Gdy w świecie komiksów w 2007 autorzy uśmiercili Kapitana Amerykę był to ogromny szok i nawet w radiu w Polsce poświęcano temu kilka minut. Rok później podobna fala przetacza się przez świat MMA kiedy nasz, a przynajmniej Amerykański, odpowiednik superbohatera przegrał z zawodnikiem, który, zdaniem wielu, w ogóle nie powinien dostać swojej szansy. Jakby tego było mało zdarzyło się to na jednej z najbardziej emocjonujących gal UFC ostatnich czasów. W świecie, w którym mamy pierwszego mistrza WWE i UFC Tidżej i Venom podsumowują sobotnie wydarzenia.

Tidzej: Przyznanie się do błędu nigdy nie przychodzi łatwo. Przez jeden dzień zdążyłem już przeczytać setkę usprawiedliwień dla Randy’ego Couture’a (16-9), który przegrał walkę i tytuł mistrza wagi ciężkiej UFC z 15 lat młodszym Brockiem Lesnarem (3-1). Wśród członków redakcji wszyscy stawialiśmy na weterana ale okazało się, że nawet doświadczenie Couture’a nie zniweluję 30 kilowej różnicy wagi. To moim zdaniem właśnie tam należy szukać porażki „Kapitana Ameryki”, który do sobotniej walki przystąpił ważąc jedynie 100 kilo, najmniej w swojej karierze w wadze ciężkiej.

O ile w pierwszej rundzie wydostał się spod Lesnara bez większego uszczerbku o tyle przegrał walkę w swojej ulubionej pozycji – klinczu. Lesnar okładał Couture’a kolanami a kiedy w ostatnich sekundach Couture spiął się, by wykonać obalenie i dać narożnikowi Minnesotańczyka coś do myślenia, nie dał rady przewrócić olbrzyma. W drugiej rundzie sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót dla ulubieńca publiczności bo Lesnar zaczął regularnie trafiać w stójce. Randy, który po profesorsku unikał ciosów Tima Sylvii niespełna dwa lata temu dostał krótkim łokciem, podbródkowym i wreszcie prawym prostym, który posłał go na matę, gdzie Lesnar, po 15 sekundach ground-and-pound zwyciężył przez TKO. W zasadzie zwycięstwu Lesnara nie można nic zarzucić, poza rozcięciem brwi praktycznie nie ucierpiał, ale mam wątpliwości czy 15 Listopada doszło do przekazania pałeczki nowemu pokoleniu fighterów. Z tym werdyktem poczekam aż pokona poważnego grapplera pokroju Nogueiry czy Gonzagi. Szybki, techniczny striker też może sprawić mu masę problemów ale takich w wadze ciężkiej jest tyle co wody na pustyni.

Venom: Nie chcę się tu rozpisywać jak niektórzy amerykańscy komentarzy, jak to na UFC 91 nastąpiła zmiana warty i UFC ma nowego króla na lata, na razie za wcześnie, żeby o tym pisać. Jednak fakty są takie, że niesamowita aparycja Lesnara, warunki fizyczne i jego intrygująca historia życia przyciągają do UFC nie tylko co raz większą ilość popularnych mediów, ale również nowe rzesze kibiców. Jak powiedział BJ Penn w jednym z wywiadów, Lesnar w UFC to świetna sprawa, bo dzięki niemu on i inni zawodnicy mogą zarabiać więcej. Ale czy Brock jest mistrzem na lata to się dopiero okaże, cały czas po stronie jego umiejętności jest dużo znaków zapytania, a na świecie jest co najmniej czterech zawodników, którzy byliby mocnymi faworytami w pojedynku z nim. Na jego korzyść oczywiście przemawiają podstawy zapaśnicze, pracowitość i sztab ludzi, którzy go przygotowują, ale czy to wystarczy, zobaczymy.

Plany Lesnara na przyszłość są dość jasne, w kolejnym pojedynku już w przyszłym roku zmierzy się ze zwycięzcą starcia Nogueira vs. Mir (szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby Brazylijczyk mógł przegrać tę walkę). Nowego mistrza czekają kolejne pracowite miesiące, musi przede wszystkim skupić się na trenowaniu obron przed poddaniami i dalszym szlifowaniem umiejętności w stójce, która nota bene wygląda już całkiem dobrze i widać, że sam Lesnar czuje się w niej dość komfortowo i o ile Nogueira może mu w tej płaszczyźnie zagrozić, to moim zdaniem Mir już raczej nie.

