(fot. Marcelo Alonso/Sherdog.com)

Dobrowolne odejście z UFC z powodu zawieszenia, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Przekonał się o tym Viscardi Andrade, który w 2016 roku został zawieszony na dwa lata za to, że opóźniał oddanie próbki by mogło zbadać ją laboratorium w Rio. Andrade przyznał MMAFighting:

Wydawało mi się, że komisje sportowe będą mnie powstrzymywały przed występem tylko na terenie Stanów Zjednoczonych. Jednak jak tylko UFC zwolniło mnie z kontraktu, dostałem list w którym było napisane, że nie mogę walczyć w MMA nigdzie na świecie. Jeśli zrobię wbrew ich woli, to napisali, że dadzą mi cztery lata zawieszenia.

Byłem już blisko związania się z azjatycką organizacją. W związku z tym szukałem rywalizacji na ADCC w super-walce z Erickiem Silvą, wygrałem swój pierwszy pojedynek w Muay Thai w Tajlandii (nokaut w pierwszej rundzie). Nie mogłem walczyć w MMA, więc starałem się być aktywny jak tylko mogę.

To Andrade poprosił UFC o zwolnienie z kontraktu. Dziś żałuje tego kroku:

Gdybym wiedział, że i tak nie będę mógł walczyć, to siedziałbym w UFC i czekał. Za miesiąc będę już mógł wrócić i mój menadżer jest w kontakcie z niektórymi organizacjami, w tym i UFC. Kto wie, może będzie miał dla mnie dobre wieści w marcu. Chciałbym wrócić do UFC, wygrałem tam dwie walki, a na 11 ostatnich pojedynków, 10 jest wygranych, w większości w pierwszych rundach. Znaczy to, że jestem jednym z najlepszych na świecie, więc nie ma sensu by trzymać mnie poza UFC. To mój cel, ale nie zamykam drzwi na inne organizacje. Może niekoniecznie Bellator, bo to zamknęłoby mi drzwi do UFC, ale myślę, że zawalczę gdzieś z jedną lub dwie walki i wtedy zobaczymy.

3 KOMENTARZE

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.