Foto: Krajowa Liga Zapaśnicza

Jakiś czas temu popełniłem artykuł prasowy poruszający temat regulacji w sportach walki, a konkretnie, kwestię zasad i punktacji, które w specyficzny sposób wypaczają konfrontację, determinując jej faktyczny przebieg. Jako konkluzję zawarłem zarzut mówiący o tym, że większość zasad obecnych w sportach walki już dawno wyszła poza obszar mający za zadanie poprawę bezpieczeństwa walczących, w efekcie czego spora część z popularnych dziś dyscyplin bardziej przypomina gry ruchowe o specyficznych regułach niż walkę w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Jako pozytywny aspekt “przeregulowania” sportów kontaktowych przedstawiłem z kolei nietypowy rozwój (taki, do którego niekoniecznie doszłoby, gdyby nie hermetyczne zasady) zarówno cech motorycznych u adeptów, jak i poszczególnych nawyków, wynikłych z treningu pod konkretne reguły.

Chyba każdy zgodzi się z tym, że boks w którym dozwolone są wyłącznie ciosy pięściami w górne partie ciała nie ma zbyt wiele wspólnego z wolną walką. Mimo tego trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto na tej podstawie kwestionował by skuteczność bokserskich technik.

Dla zobrazowania zagadnienia posłużyłem się kilkoma przykładami, m.in. taekwondo, którego reguły nierzadko prowadzą do stosowania absurdalnych technik, (jak np. wysokie kopnięcia wykonywane w klinczu), a które to jednocześnie wymuszają u praktykantów niebywałą wręcz gibkość – która może być z kolei cechą pożądaną w formułach o mniejszej ilości regulacji, w tym w MMA. Za modelowy przykład sztuki walki zniekształconej przez regulacje uznałem zaś zapasy. W niniejszym artykule postaram się, nieco przewrotnie, zastanowić nad tym, czy aby owo “zniekształcenie” nie jest właśnie przyczyną zapaśniczej dominacji w mieszanych sztukach walki. Zanim przejdę do rzeczy winien jestem jednak wyjaśnienie. Pisząc o “zniekształceniach” bądź “wypaczeniach” wynikłych z konkretnych zasad nie mam na celu umniejszania skuteczności bądź przydatności poszczególnych dyscyplin. Chyba każdy zgodzi się z tym, że boks w którym dozwolone są wyłącznie ciosy pięściami w górne partie ciała nie ma zbyt wiele wspólnego z wolną walką. Mimo tego trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto na tej podstawie kwestionował by skuteczność bokserskich technik.

Wróćmy jednak do zapasów. Spoglądając na tę dyscyplinę z punktu widzenia fana MMA nie sposób nie odnieść wrażenia, że walka jest w niej prowadzona w mało naturalny sposób. Dwie, trzyminutowe rundy, niemożność stosowania dźwigni i duszeń etc. – są to reguły, które sprawiają, że ów sport odstaje realizmem nie tylko od MMA ale nawet od nowoczesnego grapplingu. W zasadzie termin “nowoczesny grappling” ma z pierwotnymi (nowożytnymi, nie tylko antycznymi!) zapasami więcej wspólnego niż obecne, amatorskie “klasyk” i “wolniak”. Jeszcze sto lat temu na Igrzyskach dyscyplina przybierała formę catch-as-catch-can, czyli de facto była czymś w rodzaju dzisiejszych turniejów ADCC. Mniejsza jednak o kwestie historyczne, bo te należałoby poruszyć w osobnym artykule, na który ten antyczny sport walki z pewnością zasługuje.

Największą różnicą i zarazem największym zapaśniczym dziwactwem (nie używam tego określenia pejoratywnie) nieobecnym w dyscyplinach pokrewnych jest tak zwany “tusz”. Jest to zapaśniczy odpowiednik bokserskiego nokautu, grapplerskiego poddania czy też ipponu z judo – sytuacja kończąca walkę natychmiast po jej zaistnieniu. Tusz polega na położeniu rywala na łopatki i utrzymaniu go w takiej pozycji przez jedną sekundę. Rzecz jasna zwycięstwo poprzez przytrzymanie oponenta na plecach nie jest niczym szczególnym i występuje także w innych sportach, m.in. we wspominanym wyżej judo, lecz dzięki ekstremalnie krótkiej kontroli potrzebnej do jego osiągnięcia, zapaśniczy wariant jest specyficzny. Dla przykładu, w kodokanie by wygrać przez trzymanie, należy przeciwnika “przyszpilić do maty” na dwadzieścia sekund. Nie jest to dużo, ale nawet ten krótki czas pozwala zawodnikowi będącemu na dole na pracę i ucieczkę z zagrożonej pozycji. W zapasach ten element jest w zasadzie nieobecny, bo sekunda (sic!) na plecach kończy pojedynek. Trening i taktyka ukierunkowana jest więc tak, aby na plecy w ogóle nie trafić – zapaśnicy pracują zatem nad odpowiednią stójką (rzuty), aby po technice wylądować w dominującej pozycji, skupiają się także na mostkowaniach, które są zapaśniczą podstawą.

W MMA do głosu coraz częściej dochodzi wyrażony słowami Billy’ego Robinsona instynkt: “uwierz mi, nie chciałbyś się znaleźć pod spodem – po prostu nie chciałbyś tego!”

Na pierwszy rzut oka wydaje się to irracjonalne, gdyż koncepcja pojedynku, w którym zwycięstwo można osiągnąć poprzez położenie przeciwnika na plecy jest nieco absurdalna i sprzeczna z naturą walki, która kończy się przecież dopiero wtedy, gdy jeden z walczących nie jest w stanie dłużej stawiać oporu. Tę zdroworozsądkową obserwację potwierdza szereg konfrontacji czy to w MMA czy to w grapplingu, w których zawodnicy będący na plecach wielokrotnie zwyciężali i dotknięcie łopatkami maty w niczym im nie przeszkodziło. Kiedy jednak spojrzy się na to zagadnienie z szerszej perspektywy – zwłaszcza z perspektywy “prawdziwej konfrontacji” (cudzysłów celowy, gdyż trudno jednoznacznie stwierdzić, co tą prawdziwą konfrontacją jest: czy pojedynek 1 na 1 jest mniej czy może bardziej realny niż 2 na 2 lub 3 na 1, czy walka z bronią jest bardziej realna niż walka bez broni etc.) koncepcja ta jest nad wyraz uzasadniona! Nie chcę stosować w tym miejscu wielkich kwantyfikatorów i pisać, że absolutnie nikt nie chciałby się w sytuacji zagrożenia znaleźć na plecach, lecz stwierdzenie to wydaje się być bliskie prawdy. Bycie na ziemi pod mogącym uderzać i kopać rywalem zdecydowanie nie jest sytuacją komfortową. Ta całkowicie naturalna konstatacja została w MMA mocno zaburzona poprzez stopniową eliminację szeregu technik stosowanych na leżącym rywalu – stompów, soccer kicków oraz kolan w parterze, a także poprzez wybitne osiągnięcia adeptów BJJ, którzy na plecach czują się przecież jak ryba w wodzie. Z biegiem czasu sytuacja zaczyna jednak powracać do stanu pierwotnego. O ile bowiem w szeroko rozumianym modern grapplingu taktyka walki z pleców wydaje się nie tracić na popularności, tak wraz z postępującym rozwojem mieszanych sztuk walki jest ona stopniowo wypierana i do głosu coraz częściej dochodzi ów pierwotny, naturalny instynkt, wyrażony słowami Billy’ego Robinsona: “uwierz mi, nie chciałbyś się znaleźć pod spodem – po prostu nie chciałbyś tego!”

Ta obserwacja poparta jest coraz większą dominacją zawodników z bazą zapasniczą, którzy – niezależnie od tego czy ich matecznikiem są amerykańskie uniwersytety czy kaukaskie siłownie – w MMA radzą sobie wybornie. Co zatem sprawia, iż zapasy, posiadające ten cały bagaż “niezbyt życiowych” reguł, są tak fantastyczną podstawą pod wszechstylową walką wręcz? Zagadnienie jest tym bardziej ciekawe, że jeszcze kilka lat temu komentatorzy przewidywali, iż do mieszanych sztuk walki wejdzie nowe pokolenie, wolne od sportu bazowego, od podstaw reprezentujące MMA. Być może jeszcze ten czas nie nadszedł, choć jak na razie nic nie wskazuje na to, aby zapaśnicza dominacja miała się zakończyć. Odpowiedź na postawione wyżej pytanie nie jest zatem oczywista. Gdybym miał jednak wymienić jeden element obecny w zapasach (a nieobecny w innych sportach walki), który przesądza o skuteczności tej dyscypliny, byłby nią tusz. Tusz, będący początkiem i końcem zapaśniczego przygotowania. Determinuje on bowiem zarówno trening, kształtując motorykę, jak i samą walkę, wpajając taktykę niemalże idealną pod obecne MMA.

Jeszcze kilka lat temu komentatorzy przewidywali, iż do mieszanych sztuk walki wejdzie nowe pokolenie, wolne od sportu bazowego, od podstaw reprezentujące MMA. Na razie nic nie wskazuje na to, aby zapaśnicza dominacja miała się zakończyć.

Pisząc “obecne MMA” mam na myśli stan, w którym poziom jest bardzo wyrównany, a fighterzy z czołówki są wyszkoleni w podobnych aspektach i coraz trudniej jest im zaskakiwać rywali. W dzisiejszym MMA przewagę uzyskuje się lepszym przygotowaniem fizycznym, specjalistyczna taktyką i mozolną pracą w oktagonie. W takich warunkach coraz trudniej o poddania… zwłaszcza te z dołu, bo techniki kończące coraz trudniej zaimplementować. Ekwilibrystyczne poddania cały czas się oczywiście zdarzają, lecz trudno zakładać, że będzie się w ten sposób wygrywać każdą potyczkę. Jako przykładu można użyć osoby Marcina Helda, który coraz rzadziej sięga po swoje firmowe dźwignie na nogi, gdyż kolejni rywale tych technik się po prostu spodziewają. Dlatego na znaczeniu zyskują uderzenia, kontrola w parterze i (ewentualnie) poddania z góry, które można wypracować przy wsparciu uderzeń. W taki też sposób zaczyna walczyć nawet wspomniany wyżej Held, będący przecież modelowym przykładem grapplera posługującego gardą. W tych warunkach na znaczenia nabiera więc górna kontrola oraz klincz pod siatką, pozwalający zniwelować różnicę w stójce, bądź ułatwić potyczkę z zawodnikiem w stójce gorszym (utrzymanie pojedynku na nogach). Nietrudno zauważyć, że zarówno jeden jak i drugi element są umiejętnościami kształtowanymi przez zapaśniczy trening.