Na razie dość niejasne wydają się plany Naturala. Zupełnie nie zgadzam się z tymi, którzy wysłaliby już Randy’ego na emeryturę. Moim zdaniem nie było po nim widać upływających lat i szczerze mówiąc byłem pod wrażeniem jak równą zapaśniczą walkę prowadził z dużo cięższym Lesnarem, kto wie jak wyglądałby ich pojedynek w trzeciej i dalszych rundach. Widzę dwa możliwe scenariusze na dwie walki, które pozostały Couture’owi w kontrakcie. Pierwszy plan to super-walki, Randy w półciężkiej byłby znakomitym wyzwaniem dla Andersona Silvy, potem ewentualnie zobaczylibyśmy go w czwartym pojedynku z inną gasnącą gwiazdą Liddellem, może UFC zestawiłoby długo oczekiwany pojedynek z Colemanem, może druga walka z Tito, w żadnym z tych pojedynków Randy nie byłby bez szans, w dwóch ostatnich byłby faworytem. Drugą opcją wydaję się próba uzyskania ostatniego w karierze title-shota, a najkrótszą drogą będzie pojedynek z przegranym z walki Nogueira vs. Mir, i jeśli to okaże się nim Frank to mogę się założyć, że pod koniec przyszłego roku zobaczymy Couture’a w ostatniej walce o tytuł mistrza wagi ciężkiej UFC.

Tidzej: Mantra „ja kończę walki” Kenny’ego Floriana (11-3) była traktowana nieco z przymrużeniem oka po jego ostrożnej walce z Rogerem Huertą. Na walkę z Joe Stevensonem (29-9) Florian wyzbył się wszelkich zahamowań i rozprawił się z przeciwnikiem w robiący wrażenie sposób. Ofensywa Stevensona ograniczyła się w zasadzie do prób obalenia, na ogół nieskutecznych. Florian w końcu wykonał własne obalenie, szybko przeszedł do dosiadu i za plecy skąd zapiął kończące walkę duszenie. Komentatorzy do znudzenia powtarzali zdanie, że wszyscy zapomnieli jak dobry jest parter Floriana kiedy wszystkich bił w stójce. Moim zdaniem stójka KenFlo wygląda na lepszą niż jest w wadze, która pozbawiona jest wybitnych strikerów w czołówce. Gdyby doszło do walki z Pennem byłby to dobry, ale bardzo, bardzo wyśrubowany test jego umiejętności.

Venom: UFC 91 było napakowane imponującymi występami i nie mam tu na myśli zwycięstwa Lesnara. Najbardziej zaimponował mi Florian, sposób w jaki rozprawił się ze Stevensonem po raz pierwszy sprawił, że pomyślałem, że ten były pracownik firmy tłumaczącej dokumenty ma rzeczywiście szanse na pokonanie Penna, oczywiście BJ cały czas będzie faworytem, ale już nie takim zdecydowanym jak przed tą walką. Ciekawe tylko kto pierwszy dostanie szansę Alves czy Florian, jeśli to BJ pokona St. Pierre’a. Jeśli chodzi o Stevensona to na pewno ciężko odczuje tę porażkę, trzeba jednak pamiętać, że przegrał prawdopodobnie z dwoma najlepszymi zawodnika w swojej wadze w UFC, do tego będących w swoich życiowych dyspozycjach. Przed kolejnymi pojedynkami z czołówką jak Sherk, Maynard, Diaz UFC powinno dać mu jakąś łatwiejszą walkę na podbudowanie może Hermes Franca, Aaron Riley lub Jeremy Stephens, Joe Silva ma z czego wybierać, więc nie powinien mieć problemu na znalezienie odpowiedniego przeciwnika.

Tidzej: Dustin Hazelett (12-4) po małych problemach na początku starcia z równie tyczkowatym Tamdanem McCrorym (9-2) jak tylko walka przeniosła się do parteru pokazał dlaczego jest posiadaczem czarnego pasa BJJ. McLovin błyskawicznie przeszedł do gumowej gardy i założył McCrory’emu omoplatę. Przez chwilę wydawało się, że student Gurgela naprawdę ma zamiar poddać swojego przeciwnika tą techniką ale w końcu zdecydował się założyć dźwignię na rękę, cały czas nie puszczając omoplaty. Nie była to może wirtuozeria na miarę balachy, którą wykonał na Burkmanie ale zdecydowanie wystarczyło, żeby zgarnąć premię za poddanie wieczoru.

