcze jedną szansę z kimś podobnym. Może z Damacio Pagem (MMA 15-8), może Johnem Albertem (MMA 7-4).

Jamie Varner  (MMA 21-7-1, 2NC) po wpadce z Joe Lauzonem wrócił do gry. Choć nie można tego samego powiedzieć o Melvinie Guillardzie (MMA 30–12–2, 1NC), który na pięć pojedynków przegrał aż cztery. Co dalej dla tego drugiego? Tutaj wybór powinien paść na kogoś pokroju Sama Stouta (MMA 18-8-1) lub Anthony Njokuaniego (MMA 15-7, 1NC) przy których Melvin mógłby znowu zabłysnąć. Wracając do Jamiego, to ciężko postawić typ. Teoretycznie logicznym wydaje się zestawienie z przegranym walki Donald CerroneAnthony Pettis oraz podobnie jak w przypadku Jima Millera z TJ Grantem lub Mattem Wimanem.

Michael Johnson (MMA 12-7) cofnął się o krok w słabym stylu przegrywając z Myles Jurym (MMA 11-0).  Sam Myles oprócz zapasów nie pokazał nic szczególnego. Jednak Michael Johnson w sobotę był już dość wysoko notowanym zawodnikiem. Nie wiadomo czy Joe Silva będzie mu zwyższał pułap czy da mu jeszcze kilka walk testowych typu Ramsey Nijem (MMA 7-2),  Jon Tuck (MMA 7-0) czy choćby z Ablem Trujillo (MMA 10-4). Michael Johnson najpewniej cofnie się do rywali pokroju Henry’ego Martineza (MMA 8-3), lub któregoś wygranego z zestawienia Michael Chiesa (MMA 8-0) – Anton Kuivanen (MMA 17-5).

Todd Duffee (MMA 8-2) udowodnił, że jest solidnym ciężkim z którym walcząc trzeba trzymać wysoko gardę. W wadze ciężkiej akurat jest urodzaj drugiej ligi. Todd nie będzie miał problemów ze znalezieniem przeciwników i tak aż do czasu przegranej z kimś z czołówki. Mając na uwadze udany powrót w UFC, można go śmiało postawić naprzeciwko Dave Hermana (MMA 21–5), Brendana Schauba (MMA 8-3) jak ten wygra z  Lavarem Johnsonem (MMA 17-6), z przegranym walki Ben Rothwell (MMA 32-8)  – Gabriel Gonzaga (MMA 13-6), czy choćby ze zwycięzcą meczu Shawn Jordan (MMA 13-4) – Mike Russow (MMA 15-2, 1NC) z czego walka z tym drugim byłaby rewanżem za porażkę z 2010.  Ciekawą opcją jest też Patt Barry (MMA 8–5).

garcia

(foto: Dave Mandel / Sherdog.com)

Dla Leonarda Garcii (MMA 15–10–1) była to czwarta porażka z rzędu. W odpowiedzi na obawy jednego z matchmakerów UFC Seana Shelby’ego o kolejną porażkę z rzędu Leonarda, prezydent UFC jasno dał do zrozumienia, że nie ma nawet szansy, by zawodnik ten został zwolniony. Teoretycznie więc nawet jakby przegrał piątą walkę, to myślę, że dostałby jeszcze jedną okazję do zanotowania zwycięstwa. Leonard jest tym typem zawodnika, który żyje dobrze z organizacją i dzięki walkom jakie daje, przedłuża sobie pracę, choć inny dawno na jego miejscu by wyleciał. Najprawdopodobniej dostanie kogoś na odbudowanie albo nastąpi rewanż z Maxem Holloway’em (MMA 7-1). Waga piórkowa wręcz pęcznieje od wyzwań, które mogą stanąć na drodze Maxowi. Od Jasona Younga (MMA 9-6), przez Antonio Carvalho (MMA 15-5), aż na Stevenie Silerze (MMA 21-10) kończąc. Nazwisk jest naprawdę od groma więcej, które pasowałby dla mającego już dwa zwycięstwa w UFC Holloway’a.

Dywizja musza nie jest już tak solidnie obsadzona jak piórkowa. John Moraga (MMA 13-1) bardzo wybił się w rankingach po zwycięstwie nad Chrisem Cariaso (MMA 14-4). Dla Moragi testem było zestawienie go z grapplerem Darrenem Uyenoyamą (MMA 8-3), który również ma dwie wygrane w UFC. Na horyzoncie jednak może pokazać się John Lineker (MMA 20-6) czy Tim Elliott (MMA 9-3-1) – obaj wygrali swoje ostatnie walki. Na walki z czołówką dla Moragi jest za wcześnie, jednak niewykluczona jest konfrontacja z Jussierem Formigą (MMA 14-2) czy choćby przegranym pojedynku Joseph Benavidez (MMA 16-3) – Ian McCall (MM 11-3-1). Chris Cariaso po dość ładnym przebiegu czeka odbudowa z zawodnikami pokroju Jareda Papaziana (MMA 14-9, 1NC) ewentualnie czeka go zestawienie ze znajdującym się w podobnej sytuacji Yasuhiro Urushitanim (MMA 19-6-6).

Gala UFC 155: dos Santos vs. Velasquez 2 zmieniła nieco układ sił na świecie. Cain wrócił na tron, który utracił właśnie z ręki Juniora. Mimo wszystko jedynymi zwycięzcami tej rozpiski byli przedstawiciele Meksyku. Nikt inny nie dokonał jakiegoś znaczącego skoku w swojej karierze.

Poprzedni artykułVlog MMARocks: KSW 21 – Część 4
Następny artykuł10 najważniejszych momentów UFC w 2012 roku
W czasopiśmie "Sztuki Walki" zajmował się okazyjną publicystyką. Z uwagi na przebiegunowanie zainteresowań ze sztuk walk ściśle na MMA, zamienił papier na Internet. Zgodnie z dewizą "jak pisać, to dla najlepszych" zwrócił się w stronę MMA Rocks i tak już zostało. Obecnie pracuje jako analityk, prześwietlając przy okazji rywali zawodników z którymi współpracuje.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.