Sama technika walki z góry oraz pojedynku w klinczu nie jest jednak czymś wyjątkowym dla zapasów. Tym, co stanowi różnicę jest jednak koncepcja tuszu, która pociąga za sobą szereg implikacji pozytywnie przekładających się na walkę MMA. Przede wszystkim wymusza ona odpowiednie sprowadzenia do parteru. Odpowiednie, czyli takie, po których atakujący znajduje się w górnej kontroli a przynajmniej takie, które nie narażają go na niebezpieczeństwo znalezienia się na plecach. Zasada ta wymusza więc wytrenowanie rzutów na najwyższym poziomie, są one zatem integralnym elementem dyscypliny a nie ładnie wyglądającym dodatkiem, jak ma to miejsce choćby w BJJ. Zapaśniczy “pin” (termin angielski) sprawia także, że nawet jeśli rywal wykona obalenie bądź rzut, priorytetem jest wydostanie się spod niego, bądź – jeśli się nie uda – chronienie się przed rozłożeniem na łopatki. Takie postawienie sprawy wymusza z kolei nabycie w cyklach treningowych odpowiedniej tężyzny fizycznej: zarówno siły jak i gibkości, mocy i dynamiki. I również tutaj te czysto fizyczne atrybuty nie są jedynie pożądanym dodatkiem do umiejętności technicznych, a nieodłączną częścią zapaśniczego wyszkolenia.

W nieco przewrotny sposób zapasy wracają do swojej kolebki, będąc dyscypliną kształtującą fighterów, którzy niczym antyczny Dioksippos pozostają gotowi do walki z każdym.

Mówiąc inaczej – koncepcja tuszu nadaje kształt zapaśniczej walce, a ta wymusza odpowiedni trening, w takim samym stopniu nastawiony na aspekty techniczne jak i motoryczne. Aby się o tym przekonać wystarczy obejrzeć jakikolwiek zapaśniczy pojedynek – jest to dosłownie skondensowana moc. O skuteczności zapaśniczego treningu najlepiej zaświadcza także fakt, iż coraz częściej jego elementy przeszczepiane są do innych dyscyplin, nie tylko do sportów walki (jak judo), ale nawet do gier zespołowych (rugby czy nawet piłka nożna). Wystarczy zatem nałożyć powyższe elementy na dzisiejsze MMA aby zrozumieć, że amatorskie zapasy kształtują większość najbardziej istotnych w oktagonie cech. Mało tego! Zaryzykuję stwierdzenie, że dzięki specyficznym zasadom trening zapaśniczy (zarówno styl grecko-rzymski jak i wolny) formuje lepszych atletów niż uformował by trening przygotowujący adeptów do konfrontacji stricte na zasadach MMA.  I to, według mnie, jest kluczem do zapaśniczych sukcesów. Tym oto sposobem zapasy w nieco przewrotny sposób wracają do swojej kolebki, będąc dyscypliną kształtującą fighterów, którzy niczym antyczny Dioksippos pozostają gotowi do walki z każdym – niezależnie od okoliczności.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

54 KOMENTARZE

  1. tl;dr dobry zapaśnik łatwo może się stać dobrym sportowcem w innej dziedzinie. Moc, dynamika, siła, wytrzymałość. Super art ale chyba troszkę spóźniony, teraz przynajmniej w UFC tendencja zapaśników trochę się zmniejsza.

  2. E tam, nie trzeba mieć zapasów żeby być mistrzem. Wystarczy ich unikać i mieć milion followersów na fejsie i być rudy

  3. być rudy

    Szczególnie to:)

    Działało 3 lata temu … teraz najlepiej trenować mma

    No nie do końca, bo to że w czubku UFC jest obecnie nieco mniej zapaśników jest po części spowodowane kontuzjami – Cain, Cormier czy "wpadkami" jak np. Jones.

  4. Panie Bijan, fajny, naprawdę fajny artykuł. Niestety fani sportów walki raczej nie są tytanami intelektu, tekst jest długi i z wieloma trudnymi słowami, zatem skończy się na kilku komentarzach. Gdybyś Pan wkleił jakiegoś gifa, mema, napisał, że Mamied Fikołkov to uchodźca i nie idzie do UFC czy tam KFC, Materla nie wyjdzie z pierdla przez 5 lat, a Kawulski zgolił kucyka to by się sprzedało.

  5. Nie da się ukryć, że trening siłowo-motoryczny w zapasach, kładzie na łopatki te z innych sztuk walki, gdzie głównie skupiają się na technikach walki, a jako przygotowanie siłowe służą…. pompki na kościach kurwiu i przysiady z kolegą na plecach.

  6. Takie trochę przelanie się wody. Dziwnym trafem ostatnie talenty mma to uderzacze, Connor, Panthera Nganou 😉

  7. E tam, nie trzeba mieć zapasów żeby być mistrzem. Wystarczy ich unikać i mieć milion followersów na fejsie i być rudy

    i zdobyc dwa pasy, niszczac mistrzow jak amatorow

  8. Fajnie jak o samochodach pisze człowiek bez prawa jazdy 😉

    Skąd wiesz, że nie mam? (poza tym to zwyczajnie słaby argument)

  9. Fajnie jak o samochodach pisze człowiek bez prawa jazdy 😉

    Ja też lubię. Zupełnie inne podejście. :coffeepc:

  10. Panie Bijan, fajny, naprawdę fajny artykuł. Niestety fani sportów walki raczej nie są tytanami intelektu, tekst jest długi i z wieloma trudnymi słowami, zatem skończy się na kilku komentarzach. Gdybyś Pan wkleił jakiegoś gifa, mema, napisał, że Mamied Fikołkov to uchodźca i nie idzie do UFC czy tam KFC, Materla nie wyjdzie z pierdla przez 5 lat, a Kawulski zgolił kucyka to by się sprzedało.

    Dzięki. Podzielam obawy, choć z góry zakładam że czytelnik jest na poziomie. Wolę się ewentualnie rozczarować niż obrazić inteligencję jakimś gunwem.

  11. Takie trochę przelanie się wody. Dziwnym trafem ostatnie talenty mma to uderzacze, Connor, Panthera Nganou 😉

    No ja coraz częściej słyszę że era zapaśników się kończy i teraz jest coraz więcej stójkowiczów którzy nauczyli się defensywnych zapasów. Na przykład Barboza, Garbrandt albo Wonderboy. Zresztą większość walk na szczycie to głównie stójka i jak jest obalenie to ten na dole wstaje bardzo szybko. Dodałbym jeszcze że teraz jest ogromny nacisk na nauke klinczu pod siatką. No i te najlepsze zapasiory są strasznie porozpierdalane. Mało co walczą 😆

  12. Mnie zawsze zajmował raczej temat tzw niewielkiej różnicy między mistrzem a amatorem. Mistrz świata w kicku i tak przyjmie kilka strzałów na ryj nawet od średniaka. Mistrz świata w kicku lekko podszkoli zapasy i już zapasior staje się bezradny bo po dwóch nieudanych sprowadzeniach odpuszcza i zostaje mu zbierać na twarz ( Klaudiusz vs Joanna), pomijając czikena Woodleya który się boi nawet spróbować.

    Każda stójka prowadzi do klinczu( teoretycznie no nie), każdy klincz do obalenia a potem do kontroli pozycji i gnp. Początkowo występujący  w klatkach karatecy byli zaskoczeni wyczynami BJJ ale potem tym z BJJ już nie wystarczyło się podłożyć i kręcić trójkąty bo pojawili się zapaśnicy, którzy lekko podszkolili swoje skile i uważają na sztuczki z balahami czy kimury.

    Autor choć mógł wrzucić kilka gifów i gołych bab słusznie zauważa że kluczem jest kładzenie na łopatki bo żeby to zrobić lub nie dać się zrobić trzeba być prawdziwym wszechstronnym atletą a nie dzikiem w białym kimonie robiącym setki pompek na kościach.

    No dobra a pytanie "Co sprawia że strongmani dominują w polskim mma?"

  13. Fajnie jak o samochodach pisze człowiek bez prawa jazdy 😉

    Jakub to MP w klasyku z 2011 oraz MP w wolnym z 2012

    Ale fakt- prawka nie posiada

    :fjedzia:

  14. Ekhm… ekhm… zasady UFC. Dodaj soccer kicki, stompy oraz kolana w parterze i obejrzyj pojedynki Cro Copa z Colemanem, Watermanem, Herringiem. Dobre TKD u kickboksera i każdy zawodnik będzie się bał wchodzić w nogi.

  15. Ja z kolei chciałbym troche napisać o zapasach w bjj.

    Sekcje bjj uzupełniają szkolenia swoich podopiecznych o treningi zapasów właśnie.

    Sprowadzenia, kontrola w parterze , a przede wszystkim te wszystkie myki zapaśnicze, serio robią robotę w bjj.

    Zasady obydwu dyscyplin sa oczywiście zdecydowanie inne. Inaczej kończymy w zapasach, inaczej punktujemy w bjj.

    Zapasior chroni pleców, grappler już niekoniecznie.

    Jednak jak zauważyłem, zwłaszcza na niskim poziomie bjj, dobry zapasior robi grapplerów jak chce, mimo ,że sam tylko liznął bjj.

    Zapasy przydają się pod każde sporty walki.

    Jedyny problem z zapasiorami, jest taki, że nie są przyzwyczajenie do zbierania po mordzie. Jeśli tego nie przeskoczy – może być problem w mma.

    Ale od tego są treningi, sparingi i oczywiście dobry trener.

    Wg mnie dobry zawodnik mma>zapasiora co chce się przekwalifikować.

    Ale obydwu powyżej w kilka sekund porobi Born, uzbrojony w kałacha, oczywiście

    :fjedzia:

  16. Ekhm… ekhm… zasady UFC. Dodaj soccer kicki, stompy oraz kolana w parterze i obejrzyj pojedynki Cro Copa z Colemanem, Watermanem, Herringiem. Dobre TKD u kickboksera i każdy zawodnik będzie się bał wchodzić w nogi.

    Pisałem o tym do FightExperta – pozwolę sobie polecić. To oczywiście prawda, z kolanami w parterze bardzie faworyzowany byłby klasyk (który jest, tak nawiasem, chyba bardziej naturalny do naparzanek) i obalenia z góry + klincz pod siatką.

    Druga rzecz, że spora część stójkowiczów wymienionych przez Was ma za sobą bogatą karierę uniwersytecką w folkstyle. Inna rzecz, że nie twierdzę że zapaśnicy zawsze wszystkich będą cisnąć tylko że w MMA walka z pleców traci na znaczeniu a rosną właśnie nurty zapaśnicze oraz – co słusznie zauważacie – kickboxerski.