Venom: To w moim prywatnym rankingu trzeci najbardziej imponujący występ tej gali. Niewielu jest w tej chwili zawodników na świecie, którzy potrafią wygrać rundę u sędziów z pleców, na myśl przychodzi mi tylko Maia, Aoki i Hazelett, ten ostatni jest z nich najmłodszy (22-lata), strach pomyśleć jak dobry może jeszcze być. Nie ulega wątpliwości, że każdy średniej klasy zawodnik UFC zostanie w tej chwili poddany przez Dustina, z lepszych walczył już z Koscheckiem i przegrał, ale napsuł mu sporo krwi, teraz zobaczyłbym go z Sanchezem, jestem ciekaw jak umiejętności Hazeletta sprawdziłyby się z tej klasy grapplerem. McCrory też ma dopiero 22 lata i warunki, żeby być niezłym zawodnikiem, ale na razie jest tylko średniakiem, który wyróżnia się specyficzną aparycją. Powinien dostać jeszcze jedną lub dwie szanse w UFC, nawet jak ostatecznie zostanie zwolniony, to walki na mniejszych galach powinny dać mu więcej pewności siebie i doświadczenia, czasu na postępy ma jeszcze bardzo dużo.

Tidzej: Jak można było się spodziewać Gabriel Gonzaga (10-3) nie został „zwerdumowany” w walce przeciwko debiutującemu w UFC Joshowi Hendricksowi (15-5). Rezultat był w zasadzie dokładnie odwrotny – Gonzaga zatrzymał wszystkie próby obaleń zapaśnika i po serii kolan na korpus w klinczu posłał go na deski prawym prostym. Napao wypadł bardzo dobrze w swoich dwóch ostatnich walkach ale pytanie brzmi czy odzyskał pewność siebie z walki z Crocopem i czy nie pęknie w walce z przeciwnikiem z wyższej półki.

Venom: Gonzaga zrobił to co do niego należało, pokonał dwóch słabszych przeciwników i może rozpocząć kolejną drogę na szczyt. Pierwszym poważnym testem powinien być zwycięzca pojedynku Kongo vs. Al-Turk, ewentualnie Herring, możliwe, też, że UFC zechce poważnie przetestować jednego ze swoich prospektów Shane’a Carwina, ale biorąc pod uwagę drugi scenariusz, który przewiduję dla Couture’a minie trochę czasu zanim UFC będzie potrzebować pretendenta do tytułu spoza „wielkiej czwórki”. Hendricks jako debiutant powinien dostać drugą szansę, może z którymś z przegranych z trzech pojedynków w ciężkiej na UFC 92, może z Sanchezem lub McCullym, ale nie spodziewałbym się po nim jakiś spektakularnych występów.

Tidzej: Na miejscu Demiana Maii (9-0) postępowałbym bardzo ostrożnie. Brazylijski as BJJ poddaje w UFC wszystkich jak chce ale walka z Andersonem Silvą nie jest pojedynkiem, który powinno się brać nie będąc w 100% pewnym siebie, co pokazał Patrick Cote. Przeciwnicy Maii wypadają jak asystenci w wideo instruktażowym i Nate Quarry (10-3) nie był wyjątkiem. Brazylijczyk prawie od razu chciał sprowadzić Quarry’ego i po kilku sekundach siłowania się osiągnął swój cel. Stamtąd była już przysłowiowa kaplica – Maia w mgnieniu oka przeszedł do dosiadu a kiedy Quarry popełnił niewybaczalny błąd oddania swoich pleców tak udekorowanemu grapplerowi Maia upewnił się, że Quarry nie ruszy się z tej pozycji dopóki nie odklepie. I tak, po 70 sekundach zmiękczania rywala uderzeniami, Quarry poddał się po duszeniu zza pleców.

