Fot: Esther Lin / MMAFighting
Fot: Esther Lin / MMAFighting

Gdyby Ronda Rousey wygrała w sobotę z Amandą Nunes, włodarze UFC z pewnością mieliby weselszego Sylwestra. Ultimate Fighting Championship wchodzi w nowy rok bez swojej największej gwiazdy – obok McGregora oczywiście. Nie wiemy, kiedy (o ile w ogóle) „Rowdy” wróci na ring, ale nie trudno odgadnąć, że UFC wolałoby Rondę na tronie wagi koguciej, zamiast Nunes, która nie cieszy się nawet dziesięcioma procentami popularności Amerykanki.

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale mam wrażenie, że Rousey nie wróci już na szczyt, a ludzie powoli zaczną tracić zainteresowanie tą osobistością. Wkład Rondy w kobiece MMA jest niepodważalny, jednak „idzie nowe” i trzeba się z tym pogodzić. Holly Holm zabrała jej duszę i Rousey z totalnej dominatorki, zamieniła się w worek do bicia. Być może moja opinia jest na wyrost i ostatnie dwie rywalki wyjątkowo nie leżały stylistycznie Rondzie, a każdą inną zawodniczkę jest w stanie miażdżyć jak wcześniej. Mam jednak wrażenie, że każda kolejna ułożona stójkowiczka sprawi ogromne problemy byłej mistrzyni. Wszystko dlatego, że pod wodzą obecnego trenera zawodniczka nie notuje żadnego progresu w płaszczyźnie uderzanej. Edmond Tarverdyan ma fatalną opinię w środowisku Mieszanych Sztuk Walki i wedłu wielu obserwatorów zmiana sztabu trenerskiego jest jedyną szansą Rousey na rozwój, ale… czy dojdzie do wielkiego rozstania? Wątpię.

Załóżmy, że Ronda jednak wróci. Teraz musiałaby dostać rywalkę „do przejścia”, by UFC mogło jeszcze coś wycisnąć z kariery Amerykanki. Oczywiście musiałaby to być zawodniczka z przeciętnymi: stójką i defensywnymi zapasami. Notowana na 12. miejscu oficjalnego rankingu największej organizacji MMA świata Marion Renau pasuje tutaj jak ulał. 39-letnia „Belizean” ma na koncie zwycięstwo przez poddanie z Jessicą Andrade i powraca po wygranej przez techniczny nokaut z Milaną Dudievą, wiec jej kandydatura się broni. Zaproponowałbym także Ashlee Evans-Smith, którą umiejscowiono oczko wyżej od Renau w rankingu UFC. Pogromczyni Veroniki Macedo lubi walczyć w parterze i korzystać z mocnego ground’and’pound co stwarza możliwość założenia jej przez Rousey sideł w postaci – a jakże by inaczej – balachy.

Z Rousey wiążą mnie mieszane uczucia. Przez długi czas nie potrafiłem jej polubić ze względu na styl bycia, z drugiej – szczerze chciałbym by odbiła się po upadku. Nie należę do fanów kobiecych dywizji, ale na walki Rondy z przyjemnością wstawałem w nocy, bo towarzyszyła im jakaś nieopisana magia. Czas pokaże, czy wróci choć odrobina dawnego mistycyzmu.

***

Z piątkowo-sobotniej gali UFC 207 zapamiętamy nie tylko bolesną porażkę Rousey, ale też fenomenalny występ Cody’ego Garbrandta. „No Love” zdeklasował byłego już mistrza wagi koguciej Dominicka Cruza, czym zwrócił na siebie oczy świata Mieszanych Sztuk Walki. Zwyciężanie z zawodnikiem z podium wszelkich rankingów pound for pound jest czymś niecodziennym.

Talent Garbrandta na łamach MMARocks zauważyliśmy dwa lata temu, tuż po jego debiucie w UFC. Cody był jednym z bohaterów cyklu „Przyszli mistrzowie„. Niebywałe umiejętności stójkowe i kapitalne defensywne zapasy doprowadziły zawodnika Team Alpha Male do mistrzostwa. Jak zwykle w takich momentach pojawia się pytanie, jak nowo koronowanemu królowi uda się utrzymać na tronie.