  17. Ja z kolei chciałbym troche napisać o zapasach w bjj.

    Sekcje bjj uzupełniają szkolenia swoich podopiecznych o treningi zapasów właśnie.

    Sprowadzenia, kontrola w parterze , a przede wszystkim te wszystkie myki zapaśnicze, serio robią robotę w bjj.

    Zasady obydwu dyscyplin sa oczywiście zdecydowanie inne. Inaczej kończymy w zapasach, inaczej punktujemy w bjj.

    Zapasior chroni pleców, grappler już niekoniecznie.

    Jednak jak zauważyłem, zwłaszcza na niskim poziomie bjj, dobry zapasior robi grapplerów jak chce, mimo ,że sam tylko liznął bjj.

    To prawda. Sam pamiętam, że kiedy trenowałem jeszcze BJJ to kiedy na sekcję wbił zapasior, to robił rzeźnie. Potrzebował jakieś 3 miesiące, żeby nauczyć się walczyć w gi i wyeliminować podstawowe błędy typu przechodzenie gardy od środka itd. Później składał wszystkich jak chciał i nie było siły na niego. Jak po pół roku trenowania pojechał zawody submission (Świątniki Górne) to od strzała zajął – chyba 4 albo może nawet 3 – miejsce w najbardziej obsadsonej wadze.

    Zapasy przydają się pod każde sporty walki.

    Podobnie boks. Swoją drogą rozmawiałem z trenerem zapasów mojego syna i chwalił też gimnastykę jako dobrą bazę. Jest jeden chłopak na sekcji po gimnastyce i kocur podobno – gibkość, siła, dynamika. Mięśnie odpowiednio zbudowane. Tylko wiadomo, to inne dyscypliny więc nie ma aż takiej konwersji. Choć może Maciek i Martin powinni poszukać kogoś z tej branży – Popasa by poskladał taki gimnastyk niezależnie od wagi;)

  18. Najlepszy styl pod mma ma Velasquez:razz:ray: ofensywny zapaśnik z przyzwoitym boksem i solidnym uderzeniem….. Crocop był dobry w ringu, nikt mu tam nie wbijał w nogi, bo odepchniecie i :bomb:

  19. […]Choć może Maciek i Martin powinni poszukać kogoś z tej branży – Popasa by poskladał taki gimnastyk niezależnie od wagi;)

    Ej, weź lepiej nie pisz takich rzeczy, bo ktoś to weźmie serio, na przykład Miras, i na następnej PLMMA Leszek Blanik ubije jakiegoś biednego ogóra w pierwszej rundzie, a ja nie chcę na to patrzeć 😛

  20. yyyyyyy… zapasy ? A tak poważnie to chyba oczywiste: siła, kondycja, technika zapaśnicza, i unikanie obrażeń dzięki obaleniom…

  21. Interesujący tekst, przyjemnie się czytało. W zapasach rundy sa krótsze niz w MMA i jest tam praca na beztlenie, gdzie w MMA te 6 minut dłużej w zwykłej walce byłoby dużym wyzwaniem (chociaż te dzisiajesze odżywki…;)). Jedynym minusem zapasów jest ogromna eksploatacja organizmu, człowiek trenujący systematycznie i regularnie zapasy na poziomie wyższym niż amatorski musi miec końskie zdrowie, które tak czy siak po pewnym czasie cierpi. Ale to chyba w każdym sporcie kontaktowymnastępuje wyniszczenie organizmu. Moim zdaniem zawsze lepszym zawodnikiem będzie osoba, mająca background w jakims sporcie walki (zapasy, boks, muaythai, bjj) niż osoba trenująca od początku MMA.

  22. woją drogą rozmawiałem z trenerem zapasów mojego syna i chwalił też gimnastykę jako dobrą bazę.

    Interesujący tekst, przyjemnie się czytało. W zapasach rundy sa krótsze niz w MMA i jest tam praca na beztlenie, gdzie w MMA te 6 minut dłużej w zwykłej walce byłoby dużym wyzwaniem (chociaż te dzisiajesze odżywki…;)). Jedynym minusem zapasów jest ogromna eksploatacja organizmu, człowiek trenujący systematycznie i regularnie zapasy na poziomie wyższym niż amatorski musi miec końskie zdrowie, które tak czy siak po pewnym czasie cierpi. Ale to chyba w każdym sporcie kontaktowymnastępuje wyniszczenie organizmu. Moim zdaniem zawsze lepszym zawodnikiem będzie osoba, mająca background w jakims sporcie walki (zapasy, boks, muaythai, bjj) niż osoba trenująca od początku MMA.

    Polecam cynk+magnez+D3+K2

    Chuja daje,ale przynajmniej nie koks.

    :kis:

  23. Jakiś czas temu popełniłem artykuł prasowy poruszający temat regulacji w sportach walki, a konkretnie, kwestię zasad i punktacji, które w specyficzny sposób wypaczają konfrontację, determinując jej faktyczny przebieg. Jako konkluzję zawarłem zarzut mówiący o tym, że większość zasad obecnych w sportach walki już dawno wyszła poza obszar mający za zadanie poprawę bezpieczeństwa walczących, w efekcie czego spora część z popularnych dziś dyscyplin bardziej przypomina gry ruchowe o specyficznych regułach niż walkę w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Jako pozytywny aspekt “przeregulowania” sportów kontaktowych przedstawiłem z kolei nietypowy rozwój (taki, do którego niekoniecznie doszłoby, gdyby nie hermetyczne zasady) zarówno cech motorycznych u adeptów, jak i poszczególnych nawyków, wynikłych z treningu pod konkretne reguły. Dla zobrazowania zagadnienia posłużyłem się kilkoma przykładami, m.in. taekwondo, którego reguły nierzadko prowadzą do stosowania absurdalnych technik, (jak np. wysokie kopnięcia wykonywane w klinczu), a które to jednocześnie wymuszają u praktykantów niebywałą wręcz gibkość – która może być z kolei cechą pożądaną w formułach o mniejszej ilości regulacji, w tym w MMA. Za modelowy przykład sztuki walki zniekształconej przez regulacje uznałem zaś zapasy. W niniejszym artykule postaram się, nieco przewrotnie, zastanowić nad tym, czy aby owo “zniekształcenie” nie jest właśnie przyczyną zapaśniczej dominacji w mieszanych sztukach walki.

    Zanim przejdę do rzeczy winien jestem jednak wyjaśnienie. Pisząc o “zniekształceniach” bądź “wypaczeniach” wynikłych z konkretnych zasad nie mam na celu umniejszania skuteczności bądź przydatności poszczególnych dyscyplin. Chyba każdy zgodzi się z tym, że boks w którym dozwolone są wyłącznie ciosy pięściami w górne partie ciała nie ma zbyt wiele wspólnego z wolną walką. Mimo tego trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto na tej podstawie kwestionował by skuteczność bokserskich technik.

    A gdyby tego nie napisać ów elaborat by nie ucierpiał.

    Wróćmy jednak do zapasów. Spoglądając na tę dyscyplinę z punktu widzenia fana MMA nie sposób nie odnieść wrażenia, że walka jest w niej prowadzona w mało naturalny sposób. Dwie, trzyminutowe rundy, niemożność stosowania dźwigni i duszeń etc. – są to reguły, które sprawiają, że ów sport odstaje realizmem nie tylko od MMA ale nawet od nowoczesnego grapplingu. W zasadzie termin “nowoczesny grappling” ma z pierwotnymi (nowożytnymi, nie tylko antycznymi!) zapasami więcej wspólnego niż obecne, amatorskie “klasyk” i “wolniak”. Jeszcze sto lat temu na Igrzyskach dyscyplina przybierała formę catch-as-catch-can, czyli de facto była czymś w rodzaju dzisiejszych turniejów ADCC. Mniejsza jednak o kwestie historyczne, bo te należałoby poruszyć w osobnym artykule, na który ten antyczny sport walki z pewnością zasługuje.

    Mało naturalny? To sport i ma takie a nie inne zasady. Równie dobrze można powiedzieć że nienaturalne jest podzielenie walk MMA na jakiekolwiek rundy. Już żeby się nie czepiać…przepisy o długości walk w zapasach zmieniają się dość często. Cały czas jak mniemam szukana jest formuła która uatrakcyjni wizualnie ten sport.

    Największą różnicą i zarazem największym zapaśniczym dziwactwem nieobecnym w dyscyplinach pokrewnych jest tak zwany “tusz”. Jest to zapaśniczy odpowiednik bokserskiego nokautu, grapplerskiego poddania czy też ipponu z judo – sytuacja kończąca walkę natychmiast po jej zaistnieniu. Tusz polega na położeniu rywala na łopatki i utrzymaniu go w takiej pozycji przez jedną sekundę. Rzecz jasna zwycięstwo poprzez przytrzymanie oponenta na plecach nie jest niczym szczególnym i występuje także w innych sportach, m.in. we wspominanym wyżej judo, lecz dzięki ekstremalnie krótkiej kontroli potrzebnej do jego osiągnięcia, zapaśniczy wariant jest specyficzny. Dla przykładu, w kodokanie by wygrać przez trzymanie, należy przeciwnika “przyszpilić do maty” na dwadzieścia sekund. Nie jest to dużo, ale nawet ten krótki czas pozwala zawodnikowi będącemu na dole na pracę i ucieczkę z zagrożonej pozycji. W zapasach ten element jest w zasadzie nieobecny, bo sekunda (sic!) na plecach kończy pojedynek. Trening i taktyka ukierunkowana jest więc tak, aby na plecy w ogóle nie trafić – zapaśnicy pracują zatem nad odpowiednią stójką (rzuty), aby po technice wylądować w dominującej pozycji, skupiają się także na mostkowaniach, które są zapaśniczą podstawą.

