mmaa4

W swoim wczorajszym felietonie pisałem, że wrzesień dla krajowej sceny mieszanych sztuk walki był najlepszym miesiącem w historii – mimo nawet średniej końcówki rozgrywającej się w arenie Atlasa. Publikując ów tekst nie wiedziałem jednak, iż najgorsza wiadomość nadejdzie wraz z ostatnim dniem szkolnego miesiąca – a poznam ją dokładnie w momencie publikacji.

Wczoraj na swoim „twarzoksiążkowym” profilu druga siła w tubylczym MMA, kierowane przez Dariusza Cholewę MMA Attack, ogłosiła, że planowana na dwudziestego szóstego października czwarta edycja gali została anulowana. Jako przyczynę odwołania wydarzenia, organizatorzy podają wycofanie się dwóch strategicznych partnerów, bez których niemożliwym okazało się dopięcie budżetu. Lament, jaki nastąpił chwilę po rozpłynięciu się informacji w skonsolidowanym środowisku, przywiódł mi na myśl pierwszą porażkę wielbionego Fiodora Jemelianenki – wtedy także rozpacz  lała się w komentarzach strumieniami.
Od wczorajszej informacji minął dzień, pojawiło się kilka nowych artykułów, – wartych przeczytania – kilka sensownych komentarzy i jeszcze więcej emocjonalnego bełkotu. W całym tym bezładzie zadziwiła mnie dziś jedna prawidłowość – sypanie głowy popiołem przez sporą część fanowskiego środowiska.

Prawdę powiedziawszy, do teraz nie dowierzam w to swoiste katharsis, jakiego jesteśmy świadkami. Czy przyniesie ono coś dobrego nadwiślańskiej scenie? To już temat na osobną rozprawkę. Osobiście myślę, że będzie równie trwałe, jak pojednanie środowiska kibicowskiego po śmierci Jana Pawła II, ewentualnie przemiana języka polityki po katastrofie smoleńskiej. Budujące, ale krótkie. W tym momencie ważne jest natomiast to, że sympatycy wszechstylowej walki wręcz wyrazili chęć ponownego zastanowienia się nad sprawami fundamentalnymi – a to bardzo ważne zważywszy na to, co zamierzam zaraz napisać. Bo zmiana podejścia jest potrzebna, jednak nie po jednej, a po obu stronach barykady.

Nadbałtyckie MMA nie po raz pierwszy pokazuje nam swoje “wstydliwe zakątki” – jak mawia przywołany w tekście Franka Stanisław Michalkiewicz – bo przecież nie od dziś wiemy, że w Polsce na gale MMA się nie chodzi, że w Polsce nie kupuje się PPV – nawet kiedy subskrypcja kosztuje pięć złotych,  że w Polsce fani mieszanych sztuk walki potrafią tylko żądać – nie dając nic w zamian. Że grono odpowiedników Andrzeja Leppera przeniesionych na grunt MMA buduje na forach barykady, wysypuje zboże i przede wszystkim drze się w megafon. To już wiemy od dawna. Odwołanie MMA Attack 4 nie objawiło nam dotychczas ukrytej prawy – skąd więc takie zdziwienie? Skąd posypywanie głowy popiołem?
Zgodzę się z opinią, iż planowana na październik gala Dariusza Cholewy była kierowana do “prawdziwego fana MMA” – cokolwiek to znaczy. Czysto sportowa karta walk, znakomici zawodnicy, zero udziwnień. Marzenie każdego pasjonata wszechstylowej walki wręcz. Dlaczego zatem trzeba było galę odwołać? Dlatego, że owi “prawdziwi fani” zawiedli?

Konfucjusz mówił, że naprawę państwa należy zacząć od naprawy pojęć. Proponuję zatem sprecyzować kto tym “prawdziwym fanem MMA” jest, a kto nie? Czy jest nim ogół osób wypowiadających się na forach internetowych poświęconych wszechstylowej walce wręcz? Ci najgłośniej krzyczący, których akapit wyżej przyrównałem do nieżyjącego już przewodniczącego Samoobrony? Czy może jest to część ludzi, która w rzeczywisty sposób buduje życie nadbałtyckiej sceny mieszanych sztuk walki? Ci, którzy chodzą na gale, kupują PPV, wkładają własnoręcznie zarobione pieniądze w kieszenie organizatorów? – czyli w większej części okazjonalni widzowie nieznający nawet dokładnie zasad oglądanego widowiska. Którą z tych grup można nazwać “prawdziwymi fanami MMA” – pierwszą czy drugą? A może ów “prawdziwy fan MMA” to osoba doskonale zaznajomiona z tematem, która aktywnie uczestniczy w wydarzeniach branżowych? – jeździ na gale, kupuje PPV. Może to ta grupa, w której nie uświadczymy ani wyśmiewanych “Januszy”, ani wrzeszczących “Lepperów”, którzy nie wydają pieniędzy na sport? Tak? Trafiłem w sedno? Jesteśmy zatem o jeden krok do przodu.