Nieraz powtarzają się stwierdzenia, że utrzymanie tytułu jest trudniejsze od jego zdobycia. Ostatnie utraty pasów przez mistrzów nie tylko UFC, ale i KSW te słowa doskonale potwierdzają. Taka jest kolej rzeczy w tym nieprzewidywalnym sporcie, dlatego powstrzymałbym się z wygłaszaniem opinii, jakoby Garbrandt był materiałem na długo panującego mistrza, jak niegdyś Georges St. Pierre czy Anderson Silva. Wszystko dlatego, że na Cody’ego już teraz czekają mocne wyzwania. Do grona prawdopodobnych pretendentów należy przecież T.J. Dillashaw, który w ostatniej walce świecił „jak miliony monet”. „Snake in the grass”, jak mawiał o nim Conor McGregor, nie dał w sobotę większych szans Johnowi Linekerowi. Były mistrz wagi koguciej wciąż poprawia swoje umiejętności i jest lepszą wersją siebie z walki z Dominickiem Cruzem, gdzie przecież niewiele brakowało mu do wygranej.

Pojedynek Garbrandta z byłym kolegą klubowym byłby gwarantem fajerwerków w oktagonie, ale także ciekawym starciem pod względem marketingowym – na co często zwracam uwagę.

Oczywiście nieporównywalnie większy rozgłos dałoby starcie Cody’ego ze wspomnianym wcześniej… Conorem McGregorem. Na ten moment to oczywiście zagadnienie z gatunku science fiction, bo Irlandczyk celuje w wyższe wagi, a i nawet do piórkowej pewnie nie wróci. Jednak w dzisiejszym UFC nic nie jest niemożliwe, a takiego zestawienia na pewno chciałby niejeden fan.

Panowie są w konflikcie już od dawna. Do małej sprzeczki doszło miedzy nimi na planie The Ultimate Fightera: Team McGregor vs. Team Faber.

https://vine.co/v/eTVtxXg9DWO

Znacznie bardziej realną opcją jest jednak rewanż Cody’ego z Dominickiem Cruzem. Sam nowy mistrz zresztą wskazał go jako zawodnika, z którym chciałby się zmierzyć w pierwszej obronie tytułu. Osobiście jestem przeciwnikiem ponownego zestawienia tych zawodników. Gdyby walka zakończyła się dyskusyjnym werdyktem, to inaczej bym na to patrzył. Cruza w następnej walce chętnie zobaczyłbym z Linekerem, a Garbrandt niech się bije z Dillashawem.

22 KOMENTARZE

  1. Z góry przepraszam za błędy, jeśli takowe się pojawią. Mój mózg pracuje dziś na ok. 35%. 😉

  2. "mam wrażenie, że Rousey nie wróci już na szczyt, a ludzie powoli zaczną tracić zainteresowanie tą osobistością"

    Mam takie samo wrażenie. Hypetrain wykolejony, aura zajebistości stracona, pozostało kin klasy B.

  3. "mam wrażenie, że Rousey nie wróci już na szczyt, a ludzie powoli zaczną tracić zainteresowanie tą osobistością"

    Mam takie samo wrażenie. Hypetrain wykolejony, aura zajebistości stracona, pozostało kin klasy B.

    Nawet do kina się nie nadaje. Nie jest już wielką gwiazdą mma. W jej wystepach w filmach chodziło o promocję jej osobą

  4. Wątpię by pozostało jej nawet wspomniane kino klasy B. Po takich dotkliwych porażkach, z rąk ważących niewiele ponad 60 kilogramów kobiet, kto uwierzy, że jest w stanie obijać wielkich facetów?

    A takich pewnie miała młócić  w remake'u "Wikidajły". Teraz pewnie film nie powstanie.

  5. Stawiał bym że Rousey prędzej zobaczymy w kinie na kolejnej części szybkich i wściekłych niż w oktagonie.

    Dla Garbrandta oczywiście TJ Dillashaw.

  6. pyza już raczej nie wróci do walk. ma za słabą psychikę ale na jej porażce może tylko zyskać Aśka która stała się teraz najjaśniejszą gwiazdą w babskim MMA.