    O mój boże…przeczytałeś co napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach? Zastanowiłeś się nad tym? Bo w czym gorszy jest "tusz" od ippona? Gdzie on jest większym dziwactwem? Zapytaj kogoś znajomego trenujacego zapasy na choć zawodniczym poziome czy "tusz" zdarza się tak często skoro twierdzisz że to "nic szczególnego". Zapytaj również ile częściej zdarzają się czyste rzuty na plecy które w judo byłyby ipponem. Porównaj wtedy tą "nienaturalność" tuszu do podanego przez Cibie jako przykład ipponu.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się to irracjonalne, gdyż koncepcja pojedynku, w którym zwycięstwo można osiągnąć poprzez położenie przeciwnika na plecy jest nieco absurdalna i sprzeczna z naturą walki, która kończy się przecież dopiero wtedy, gdy jeden z walczących nie jest w stanie dłużej stawiać oporu. Tę zdroworozsądkową obserwację potwierdza szereg konfrontacji czy to w MMA czy to w grapplingu, w których zawodnicy będący na plecach wielokrotnie zwyciężali i dotknięcie łopatkami maty w niczym im nie przeszkodziło. Kiedy jednak spojrzy się na to zagadnienie z szerszej perspektywy – zwłaszcza z perspektywy “prawdziwej konfrontacji” (cudzysłów celowy, gdyż trudno jednoznacznie stwierdzić, co tą prawdziwą konfrontacją jest: czy pojedynek 1 na 1 jest mniej czy może bardziej realny niż 2 na 2 lub 3 na 1, czy walka z bronią jest bardziej realna niż walka bez broni etc.) koncepcja ta jest nad wyraz uzasadniona! Nie chcę stosować w tym miejscu wielkich kwantyfikatorów i pisać, że absolutnie nikt nie chciałby się w sytuacji zagrożenia znaleźć na plecach, lecz stwierdzenie to wydaje się być bliskie prawdy. Bycie na ziemi pod mogącym uderzać i kopać rywalem zdecydowanie nie jest sytuacją komfortową. Ta całkowicie naturalna konstatacja została w MMA mocno zaburzona poprzez stopniową eliminację szeregu technik stosowanych na leżącym rywalu – stompów, soccer kicków oraz kolan w parterze, a także poprzez wybitne osiągnięcia adeptów BJJ, którzy na plecach czują się przecież jak ryba w wodzie. Z biegiem czasu sytuacja zaczyna jednak powracać do stanu pierwotnego. O ile bowiem w szeroko rozumianym modern grapplingu taktyka walki z pleców wydaje się nie tracić na popularności, tak wraz z postępującym rozwojem mieszanych sztuk walki jest ona stopniowo wypierana i do głosu coraz częściej dochodzi ów pierwotny, naturalny instynkt, wyrażony słowami Billy’ego Robinsona: “uwierz mi, nie chciałbyś się znaleźć pod spodem – po prostu nie chciałbyś tego!”

    😮 o: tutaj jestem w kropce, bo staram się być miły w internetach ale takiego GŁUPIEGO porównania to na prawdę od dawna nie czytałem. To nic innego jak podawanie "argumentów" do z góry przyjętej tezy.

    Równie dobrze mógłbym napisać podobny tekst tylko zamiast zapasów pisać o piłce nożnej i jako "argument" o jej irracjonalności podawać że nienaturalnym jest nie używanie do osiągnięcia konkretnego celu (wbicia piłki do bramki) używania tylko nóg. W końcu człowiek ma jeszcze ręce i zawodnicy z pola powinni mieć możliwość ich używania do osiągnięcia celu jakim jest wbicie gola. Takie są zasady zapaśnicze (i piłkarskie) wiec jaki jest sens szukania w nich racjonalności?

    Ta obserwacja poparta jest coraz większą dominacją zawodników z bazą zapasniczą, którzy – niezależnie od tego czy ich matecznikiem są amerykańskie uniwersytety czy kaukaskie siłownie – w MMA radzą sobie wybornie. Co zatem sprawia, iż zapasy, posiadające ten cały bagaż “niezbyt życiowych” reguł, są tak fantastyczną podstawą pod wszechstylową walką wręcz? Zagadnienie jest tym bardziej ciekawe, że jeszcze kilka lat temu komentatorzy przewidywali, iż do mieszanych sztuk walki wejdzie nowe pokolenie, wolne od sportu bazowego, od podstaw reprezentujące MMA. Być może jeszcze ten czas nie nadszedł, choć jak na razie nic nie wskazuje na to, aby zapaśnicza dominacja miała się zakończyć. Odpowiedź na postawione wyżej pytanie nie jest zatem oczywista. Gdybym miał jednak wymienić jeden element obecny w zapasach (a nieobecny w innych sportach walki), który przesądza o skuteczności tej dyscypliny, byłby nią tusz. Tusz, będący początkiem i końcem zapaśniczego przygotowania. Determinuje on bowiem zarówno trening, kształtując motorykę, jak i samą walkę, wpajając taktykę niemalże idealną pod obecne MMA.

    Skracając ten akapit i generalnie cały artykuł:

    Ów "dominacja" spowodowana jest specyfiką treningów zapaśniczych. Treningi zapaśniczy to ciężka harówa, treningi obwodowe itd. Od paru dobrych lat śmiać mi się chce jak słyszę słowo "crosfit". Okazuje się bowiem że ponad 20 lat temu na treningach zapaśniczych niczego nieświadomy ćwiczyłem "crosfit" :lol:. To co napiszesz poniżej jest dopiero sednem i sensem tego artukułu

    Sama technika walki z góry oraz pojedynku w klinczu nie jest jednak czymś wyjątkowym dla zapasów. Tym, co stanowi różnicę jest jednak koncepcja tuszu, która pociąga za sobą szereg implikacji pozytywnie przekładających się na walkę MMA. Przede wszystkim wymusza ona odpowiednie sprowadzenia do parteru. Odpowiednie, czyli takie, po których atakujący znajduje się w górnej kontroli a przynajmniej takie, które nie narażają go na niebezpieczeństwo znalezienia się na plecach. Zasada ta wymusza więc wytrenowanie rzutów na najwyższym poziomie, są one zatem integralnym elementem dyscypliny a nie ładnie wyglądającym dodatkiem, jak ma to miejsce choćby w BJJ. Zapaśniczy “pin” (termin angielski) sprawia także, że nawet jeśli rywal wykona obalenie bądź rzut, priorytetem jest wydostanie się spod niego, bądź – jeśli się nie uda – chronienie się przed rozłożeniem na łopatki. Takie postawienie sprawy wymusza z kolei nabycie w cyklach treningowych odpowiedniej tężyzny fizycznej: zarówno siły jak i gibkości, mocy i dynamiki. I również tutaj te czysto fizyczne atrybuty nie są jedynie pożądanym dodatkiem do umiejętności technicznych, a nieodłączną częścią zapaśniczego wyszkolenia. Mówiąc inaczej – koncepcja tuszu nadaje kształt zapaśniczej walce, a ta wymusza odpowiedni trening, w takim samym stopniu nastawiony na aspekty techniczne jak i motoryczne. Aby się o tym przekonać wystarczy obejrzeć jakikolwiek zapaśniczy pojedynek – jest to dosłownie skondensowana moc. O skuteczności zapaśniczego treningu najlepiej zaświadcza także fakt, iż coraz częściej jego elementy przeszczepiane są do innych dyscyplin, nie tylko do sportów walki (jak judo), ale nawet do gier zespołowych (rugby czy nawet piłka nożna).

    Wystarczy zatem nałożyć powyższe elementy na dzisiejsze MMA aby zrozumieć, że amatorskie zapasy kształtują większość najbardziej istotnych w oktagonie cech. Mało tego! Zaryzykuję stwierdzenie, że dzięki specyficznym zasadom trening zapaśniczy (zarówno styl grecko-rzymski jak i wolny) formuje lepszych atletów niż uformował by trening przygotowujący adeptów do konfrontacji stricte na zasadach MMA. I to, według mnie, jest kluczem do zapaśniczych sukcesów. Tym oto sposobem zapasy w nieco przewrotny sposób wracają do swojej kolebki, będąc dyscypliną kształtującą fighterów, którzy niczym antyczny Dioksippos pozostają gotowi do walki z każdym – niezależnie od okoliczności.

    I można było napisać ten artykuł tylko tym ostatnim akapitem

  24. Jakiś czas temu popełniłem artykuł prasowy poruszający temat regulacji w sportach walki, a konkretnie, kwestię zasad i punktacji, które w specyficzny sposób wypaczają konfrontację, determinując jej faktyczny przebieg. Jako konkluzję zawarłem zarzut mówiący o tym, że większość zasad obecnych w sportach walki już dawno wyszła poza obszar mający za zadanie poprawę bezpieczeństwa walczących, w efekcie czego spora część z popularnych dziś dyscyplin bardziej przypomina gry ruchowe o specyficznych regułach niż walkę w pierwotnym tego słowa znaczeniu. Jako pozytywny aspekt “przeregulowania” sportów kontaktowych przedstawiłem z kolei nietypowy rozwój (taki, do którego niekoniecznie doszłoby, gdyby nie hermetyczne zasady) zarówno cech motorycznych u adeptów, jak i poszczególnych nawyków, wynikłych z treningu pod konkretne reguły. Dla zobrazowania zagadnienia posłużyłem się kilkoma przykładami, m.in. taekwondo, którego reguły nierzadko prowadzą do stosowania absurdalnych technik, (jak np. wysokie kopnięcia wykonywane w klinczu), a które to jednocześnie wymuszają u praktykantów niebywałą wręcz gibkość – która może być z kolei cechą pożądaną w formułach o mniejszej ilości regulacji, w tym w MMA. Za modelowy przykład sztuki walki zniekształconej przez regulacje uznałem zaś zapasy. W niniejszym artykule postaram się, nieco przewrotnie, zastanowić nad tym, czy aby owo “zniekształcenie” nie jest właśnie przyczyną zapaśniczej dominacji w mieszanych sztukach walki.

    Zanim przejdę do rzeczy winien jestem jednak wyjaśnienie. Pisząc o “zniekształceniach” bądź “wypaczeniach” wynikłych z konkretnych zasad nie mam na celu umniejszania skuteczności bądź przydatności poszczególnych dyscyplin. Chyba każdy zgodzi się z tym, że boks w którym dozwolone są wyłącznie ciosy pięściami w górne partie ciała nie ma zbyt wiele wspólnego z wolną walką. Mimo tego trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto na tej podstawie kwestionował by skuteczność bokserskich technik.

    Wróćmy jednak do zapasów. Spoglądając na tę dyscyplinę z punktu widzenia fana MMA nie sposób nie odnieść wrażenia, że walka jest w niej prowadzona w mało naturalny sposób. Dwie, trzyminutowe rundy, niemożność stosowania dźwigni i duszeń etc. – są to reguły, które sprawiają, że ów sport odstaje realizmem nie tylko od MMA ale nawet od nowoczesnego grapplingu. W zasadzie termin “nowoczesny grappling” ma z pierwotnymi (nowożytnymi, nie tylko antycznymi!) zapasami więcej wspólnego niż obecne, amatorskie “klasyk” i “wolniak”. Jeszcze sto lat temu na Igrzyskach dyscyplina przybierała formę catch-as-catch-can, czyli de facto była czymś w rodzaju dzisiejszych turniejów ADCC. Mniejsza jednak o kwestie historyczne, bo te należałoby poruszyć w osobnym artykule, na który ten antyczny sport walki z pewnością zasługuje.

