Al Iaquinta, który w kwietniu powróci do oktagonu UFC by zmierzyć się z Paulem Felderem, od dłuższego czasu była na wojennej ścieżce ze swoim pracodawcą. Często nie przebierając w słowach mówił o tym, że za mało zarabia.

Nadal nie mogę pojąć jednego: jestem k*rwa najlepszy. Naprawdę, jestem najlepszy. Oni tego nie rozumieją, ale co ja mogę z tym zrobić? Znokautowałem wszystkich, których mi dali. Zrobiłem co do mnie należało, a Wy nadal będziecie mi płacić takie grosze? Pier*olcie się!

Wygląda jednak na to, że ostatecznie obie strony porozumiały się w kwestiach finansowych, a Iaquinta w programie The MMA Hour powiedział:

Przed ogłoszeniem walki z Paulem Felderem odezwałem się do Seana Shelbyego i powiedziałem mu po raz dziesiąty to samo, co wcześniej. On zapytał mnie ile bym chciał otrzymać pieniędzy za walkę. Podałem mu kwotę, na co on powiedział, że porozmawia o tym z kim trzeba. Później oddzwonił i zamknęliśmy sprawę kontraktu.

Al był zaskoczony krokiem UFC, ponieważ otrzymał kwotę, o którą prosił.

Dali mi czego chciałem. Dokładnie tyle o ile prosiłem. Z jednej strony jestem zaskoczony, ale z drugiej mam świadomość swojej wartości.

11 KOMENTARZE

  1. Dali mi czego chciałem. Dokładnie tyle o ile prosiłem. Z jednej strony jestem zaskoczony.

    Pewnie pluje sobie w brodę, że nie poprosił o więcej :crazy:

  2. Nadal nie mogę pojąć jednego: jestem k*rwa najlepszy.

    Też nie jestem w stanie tego pojąć. Może dlatego, że nie jest?? :fjedzia:

  3. Iaquinta to taki Narkun UFC. Potencjał sportowy ma na bardzo wysokim poziomie, natomiast jak czytam jego niedorzeczności to bardziej interesujące wydaje się być posiadanie prenumeraty Cosmopolitana, robienie loda tylko w związkach i zajmowanie miejsca w Warsach, zamawiając tylko napar z paragwajskich liści.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.