Foto: Esther Lin/MMAFighting.com

Mieszane sztuki walki rozwijają się bardzo szybko i nawet jeśli zasadnym jest powątpiewanie w slogan mówiący o “najszybciej rosnącym sporcie świata”, który odnosi się do względów marketingowych, to jednak wzrost poziomu sportowego i profesjonalizacja w dziedzinie treningu są w obrębie dyscypliny niezaprzeczalne – można by wręcz powiedzieć, że są one skokowe. Wystarczy obejrzeć jakąkolwiek walkę sprzed pięciu lat, aby dostrzec zauważalną różnicę w przygotowaniu fighterów zarówno pod względem technicznym (wszechstronność) jak i taktycznym. Przebiegnięcie wzrokiem po pojedynkach sprzed dekady ukaże nam w zasadzie przepaść w tej materii, a pojedynki sprzed lat piętnastu – nie mówiąc o tych sprzed lat dwudziestu – to już prawdziwa prehistoria. Mimo iż postęp i profesjonalizacja to rzeczy pożądane w każdym sporcie, podnoszą one bowiem poziom rywalizujących i umożliwiają im przekraczanie kolejnych barier, wydają się one nie być pozbawionymi pewnego balastu.

Wraz z rozwojem przychodzi bowiem pewna standaryzacja (pod względem zakresu stosowanych technik jak i sposobu przygotowania) a za nią swoista rutyna. Jeszcze kilka lat temu w MMA bardzo często można było dostrzec fighterów o wyraźnie zaakcentowanych słabych i mocnych stronach. Dziś są oni rzadkością i na tle mocno zbilansowanej czołówki wyróżniają się w zasadzie jedynie konwertyci z innych dyscyplin – jak amerykańscy zapaśnicy czy brazylijscy mistrzowie parteru (choć i oni w obcych sobie płaszczyznach są dziś znacznie bardziej kompetentni niż ich odpowiednicy sprzed lat). Z jednej strony obecny stan rzeczy sprawia, że widzowie mogą oglądać lepszych atletów, z drugiej można się pokusić o zadanie pytanie, czy aby samo MMA nie traci przez to pewnego kolorytu. Tu oczywiście wchodzimy w bardzo subiektywną kwestię, bo nie sposób przecież rozstrzygnąć, co jest obiektywnie ciekawsze: czy atrakcyjniejsze są bardziej różnorodne “nawalanki” mniej wykwalifikowanych fighterów sprzed lat, czy może przyjemniejsze dla oka są dzisiejsze “szachy” wszechstronnych sportowców. Można przypuszczać, że jakiejkolwiek byśmy tu nie wysnuli propozycji i tak znajdzie ona swojego amatora, w myśl stwierdzenia: ilu ludzi – tyle opinii. Oczywiście nie zamierzam w niniejszym tekście rozwodzić się nad tym, co kto lubi i co się komu w MMA podoba. Chodzi mi raczej o to, że postępująca profesjonalizacja przynosi wszechstylowej walki wręcz coraz więcej taktyki, planów walk układanych pod konkretnego rywala (co było niemożliwe w erze turniejów) a za tym wszystkim coraz więcej kalkulacji. I mimo iż w mieszanych sztukach walki cały czas tli się ów ogień, ta żądza wyłonienia lepszego wojownika, coraz częściej jest on przygaszany asekuranctwem i kunktatorstwem.

Ileż to bowiem razy mieliśmy okazję oglądać rutyniarzy rzucających oklepane kombinacje: lewy, prawy, niskie kopnięcie – tylko po to, aby zdobyć niewielką przewagę i zaakcentować ją obaleniem w ostatnich sekundach rundy? Naturalnie nie można mieć pretensji do zawodników o to, że walczą tak, aby wygrać w świetle obowiązujących przepisów. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, iż obecne MMA coraz bardziej oddala się od swojego fundamentu – wspomnianej wcześniej żądzy wyłonienia lepszego wojownika, a staje się dyscypliną, w której o zwycięstwie coraz częściej przesądza nie to, kto “dalej skoczy” lecz to, kto zdobędzie lepsze noty za styl i wiatr. Być może analogia do skoków narciarskich nie jest do końca fortunna, lecz odnoszę wrażenie, że wprost proporcjonalnie do ilości pieniędzy zarabianych przez fighterów, ucieka z nich chęć zbicia rywala do nieprzytomności tak powszechna u początków dyscypliny, a zastępowana jest ona planem bezpiecznego “ugrania” dwóch z trzech, bądź trzech z pięciu rund – w zależności od statusu walki.

