PPP_8738

Jeśli ktokolwiek pozostawał jeszcze sceptyczny co do słuszności teorii konwergencji – lansowanej jeszcze w latach siedemdziesiątych przez Zbigniewa Brzezińskiego – na gruncie światowej sceny MMA, to dziś powinien porzucić wszelkie wątpliwości. O ile bowiem pierwotnie Brzezińskiemu teoria średnio się udała, a przynajmniej nie zdobyła wielkiej popularności, tak w kontekście “geopolityki mieszanych sztuk walki” przeżywa prawdziwą drugą młodość! Najpierw mordercza wojna o status drugiej organizacji na świecie pomiędzy KSW a Bellatorem upodobniła obie organizacje: do KSW wprowadziła okrągłą klatkę, sporą ilość młodych zawodników na wzór pierwotnych turniejów Bellatora, a teraz nawet międzynarodowi sędziowie zaczynają się pojawiać – słowem, powiew profesjonalizmu; do Bellatora przyciągnęła znowuż Scotta Cokera, weteranów UFC i “pijar” rodem z udawanych zapasów.

Przy okazji wczorajszego UFC 181 okazało się jednak, że na KSW i Bellatorze się nie skończyło, a wspominana konwergencja, niczym woda skałę, drąży kolejne organizacje – nie szczędząc nawet prastarego UFC! Zatrudnienie w największej organizacji mieszanych sztuk walki Philla Brooksa, znanego do niedawna z tego, że od czasu do czasu ubierał na siebie dziecięce majtki i skakał w nich po ringu udając że walczy, jest tego najlepszym przykładem. Trudno powiedzieć czy Reebok, który podpisał niedawno lukratywną umowę sponsorską z UFC przygotuje na tę okazję specjalną linię kalesonów dla zawodników – pewnym jest, że CM Punk, bo pod takim pseudonimem aktor występował w WWE, w przyszłym roku przekroczy próg Opatentowanego Octagonu. Widać zatem wyraźnie, że konwergencja postępuje, nie tylko rozcieńczając poziom sportowy organizacji braci Fertittów, ale także powolnie przemieniając ją w festyn – posługując się terminologią polskich fanów MMA. Podążając dalej wątkiem umowy pomiędzy Reebokiem a UFC można by odnaleźć kolejny przykład działania opisywanego zjawiska: wszak Profesjonalna Liga MMA pierwsza wprowadziła jednolite stroje dla swych zawodników, czym musiała zachęcić Dane White’a do działania. Być może nie jest to dowód w sensie procesowym, ale pewna poszlaka postępującego upodabniania się do siebie organizacji mieszanych sztuk walki na pewno.

Wracając jednak do CM Punka, który trenuje BJJ pod okiem Renera Graciego – doceniam, jednocześnie pamiętając, że Mariusz Pudzianowski także przed debiutem na KSW trenował sporty walki – nie da się nie zauważyć, że jest to żałosny wybieg ze strony UFC, które od dłuższego czasu nie może uporać się z brakiem gwiazd i spadającymi wpływami z pay-peer-view. Być może niedługo Ultimate Fighting Championship wejdzie na tory japońskie, a historia MMA zatoczy koło, i w oktagonie będziemy oglądali shoot wrestling? Ken Shamrock już zaciera ręce. Taka konwencja sprawdzić by się mogła i w naszym, słodkim jak malina – należy oczywiście dodać – MMA, a niektórzy fani mogliby przecież nawet nie dostrzec różnicy.

Patrząc na pierwszą w kolejności walkę wieczoru wczorajszego KSW nie da się nie dojść do innych wniosków. Ringowe akrobacje Mariusza Pudzianowskiego i Pawła Nastuli – jak to mówiono na zapleczu… “nogi do balachy: perfekt; skręt: perfekt; mostkowanie biodrami: perfekt… tylko podebranej ręki zabrakło” – choć udawane nie były, to w wyniku tytanowej kondycji obu walczących przypominały wrestlerskie skoki z narożnika. W całym show brakowało chyba tylko dziecięcych majtek. I choć emocji nie zabrakło – ale przecież w WWE także ich nie brakuje – to przykro było patrzeć, jak legenda, jaką niewątpliwie jest Nastula, kończy karierę w taki sposób. Brzydko.

Warto też zaznaczyć, że z tymi udawanymi zapasami, to wcale nie musi być taki głupi pomysł. Zwłaszcza w obliczu postępującej inflacji autorytetu sędziów punktowych – protest bowiem w tubylczym MMA goni protest. A skoro werdykt sędziowski może być kwestionowany na każde widzimisię sztabu zawodnika, to po co w ogóle zawracać sobie głowę jakimiś sędziami? Po co ich zatrudniać? Płacić im, opłacać przeloty? Niech, wzorem WWE, zawodnicy umówią się wraz z organizatorami na konkretny przebieg pojedynku, później poskaczą po macie przez piętnaście minut, potupią – wezmą pieniądze i rozejdą się do domów. Nikt nie będzie czuł się pokrzywdzony, a i w takich okolicznościach wzrośnie szansa na pojedynek dwóch gwiazd KSW wagi średniej: Michała Materli i znanego na całą Polskę Mameda Chalidowa. Czyż to nie proste?

Żyć nie umierać! – czy może raczej: rzyć nie MMA…

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.