Skoro już ustaliliśmy semantykę, możemy iść dalej. W tym miejscu proponuję przejrzeć zdjęcia z Pierwszego Konwentu MMA, jaki odbył się dwa lata temu w stolicy, i przeliczyć zgromadzoną nań widownię – tylko nie bądźcie zaskoczeni, jeśli okaże się, że tysiąc siedemset biletów, jakie do wczoraj sprzedano na odwołaną galę jest przy liczbie prawdziwych fanów zebranych w hali “Koło” wielkością zdumiewającą.
Widzimy zatem jak na dłoni, że organizowanie gali mającej być widowiskiem na skalę kraju, a która skierowana jest do tak wąskiego grona pasjonatów jest przedsięwzięciem karkołomnym. I to jest główna przyczyna odwołania MMA Attack 4 – źle dobrany target widza. Nie żadne “oblanie egzaminu przez środowisko”. To tak jakby budować kamienicę w dziesięcioosobowej miejscowości i dziwić się, że większość mieszkań stoi pusta.

Pierwsze słyszę także, że to konsument jest winny fiaska danego produktu czy przedsiębiorstwa. Powiedzenie: nasz klient, nasz pan nie wzięło się znikąd. To klient jest najważniejszym ogniwem łańcucha zależności w biznesie – to on decyduje, czy dany produkt przyniesie zysk czy stratę, a zatem ostatecznie – czy jest potrzebny, czy potrzebny nie jest. W tym przypadku klient zadecydował, że gala MMA Attack 4 potrzebna nie była – ale nie dlatego, iż była produktem złym. Była produktem skierowanym do niewłaściwego odbiorcy. I tu upatrujmy głównej przyczyny porażki – nie w “prawdziwych fanach”, którzy nagle okazali się “gamoniami”.
I uświadommy sobie w końcu – bo już najwyższa pora: MMA to biznes, to prywatne firmy, to produkt – jak każdy inny. Jak mydło i gąbka, jak samochód i rower. W momencie wejścia na rynek poddany zostaje takim samym prawom jak powyższe przedmioty – i od jego jakości, ceny i marketingu zależny jest jego sukces! Nie od kaprysów małej grupy zapaleńców. I to jest właściwe podejście, które jest w stanie ostatecznie spopularyzować ten piękny sport w naszym kraju – inaczej nie pozostanie nam nic innego jak tylko zjednoczyć się w modlitwie, zawierzyć Bogu: “jak Bóg da” i ewentualnie szybko się rozmnażać – tak, by liczba zagorzałych fanów MMA rosła.

Oczywiście, źle dobrany odbiorca to nie jedyna przyczyna odwołania MMA Attack 4. Wpływ na ten stan rzeczy musiało mieć także zakontraktowanie Piotrka Hallmanna na galę UFC w Wielkiej Brytanii, która odbywa się dokładnie w ten sam dzień, o podobnej porze. Polak na karcie UFC odbiłby znaczącą część widowni MMA Attack – a więc osłabiłby kolejną część konstrukcji, transmisję telewizyjną. Również angaż Krzysztofa Jotki do największej organizacji świata – o którym mówi się od wczoraj – mógł pomóc Darkowi Cholewie w podjęciu tej trudnej decyzji. Był przecież jedną z głównych twarzy gali, jego brak to znacząca strata w karcie walk.
Zresztą, przyczyn zaistniałego stanu rzeczy było pewnie jeszcze całkiem sporo, natomiast główną, według mojej opinii, jest właśnie niewłaściwie dobrany target – a więc wycofanie z rozpiski walki dziwaków. A dlaczego tak postąpiono? – to już temat na osobny felieton.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.