W obliczu plagi stosowania środków dopingujących przez zawodników MMA nawet dla największych wyznawców ideałów fair play stało się jasne, że „wszyscy biorą”. Pojawiły się liczne głosy krytykujące nie przyłapanych na wątpliwym moralnie procederze, a ścigających ich – skoro stosowanie wszelkich środków dopingujących jest powszechne, to po co się trudzić? W wywiadzie dla portalu MMA Junkie Frank Mir (MMA 16-9), który stosował terapię testosteronową do czasu jej zakazania, przyznaje iż stosowanie dopingu nie rozwiązało jego problemów, co więcej – właściwe rozwiązanie znalazł dopiero po odstąpieniu od zakazanych praktyk.
Terapia testosteronowa była plastrem pod którym ukryłem dręczące mnie problem. Pewnego razu byłem u lekarza i nawet nie myślałem o jej stosowaniu. Po prostu przyszedłem do niego i powiedziałem: „Nie czuję się najlepiej, wciąż brakuje mi sił, brak mi motywacji, ciąż chodzę przygnębiony. Dobijają mnie uwagi partnerów treningowych o tym, że jestem najłatwiej łapiącym kontuzję gościem jakiego kiedykolwiek spotkali. Z każdym kolejnym dniem coś nawala w moim ciele. Co się dzieje?” Odpowiedział mi: „Zobaczymy, jak możemy temu zaradzić”. Wykonał badania krwi i dostrzegł niski poziom testosteronu. Teraz, gdy ta terapia została zakazana uważam, że nie w tym tkwił problem. Powodem była źle dobrany trening i zła dieta, treningi po dwa, trzy razy dziennie od poniedziałku do piątku. W tym tkwiła przyczyna niskiego poziomu testosteronu. Teraz wiem, że był to jeden z objawów problemu. Trenowałem w nieodpowiedni sposób.
Źle dobrany trening uniemożliwił jego organizmowi odpowiednią rehabilitacje po licznych kontuzjach, co przełożyło się na kiepską dyspozycję w klatce.
Chęć szybkiego powrotu do formy też się do tego przyczyniła, ale największym błędem było uniemożliwienie mojemu organizmowi odpowiednio dużo czasu na regeneracje i dokonanie tego właściwymi metodami. Mój trening był skoncentrowany nie na tym, co potrzebowałem zrobić lecz na unikaniu kolejnych kontuzji. Przeszedłem szereg zabiegów i nigdy nie podszedłem odpowiednio do ich rehabilitacji i nie pozwoliłem sobie na odpowiednio długą przerwę. Doprowadziło to do kolejnych urazów, co w znacznym stopniu przełożyło się na mój sposób prowadzenia walki. Musiałem walczyć z swoimi kontuzjami i najefektywniejszą metodą było ich pomijanie.
Dziś Frank żałuje, że wcześniej nie doszedł do tego, że terapia testosteronowa nie jest odpowiedzą na jego problemy, a przyczyniła się do tego jej dostępność:
Najlepiej by było, gdyby terapia nie była jedną z możliwości. Dzięki temu wcześniej doszedłbym do odpowiedniego rozwiązania.























