Main event jubileuszowej gali UFC zgodnie z przewidywaniami wzbudził sporo emocji. Dziś, na kilka dni po walce atmosfera wokół starcia nieco się ochłodziła a my przynosimy wam chłodne wyniki sekcji zwłok największego przegranego sobotniego eventu – Franka Mira.


Obiekt:

Frank Mir

Rekord:

12 – 4 – 0

Data „zgonu”:

11. 07. 2009, UFC 100: Making History

Godzina „zgonu”:

6 min. 48 sek. walki

Miejsce „zgonu”:

Mandalay Bay Events Center, Las Vegas, Nevada, USA

Przyczyna „zgonu”:

TKO (uderzenia w parterze)

Sprawca:

Brock Lesnar

Motyw:

Unifikacja tytułu mistrza wagi ciężkiej UFC

Przebieg zdarzeń.
Lesnar zainicjował pierwszą akcję pojedynku – niskie kopnięcie, i właściwie do samego końca rundy to on dyktował warunki. Już po niespełna 40 sekundach Mir znajdował się na plecach bezskutecznie usiłując nie dopuścić do pojawiania się coraz to nowych siniaków na jego twarzy. Jedyne co czarny pas brazylijskiego jiu-jitsu był w stanie zrobić to zapiąć półgardę i czekać aż gong pozwoli mu na chwilę odpoczynku.
Brock natomiast aktywnie atakował gnp, przemyślanie – co trzeba zaznaczyć – bez szarżowania i niepotrzebnego narażania się na utratę pozycji. Podebranie nadgarstka Mira tak, by ten nie mógł w żaden sposób ochraniać twarzy – która zresztą po pierwszej rundzie była już mocno rozbita – wskazuje na to, że Lesnar przyłożył się do lekcji z zakresu submission fightingu, kontrolowanie pozycji biodrami również.

Kolejna runda również rozpoczyna się atakiem Lesnara, tym razem zapaśnik uderza prawym prostym, na który Frank odpowiada ładnym zejściem z linii ciosu i krótką (niecelną) serią. Idąc za ciosem Mir próbuje trafić kolanem, jednak Lesnar bez problemu przechwytuje je i obala Mira, jednak nie podąża za nim do parteru a pozwala mu wstać. astępna szarża Franka pozwoliła mi przez chwilę uwierzyć w to, iż może on wyjść z podniesionymi rękoma z tego pojedynku. Mimo iż inicjujący kombinację prawy sierp, lewy sierp, oraz późniejszy lewy prosty i prawy sierpowy nie doszły celu, to zmusiły Lesnara (przynajmniej na chwilę) do dość otwartego odwrotu.
Lewy sierp wystrzelony kiedy Brock wychodził z klinczu nie zro

bił na byłym pro wrestlerze większego wrażenia, jednak latające kolano które Mir posłał na jego głowę chwilę potem już tak – choć szczęśliwie dla niego Frank niemal od razu bez większej ingerencji Lesnara położył się na plecach, co dało zapaśnikowi kilka cennych sekund na przywrócenie tempa walki. Pozostała część walki to niemal kopia pierwszej rundy z tym wyjątkiem, że zawodnicy znajdują się pod siatką a 108 sekundzie sędzia przerwał pojedynek ogłaszając TKO dla Lesnara.

Wnioski.
Przyczyna porażki Franka Mira nie ma jednego źródła. Oczywiście można lakonicznie napisać – „przegrał bo był gorszy”, jednak co w tym konkretnym przypadku oznacza słowo : „gorszy”? Przede wszystkim oglądając to starcie nie da się nie odnieść wrażenia, że Mir wszedł do octagonu bez jakiegoś wyraźnego planu walki, czegoś co mogłoby pozwolić mu poczuć, że ta imponująco szybka góra mięśni ma również jakieś słabe punkty. Zamiast tego byliśmy świadkami jak Frank przytłoczony ogromem Lesnara – tym fizycznym, ale chyba przede wszystkim tym (postępem) technicznym – nie mógł znaleźć sposobu na wydostanie się spod niego. Być może Frank liczył, że podobnie jak to miało miejsce w ich pierwszej walce Lesnar rozpocznie szaleńczą szarże i złapie się w kolejne submission, być może wygrana nad Nogueirą na tyle dodała mu pewności siebie że uwierzył iż w każdym aspekcie jest od Lesara lepszy i niezależnie od przebiegu starcia będzie górą. Może po prostu nie był w stanie ułożyć odpowiedniego planu pod Brocka i walczył na zasadzie „co będzie to będzie”

.
To wie tylko sam Mir, faktem natomiast jest, że tego wieczoru był wyraźnie zagubiony co tylko ułatwiło zadanie jego oponentowi.

Lesnar natomiast szokuje szybkością adaptacji do mma i tempem przyswajania nowych technik. Jeszcze nie tak dawno miał problemy z kontrolowaniem na ziemi Hearringa, którego notabene nie potrafił wykończyć przez 3 rundy a dziś z łatwością utrzymuje w parterze jednego z lepszych (bądź co bądź) ciężkich parterowców w mma. Spokojne zajęcie pozycji, stabilizacja i dopiero uderzenia – jak najbardziej prawidłowa kolejność, która w połączeniu z masą/siłą i backgroundem zapaśniczym Brocka musi sprawiać kolosalne problemy każdemu.

Jakub Bijan
FREESTYLE || GRECO

5 KOMENTARZE

  1. Art krótko, zwięźle i na temat. Ale trzeba przyznać, że faktycznie Lesnar pięknie kontrolował biodra Mira nie popzwalając mu na nic, a jeszcze jak chwycił lewą ręke Mira za jego głową, coś ala krucyfiks z pół gardy w 1r i go systematycznie obijał, to już wiedziałem, że niestety ale nie dzisiaj Frank!

  2. fajna sekcja – mi jednak odpowiada stwierdzenie, że w tej konkretnej walce był cienki jak sik pająka. Shogun lub Wand to zapodają kolana, Mir raczej wybrał się na plażę poleżeć…

  3. z innej bajki: szkoda, że na topie nie ma już takich luzaków jak Bas httpv://youtube.com/watch?v=TWZBSBab-Es&feature=related 😀

  4. Według mnie Mir miał plan zmęczyć Lesnara do 4 rundy po drodze jak szczęście dopisze to zrobić jakieś rozcięcie łokciem lub kolanem. Od 4 rundy wykończyć go, jednak w sposób jaki się do tego zabrał zaprzeczało wszystkiemu o czym mówił przed walką przywołując walkę Lesnara z Randym jako przykład na game plan na zmęczenie Lesnara. Zresztą Mir prawie we wszystkich swoich walkach dużo zbierał na twarz i już po pierwszej rundzie było widać, że przyjmuje za mocne ciosy żeby mogło się to dla niego dobrze skończyć.Ja odniosłem, także wrażenie, że Mir wchodząc do klatki był wystraszony, szczególnie widoczne było to podczas przedstawiania go przez Buffera i ten jego wymuszony uśmiech.

  5. mowicie ze nie mial planu i byl wystraszony moze i prawda, ja odnioslem wrazenie ze juz wiedzial ze ta walke przegra, wygladaj i walczyl jakby mu to wisialo co sie stanie. Podzielam fakt ze chyba zadnej taktyki nie mial, ani nie probowal sprowadzac do parteru ani walczyc w stujce … byl jakis taki nijaki. Zupelnie jak w poprzedniej walce Mira Nogueira.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.