    Największą różnicą i zarazem największym zapaśniczym dziwactwem nieobecnym w dyscyplinach pokrewnych jest tak zwany “tusz”. Jest to zapaśniczy odpowiednik bokserskiego nokautu, grapplerskiego poddania czy też ipponu z judo – sytuacja kończąca walkę natychmiast po jej zaistnieniu. Tusz polega na położeniu rywala na łopatki i utrzymaniu go w takiej pozycji przez jedną sekundę. Rzecz jasna zwycięstwo poprzez przytrzymanie oponenta na plecach nie jest niczym szczególnym i występuje także w innych sportach, m.in. we wspominanym wyżej judo, lecz dzięki ekstremalnie krótkiej kontroli potrzebnej do jego osiągnięcia, zapaśniczy wariant jest specyficzny. Dla przykładu, w kodokanie by wygrać przez trzymanie, należy przeciwnika “przyszpilić do maty” na dwadzieścia sekund. Nie jest to dużo, ale nawet ten krótki czas pozwala zawodnikowi będącemu na dole na pracę i ucieczkę z zagrożonej pozycji. W zapasach ten element jest w zasadzie nieobecny, bo sekunda (sic!) na plecach kończy pojedynek. Trening i taktyka ukierunkowana jest więc tak, aby na plecy w ogóle nie trafić – zapaśnicy pracują zatem nad odpowiednią stójką (rzuty), aby po technice wylądować w dominującej pozycji, skupiają się także na mostkowaniach, które są zapaśniczą podstawą.

    Na pierwszy rzut oka wydaje się to irracjonalne, gdyż koncepcja pojedynku, w którym zwycięstwo można osiągnąć poprzez położenie przeciwnika na plecy jest nieco absurdalna i sprzeczna z naturą walki, która kończy się przecież dopiero wtedy, gdy jeden z walczących nie jest w stanie dłużej stawiać oporu. Tę zdroworozsądkową obserwację potwierdza szereg konfrontacji czy to w MMA czy to w grapplingu, w których zawodnicy będący na plecach wielokrotnie zwyciężali i dotknięcie łopatkami maty w niczym im nie przeszkodziło. Kiedy jednak spojrzy się na to zagadnienie z szerszej perspektywy – zwłaszcza z perspektywy “prawdziwej konfrontacji” (cudzysłów celowy, gdyż trudno jednoznacznie stwierdzić, co tą prawdziwą konfrontacją jest: czy pojedynek 1 na 1 jest mniej czy może bardziej realny niż 2 na 2 lub 3 na 1, czy walka z bronią jest bardziej realna niż walka bez broni etc.) koncepcja ta jest nad wyraz uzasadniona! Nie chcę stosować w tym miejscu wielkich kwantyfikatorów i pisać, że absolutnie nikt nie chciałby się w sytuacji zagrożenia znaleźć na plecach, lecz stwierdzenie to wydaje się być bliskie prawdy. Bycie na ziemi pod mogącym uderzać i kopać rywalem zdecydowanie nie jest sytuacją komfortową. Ta całkowicie naturalna konstatacja została w MMA mocno zaburzona poprzez stopniową eliminację szeregu technik stosowanych na leżącym rywalu – stompów, soccer kicków oraz kolan w parterze, a także poprzez wybitne osiągnięcia adeptów BJJ, którzy na plecach czują się przecież jak ryba w wodzie. Z biegiem czasu sytuacja zaczyna jednak powracać do stanu pierwotnego. O ile bowiem w szeroko rozumianym modern grapplingu taktyka walki z pleców wydaje się nie tracić na popularności, tak wraz z postępującym rozwojem mieszanych sztuk walki jest ona stopniowo wypierana i do głosu coraz częściej dochodzi ów pierwotny, naturalny instynkt, wyrażony słowami Billy’ego Robinsona: “uwierz mi, nie chciałbyś się znaleźć pod spodem – po prostu nie chciałbyś tego!”

    Ta obserwacja poparta jest coraz większą dominacją zawodników z bazą zapasniczą, którzy – niezależnie od tego czy ich matecznikiem są amerykańskie uniwersytety czy kaukaskie siłownie – w MMA radzą sobie wybornie. Co zatem sprawia, iż zapasy, posiadające ten cały bagaż “niezbyt życiowych” reguł, są tak fantastyczną podstawą pod wszechstylową walką wręcz? Zagadnienie jest tym bardziej ciekawe, że jeszcze kilka lat temu komentatorzy przewidywali, iż do mieszanych sztuk walki wejdzie nowe pokolenie, wolne od sportu bazowego, od podstaw reprezentujące MMA. Być może jeszcze ten czas nie nadszedł, choć jak na razie nic nie wskazuje na to, aby zapaśnicza dominacja miała się zakończyć. Odpowiedź na postawione wyżej pytanie nie jest zatem oczywista. Gdybym miał jednak wymienić jeden element obecny w zapasach (a nieobecny w innych sportach walki), który przesądza o skuteczności tej dyscypliny, byłby nią tusz. Tusz, będący początkiem i końcem zapaśniczego przygotowania. Determinuje on bowiem zarówno trening, kształtując motorykę, jak i samą walkę, wpajając taktykę niemalże idealną pod obecne MMA.

    Pisząc “obecne MMA” mam na myśli stan, w którym poziom jest bardzo wyrównany, a fighterzy z czołówki są wyszkoleni w podobnych aspektach i coraz trudniej jest im zaskakiwać rywali. W dzisiejszym MMA przewagę uzyskuje się lepszym przygotowaniem fizycznym, specjalistyczna taktyką i mozolną pracą w oktagonie. W takich warunkach coraz trudniej o poddania… zwłaszcza te z dołu, bo techniki kończące coraz trudniej zaimplementować. Ekwilibrystyczne poddania cały czas się oczywiście zdarzają, lecz trudno zakładać, że będzie się w ten sposób wygrywać każdą potyczkę. Jako przykładu można użyć osoby Marcina Helda, który coraz rzadziej sięga po swoje firmowe dźwignie na nogi, gdyż kolejni rywale tych technik się po prostu spodziewają. Dlatego na znaczeniu zyskują uderzenia, kontrola w parterze i (ewentualnie) poddania z góry, które można wypracować przy wsparciu uderzeń. W taki też sposób zaczyna walczyć nawet wspomniany wyżej Held, będący przecież modelowym przykładem grapplera posługującego gardą. W tych warunkach na znaczenia nabiera więc górna kontrola oraz klincz pod siatką, pozwalający zniwelować różnicę w stójce, bądź ułatwić potyczkę z zawodnikiem w stójce gorszym (utrzymanie pojedynku na nogach). Nietrudno zauważyć, że zarówno jeden jak i drugi element są umiejętnościami kształtowanymi przez zapaśniczy trening.

    Sama technika walki z góry oraz pojedynku w klinczu nie jest jednak czymś wyjątkowym dla zapasów. Tym, co stanowi różnicę jest jednak koncepcja tuszu, która pociąga za sobą szereg implikacji pozytywnie przekładających się na walkę MMA. Przede wszystkim wymusza ona odpowiednie sprowadzenia do parteru. Odpowiednie, czyli takie, po których atakujący znajduje się w górnej kontroli a przynajmniej takie, które nie narażają go na niebezpieczeństwo znalezienia się na plecach. Zasada ta wymusza więc wytrenowanie rzutów na najwyższym poziomie, są one zatem integralnym elementem dyscypliny a nie ładnie wyglądającym dodatkiem, jak ma to miejsce choćby w BJJ. Zapaśniczy “pin” (termin angielski) sprawia także, że nawet jeśli rywal wykona obalenie bądź rzut, priorytetem jest wydostanie się spod niego, bądź – jeśli się nie uda – chronienie się przed rozłożeniem na łopatki. Takie postawienie sprawy wymusza z kolei nabycie w cyklach treningowych odpowiedniej tężyzny fizycznej: zarówno siły jak i gibkości, mocy i dynamiki. I również tutaj te czysto fizyczne atrybuty nie są jedynie pożądanym dodatkiem do umiejętności technicznych, a nieodłączną częścią zapaśniczego wyszkolenia. Mówiąc inaczej – koncepcja tuszu nadaje kształt zapaśniczej walce, a ta wymusza odpowiedni trening, w takim samym stopniu nastawiony na aspekty techniczne jak i motoryczne. Aby się o tym przekonać wystarczy obejrzeć jakikolwiek zapaśniczy pojedynek – jest to dosłownie skondensowana moc. O skuteczności zapaśniczego treningu najlepiej zaświadcza także fakt, iż coraz częściej jego elementy przeszczepiane są do innych dyscyplin, nie tylko do sportów walki (jak judo), ale nawet do gier zespołowych (rugby czy nawet piłka nożna).

    Wystarczy zatem nałożyć powyższe elementy na dzisiejsze MMA aby zrozumieć, że amatorskie zapasy kształtują większość najbardziej istotnych w oktagonie cech. Mało tego! Zaryzykuję stwierdzenie, że dzięki specyficznym zasadom trening zapaśniczy (zarówno styl grecko-rzymski jak i wolny) formuje lepszych atletów niż uformował by trening przygotowujący adeptów do konfrontacji stricte na zasadach MMA. I to, według mnie, jest kluczem do zapaśniczych sukcesów. Tym oto sposobem zapasy w nieco przewrotny sposób wracają do swojej kolebki, będąc dyscypliną kształtującą fighterów, którzy niczym antyczny Dioksippos pozostają gotowi do walki z każdym – niezależnie od okoliczności.

    Panie Jakubie,

    bardzo ciekawy i wyczerpujący artykuł. Co prawda jak moim poprzednikom wydaje mi się, że era zapaśników w MMA powoli zaczyna przemijać, ale pokazał Pan bardzo ciekawy punkt widzenia. Przede wszystkim nie znałem wcześniej pojęcia "tusz" w tym kontekście, więc ciekawie się to czytało.