Na szczęście wśród zawodników “produkowanych” niemal taśmowo, wedle sprawdzonego szablonu, pojawiają się od czasu do czasu “egzemplarze” nietypowe, które każą nam na nowo przedefiniować rządzące sportem prawidła. Takim właśnie niepasującym do schematu fighterem jest Francis N’Gannou – Kameruńczyk, który przebojem wdarł się do czołówki wagi ciężkiej UFC. Jego przykład jest tym jaskrawszy, że w mieszanych sztukach walki zadebiutował w 2013 roku i nie stoją za nim lata doświadczenia czy to w MMA czy w innych dyscyplinach. Po prostu jest wielkim gościem obdarzonym świetną motoryką i piekielnie mocnym ciosem, który technikę bokserską (i MMA) praktykuje zaledwie kilka lat. I to wystarczyło, by dostał się on do największej organizacji świata, by wdarł się do ścisłej czołówki i, jak się dziś okazało, by w pierwszej rundzie znokautował mistrza kilku organizacji oraz zwycięzcę K-1 World GP 2010 (sic!). I to wszystko miało miejsce w dobie pełnej profesjonalizacji, w erze taktyki i kalkulacji.

N’Gannou przypomniał nam więc, że MMA cały czas jest walką, żywiołem, niezależnie od ilości krępujących je regulacji i jakości stosowanych wewnątrz oktagonu strategii. N’Gannou przypomniał nam również, że w walce atrybuty fizyczne (siła, szybkość, dynamika… moc) są równie ważne a często nawet ważniejsze niż wyrafinowana technika i doskonały plan. Być może takie postawienie sprawy nie spodoba się purystom i osobom głoszącym uniwersalną wyższość techniki nad fizycznością, lecz N’Gannou (i nie tylko on) pokazuje, że pasy mistrzowskie bledną z każdym przyjętym ciosem na głowę, czy to w parterze czy w stójce. N’Gannou przypomniał nam w końcu o tym, co powinno być ostatecznym celem każdego wojownika – a przynajmniej o tym, co było celem fighterów w czasach, w których nie ograniczały ich limity czasowe ani nie oceniali ich sędziowie: chęć zakończenia pojedynku przed czasem. Nie są to może kwestie wstrzymujące Słońce a poruszające Ziemię, lecz  dobrze jest sobie o nich przypomnieć w czasach, w których MMA stało się najbardziej złożonym sportem walki w historii i w których próg wejścia do klatki powinien być niezwykle wysoki (zbyt wysoki dla nieutytułowanego Kameruńczyka?). N’Gannou udowodnił, że do jego przekroczenia wystarczy bowiem charakter i atletyzm. Być może jest to nawet nieco zawstydzające dla sportów walki, ów fakt, że przychodzi duży gość z odrobiną treningu i maszeruje przez całą dywizję ciężką, lecz tak się stało – czy się to komu podoba czy nie.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

76 KOMENTARZE

  1. Szkoda, że tak krótko i szkoda, że tak słabo pojechałeś dzisiejsze zasady, dzisiejsze nudy w MMA i nic nie wspomniałeś o kurwie szmacie usadzie( wiem, inna tematyka, ale jednak trochę powiązana, bo Francis właśnie reprezentuje to dawne pierwotne MMA, dzięki któremu wszyscy tu  siedzimy). Liczę na taki hejtersky felieton, który rozkurwia w pył wszystko co zabija smak MMA. @Jakub Bijan

  2. Szkoda, że tak krótko i szkoda, że tak słabo pojechałeś dzisiejsze zasady, dzisiejsze nudy w MMA i nic nie wspomniałeś o kurwie szmacie usadzie. Liczę na taki hejterzy felieton, który rozkurwia w pył wszystko co zabija smak MMA. @Jakub Bijan

    a co wolalbys, zeby napizgany Overeem pokonal Nganu tylko dlatego, ze igly w dupe wbijal?

    #teamusada

  3. a co wolalbys, zeby napizgany Overeem pokonal Nganu tylko dlatego, ze igly w dupe wbijal?

    #teamusada

    A nie zauważyłeś , że pomimo działania USADy pojawiło się w UFC kilku mocno podpadających gości. ?

  4. a co wolalbys, zeby napizgany Overeem pokonal Nganu tylko dlatego, ze igly w dupe wbijal?

    #teamusada

    Ale nie nazywaj się człowiekiem popierając usade. Ok?

  5. A nie zauważyłeś , że pomimo działania USADy pojawiło się w UFC kilku mocno podpadających gości. ?

    na nich przyjdzie tez czas, USADA jest coraz silniejsza

    Ale nie nazywaj się człowiekiem popierając usade. Ok?

    twoj avatar mowi wszystko, USADA zniszczyla twojego idola hehe

  6. a co wolalbys, zeby napizgany Overeem pokonal Nganu tylko dlatego, ze igly w dupe wbijal?