  7. Menadzerami Rondy sa obecni wlasciciele UFC tak wiec gdzies ja beda wciskac po jakis filmowych chlamach klasy B lub nawet C. Nie wierze ze wroci. Psycha jej juz nie pozwoli. Cody oczywiscie tylko i wylacznie walka z TJ.

  8. Nawet Wrzosek się załapał ;P, a co do Rousey. Nigdy nie podobało mi się jej zachowanie na ważeniu, więc wisi mi co z nią będzie. Jak to powiedział Rożal, cwaniakowała, w pysk dostała, w dupie jest i gówno widzi:kis:.

  9. Czy ktokolwiek jest w stanie mi wyjaśnić dlaczego głównie  Ronda, ale także Travis, trzymają się Edmonda Tarverdyan'a ? Chyba mają mózgi i widzą jego brak kompetencji ? Jego zachowanie z walki Travis – Werdum to jakaś abstrakcja… Czy jest jakiś układ o którym nie wiem, który sprawia że nie mogą zmienić trenera ?

  10. Cody i Tj bez dwóch zdań, cholernie ciekawe zestawienie. Cruz może zaczekać, on spokojnie następną walkę wygra i może zawalczyć później z mistrzem. Tj nie dostał natychmiastowego rewanżu, uważam że tam bezdyskusyjnie zestawią kasiastą walkę a Cruz to zrozumie, bo to najinteligentniejszy zawodnik w UFC, wie że bad blood świetnie się sprzeda.

    Co do Rondy… Czułem, że Dana robi jej krzywdę dając jej od razu walkę o pas, widział że cholernie ciężko przeżyła przegraną i trzeba było ją odbudować. Dla mnie jedyną sensowną walką dla Rondy jest walka z Mieshą, a dla Mieshy jedyną zawodniczką dla której wróci jest Ronda, zwłaszcza w takiej dyspozycji. Tate będzie chciała się zrewanżować za dwie wcześniejsze porażki, a szansa jest jak nigdy żeby pięknie zakończyć karierę, z kolei Ronda ma z nią dobre wspomnienia, może nie chcieć kończyć kariery w taki sposób i weźmie walkę.

    Marketingowy strzał w dziesiątkę, plus odkurzą jedną z gwiazd tej dywizji.

  11. Co do Rondy… Czułem, że Dana robi jej krzywdę dając jej od razu walkę o pas, widział że cholernie ciężko przeżyła przegraną i trzeba było ją odbudować. Dla mnie jedyną sensowną walką dla Rondy jest walka z Mieshą, a dla Mieshy jedyną zawodniczką dla której wróci jest Ronda, zwłaszcza w takiej dyspozycji. Tate będzie chciała się zrewanżować za dwie wcześniejsze porażki, a szansa jest jak nigdy żeby pięknie zakończyć karierę, z kolei Ronda ma z nią dobre wspomnienia, może nie chcieć kończyć kariery w taki sposób i weźmie walkę.

    Ronda nie wróci z kilku powodów – po pierwsze totalnie siadła jej psychika – będąc "dominatorem" przez lata miała strasznie napompowane i wybujałe ego – wielka mistrzyni/wywiady/filmy/okładki magazynów, "twarz UFC" – nagle jeb – dwa sromotne wpierdole/zupełny obciach/żenada + fala internetowego hejtu – bez szans na odzyskanie równowagi psychicznej – sam nie wiem czy bym zniósł taką bekę, być na ustach tylu ludzi, którzy się ze mnie śmieją…Po drugie – teraz KAŻDA kolejna zawodniczka ma na nią gotową taktykę (gratulacje dla trenera Holy) – przy obecnym ŻADNYM/ZEROWYM poziomie stójki nie jest w stanie tego nadrobić, bo po prostu jest już na to za stara. Po trzecie wreszcie – nie ma najzwyczajniej w świecie po co wracać – mistrzynią już nie jest i nie będzie, mit niepokonanej Rondy prysł, pieniędzy ma jak lodu, jest ustawiona do końca życia – po jaką cholerę ma więc ciężko trenować, i narażać się na kolejny łomot i wstyd

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.