Venom: To drugi najbardziej imponujący występ tego wieczoru. Na tle zawodników MMA, grappling Brazylijczyka jest jak nie z tej planety. W typowaniu napisałem, że Maia będzie miał pewne problemy ze sprowadzeniem walki do parteru, jak było widać zbyt wielkich nie miał, od momentu gdy Quarry dotknął plecami ziemi poddanie było kwestią czasu. Co czeka teraz mistrza ADCC? Dana zasugerował, że Demian może być drugim obok Bispinga trenerem w TUF 9, wydaje się to dość dziwaczne, żeby Brazylijczyk prowadził drużynę USA. Ale Franklin nie jest specjalnie zainteresowany powrotem do średniej i jeśli typowany na drugiego trenera Henderson przegra na UFC 93, White i spółka będą musieli zdecydować kto będzie rywalizował z Bispingiem i wygląda na to, że będzie to albo Maia albo Marquardt. Jeśli Brazylijczyka nie zobaczymy w TUFie, to bardzo możliwe, że zmierzy się rodakiem Leitesem, ewentualnie czeka go rewanż za ADCC 2007 z Okamim, który powinien wygrać z Listerem. Quarry, cóż drugiej walki o tytuł w karierze chyba już nie dostanie, ale zwykle daje ciekawe walki w stójce i taką pewnie zestawi mu Joe Silva, pewnie z Dayem, Sakarą, może z Kendallem Grove.

Tidzej: Jorge Gurgel (12-5) chyba nigdy nie nauczy się walczyć w inteligentny sposób. Pół biedy gdyby swoje walki wygrywał ale po kolejnej porażce przez decyzję sędziów po trzech rundach wymiany ciosów z Aaronem Riley’m (27-10-1) jego bilans w UFC wynosi 3-4. Gurgel wygrał pierwszą rundę ale nie był w stanie zmusić się do zmiany stylu kiedy przegrywał rundę dwa i trzy nadal uparcie trzymał walkę w stójce. Z tego co mi wiadomo marcowa gala UFC w tym roku znów odbędzie się w adoptowanej ojczyżnie Gurgela – stanie Ohio – więc nie musi się koniecznie przejmować swoją przyszłością bo niemal na pewno dostanie na tą okazję angaż.

Venom: Patrzyłem na odchodzącego od zmysłów Marka DellaGrotte w narożniku Gurgela ze współczuciem. Ile można powtarzać swojemu zawodnikowi, żeby zamiast wdawać się bójkę zaczął wykorzystywać swoje umiejętności. Ciekaw jestem czy po raz kolejny Jorge zostanie uratowany wstawiennictwem Franklina i tym, że daje ciekawe walki. Jeśli zostanie w UFC, znowu zmierzy się z jakimś debiutantem albo zawodnikiem z rekordem 0-2 w organizacji. Co do jego przeciwnika, to zabijaka, idealny na rozgrzanie publiki na początku gali, na pewno zrobi show w pojedynkach z Fisherem, Stephensem, Stoutem czy Guillardem.

Tidzej: Trening z Hermesem Francą wyszedł na dobre dla Jeremy’ego Stephensa (14-3), który był w dużych opałach w pierwszej rundzie walki z Rafaelem dos Anjosem (11-3). Stephens okazał się jednak bodaj jedynym fighterem na gali, który obronił się mając przeciwnika na swoich plecach. Dos Anjos opadł z sił po pierwszej rundzie i Stephens powoli przejął kontrolę nad walką dopóki nie znokautował go najbardziej zamarkowanym podbródkowym jakiego sobie przypominam. Nie wiem co jest bardziej zaskakujące – siła tego ciosu czy to, że Stephens wykonywał go kilka sekund, był zupełnie odsłonięty z jednej strony i nadal perfekcyjnie trafił Brazylijczyka.

Venom: Podbródkowy jest w tym sezonie najbardziej modnym ciosem w stójce, najbardziej technicznie robił to Arlovski, trochę mniej Dos Santos, a najmniej Stephens, na Dos Anjosa wystarczyło. Jeremy to solidny zawodnik i jak wielu zawodników na tej karcie zapewnia ciekawe pojedynki, właściwie obojętnie z kim będzie walczył na pewno kibice będą zadowoleni. Dos Anjos radził sobie całkiem dobrze i jak każdemu debiutantowi przysługuje mu taryfa ulgowa, czyli dostanie kolejną walkę.

Tidzej: Znacznie lepiej przygotowany kondycyjnie niż ostatnio Mark Bocek (6-2) miał siłę żeby przez niemal trzy rundy non stop próbować jakiś technik w walce z Alvinem Robinsonem (9-4). Robinson umiejętnie się bronił ale nie zdobył się na wiele więcej i Kanadyjczyk w końcu skończył go „techniką wieczoru” czyli duszeniem zza pleców z zapiętym trójkątem na brzuchu. Bocek wreszcie walczył na miarę wysokich oczekiwań, które towarzyszyły jego karierze w UFC ale nadal jego dwa zwycięstwa są nad słabymi przeciwnikami.