    #teamusada

    W takim wypadku podejrzewam, że Francis też by wbijał 😆 ja wolałem oglądać Overeema, JDS czy Belforta w sztosie na bombie niż po wkroczeniu USADY. Kto wie czy koks nie pomógłby wrócić Cainowi. Pomyśl też jaką historię pisałby teraz Jon Jones gdyby nie te wszystkie przerwy spowodowane wpadkami dopingowymi. Nie ma i nigdy nie będzie czystego zawodowego sportu. Nieważne czy to UFC, NBA czy NFL – bierze każdy, lecz wpadają nieliczni

  7. twoj avatar mowi wszystko, USADA zniszczyla twojego idola hehe

    Ja nie mam idola, ja sam nim jestem. :rutekajak:

  8. Szkoda, że tak krótko i szkoda, że tak słabo pojechałeś dzisiejsze zasady, dzisiejsze nudy w MMA i nic nie wspomniałeś o kurwie szmacie usadzie( wiem, inna tematyka, ale jednak trochę powiązana, bo Francis właśnie reprezentuje to dawne pierwotne MMA, dzięki któremu wszyscy tu  siedzimy). Liczę na taki hejtersky felieton, który rozkurwia w pył wszystko co zabija smak MMA. @Jakub Bijan

  9. W takim razie polecam szachy lub brydż sportowy.

    w kazdym sporcie sa tesy antydopingowe, a w tak niebezpiecznym jak mma powinny byc obowiazkowe

    w pilce najwyzej jakas druzyna straci gola, a w mma ktos moze stracic zycie przez sterydziarza

  10. Nie wiadomo, czy w szachach i brydżu też czegoś nie stosują, skoro nawet na scenie e-sportowej stosują choćby pyrytinol czy modafinil :neildegrassewhoa:

  11. Nie wiadomo, czy w szachach i brydżu też czegoś nie stosują, skoro nawet na scenie e-sportowej stosują choćby pyrytinol czy modafinil :neildegrassewhoa:

    wpierdalaja i to ostro, dlatego szanuje USADE, ze zlapala sterydziarzy jak Jones czy Spider

  12. W takim razie polecam szachy lub brydż sportowy.

    Przecież biorą środki poprawiający skupienie i metabolizm mózgowy.

  13. Zgoda, ale uważam, że należałoby dodać, że im wyższa waga, tym łatwiej o przypadek w którym to siła "pokona" technikę. W HW nie jest dziwnym, że niemal każdy będzie preferował stójkę – w końcu jeden cios może zadecydować o wyniku – więc tym łatwiej będzie takiemu Ngannou, który wygrał na loteri genowej wspiąć na sam sczyt, a przynajmniej zagościć na dłużej w czołówce.

  14. Nie można było tego felietonu napisać w bardziej nieodpowiednim momencie. UFC 218 – na 12 walk 8 skończyło się przed czasem. Zawodnicy uraczyli nas pięknymi pojedynkami i nokautami. Ciężko było szukać kunktatorstwa i chęci lądowania telemarkiem kosztem odległości. A Predator to zupełnie inna para kaloszy. W niemal każdej dywizji od czasu do czasu pojawia się facet, który sieje postrach i budzi podziw. Volkan, Whittaker, Till, Convigton czy Ferguson. Po prostu ciężka przeżywa kryzys od dłuższego czas, a wejście z przytupem Francisa traktowane jest niczym manna z nieba. Nie deprecjonując umiejętności chciałbym tylko nadmienić, że póki co Francis pokonał JEDNO poważne nazwisko, które było dla niego najlepszym z możliwych zestawień pod kątem kruchości szczęki 😉

  15. Zgoda, ale uważam, że należałoby dodać, że im wyższa waga, tym łatwiej o przypadek w którym to siła "pokona" technikę. W HW nie jest dziwnym, że niemal każdy będzie preferował stójkę – w końcu jeden cios może zadecydować o wyniku – więc tym łatwiej będzie takiemu Ngannou, który wygrał na loteri genowej wspiąć na sam sczyt, a przynajmniej zagościć na dłużej w czołówce.

    pozyjemy zobaczymy, poki co dwie szklanki znokautowal, czyli Overeema i Arlovskiego

    wiadomo, ze jest w chuj dobry, ale czy mistrzem zostanie to ciezko przewidziec

  16. pozyjemy zobaczymy, poki co dwie szklanki znokautowal, czyli Overeema i Arlovskiego

    wiadomo, ze jest w chuj dobry, ale czy mistrzem zostanie to ciezko przewidziec

    No właśnie – czy jest dobry ogólnie jako zawodnik MMA, czy jest dobry jak na HW?

