Co słychać u prawdziwych weteranów wszechstylowej walki wręcz? Tak się składa, że portal www.valetudo.ru opublikował wczoraj ekskluzywny wywiad z Igorem Vovchanchynem (MMA 54-10-1), który wraz z promotorskim centrum Zvezda i Ukraińskim Stowarzyszeniem Sztuk Walki organizuje w Charkowie galę Chest Voyna (Честь война). Impreza odbędzie się 27 maja. Współorganizatorem i gościem honorowym jest również inny prekursor MMA – Oleg Taktarov (MMA 17-5-2). Ice Cold to zawodnik, którego nie trzeba nikomu przedstawiać – utytułowany kickboxer (Mistrza Świata IAKSA), ale przede wszystkim legendarny fighter MMA – jeden z najlepszych strikerów w historii tej dyscypliny. Ukraiński weteran PRIDE dał wiele spektakularnych i brutalnych walk, ostatni pojedynek stoczył w 2005 roku przegrywając z Kazuhiro Nakamurą na gali PRIDE: Final Conflict. W materiale dla rosyjskiego serwisu opowiedział o zakończeniu kariery, organizacji japońskich gal i wielkiej sympatii do Fedora. Wskazał na jeden wielki minus ringu i podzielił się menedżerskimi planami. Tłumaczenie w środku. Enjoy!

-Witaj Igor! Minęło sześć lat od twojej ostatniej walki, jeszcze przez długi czas po zakończeniu kariery krążyły liczne pogłoski o twoim powrocie. To były plotki czy rzeczywiście istniała możliwość twojego powrotu na ring?

-W 2007 roku na poważnie przygotowywałem się do turnieju grapplingowego, ale skręciłem nogę i nie pojechałem. Generalnie póki co nie zamierzam wracać, ponieważ w trakcie kariery złapałem zbyt wiele kontuzji.

-Możesz pochwalić się rekordową ilością walk w federacji PRIDE. Publiczność czekała na twoje walki nie w mniejszym stopniu niż na pojedynki mistrzów. W czym tkwił sekret takiej popularności?

-Ciężko być popularnym…Początkowo byłem tylko strikerem, dopiero potem włączyłem parter. Większość pojedynków prowadziłem w stójce. Sądzę, że moja popularność w dużym stopniu wynikała z moich rozmiarów. Publiczności podobało się, gdy przecwistawiałem się znacznie większym zawodnikom. A rywale często mnie nie doceniali.

-Nie tak dawno Quinton Jackson powiedział, że w PRIDE dawali mu ustawione walki i w Japonii to nie było rzadkością. Mógłbyś to potwierdzić lub zaprzeczyć?

-W czasie mojej kariery takich propozycji nie otrzymałem. Ale PRIDE nie jest taką federacją, która organizowałaby ustawiane turnieje. Japończycy kochają krew i płacą za show, dlatego też nie kupują zawodników i ich pojedynków. W każdym razie nie spotkałem się z takimi przypadkami.

-Biłeś się wielokrotnie na obszarze Wspólnoty Niepodległych Państw, jak i za jej granicami. Jaki jest poziom wyszkolenia naszych i zagranicznych fighterów? Co jest powodem, że z obszaru byłego ZSRR na razie jest stosunkowo mało mistrzów?

-Poziom przygotowania naszych zawodników jest wysoki, ale jest mało dobrych turniejów. Naszym chłopakom jest ciężko osiągnąć jeszcze wyższy poziom, ponieważ trudno otrzymać zaproszenie na zagraniczną zawodową galę. Zwykle na takie imprezy organizatorzy potrzebują fighterów o których coś-gdzieś było słychać, dla przykładu: turnieje w Holandii czy w Niemczech. Poza granicami WNP zawodnicy mają możliwość przygotować się bardziej profesjonalnie i równocześnie dostają lepsze pieniądze za walki. Nasi chłopcy posiadają to wszystko co zagraniczni fighterzy, ale często brakuje im możliwości i środków.

-W Japonii walczyłeś na ringu, w Rosji w klatce. Co jest dla ciebie wygodniejsze, a co nadaje się bardziej pod MMA?

-Szczerze mówiąc dla mnie nie ma różnicy. W klatce musisz znaleźć swój kąt, o który możesz się oprzeć, a z ringu nierzadko się wypada. To jest jedyny minus ringu.

-Stoczyłeś ponad sześćdziesiąt walk. Czasem w jeden dzień walczyłeś trzy razy, a miesiąc później biłeś się znowu. Jak Ci się udało przez dziesięć lat z rzędu występować na takim poziomie i z taką passą?