    Jeśli zaś chodzi o samą kwestię zawartą w artykułe to ja mogę wypowiedzieć się z perspektywy kogoś kto trochę w życiu trenował (bardziej rekreacyjnie i dla siebie, ale zawsze) i z mojej perspektywy rzeczywiście najcięższe i najbardziej wymagające były treningi BJJ gdzie zawsze pół godziny poświęcało się na sparingi i człowiek wychodził z nich strasznie zmęczony, ale za to gotów obalić każdego 🙂 w każdym innym sporcie walki mi czegoś brakowało. Wiadomo, że w tradycyjnym BJJ nie ma stójki, ale na niektórych sekcjach gdzie są treningi BJJ często połaczone one są z treningiem MMA co już buduję świetną bazę pod samo MMA. Z mojej perspektywy taki kickboxer w momencie gdy znajdzie się na ziemi nie bardzo wie co się dzieje i co zrobić także sprawny zapaśnik spokojnie może sobie wyprowadzić dźwignię bez wiekszego ryzyka. Podobnie rzecz ma się z karate kyokushin gdzie parteru jako takiego nie ma (tu z kolei bardzo mnie denerwował brak uderzeń rękoma w głowę) więc ciężko nawet porównywać. My trenowaliśmy często rzuty i jakieś dźwignie do samoobrony, ale do tego co potrafią zawodnicy BJJ nawet na średnim poziomie to się nie umywa. Bezsprzecznie zatem zgadzam się z Panem, że zapaśnicy na starcie mają ogromną przewagę. Jak ktoś już tu wspomniał mają dużą siłę fizyczną, ale również umiejętnie potrafią obalonego już przeciwnika przytrzymać w dogodnej dla siebie pozycji z której komuś kto nie miał styczności z tym sportem niełatwo się wtedy wydostać a to często klucz do sukcesu w walce. Zdobyć dogodną pozycję i punktować.

  25. Gdybyś czytał artykuł i to, co w nim napisane a nie dorabiał do niego tego, czego w nim nie ma, to dyskutowałoby się lepiej.

    Mało naturalny? To sport i ma takie a nie inne zasady.

    To ^

    Równie dobrze można powiedzieć że nienaturalne jest podzielenie walk MMA na jakiekolwiek rundy.

    To ^ Dokładnie.

    Porównuje tutaj kwestię zapasów do walki MMA i z tego punktu tylko ją oceniam.

    O mój boże…przeczytałeś co napisałeś w dwóch pierwszych zdaniach? Zastanowiłeś się nad tym? Bo w czym gorszy jest "tusz" od ippona? Gdzie on jest większym dziwactwem?

    Gdzie napisałem że jest gorszy? Dziwactwo: znów piszę z punktu widzenia MMA, tak samo ippon można uznać za takie dziwactwo, bo rzuty (w większości) nawet te czyste nie kończą walki. Znów dopatrujesz się krytyki tam, gdzie jej nie ma.

    Zapytaj kogoś znajomego trenujacego zapasy na choć zawodniczym poziome czy "tusz" zdarza się tak często skoro twierdzisz że to "nic szczególnego".

    Zdaje mi się, że opacznie interpretujesz. Jako nic szczególnego nie nie znaczy, że "coś prostego do wykonania" a raczej – nic wyjątkowego w świecie sportów walki. Przykład judo gdzie też można wygrać przez utrzymanie rywala na plecach.

    Zapytaj również ile częściej zdarzają się czyste rzuty na plecy które w judo byłyby ipponem. Porównaj wtedy tą "nienaturalność" tuszu do podanego przez Cibie jako przykład ipponu.

    Judo akurat trenowałem wyczynowo dość długi czas, więc nie muszę pytać.

    😮 o: tutaj jestem w kropce, bo staram się być miły w internetach ale takiego GŁUPIEGO porównania to na prawdę od dawna nie czytałem. To nic innego jak podawanie "argumentów" do z góry przyjętej tezy.

    Równie dobrze mógłbym napisać podobny tekst tylko zamiast zapasów pisać o piłce nożnej i jako "argument" o jej irracjonalności podawać że nienaturalnym jest nie używanie do osiągnięcia konkretnego celu (wbicia piłki do bramki) używania tylko nóg. W końcu człowiek ma jeszcze ręce i zawodnicy z pola powinni mieć możliwość ich używania do osiągnięcia celu jakim jest wbicie gola. Takie są zasady zapaśnicze (i piłkarskie) wiec jaki jest sens szukania w nich racjonalności?

    Po raz kolejny, patrz na kontekst artykułu. Przyklad piłki nożnej? OK, tylko piłka nie powstała jako sport walki (cel – pokonanie rywala) a jako gra zespołowa. W tym kontekście oceniam reguły zapaśnicze.

    A gdyby tego nie napisać ów elaborat by nie ucierpiał.

    No właśnie by ucierpiał, bo ten wstęp określa kontekst publikacji. Może gdybyś go przeczytał ze zrozumiem, to nie rzucałbyś potem niezbyt trafnymi argumentami.

    Do ad personam i złośliwości się nie odnoszę.

  26. Zabrakło chyba jednego szczegółu, w MMA i zapasach nie można chwytać za ubranie. W judo, bjj, sambo można. Nie mówię że jest to najważniejsza rzecz, ale jakieś tam znaczenie ma.

  27. Okazuje się bowiem że ponad 20 lat temu na treningach zapaśniczych niczego nieświadomy ćwiczyłem "crosfit"

    Jak tam siedzisz gdzieś na górce i sączysz piwsko,nie wygląda żeś zapasior

    :kis:

    Edyta.Jedyny plus jest taki,że chyba jedyny przeczytałeś całość

    :kis:

  28. Gdybyś czytał artykuł i to, co w nim napisane a nie dorabiał do niego tego, czego w nim nie ma, to dyskutowałoby się lepiej.

    To ^

    To ^ Dokładnie.

    Porównuje tutaj kwestię zapasów do walki MMA i z tego punktu tylko ją oceniam.

    Gdzie napisałem że jest gorszy? Dziwactwo: znów piszę z punktu widzenia MMA, tak samo ippon można uznać za takie dziwactwo, bo rzuty (w większości) nawet te czyste nie kończą walki. Znów dopatrujesz się krytyki tam, gdzie jej nie ma.

    Zdaje mi się, że opacznie interpretujesz. Jako nic szczególnego nie nie znaczy, że "coś prostego do wykonania" a raczej – nic wyjątkowego w świecie sportów walki. Przykład judo gdzie też można wygrać przez utrzymanie rywala na plecach.

    Judo akurat trenowałem wyczynowo dość długi czas, więc nie muszę pytać.

    Po raz kolejny, patrz na kontekst artykułu. Przyklad piłki nożnej? OK, tylko piłka nie powstała jako sport walki (cel – pokonanie rywala) a jako gra zespołowa. W tym kontekście oceniam reguły zapaśnicze.

    Do ad personam i złośliwości się nie odnoszę.

    1. ..

    2. Porównujesz zapasy do MMA. Ani w jednym, ani w drugim sporcie nie ma naturalności. Są zasady/reguły/przepisy. Piszesz że nie ma w nim realizmu. Jakiego konkretnie realizmu? Tego związanego z realną walką a nie walką sportową?

    Krytykujesz zapasy po podzielone są na rundy, w powyższej wypowiedzi twierdzisz jednocześnie że powrównujesz zapasy do MMA w których ów ryndy również występują ale to zapasy są krytykowane za brak naturalności także przez te rundy. Wyjaśnij mi proszę bo wg mnie to się wyklucza.

    3. Z treści Twojego artykuły wynika że jest gorszy. Podajesz go jako przykład, piszesz o jego "dziwactwie" które kończy walkę. Porównujesz go do ippona który jest moim zdaniem jeszcze większym dziwactwem ale dla Ciebie jest naturalny i zrozumiały. Przytaczając Twoją argumentację z artykułu można rzec że ippon jest dziwactwem wysokich lotów. Ponieważ czyste rzuty w zapasach, które w judo odpowiadałyby ipponowi zdarzają się od czasu do czasu i nigdy nie jest przesądzonym że tak rzucony zawodnik później przegrywa walkę w zapasach.

    4. Pisałem o zapytanie kogoś zawodniczo trenującego zapasy.

    5. Odnosisz się do SPORTU i krytykujesz jego zasady. Sport to sport, niezależne czy sport walki czy nie. Ma swoje zasady i głupim wg mnie jest zastanawianie się nad ich "naturalnością"

     Ok inny przykład – skoro piłka nożna to zbyt daleka historia jak dla Ciebie. Po kolei sporty walki w których brak naturalności (jak mniemam naturalność  =  realna walki – niczym walki gladiatorów na śmierć i życie) :

    – Boks – gdzie tu naturalność skoro można używać tylko pięści?

    – Zapasy – wymieniłeś

    – Bjj – gdzie są ciosy

    – MMA – nie możesz trzymać przeciwnika za ubrania, punktacja za obalenia, kontrole, niemożliwość wykonywania stompów, zabronienie ciosów łokciami w niektórych płaszczyznach (wyprowadzania ) mimo że w innych są dozwolone

    – Taekwon-do –  brak dźwigni, obaleń i walki w parterze

    – MT – jak powyżej

    I tak do porzygu.

    Zapasy nie powstały jako bardziej pokojowa forma walki wręcz (realnej walki) tylko sport który miał być jakąś tam symulacją tej walki. Od tego w czasach starożytnych był pankration.

    Co do uwag osobistych – tu mogę przeprosić. Taki am styl i czasami coś przejdzie przez moje jak widać dziurawe sito autocenzury.

    Złośliwości są natomiast jak najbardziej celowe. Bo często piszesz ciekawe analizy ale Twoje artykuły są tak zajebiście rozbudowane o zupełnie niepotrzebny tekst że mi jako czytelnikowi z bólem dupy przychodzi przebicie się przez zbędne akapity by dojść do sedna i często na prawdę celnej analizy. Nie umiem niektórych rzeczy ubierać w okrągłe, miłe słówka tak by moje uwagi były odbierane w lepszy sposób….:tysoncoffe:

    (

    Jak tam siedzisz gdzieś na górce i sączysz piwsko,nie wygląda żeś zapasior

    :kis:

    Edyta.Jedyny plus jest taki,że chyba jedyny przeczytałeś całość

    :kis:

    Opisz jak wygląda wg Twojej definicji "zapasior", pośmiejemy się 😉

  29. 2. Porównujesz zapasy do MMA. Ani w jednym, ani w drugim sporcie nie ma naturalności. Są zasady/reguły/przepisy.

    Tak, zgadza się. Ale są sporty walki regulowane bardziej i regulowane mniej. Zapasy są tymi bardziej – nawet nie tylko na tle MMA, ale samych zapasów sprzed kilkudziesięciu lat (o czym napisałem w tekście).

    Piszesz że nie ma w nim realizmu. Jakiego konkretnie realizmu? Tego związanego z realną walką a nie walką sportową?