  17. No właśnie – czy jest dobry ogólnie jako zawodnik MMA, czy jest dobry jak na HW?

    wiadomo, ze HW to specyficzna dywizja, bo powiedzmy zawodnikow HW na swiecie jest 1000, a zawodnikow LW jest 50000

    im mniej tym nizszy poziom, to logiczne

    tak samo jak w Polsce mma trenuje tak z 10 tysiecy osob, a w takiej Czeczenii trenuje kazdy to u nich sie znajdzie wiecej talentow niz u nas

  18. Nie można było tego felietonu napisać w bardziej nieodpowiednim momencie. UFC 218 – na 12 walk 8 skończyło się przed czasem. Zawodnicy uraczyli nas pięknymi pojedynkami i nokautami. Ciężko było szukać kunktatorstwa i chęci lądowania telemarkiem kosztem odległości. A Predator to zupełnie inna para kaloszy. W niemal każdej dywizji od czasu do czasu pojawia się facet, który sieje postrach i budzi podziw. Volkan, Whittaker, Till, Convigton czy Ferguson. Po prostu ciężka przeżywa kryzys od dłuższego czas, a wejście z przytupem Francisa traktowane jest niczym manna z nieba. Nie deprecjonując umiejętności chciałbym tylko nadmienić, że póki co Francis pokonał JEDNO poważne nazwisko, które było dla niego najlepszym z możliwych zestawień pod kątem kruchości szczęki 😉

    wydaje mi sie, ze po takim ciosie, kto by to nie byl to by padl.

  19. Jak już wspomniałem nygganu już jest na co niektórych naznaczony na super bohatera ciężkiej bo zabił konia jednym strzałem (ba nawet czytałam że bedzie kims jak Tyson dla boksu), ale przypominam że na Dos Santosa tez wszyscy mieli taki napał… Francis nabija hype, przyszłość go zweryfikuje

  20. Przypadek Ngannou pokazuje jedną znaną od wieków prawdę: ,,Ciężka rządzi się swoimi prawami". Wystarczył jeden wielki murzyn z petardą w łapie, który MMA trenuje dopiero od kilku lat i już sieje postrach wśród zawodników, którzy trenują przez całe życie. Takie uroki wagi ciężkiej. Francis, swoją walką, przypomniał nam o tym za co tak bardzo kochamy HW – o brutalnych nokautach, które możemy tam obserwować. W pozostałych kategoriach liczy się bardziej technika i wątpię by taki Francis ugrał tam cokolwiek ze swoim doświadczeniem, gdyby był mniejszy. Patrząc na to jaki mamy kryzys w ciężkiej i od lat obserwujemy te same twarze, więc nie dziwił mnie ogromny hype na tego zawodnika. USADA też sprawy nie ułatwia – wielu dobrych fighterów przez nią zanotowało spory regres. Nowa generacja, zaś, niezbyt dobrze rokuje, patrząc na ich występy oraz fakt, że nie potrafią wymienić tych starych, już dosyć porozbijanych, wyjadaczy. Być może UFC powinno poszukać czegoś w Afryce, znaleźć paru takich murzynów, wyszkolić ich i za parę lat powróci stara dobra ciężka. :fjedzia: Jeden taki Francis niewiele zmieni. Tu trzeba ich po prostu więcej.

    Co do tych nudnych walk to dla mnie jest to skutek zbyt dużej ilości zawodników. Wielu nadaje się do zwolnienia, ale tylko najgorsi z nich wylecą. IMO za dużo mamy gal. Mi w zupełności wystarczałyby gale co 2 tygodnie. Wtedy nie byłoby tylu słabych rozpisek i walk bez historii, których na następny dzień nie będę pamiętał. Jednak prawdopodobieństwo pójścia UFC w tym kierunku jest praktycznie zerowe. Mi pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie powprowadzają tych nowych kategorii, które niedawno zostały wprowadzone przez komisje, bo wtedy będzie jeszcze gorzej.

  21. Volkan, Whittaker, Till, Convigton czy Ferguson.

    Ale co tam robi Configton? 🙂

    Weźcie pod uwagę, ze Francis jebnął Reema z lewej ręki, a przecież prawą ma jeszcze silniejszą 😎

  22. Ja w miniona sobote zobaczylem tyle zajebistych walk, ze teksty o slabnieciu MMA jako dyscypliny kompletnie do mnie nie trafiaja. Moze wroce do tego felietonu innym razem.

  23. Ja w miniona sobote zobaczylem tyle zajebistych walk, ze teksty o slabnieciu MMA jako dyscypliny kompletnie do mnie nie trafiaja. Moze wroce do tego felietonu innym razem.

