Zbigniew Raubo, znany bokserski trener w rozmowie z serwisem PAP powiedział, że amatorskie pięściarstwo traci na popularności, a jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest rosnące znaczenie mieszanych sztuk walki. Przedstawił też swoje spojrzenie na galę KSW 39, która została zorganizowana na PGE Narodowym.

Fala walk MMA zabiera część kibiców, bo tam się cały czas coś się dzieję. Na zawody na PGE Narodowym przyszło 50 tysięcy ludzi, a w sumie to było tylko takie widowisko artystyczne, taka fajna sielanka. Kilka jakiś walk i kilka znanych nazwisk.

Raubo dodał jednak, że sam zna zawodników MMA i wie jaki ten sport jest wymagający.

Znam kilku zawodników MMA i wiem, że oni naprawdę ciężko pracują i porządnie się przygotowują. To też jest sport. Trzeba mieć pojęcie o zapasach, boksie, kopnięciach. Każdemu wydaje się też, że w takim MMA będzie łatwiej, ale to złudzenie. Co do boksu to jest on szlachetną sztuką walki. Dziś jednak każdy idzie tam, gdzie będą go pokazywać. Wystarczy tylko zobaczyć, ile mamy transmisji walk w klatkach. To chcą oglądać kibice, tam chcą inwestować sponsorzy.

16 KOMENTARZE

  1. No akurat KSW przypomina bardziej jakiś festyn…zaspół na żywo..jakieś tam wyginające się dziewuchy, jak dla mnie wiocha, za dużo nacisku na oprawę, czasem odnosi się wrażenie że walki sa tylko przerywnikiem, ale to moje zdanie.

  2. Ja tam bym nie śmieszkował, dla starego pokolenia trenerów boksu (abstrahując od współpracy trenera Raubo z Krzyśkiem Kotki) to nie jest taka oczywistość.

  3. No akurat KSW przypomina bardziej jakiś festyn…zaspół na żywo..jakieś tam wyginające się dziewuchy, jak dla mnie wiocha, za dużo nacisku na oprawę, czasem odnosi się wrażenie że walki sa tylko przerywnikiem, ale to moje zdanie.

    Tez mam Takie zdanie. Z resztą sami włodarze niewiele robią, żeby odwieźć ludzi od takiej opinii. Szczycą się oprawą, show, szukają nowych elementów w tym kierunku. Wytykają ufc "kilka świateł na krzyż" więc nie spodziewajmy zmiany balansu z show na sport.

  4. Ludzie lubią jak jest ładnie, kolorowo, głośno a jeszcze ktoś po ryju sobie da i fajne dziewczyny się kręcą 😉 z tym, że to zupełnie nie przeszkadza żeby poziom sportowy był na odpowiednim poziomie 🙂 wlodarze ksw musza to ladnie opakowac zeby ludzi zainteresowac:) bo tych, ktorzy poszliby na walki nawet w pownicy za duzo nie ma 😛 byłem na gali ksw, byłem na ufc i tu i tu mi się podobało 🙂

  5. Bardzo wyważona wypowiedź, co się rzadko zdarza. Trenerzy i promotorzy bokserscy mają straszny ból dupy.

    Ten mniej zhejtował walki KRS1 niż ja :beczka:

  6. Czy tylko Ja mam wrażenie, że ostatnio w środowisku MMA, zrobiły się modne wywiady, z ludźmi ze świata boksu? Bokserzy to jakaś wyrocznia czy co?

  7. Bol dupy, ale lekko

    Jakbyś poświęcił tyle czasu na dyscyplinę, którą kochasz i oddajesz jej wszystko, a staje się ona lekceważona i traktowana jako przesiadka do czegoś innego to też byś miał jak to określiłeś "ból dupy", choć w życiu nie nazwałbym tak jakiegokolwiek sposobu myślenia trenera Raubo.

    Jak zwykle większość przeczytała nagłówek. Wyrwane z kontekstu całej wypowiedzi zdania robią piękną robotę, bo można komentować nie mając pojęcia o czym było ogólnie mówione.

  8. Jakbyś poświęcił tyle czasu na dyscyplinę, którą kochasz i oddajesz jej wszystko, a staje się ona lekceważona i traktowana jako przesiadka do czegoś innego to też byś miał jak to określiłeś "ból dupy", choć w życiu nie nazwałbym tak jakiegokolwiek sposobu myślenia trenera Raubo.