    Taki ustęp dałem w tekście: > “prawdziwej konfrontacji” (cudzysłów celowy, gdyż trudno jednoznacznie stwierdzić, co tą prawdziwą konfrontacją jest: czy pojedynek 1 na 1 jest mniej czy może bardziej realny niż 2 na 2 lub 3 na 1, czy walka z bronią jest bardziej realna niż walka bez broni etc.). < Trudno określić czymże jest faktycznie ta realna walka, ale można przyjąć proste założenie: im mniej reguł, tym realność pojedynku wzrasta.

    Krytykujesz zapasy po podzielone są na rundy, w powyższej wypowiedzi twierdzisz jednocześnie że powrównujesz zapasy do MMA w których ów ryndy również występują ale to zapasy są krytykowane za brak naturalności także przez te rundy. Wyjaśnij mi proszę bo wg mnie to się wyklucza.

    W zapasach rundy są dwie, trzyminutowe, w MMA 5×5, 3×3 lub 10+2×5. Jako ciekawostkę dodam, że najdłuższy zapaśniczy pojedynek (bodaj klasyk) trwał 11 godzin 40 minut. Dziś jest więc mniej naturalnie niż było.

    Z treści Twojego artykuły wynika że jest gorszy. Podajesz go jako przykład, piszesz o jego "dziwactwie" które kończy walkę. Porównujesz go do ippona który jest moim zdaniem jeszcze większym dziwactwem ale dla Ciebie jest naturalny i zrozumiały.

    Alez nie wynika!! Proszę Cię. Wynika że jest specyficzny i niesie ze sobą szereg implikacji – pozytywnych, bo dalej piszę, że jest to w zasadzie koncepcja wymuszająca odpowiednią taktykę i trening.

    Przytaczając Twoją argumentację z artykułu można rzec że ippon jest dziwactwem wysokich lotów. Ponieważ czyste rzuty w zapasach, które w judo odpowiadałyby ipponowi zdarzają się od czasu do czasu i nigdy nie jest przesądzonym że tak rzucony zawodnik później przegrywa walkę w zapasach.

    Można się zgodzić i zgadzam się. Z tym że w ipponie (przynajmniej ja) nie potrafię się doszukać czegoś, co w tak znaczący sposób wpływałoby na trening i taktykę jak "tusz" w zapasach. Według mnie całość treningu – te zajebiste mostkowania, których nie ma w innych sportach, gibkość i zwinność są właśnie wynikiem obecności tuszu. Przecież sam trening obwodowy nie jest powodem takiej dynamiki i gibkości u zapasiorów – bo gdyby tak było, to crossfitowcy też by byli tak gibcy i dynamiczni. Tymczasem chyba zgodzisz się, że nie za bardzo:) Szkopuł chyba w tym, że ów trening jest odpowiednio ukierunkowany. Zupełnie nie wiem, dlaczego odebrałeś ten akapit jako atak na zapasy. Według mnie to zajebista koncepcja i wydawało mi się, że wynika to z tekstu.

    Pisałem o zapytanie kogoś zawodniczo trenującego zapasy.

    Pisałeś też żebym spytał kogoś trenującego judo. Mniejsza z tym.

    Odnosisz się do SPORTU i krytykujesz jego zasady. Sport to sport, niezależne czy sport walki czy nie. Ma swoje zasady i głupim wg mnie jest zastanawianie się nad ich "naturalnością"

    Ale czemu głupim? Ja się zastanowiłem, bo w MMA występuje szeroki element walki zapaśniczej i czemu by go nie porównać na tle reguł amatorskich? Zupełnie nie wiem, co w tym niewłaściwego.

    Ok inny przykład – skoro piłka nożna to zbyt daleka historia jak dla Ciebie. Po kolei sporty walki w których brak naturalności (jak mniemam naturalność = realna walki – niczym walki gladiatorów na śmierć i życie) :

    – Boks – gdzie tu naturalność skoro można używać tylko pięści?

    – Zapasy – wymieniłeś

    – Bjj – gdzie są ciosy

    – MMA – nie możesz trzymać przeciwnika za ubrania, punktacja za obalenia, kontrole, niemożliwość wykonywania stompów, zabronienie ciosów łokciami w niektórych płaszczyznach (wyprowadzania ) mimo że w innych są dozwolone

    – Taekwon-do – brak dźwigni, obaleń i walki w parterze

    – MT – jak powyżej

    No ba! Jak wyjdzie już Fight Expert z tym moim tekstem o tym "jak reguły walki wpływają na jej obraz" to Ci wyślę, daj mi tylko na maila adres (jakub.bijan@mmarocks.p). Tam wyszedłem od pokazania "odstępstw" wynikłych z reguł  w walce na szpady/szable i dalej, przez inne rodzaje walki.

    Zapasy nie powstały jako bardziej pokojowa forma walki wręcz (realnej walki) tylko sport który miał być jakąś tam symulacją tej walki. Od tego w czasach starożytnych był pankration.

    Jednakże jak już podawałem, zapasy sprzed stu lat (na IO w St. Luis o ile pamiętam) to było catch-as-catch-can czy mocno, mocno zderegulowane w stosunku do dzisiejszych.

    Co do uwag osobistych – tu mogę przeprosić. Taki am styl i czasami coś przejdzie przez moje jak widać dziurawe sito autocenzury.

    Złośliwości są natomiast jak najbardziej celowe. Bo często piszesz ciekawe analizy ale Twoje artykuły są tak zajebiście rozbudowane o zupełnie niepotrzebny tekst że mi jako czytelnikowi z bólem dupy przychodzi przebicie się przez zbędne akapity by dojść do sedna i często na prawdę celnej analizy. Nie umiem niektórych rzeczy ubierać w okrągłe, miłe słówka tak by moje uwagi były odbierane w lepszy sposób….

    Na swój styl nic nie poradzę. Jednym się podoba, drugim nie. Normalna rzecz.

    Mam natomiast wrażenie, że odebrałeś mój tekst jako "hurr durr zapasy obrażajo" i trochę własnej ideologii na niego nałożyłeś. Kiedy ja jestem fanem zapasów i KLZ oglądam regularnie:) Zapasy > MMA nawet powiem.

  30. Tak, zgadza się. Ale są sporty walki regulowane bardziej i regulowane mniej. Zapasy są tymi bardziej – nawet nie tylko na tle MMA, ale samych zapasów sprzed kilkudziesięciu lat (o czym napisałem w tekście).

    W zapasach rundy są dwie, trzyminutowe, w MMA 5×5, 3×3 lub 10+2×5. Jako ciekawostkę dodam, że najdłuższy zapaśniczy pojedynek (bodaj klasyk) trwał 12 godzin. Dziś jest więc mniej naturalnie niż było.

    Alez nie wynika!! Proszę Cię. Wynika że jest specyficzny i inesie ze sobą szereg implikacji – pozytywnych, bo dalej piszę, że jest to w sasadzie koncepcja wymuszająca odpowiednią taktyke i trening.

    Można się zgodzić i zgadzam się. Z tym że w ipponie (przynajmniej ja) nie potrafię się doszukać czegoś, co w tak znaczący sposób wpływałoby na trening i taktykę jak "tusz" w zapasach. Według mnie całośc treningu – te zajebiste mostkowania, których nie ma w innych sportach, gibkośc i zwinnośc są właśnie wynikiem obecności tuszu. Zupełnie nie wiem, dlaczego odebrałeś ten akapit jako atak na zapasy. Według mnie to zajebista koncepcja i wydawało mi się, że wynka to z tekstu.

    Pisałeś też żebym spytał kogoś trenującego judo. Mniejsza z tym.

    Ale czemu głupim? Ja się zastanowiłem, bo w MMA występuje szeroki element wali zapaśniczej i czemu by go nie porównać na tle reguł amatorskich? Zupełnie nie wiem, co w tym niewłaściwego.

    No ba! Jak wyjdzie już Fight Expert z tym moim tekstem o tym "jak reguły walki wpływają na jej obraz" to Ci wyślę, daj mi tylko na maila adres (jakub.bijan@mmarocks.p). Tam wyszedłem od pokazania "odstępstw" wynikłych z reguł  walce na szpady/szable.

    JEdnakże jak już podawałem, zapasy sprzed stu lat (na IO w St. Luis o ile pamietam) to było catch-as-catch-can czy mocno mocno zderegulowane w stosunku do dzisiejszych.

    Na swój styl nic nie poradzę. Jednym się podoba, drugim nie. Normalna rzecz.

    Mam natomiast wrażenie, że odebrałeś mój tekst jako "hurr durr zapasy obrażajo" i trochę własnej ideologii na niego nałożyłeś. Kiedy ja jestem fanem zapasów i KLZ ogłądam regularnie:)

    1. Jak mam być szczery to już od wielu lat nie śledzę zmian w rundach i zasadach. Jak ja trenowałem to nie było rund. Tzn była jedna, podaj 5 minutowa. Nie wiem czy kiedykolwiek trenowałeś zapasy i walczyłeś w czysto zapaśniczych regułach. Ten rodzaj wysiłku mimo wszystko jest zupełnie inny niż to co jest w MMA, Bjj itd. Klasyk – praktycznie cały czas człowiek jest spięty, nie ważne czy w stójce czy parterze. Ciągła walka o pozycje, wykluczenia (stójka) czy też zapieranie się, blokowanie rzutów i chwytów (parter)…to tak pompuje człowieka że głowa mała. Wolny – podobnie z tą różnicą że przy niższych kategoriach jest więcej dynamiki ze względu na możliwość atakowania nóg. Typowa zapaśnicza figura pieńka nie wzięła się z niczego.

    2.

    3.

    4. Mój błąd w takim razie chodziło mi o zapaśnika

    5. Hmm…być może tak właśnie odebrałem choć daleki jestem od bronienia zapasów mimo że na ich trenowanie poświeciłem naście lat życia.

    Ps. piszesz o mostkowaniu i gibkości – ok zgadzam się. Ale ta gibkość w innych miejscach zanika, tworzą się blokady. Mi zawsze sprawiało i dalej sprawia problem w SF/Bjj (no-gi) praca biodrami, przez treningi zapaśnicze ten element tojego ciała tak się na trwałe pospinał że nie jest mi łatwo wychodzić do balachy czy trójkąta.

    Pss. Jeszcze co do samego artykułu – wg mnie tusz akurat w jednym, zajebiście utrudnia przygotowanie do walk MMA. Jeśli trenujesz zapasy – masz nawyk oddawania pleców bo nie wiąże się to z jakimś super ogromnym zagrożeniem, natomiast jak ognia starasz się unikać leżenia na plecach bo to kończy Twoją walkę. Niemalże zupełnie odwrotnie niż w MMA.