    Zgadzam się. Walki z roku na rok sa coraz lepsze. Niech sobie każdy przypomni jak wyglądały pojedynki dawno temu w UFC i Pride. Tam się czesto gówno działo i to przez kilka minut. Jesteśmy aktualnie strasznie rozpuszczeni przez tempo w jakim walczą zwodnicy. Dobre kulanki też się częściej zdarzają. Zawodnicy są w chuj lepiej przygotowani fizycznie do walk dzięki czemu mogą walczyć dużo bardziej efektowanie i zadawać znacznie więcej ciosów. Kiedyś to mało kto tak potrafił jeśli w ogóle ktoś potrafił zawalczyc na przykład w takim tempie jak Max Holloway czy Tony Ferguson. Nawet z ostatniego UFC Yancy vs Oliviera. To była istna rzeźnia i cały czas ciosy.

  24. wiadomo, ze jest w chuj dobry

    .. i w dodatku stosuje "doping", co w moim przekonaniu nikogo nie deprecjonuje.

    Nie kibicowanie komuś bo jest "sterydziarzem" w obecnych czasach zalatuje hipokryzją mając na uwadze, że praktycznie każdy zawodowiec jest na mniejszej lub większej bombie.

  25. .. i w dodatku stosuje "doping", co w moim przekonaniu nikogo nie deprecjonuje.

    Nie kibicowanie komuś bo jest "sterydziarzem" w obecnych czasach zalatuje hipokryzją mając na uwadze, że praktycznie każdy zawodowiec jest na mniejszej lub większej bombie.

    Jak to ludziom wlać do głowy ?

  26. Argument o sile itd trochu nie trafiony, jakby nie patrzeć Franek technicznie uderzaczem jest bardzo dobrym, to nie jest jakiś tam bijok jak kiedyś Silva który zabijał wszystkich cepami

  27. Jak to ludziom wlać do głowy ?

    Tak szczerze, to nie mam pojęcia. Zawsze powtarzałem, że odpowiednia edukacja z zakresu dopingu w sporcie(określające zarówno zastosowanie, stosowanie a także bezpieczeństwo i przeciwwskazania)  powinno wystarczyć ale tu się pojawia problem – moralne umiejscowienie dopingu.

    Społeczeństwo wciąż utożsamia stosowanie dopingu z oszustwem, grą na kodach, czy po prostu czymś co ułatwi nam osiągnięcie celu, czy(za każdym razem gdy to słyszę, gotuje się we mnie) drogą na skróty. Nie ma drogi na skróty, nie w sporcie , a na pewno nie w mma – wszystko jest ugruntowane ciężką pracą i charakterem. Jeśli ktoś jest leniem, to środki farmaceutyczne nie uczynią z niego sportowca -ot ta osoba dalej będzie leniem. Doping nie uczyni nas mistrzami świata, może pomóc nam pracować ciężej, ale za nas tego nie zrobi.

    Wspomniane granie na kodach kojarzy się raczej z łatwym i bezstresowym etapie "drogi", ale tak nie jest – o ile zgodzę się, że odpowiednie substancje mogą nam pomóc by taki ja czy Ty moglibyśmy trenować WIĘCEJi CIĘŻEJ to nie widzę w tym nic łatwego. Już same słowa "więcej" i "ciężej" nie kojarzą się z krócej i łatwiej. To kolejne godziny poświęcone na morderczy trening, kolejny inwestowany czas w poprawianie własnych osiągów i kolejny krok w długim maratonie po SUKCES,  bo to nigdy nie jest krótki i przyjemny bieg, czy spacer – to morderczy maraton gdzie to właśnie ciężka praca i upór determinują dokąd dotrzemy- a doping? Tak jak talent, jest tylko jedną składową, która może nam pomóc w odniesieniu końcowego sukcesu.

  28. [caption id="attachment_181604" align="alignnone" width="1200"] Foto: Esther Lin/MMAFighting.com[/caption]

    Mieszane sztuki walki rozwijają się bardzo szybko i nawet jeśli zasadnym jest powątpiewanie w slogan mówiący o “najszybciej rosnącym sporcie świata”, który odnosi się do względów marketingowych, to jednak wzrost poziomu sportowego i profesjonalizacja w dziedzinie treningu są w obrębie dyscypliny niezaprzeczalne – można by wręcz powiedzieć, że są one skokowe. Wystarczy obejrzeć jakąkolwiek walkę sprzed pięciu lat, aby dostrzec zauważalną różnicę w przygotowaniu fighterów zarówno pod względem technicznym (wszechstronność) jak i taktycznym. Przebiegnięcie wzrokiem po pojedynkach sprzed dekady ukaże nam w zasadzie przepaść w tej materii, a pojedynki sprzed lat piętnastu – nie mówiąc o tych sprzed lat dwudziestu – to już prawdziwa prehistoria. Mimo iż postęp i profesjonalizacja to rzeczy pożądane w każdym sporcie, podnoszą one bowiem poziom rywalizujących i umożliwiają im przekraczanie kolejnych barier, wydają się one nie być pozbawionymi pewnego balastu.

