SMMAF

Nabijanie rekordów, sędziowanie walk przez kolegów i weryfikowanie wyników przez organizatorów. W Polsce te zjawiska stają się coraz popularniejsze. W Szwecji są niedopuszczalne.

Wyjazd na galę IRFA 4 był nie tylko okazją, by towarzyszyć Polakom w zagranicznej wyprawie, ale także możliwością przyjrzenia się szwedzkiemu MMA od środka. Svenska MMA Forbundet działa już pełną parą i kontroluje szwedzką scenę. Czy taka organizacja jest potrzebna także w Polsce? Warto przyjrzeć się SMMAF, by choć częściowo odpowiedzieć na to pytanie.

Czym właściwie zajmuje się SMMAF? Żadna gala MMA w Szwecji nie może odbyć się bez jej udziału. Zaczyna się od sankcjonowania pojedynków. Niewiele propozycji jest odrzucanych, bo zestawianiem walk zajmują się licencjonowani matchmakerzy, którzy wiedzą, czym się kierować. Zdarza się jednak, zwłaszcza na niższym poziomie, że pojedynek nie zostaje usankcjonowany ze względu na zbyt duży dorobek amatorski lub doświadczenie w innym sporcie walki. Nawet walka debiutantów nie może być z góry skazana na jednostronność.

SMMAF nie zagląda nikomu do kieszeni. Chcesz walczyć za 100 koron? Droga wolna. Federacja zajmie się za to ważeniem. Każda gala ma wyznaczonego przez SMMAF komisarza, który nadzoruje przebieg ważenia. W Polsce czasem zdarza się, że organizator próbuje zataić przekroczenie wagi, by wypaść na bardziej profesjonalnego lub, by pomóc lokalnemu zawodnikowi. W Szwecji to nie przejdzie. Jeśli obaj zawodnicy ważą za dużo i zgodzą się na walkę, komisarz zatwierdza taki pojedynek, ale przy okazji zmienia jego limit wagowy, który w Szwecji podawany jest z dokładnością do 100 gramów.

Przed galą komisarz sprawdza szatnię. Muszą one być zgodne z wytycznymi. Każda musi mieć dostęp do toalety i prysznica oraz mieć odpowiednią powierzchnię na jedną osobę. Przedstawiciel SMMAF sprawdza także rękawice i cały czas patrzy organizatorom na ręce. Może wejść wszędzie i wszystko dokładnie sprawdzić.

W czasie takiej kontroli, odbywa się odprawa medyczna. Lekarz nie tylko sprawdza badania zawodników, ale także sam wykonuje odpowiednie badania. Jeśli trzeba, to robi je dzień wcześniej. Jeśli z powodu grypy nie możesz stawić się w formie na ważenie, to nikt nie pozwoli ci czekać do jutra. Walka zostaje odwołana. Jeśli jest zastępstwo, to pojedynek może zostać usankcjonowany w trybie błyskawicznym, ale z zachowaniem wszystkich zasad. Weźmy na przykład Tymoteusza Świątka, który jest dość jaskrawym przykładem „nabijania” rekordu. W Polsce „Omen” mógł walczyć z debiutantem, mając rekord 8-0. Wcześniejsza walka również z debiutantem. Na obie w Szwecji, by mu nie pozwolono. Masz rekord 5-0? To możesz walczyć z kimś, kto ma rekord 4-1, 5-1, 6-0 itp.

Za skład sędziowski również odpowiada SMMAF. W Polsce zdarza się, że pojedynki sędziowane są przez klubowych kolegów, a z oszczędności sędzią punktowym jest kolejny kolega lub osoba, która nie do końca ma pojęcie o sędziowaniu. W Szwecji to nie przejdzie. Organizator może zażyczyć sobie konkretnych sędziów, ale to Federacja decyduje o składzie sędziowskim. Nie pozwoli na konflikt interesów, rozliczy wszystkich z pracy, a także przypilnuje wszystkie osoby funkcyjne. Oczywiście, wszyscy sędziowie przebrnęli przez kurs organizowany przez SMMAF i co jakiś czas zmuszeni są, by odnowić licencję.