    Jak zwykle większość przeczytała nagłówek. Wyrwane z kontekstu całej wypowiedzi zdania robią piękną robotę, bo można komentować nie mając pojęcia o czym było ogólnie mówione.

    Obstawiam, że z połowa ludzi w og ole nie czyta tych artykułów…

  9. Jakbyś poświęcił tyle czasu na dyscyplinę, którą kochasz i oddajesz jej wszystko, a staje się ona lekceważona i traktowana jako przesiadka do czegoś innego to też byś miał jak to określiłeś "ból dupy", choć w życiu nie nazwałbym tak jakiegokolwiek sposobu myślenia trenera Raubo.

    Jak zwykle większość przeczytała nagłówek. Wyrwane z kontekstu całej wypowiedzi zdania robią piękną robotę, bo można komentować nie mając pojęcia o czym było ogólnie mówione.

    Oczywiscie, ze przeczytalem calosc. Dlatego jest to bol dupy, ale lekko. "Kilka jakiś walk" i " tylko takiewidowisko artystyczne, taka fajna sielanka" to nie jest bol dupy? I kto tu umniejsza zaslugom trenera Raubo? Szacunek dla niego, ale takie pierdolenie to jak rozmowa z 50 latkiem, ktory ci powie jak to za komuny bylo dobrze, a ci mlodzi to teraz tacy jacys dziwni. Cos sie konczy, cos zaczyna.

  10. Opowiem Wam o "Farmerze" Burnsie. Martin Burns był jednym z najlepszych zapaśników przełomu wieków. Tych złotych czasów, w których gentlemani gdy już walczyli, to na poważnie – z dźwigniami, duszeniami i wszystkimi tymi rzeczami, które dziś są zabronione często nawet w MMA (dźwignie na małe stawy choćby). Czasów, w których kiedy w ruch szły pięści, to gołe jak je Bóg stworzył, bez dwunastouncjowych poduszek dla ochrony. "Farmer" ważył jakieś 75 kg a znany był z tego, że kładł na dywan rywali cięższych często o 25 kg i więcej.

    Słynął z double wrist-locka (dziś się na to mówi "kimura") i podwójnego nelsona, którymi zmuszał przeciwników do odwrócenia się na łopatki. W latach 1890-1893 nie przegrał choćby pojedynczego "falla". Fall była to taka ówczesna runda, która nie miała limitu czasowego a kończyła się dopiero wtedy, gdy jeden zawodnik położył drugiego na łopatki lub gdy któryś z nich się poddał w wyniku techniki. Częstokroć jeden fall trwał ponad godzinę, a walki składały się z 3 lub 5, więc jeśli ktoś uważa, że dzisiejsze 5×5 minut w MMA to długi dystans, to zalecam refleksję. Burns był generalnie niezłym bad-assem, w walce o mistrzostwo położył na łopatki niesamowitego Eda "Stranglera" Lewisa, spore zamieszanie wywołał też pokonując Sorakichiego Matsudę (bodaj pierwszego japońskiego zapaśnika) w zaledwie cztery minuty.

    No i teraz możecie zapytać, co to ma wspólnego, Jakub, z tematem i po co o tym piszesz. Otóż czasy były takie, że pojedynki zapaśnicze częstokroć odbywały się na festynach bądź były nawet częścią występów cyrkowych. Cóż, historia po raz kolejny zatacza koło, co w polskim MMA jest aż nadto widoczne. Burns lubił sobie dorobić między walkami i słynął także ze swojego wielkiego karczycha – ponoć w obwodzie miało ono pół metra. Jego popisowym numerem było wieszanie się. Zakładał pętlę na szyję, robił zrzut z metra w dół i tak sobie dyndał, jebaniutki, jednocześnie wygwizdując "Yankee Doodle". Ponoć nawet nie fałszował. No i żeby na zakończenie nie zabrakło jakiegoś dowcipnego hehe spostrzeżenia to powiem Wam, że istnieją federacje MMA, w których z całego kunsztu Marina Burnsa najbardziej pożądaną umiejętnością byłoby to gwizdanie podczas dyndania na linie. Uważam, że PPV sprzedałoby się dobrze.

     

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.