    Wraz z rozwojem przychodzi bowiem pewna standaryzacja (pod względem zakresu stosowanych technik jak i sposobu przygotowania) a za nią swoista rutyna. Jeszcze kilka lat temu w MMA bardzo często można było dostrzec fighterów o wyraźnie zaakcentowanych słabych i mocnych stronach. Dziś są oni rzadkością i na tle mocno zbilansowanej czołówki wyróżniają się w zasadzie jedynie konwertyci z innych dyscyplin – jak amerykańscy zapaśnicy czy brazylijscy mistrzowie parteru (choć i oni w obcych sobie płaszczyznach są dziś znacznie bardziej kompetentni niż ich odpowiednicy sprzed lat). Z jednej strony obecny stan rzeczy sprawia, że widzowie mogą oglądać lepszych atletów, z drugiej można się pokusić o zadanie pytanie, czy aby samo MMA nie traci przez to pewnego kolorytu. Tu oczywiście wchodzimy w bardzo subiektywną kwestię, bo nie sposób przecież rozstrzygnąć, co jest obiektywnie ciekawsze: czy atrakcyjniejsze są bardziej różnorodne “nawalanki” mniej wykwalifikowanych fighterów sprzed lat, czy może przyjemniejsze dla oka są dzisiejsze “szachy” wszechstronnych sportowców. Można przypuszczać, że jakiejkolwiek byśmy tu nie wysnuli propozycji i tak znajdzie ona swojego amatora, w myśl stwierdzenia: ilu ludzi – tyle opinii. Oczywiście nie zamierzam w niniejszym tekście rozwodzić się nad tym, co kto lubi i co się komu w MMA podoba. Chodzi mi raczej o to, że postępująca profesjonalizacja przynosi wszechstylowej walki wręcz coraz więcej taktyki, planów walk układanych pod konkretnego rywala (co było niemożliwe w erze turniejów) a za tym wszystkim coraz więcej kalkulacji. I mimo iż w mieszanych sztukach walki cały czas tli się ów ogień, ta żądza wyłonienia lepszego wojownika, coraz częściej jest on przygaszany asekuranctwem i kunktatorstwem.

    Ileż to bowiem razy mieliśmy okazję oglądać rutyniarzy rzucających oklepane kombinacje: lewy, prawy, niskie kopnięcie – tylko po to, aby zdobyć niewielką przewagę i zaakcentować ją obaleniem w ostatnich sekundach rundy? Naturalnie nie można mieć pretensji do zawodników o to, że walczą tak, aby wygrać w świetle obowiązujących przepisów. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, iż obecne MMA coraz bardziej oddala się od swojego fundamentu – wspomnianej wcześniej żądzy wyłonienia lepszego wojownika, a staje się dyscypliną, w której o zwycięstwie coraz częściej przesądza nie to, kto “dalej skoczy” lecz to, kto zdobędzie lepsze noty za styl i wiatr. Być może analogia do skoków narciarskich nie jest do końca fortunna, lecz odnoszę wrażenie, że wprost proporcjonalnie do ilości pieniędzy zarabianych przez fighterów, ucieka z nich chęć zbicia rywala do nieprzytomności tak powszechna u początków dyscypliny, a zastępowana jest ona planem bezpiecznego “ugrania” dwóch z trzech, bądź trzech z pięciu rund – w zależności od statusu walki.

    Na szczęście wśród zawodników “produkowanych” niemal taśmowo, wedle sprawdzonego szablonu, pojawiają się od czasu do czasu “egzemplarze” nietypowe, które każą nam na nowo przedefiniować rządzące sportem prawidła. Takim właśnie niepasującym do schematu fighterem jest Francis N’Gannou – Kameruńczyk, który przebojem wdarł się do czołówki wagi ciężkiej UFC. Jego przykład jest tym jaskrawszy, że w mieszanych sztukach walki zadebiutował w 2013 roku i nie stoją za nim lata doświadczenia czy to w MMA czy w innych dyscyplinach. Po prostu jest wielkim gościem obdarzonym świetną motoryką i piekielnie mocnym ciosem, który technikę bokserską (i MMA) praktykuje zaledwie kilka lat. I to wystarczyło, by dostał się on do największej organizacji świata, by wdarł się do ścisłej czołówki i, jak się dziś okazało, by w pierwszej rundzie znokautował mistrza kilku organizacji oraz zwycięzcę K-1 World GP 2010 (sic!). I to wszystko miało miejsce w dobie pełnej profesjonalizacji, w erze taktyki i kalkulacji.