-Wiele zależy od wyszkolenia i wytrzymałości. Wcześniej występowałem w kickboxingu i miałem 2-3 walki w ciągu dnia. W PRIDE trafiłem na jeszcze poważniejszych rywali i równocześnie odpowiednie było podejście do treningów. Najważniejsze jest, aby nie łapać kontuzji. Jeżeli nie masz urazów, to bezproblemowo bijesz się co miesiąc, jednak gdy czegoś nie zaleczysz – mocno ryzykujesz swoje zdrowie. Ale zawsze trzeba pilnie ćwiczyć i być przygotowanym do tego co się robi.

-Pierwsze gale w formule MMA były prawdziwymi walkami bez reguł. Pozwalano praktycznie na wszystko, a w niektórych przypadkach nie było ograniczeń czasowych. Dlaczego mimo wszystko przerzuciłeś się z kickboxingu na bardziej twarde, a powiedziałbym nawet okrutne, w tamtym czasie MMA?

-Chciałem po prostu uciec od kickboxingu, a wtedy pojawiły się pierwsze kasety z boiami bez pravił, odbywającymi się w oktagonie. Tam występował Oleg Taktarov, Royce Gracie, Ken Shamrock i wielu innych. Napaliłem się na to. Posiadałem dobre uderzenie, ale tak dobrego pojęcia o parterze już nie miałem. Po pierwszych walkach kolejny raz przekonałem się, że wszystkiego trzeba uczyć się od nowa.

-Byłeś zawodnikiem jednocześnie dwóch pokoleń: epoki formowania się MMA (połowa i koniec lat 90.) i epoki rozkwitu (2000 r.). Jak mocno podniosły się umiejętności fighterów przez cały ten czas? Czy twoim zdaniem teraz mamy mocniejszych zawodników niż przed 2000 r.?

-Oczywiście, współcześni zawodnicy są silniejsi. Mają oni możliwości ku lepszym treningom, a my uczyliśmy się metodą na czuja. Solidnych zawodników przekrojowych praktycznie wtedy nie było. Sam robiłem liczne notatki, jak trenować. Opracowywałem systemy i próbowałem je na sobie. A u współczesnych zawodników jest już jasny system treningów.

-Powróćmy w nasze czasy – obecnie zajmujesz się organizacją gal MMA. Opowiedz o planach Vovchanchyna – promotora?

– Chciałbym przyciągnąć więcej młodych ludzi w kierunku MMA, jak na przykład ma miejsce w USA. Chest Voyna to jedna z pierwszych gal MMA na Ukrainie. Teraz planujemy organizować imprezy nie tylko w Charkowie, ale również w innych miastach Ukrainy.

-Powiedz coś o turnieju, który odbędzie się 27 maja w Charkowie?

-27 maja, Ukraina, Charków, Hala Lokomotiv – odbędzie się Grand-Prix gwiazd – Chest Voyna. Będą pojedynki na zasadach MMA w wadze średniej i ciężkiej, walki w oktagonie, co nieczęsto można zobaczyć w naszym kraju. Udział wezmą zawodnicy z Rosji, Armenii, Białorusi, Łotwy i Ukrainy.

-Śledzisz obecne MMA? Który z aktualnych fighterów imponuje ci najbardziej?

-Oczywiście najbardziej podziwiam Fedora Emelianenko. Od dłuższego czasu jestem fanem Fedora, nawet wówczas, kiedy jeszcze się nie znaliśmy. Fedor to dobry i silny zawodnik. Rozsądnie podchodzi do treningów i przygotowań. Nie patrząc na dwie porażki, myślę, że on jeszcze przez długi czas może walczyć. Nie ma ludzi niepokonanych.

-Połączenie UFC i Strikeforce – plus czy minus dla rozwoju tego sportu?

-Sądzę, że minus. Połączenie może doprowadzić do śmierci Strikeforce, tak samo jak umarł PRIDE. Szczerze mówiąc najbardziej podobały mi się właśnie występy w Japonii.

-Jaka jest przyszłość MMA na terenach postsowieckich? Czy istnieje szansa, aby w niedalekiej przyszłości dorównać Amerykanom lub Brazylijczykom?

-Myślę, że jest! U nich teraz są większe możliwości finansowe niż u nas. Ale utalentowanych i obiecujących chłopaków u nas nie brakuje.

-I ostatnie pytanie: słyszałem, że ty i Alexey Oleinik macie na koncie wiele wspólnych walk zapaśniczych. Jeśli tak, to kto w końcu zwyciężył?

-Po prostu nie zliczę…Walczyliśmy ze sobą, ale nie prowadziliśmy ogólnego rozrachunku. Wynik w trakcie wspólnych treningów był różny. Wszystko zależało od formy i okoliczności. On jest parterowcem, a ja uderzaczem. Nasza rywalizacja w zapasach miała miejsce tylko w trakcie treningów.

"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.