Bellator-MMA-Logo

Jak z dumą ogłosiło Spike TV kilka dni temu, czwartkową transmisję z pierwszej gali Bellatora w tej stacji oglądało średnio 938 tys. widzów, podczas gdy szczyt oglądalności wyniósł ponad 1,2 mln widzów. Dla drugiej największej organizacji na świecie był to nie tylko rekord oglądalności, ale wynik około cztery razy lepszy od najchętniej oglądanych gal w MTV 2, która przez ostatnie dwa lata była partnerem firmy kierowanej przez Bjorna Rebneya.

W obliczu takich rezultatów, część opinii publicznej bezmyślne otrąbiła absolutny sukces organizacji, całkowicie pomijając kilka istotnych i niepokojących faktów dotyczących telewizyjnego debiutu Bellatora w Spike TV. Przede wszystkim tak wysoką oglądalność gala BFC 85 zawdzięcza poprzedzającej ją transmisji wrestlingowego TNA Impact, którą wyjątkowo oglądało średnio ponad 1,8 mln widzów. Bellator nie tylko na wejście stracił 1/3 tej widowni, to jeszcze liczba osób śledzących wydarzenie malała właściwie z każdą minutą relacji. Walkę Currana z Freirę oglądało średnio prawie 1,2 mln widzów, dużo mocniej reklamowane starcie Chandlera z Hawnem już 950 tys., a ostatnią walkę Petruzelliego z Noe około tylko 850 tys. Co dodatkowo niepokojące, w grupie komercyjnej mężczyźni 18-34 widownia wyniosła zaledwie 149 tys. co jest trzykrotnie gorszym wynikiem od najgorszego ratingu UFC w Spike TV oraz czterokrotnie gorsze od średniej z najgorszego sezonu TUF-a.

Jak podkreśla największy ekspert od oglądalności telewizyjnych MMA w Stanach Dave Meltzer, kluczowe do oceny sytuacji Bellatora w nowej stacji, będzie nie wynik oglądalności jednostkowej gali, ale to jak organizacja będzie sobie radziła w czwarty, piątym i kolejnych tygodniach swojego sezonu. Fakt, że właścicielem Bellatora jest Viacom (jednocześnie właściciel Spike TV) daje firmie Rebneya ogromny kredyt, ale pytanie kiedy cały czas przynosząca starty organizacja, wreszcie zacznie zarabiać, pozostaje wciąż bez odpowiedzi.