    N’Gannou przypomniał nam więc, że MMA cały czas jest walką, żywiołem, niezależnie od ilości krępujących je regulacji i jakości stosowanych wewnątrz oktagonu strategii. N’Gannou przypomniał nam również, że w walce atrybuty fizyczne (siła, szybkość, dynamika… moc) są równie ważne a często nawet ważniejsze niż wyrafinowana technika i doskonały plan. Być może takie postawienie sprawy nie spodoba się purystom i osobom głoszącym uniwersalną wyższość techniki nad fizycznością, lecz N’Gannou (i nie tylko on) pokazuje, że pasy mistrzowskie bledną z każdym przyjętym ciosem na głowę, czy to w parterze czy w stójce. N’Gannou przypomniał nam w końcu o tym, co powinno być ostatecznym celem każdego wojownika – a przynajmniej o tym, co było celem fighterów w czasach, w których nie ograniczały ich limity czasowe ani nie oceniali ich sędziowie: chęć zakończenia pojedynku przed czasem. Nie są to może kwestie wstrzymujące Słońce a poruszające Ziemię, lecz  dobrze jest sobie o nich przypomnieć w czasach, w których MMA stało się najbardziej złożonym sportem walki w historii i w których próg wejścia do klatki powinien być niezwykle wysoki (zbyt wysoki dla nieutytułowanego Kameruńczyka?). N’Gannou udowodnił, że do jego przekroczenia wystarczy bowiem charakter i atletyzm. Być może jest to nawet nieco zawstydzające dla sportów walki, ów fakt, że przychodzi duży gość z odrobiną treningu i maszeruje przez całą dywizję ciężką, lecz tak się stało – czy się to komu podoba czy nie.

    Krótko, konkretnie, z duchem czasu; prawie tweeta można z tego zrobić;)

  29. Tak serio to zgadzam się z @Comber. Jakub za dużo KSW oglądasz. Tam pewnie średnia walk zakończonych przez decyzje jest największa z pośród popularniejszych organizacji.

    Mi gale UFC nadal dają dużo emocji. Ostatnie gale tylko mnie w tym utwierdzają.

  30. Ale co tam robi Configton? 🙂

    Weźcie pod uwagę, ze Francis jebnął Reema z lewej ręki, a przecież prawą ma jeszcze silniejszą 😎

    Jest chujem, ale dobrze się bije.

  31. Czasem gdy wracam do starych walk nachodzi mnie refleksja dotycząca USADY, zastanawiam się, co jako widzowie zyskaliśmy, a co straciliśmy dzięki temu?  I chyba, mimo wszystko wolę takie mma jak dzisiaj. Wiem, że to co było zawsze wydaje się lepsze, tak działa ludzka psychika. Za dobrze jednak pamiętam gości napizganych prochami, którzy nie wiedzieli gdzie są i byli nie do skończenia. Historia Kimbo, Randlemana i im podobnych jasno pokazuje, że granice są niezbędne, nie chcę by bohaterowie umierali młodo, poświęcając zdrowie i życie dla poklasku, nie o to w tym chodzi… Musimy zaakceptować to, że zasady ucywilizowały show, że taki Overeem musiał się przestawić i walczyć zupełnie inaczej, a cios, który wczoraj wyłapał, był zadany zgodnie z duchem sportu. Dobra, taktyczna walka, dwóch świetnych zawodników może być najwspanialszym widowiskiem dla kogoś, kto potrafi to docenić.

  32. Zgodzę się z Lemmy'm, i z Jakubem. Dodatkowo cohonesiaki- deprecjonujecie fakt zapierdalania w kopalni. Jeśli ktoś cały czas pracuje kurewsko ciężko, to ciało jest w innym miejscu, niż jak to są cztery godziny dziennie, i są ręczniczki, klima, koktajle proteinowe, izotoniki…plus mindset ting Franka – słyszeliście to? Ten fragment, jak mówi o tym, że każda kolejna walka jest tylko potwierdzeniem, że on idzie po pas mistrza. Prawdopodobnie będzie. I spoko, że to bez sterydów. Ja się cieszę,bo jak widać, sterydy nie są potrzebne do ciężkiej pracy, jak to ktoś się tam powyżej oklamywal. Nawet powiem więcej – bez sterydów trening jest trudniejszy, więc sterydy to pójście na łatwiznę. PS. Sterydziarze – zanim zaczniecie pisać, radzę przemyśleć, czy dali byście radę w tej kopalni w Afryce u Francisa, chociaż z rok potyrać.Jak już popracujecie, to wtedy pisać komentarze.