  31. Ten rodzaj wysiłku mimo wszystko jest zupełnie inny niż to co jest w MMA, Bjj itd. Klasyk – praktycznie cały czas człowiek jest spięty, nie ważne czy w stójce czy parterze. Ciągła walka o pozycje, wykluczenia (stójka) czy też zapieranie się, blokowanie rzutów i chwytów (parter)…to tak pompuje człowieka że głowa mała. Wolny – podobnie z tą różnicą że przy niższych kategoriach jest więcej dynamiki ze względu na możliwość atakowania nóg. Typowa zapaśnicza figura pieńka nie wzięła się z niczego.

    Tylko tez warto zapytać, czy taki sposób walki – tak dynamiczny, spięty – nie wynika z obecności krótkich rund? Billy Robinson, którego trudno posądzić o krytykę zapasów (a po BJJ jechał ostro;) mówił, że dzisiejsza czołówka amatorska na dawnych zasadach nie wytrzymała by dystansu, bo po prostu ten dawny (długi) wymusza inne rozłożenie sił.

    Ps. piszesz o mostkowaniu i gibkości – ok zgadzam się. Ale ta gibkość w innych miejscach zanika, tworzą się blokady. Mi zawsze sprawiało i dalej sprawia problem w SF/Bjj (no-gi) praca biodrami, przez treningi zapaśnicze ten element tojego ciała tak się na trwałe pospinał że nie jest mi łatwo wychodzić do balachy czy trójkąta.

    Zapewne masz rację. Pewnie nie ma idelanych rozwiązań, ale z dostępnych te zapaśnicze są chyba najlepsze (sądząc po tym, że to one są implementowane do innych sportów).

    Pss. Jeszcze co do samego artykułu – wg mnie tusz akurat w jednym, zajebiście utrudnia przygotowanie do walk MMA. Jeśli trenujesz zapasy – masz nawyk oddawania pleców bo nie wiąże się to z jakimś super ogromnym zagrożeniem, natomiast jak ognia starasz się unikać leżenia na plecach bo to kończy Twoją walkę. Niemalże zupełnie odwrotnie niż w MMA.

    Tu pełna zgoda. Podobne nawyki są w judo, gdzie pozycja na brzuchu jest pozycją stosunkowo bezpieczną.

  32. Tylko tez warto zapytać, czy taki sposób walki – tak dynamiczny, spięty – nie wynika z obecności krótkich rund? Billy Robinson, którego trudno posądzić o krytykę zapasów (a po BJJ jechał ostro;) mówił, że dzisiejsza czołówka amatorska na dawnych zasadach nie wytrzymała by dystansu, bo po prostu ten dawny (długi) wymusza inne rozłożenie sił.

    .

    Piszę z perspektywy kogoś kto walczył gdy nie było rund (tzn była jedna). Wg mnie taka jest specyfika tego sportu. Możesz przegrać przez przewagę punktową (10 pkt różnicy)  a stracić punkty nie jest trudno jeśli cały czas nie jesteś w gotowości, szczególnie w parterze wykonanie danego chwytu to nie tylko technika ale również w znacznej mierze czysta siła. W zapasach w odróżnieniu od bjj  jeśli nie jesteś dosć silny fizycznie to technika ci nic nie da. Za to lubię Bjj, za ten luz, za to że możesz się spokojnie kulać kilkanaście minut i nie czujesz się wyjechany jak koń po gonitwie.

  33. Piszę z perspektywy kogoś kto walczył gdy nie było rund (tzn była jedna). Wg mnie taka jest specyfika tego sportu. Możesz przegrać przez przewagę punktową (10 pkt różnicy)  a stracić punkty nie jest trudno jeśli cały czas nie jesteś w gotowości, szczególnie w parterze wykonanie danego chwytu to nie tylko technika ale również w znacznej mierze czysta siła. W zapasach w odróżnieniu od bjj  jeśli nie jesteś dosć silny fizycznie to technika ci nic nie da. Za to lubię Bjj, za ten luz, za to że możesz się spokojnie kulać kilkanaście minut i nie czujesz się wyjechany jak koń po gonitwie.

    Prawda. Tak jak piszesz, bardziej kwestia reguł i tego, że można przegrać przez różnicę punktową. Natomiast jak już sobie gdybamy o wpływie zasad na walkę to takie ułożenie punktacji (które wymuszają spięcie, siłę) jest bardzo życiowe;)) i idealne pod napierdalankę pod remiza, bo te są zazwyczaj krótkie i siłowe 😀 Głęboką mądrość w zapasach drzemie.

  34. Czytam tekst, czytam komentarze i nie do końca mogę to ogarnąć. Z tego co zrozumiałem to meritum tegoż artykułu jest, iż zapasy są dobre pod MMA ze względu na:

    1) specyfikę treningu zogniskowaną na siłę, dynamikę, motorykę

    2) to, że w nowoczesnym MMA lepiej być z góry niż na dole

    @Jakub Bijan popraw mnie jeśli, źle zrozumiałem sedno sprawy (dzisiaj nie jestem najtrzeźwiejszą osobą w powiecie)

    a ludzie się dowalają, że naczelny krytykuje zasady, bo nie mają wiele wspólnego z realną walką :no no:

    Jeśli więc dobrze zrozumiałem artykuł to całkowicie zgadzam sie z red. Bijanem.

    Pozdrawiam.

  35. Odniosę się do samego tezy, która jest nieco przeterminowana. Aktualnie typowi zapaśnicy, którzy skutecznie dostosowali swoje atuty pod dyscyplinę stanowią nieliczne grono. Wystarczy spojrzeć na ranking UFC poszczególnych kategorii wagowych, aby dojść do wniosku, że zapaśników jest jak na lekarstwo. Johnson, Edgar, Khabib, Woodley, Romero, Weidman, Cormier, Velasquez to zaledwie kilka nazwisk pośród powiedzmy 70-80 liczących się zawodników, biorąc pod uwagę wszystkie kategorie wagowe. Nie zmienia to jednak faktu, że trening zapaśniczy oraz etyka pracy za nim idąca ma niebagatelne znaczenie w kształtowaniu zawodnika.

  36. Dzięki, sporo się dowiedziałem.

    Ps. Te wszystkie komentarze "nie czytam bo za długie" to trolling? Bo nie wiem czy zaczynać tracić wiarę w ludzkość.

  37. Odniosę się do samego tezy, która jest nieco przeterminowana. Aktualnie typowi zapaśnicy, którzy skutecznie dostosowali swoje atuty pod dyscyplinę stanowią nieliczne grono. Wystarczy spojrzeć na ranking UFC poszczególnych kategorii wagowych, aby dojść do wniosku, że zapaśników jest jak na lekarstwo. Johnson, Edgar, Khabib, Woodley, Romero, Weidman, Cormier, Velasquez to zaledwie kilka nazwisk pośród powiedzmy 70-80 liczących się zawodników, biorąc pod uwagę wszystkie kategorie wagowe.

    Chyba jednak przesadzasz. Lecąc po rankingach od góry mamy:

    Timithy Johnson – dwukrotny all american

    Cain Velasquez – mistrz kraju

    Daniel Cormier – olimpijczyk

    Patrick Cummins – dwukrotny all american, członek kadry

    Ovince Saint Preux – rekord 26-1

    Corey Anderson – startował amatorsko w dywizji III

    Ryan Bader – dwukrotny mistrz kraju

    Anthony Johnson – mistrz kraju juniorów

    Tim Boetsch – dwukrotny mistrz stanu

    Sam Alvey – bez większych sukcesów, ale ze startami

    Derek Brunson – trzykrotny all-american

    Chris Weidman – dwukrotny all-american

    Yoel Romero – srebrny medalista IO

    Jake Ellenberger – dwukrotny all-american

    Tyron Woodley – rekord amatorski 48-0

    Khabib Nurmagomedov – wiadomo, choć bez większych sukcesów na tle tamtejszych dzików

    Darren Elkins – dość owocna kariera zawodowa

    Dennis Bermudez – rekord amatorski 112-23

    Ricardo Lamas – all american

    Frankie Edgar – długa kariera amatorska, choć bez spektakularnych sukcesów

    Aljamain Sterling – rekord amatorski 82-27

    John Dodson – dwukrotny mistrz stanu

    John Moraga – dwukrotny mistrz uniwersytetu

    Henry Cejudo – mistrz olimpijski

    W powyższym uwzględniłem tylko tych, którzy startowali na poważnie a nie zawodników którzy sobie trenowali jak

    Eddie Wineland (zapasy d0 17 roku życia). Prócz tego jest nieco zawodników których z pewnością nie można nazawać zapaśnikami a którzy mieli owocna karierę amatorską jak choćby Cody Garbrandt (all american) czy Demetrious Johnson (sukcesy na poziomie stanowym) bądź takich, którzy trenowali bez spektakularnych sukcesów jak  Carlos Condot (trenował od 6 do 15 lat).

    Zupełnie nie rozumiem skąd wnioski i to częste (sądząc po komentarzach) że zapaśnicy są w MMA w odwrocie. Chyba że rozumiemy zapaśników jako tych jednopłaszczyznowych którzy potrafią łapać i rzucać jak Matt Hughes, ale oni faktycznie odeszli gdzie w 2010.

    Czytam tekst, czytam komentarze i nie do końca mogę to ogarnąć. Z tego co zrozumiałem to meritum tegoż artykułu jest, iż zapasy są dobre pod MMA ze względu na:

    1) specyfikę treningu zogniskowaną na siłę, dynamikę, motorykę

    2) to, że w nowoczesnym MMA lepiej być z góry niż na dole

    @Jakub Bijan popraw mnie jeśli, źle zrozumiałem sedno sprawy (dzisiaj nie jestem najtrzeźwiejszą osobą w powiecie)

    a ludzie się dowalają, że naczelny krytykuje zasady, bo nie mają wiele wspólnego z realną walką :no no:

    W sumie tylko @Niemamocny poruszył ten temat. Choć po pierwszych emocjach chyba doszliśmy do konsensusu;)

  38. @Jakub Bijan to nadal nie jest dominacja, uważam, że inne słowo, mniej doniosłe byłoby bardziej adekwatne. Nie sądzę, że zapasnicy są w odwrocie, ale tez nie jest uzasadnione pisanie o dominacji. Uważam, że baza zaoasnicza stanowi duży atut, jednakże nie jest gwarantem sukcesu. Równie wielu jest zawodników z bazą stójkową, z której uczynili swoją domenę, neutralizując zapędy parterowców.

  39. @Comber być może faktycznie zbyt jednoznacznego określenia użyłem.

    Ja bym po prostu postawił tezę, że trening zapasniczy stanowi nieodzowny element w kształtowaniu zawodnika, o czym niedawno dowiedział się sztab s4 😀