Federacja zaleca wszystkim korzystanie z jednolitych przepisów. Te na gali IRFA 4 były dość restrykcyjne. Bez łokci, upkicków, jakichkolwiek stompów (także na korpus lub na stopy w klinczu). Na galę z soccer kickami nikt się jeszcze nie porwał, ale jest spore ryzyko, że takie przepisy nie zostałyby usankcjonowane.

Po gali możliwe są protesty na pracę sędziów. Tych w Szwecji nie rozstrzyga organizator. W Polsce prawdziwą plagą staje się weryfikowanie walk przez samych organizatorów. Nie raz zdarzyło mi się usłyszeć w reakcji na protesty, że zrobi się „no contest” i będzie ok. W Szwecji wszelkie protesty rozpatruje SMMAF, która jest zobligowana zająć się sprawą w przeciągu dwóch tygodni. Protestujący ma 48 godzin od zakończenia gali, wpłaca kaucję i czeka na werdykt. Nie ma jednak takiej sytuacji, jak w przypadku walki Mańkowski – Sobotta. Jeśli walka była wyrównana i decyzja na korzyść każdego z zawodników potrafi się racjonalnie obronić, to podtrzymany jest werdykt sędziów punktowych. Zmianę werdyktu może spowodować tylko wyraźny błąd ludzki, który wypaczył wynik pojedynku.

SMMAF naprawdę działa. Nie jest organizacją, która wyłudza pieniądze, mnoży komisje i obija się za cudze. Za całe amatorskie MMA odpowiada jedna osoba, w komisji medycznej są sami lekarze. To organizacja, która porządkuje szwedzkie MMA. Galę IRFA sędziował jeden z sędziów, który na początku kwietnia wejdzie do oktagonu w trakcie gali UFC, bo największa organizacja świata współpracuje z SMMAF na zasadach, na których współpracuje z komisjami stanowymi w USA. Z bliska obserwowałem pracę komisarza, miałem okazję z nim porozmawiać i jestem zwolennikiem szwedzkiego modelu, ale wiem, że w Polsce prędko się takiego nie doczekamy.

Po pierwsze, każdy chciałby być prezesem. Polskie środowisko jest zbyt skonfliktowane, by wszyscy uznali taki organ. Po drugie, ze szwedzką organizacją współpracuje nawet UFC. W Polsce KSW zapewne nie podporządkuje się nikomu, bo to wbrew interesowi tej organizacji. Obcy sędziowie, sankcjonowanie pojedynków, protesty rozpatrywane poza organizacją. Z jednej strony można założyć, że nigdy nie doszłoby do sytuacji z drugiej walki Pudzianowski – Thompson, ale akurat KSW czuje, że stoi ponad resztą polskiego MMA i na pewno nie zgodzi się na zewnętrzną ingerencję, narzucanie sędziów, lekarzy i sankcjonowanie walk.

To problemy międzyludzkie, które można rozwiązać drogą mediacji i kompromisów. Większym problemem jest jednak aktualny stan polskiego MMA, z którym problemy mieliby nawet dobrze zorganizowani oficjele z SMMAF. Pamiętam miesiąc, w którym w Polsce odbyło się około dwudziestu gal. To więcej niż w Szwecji odbywa się w rok. Zabrakłoby sędziów, matchmakerów, komisarzy… Trudno byłoby także zorganizować wszystko, by uniknąć konfliktu interesów. Dlatego też polski odpowiednik SMMAF to ledwie melodia przyszłości. Na razie słabo słyszalna. Ktoś próbuje coś organizować pod jednym związkiem, ktoś pod drugim, a efekt jest taki, że i tak panuje samowolka. To się prędko nie zmieni, ale warto spojrzeć na przykład ze Szwecji i wyciągnąć z tego chociaż część.