Venom: Treningi w ATT wyraźnie służą Kanadyjczykowi, pokazał bardzo miły dla oka i wszechstronny parter i jako, że w wadze lekkiej UFC nie brakuje utalentowanych parterowców, myślę że zobaczymy w jego wykonaniu kolejny grapplingowy pojedynek, szczególnie, że publiczność w Las Vegas co raz częściej zaczyna doceniać takie walki. Moje typy to Dos Anjos, Bielkheden, Baron, Miller itd. itp. Niestety Robinson z rekordem 1-3 powinien poszukać zwycięstw w mniejszych organizacjach.

Tidzej: Matt Brown (8-7) jest nadal dla mnie strasznie przereklamowanym przez komentatorów (oraz Five Ounces) fighterem, choć potrafił uporać się z Ryanem Thomasem (9-3). Thomas obalił Browna ale miał zdecydowanie za słabe BJJ i cały czas dawał mu zakładać jakieś techniki a jedyną metodą ucieczki było rozbijanie. To doprowadziło do jego porażki kiedy w końcu nie dał rady rozbić balachy Browna.

Venom: Brown będzie dalej wielbiony przez Rogana, a jego przeciwnikami będą inni weterani TUF, może Rollins, Sotiropoulos lub Saunders. Thomas po dwóch porażkach w Octagonie raczej poszuka nowego pracodawcy.

Aspekty finansowe i wrażenie

Venom: Biorąc pod uwagę kryzys, który bardzo dotknął Las Vegas, 4.8 mln $ wpływów z biletów, co jest czwartym wynikiem w historii UFC (za UFC 66, 79, 83) to na pewno spory sukces. Jednak jak sam Dana przyznał organizacja będzie musiał trochę opuścić ceny, bo w najbliższym czasie zaplanowane są jeszcze dwie gale w Mieście Grzechu. Wyników liczby sprzedanych PPV oczywiście jeszcze nie znamy i muszę przyznać, że po słabej widowni Countdown show i fatalnych wynikach ostatnich dwóch dużych gal bokserskich (Hopkins vs. Pavlik i Cazaghe vs. Jones sprzedały tylko po ok. 200 tys. subskrypcji) zastanawiałem się czy UFC 91 przekroczyło w ogóle 600 tys. Jednak po pojawiających się informacjach o rekordowym ruchu na stronach mmaweekly i sherdoga można się spodziewać, że jednak wynik mógł być całkiem niezły. Niebagatelny wpływ na to miało na pewno zaangażowanie ESPN, informacje o gali pojawiały się prawie we wszystkich programach w tej stacji, ekipa MMA Live po raz pierwszy relacjonowała galę na żywo z Vegas, na dzień przed galę UFC wykupiło reklamę na stronie WWE, po za tym było sporo artykułów w amerykańskiej prasie. Oczywiście 1.2 mln jest raczej mało prawdopodobne, ale 800 tys. już bardziej, zobaczymy.

Sama gala udała się znakomicie, walki z głównej karty co prawda wszystkie były bardzo krótkie, ale za to kończone efektownie. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć wszystkie walki z undercardu, gdzie nie brakowało zaciętych pojedynków. Mimo, dość przeciętnej rozpiski obok UFC 84 zdecydowanie najlepsza gala UFC w tym roku.

Luźne obserwacje:

  • Skoro Hazelett chce mieć najwięcej premii za poddania w historii UFC powinno go wystawiać teraz tylko i wyłącznie na galach razem z Demianem Maią.
  • Kciuk w górę dla UFC za pokazanie wszystkich walk z soboty a nie liczenie na wpływy z OnDemand. Bardzo mało zbędnego gadania i emocjonujące walki – tak powinna wyglądać każda profesjonalna gala MMA.
  • Niewielu ludzi na ziemi może założyć różową koszulkę i 98% ludności świata nadal będzie panicznie się bać bójki z nimi. Anderson Silva jest jednym z nich.
  • Steve Mazzagatti jest najbardziej niezdecydowanym sędzią świata.
  • Typowanie: Tidzej 8/9, Yoshihiro 8/9, Venom 8/9, defthomas 6/9

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.