  33. Jak już wspomniałem nygganu już jest na co niektórych naznaczony na super bohatera ciężkiej bo zabił konia jednym strzałem (ba nawet czytałam że bedzie kims jak Tyson dla boksu), ale przypominam że na Dos Santosa tez wszyscy mieli taki napał… Francis nabija hype, przyszłość go zweryfikuje

    I Dos Santos przecież mistrzem został więc napał się potwierdził.

  34. Zgodzę się z Lemmy'm, i z Jakubem. Dodatkowo cohonesiaki- deprecjonujecie fakt zapierdalania w kopalni. Jeśli ktoś cały czas pracuje kurewsko ciężko, to ciało jest w innym miejscu, niż jak to są cztery godziny dziennie, i są ręczniczki, klima, koktajle proteinowe, izotoniki…plus mindset ting Franka – słyszeliście to? Ten fragment, jak mówi o tym, że każda kolejna walka jest tylko potwierdzeniem, że on idzie po pas mistrza. Prawdopodobnie będzie. I spoko, że to bez sterydów. Ja się cieszę,bo jak widać, sterydy nie są potrzebne do ciężkiej pracy, jak to ktoś się tam powyżej oklamywal. Nawet powiem więcej – bez sterydów trening jest trudniejszy, więc sterydy to pójście na łatwiznę. PS. Sterydziarze – zanim zaczniecie pisać, radzę przemyśleć, czy dali byście radę w tej kopalni w Afryce u Francisa, chociaż z rok potyrać.Jak już popracujecie, to wtedy pisać komentarze.

    Ty serio wierzysz w to, że Francis nie wspomaga się farmakologicznie? Ja rozumiem, że jest to wygodne dla idealistów, ale trzeba spojrzeć na to realnie i nie ma na to wpływu jego backstory – chyba, że sam się lubisz okłamywać, bo Cię później sumienie gryzie. Tu jest sedno problemu o czym pisałem wcześniej moralne umiejscowienie dopingu i piętnowanie ludzi stosujących. Jedyne z czym się z Tobą to, że bez ciężkiej pracy nie ma nic.

    A teraz najważniejsze pytanie – wytłumacz mi w jaki sposób sterydy ułatwiają trening? Trening jest dłuższy i cięższy, co w tym łatwiejszego?

    Nie obrażając Twej osoby sugerowałbym otwarcie oczu i wyzbycia się naiwności.

  35. A teraz najważniejsze pytanie – wytłumacz mi w jaki sposób sterydy ułatwiają trening? Trening jest dłuższy i cięższy, co w tym łatwiejszego?

    Nie obrażając Twej osoby sugerowałbym otwarcie oczu i wyzbycia się naiwności.

    Bo ciężej zrobić te same jednostki treningowe bez cyklu. Czyli  bez sterydów jest trudniej.

  36. Dobry tekst, ale mam jedną wątpliwość. Tekst sugeruje, że Francis to po prostu strasznie wielki, silny, zwinny murzyn o długich rękach, ale ograniczonej technice.

    Czy w istocie tak jest?

    Mówcie co chcecie, ale mi ten podbródek przypomniał cios, którym Joshua znokautował Kliczkę. Nie twierdzę, że Francis to wirtuoz, ale dążę do tego, że sama siła to  o wiele za mało,  żeby trafić Overeema takim ciosem.

  37. Bo ciężej zrobić te same jednostki treningowe bez cyklu. Czyli  bez sterydów jest trudniej.

    Patrz wyżej, trenujesz dłużej i ciężej – gdzie tu ułatwienie? Umożliwienie tego nie jest wspomnianym przez Ciebie pójściem na łatwiznę.

    Od lat pracuje ze sportowcami z różnych dyscyplin – to co ich łączy to właśnie stosowanie dopingu w mniejszym lub większym stopniu.

  38. Dobry tekst, ale mam jedną wątpliwość. Tekst sugeruje, że Francis to po prostu strasznie wielki, silny, zwinny murzyn o długich rękach, ale ograniczonej technice.

    Czy w istocie tak jest?

    Mówcie co chcecie, ale mi ten podbródek przypomniał cios, którym Joshua znokautował Kliczkę. Nie twierdzę, że Francis to wirtuoz, ale dążę do tego, że sama siła to  o wiele za mało,  żeby trafić Overeema takim ciosem.

    Mam podobne odczucia. W mojej opinii poza tym, że Francis ma zajebiste warunki fizyczne ma on też wielki talent i ciężko pracuje. Ponoć treningi MMA zaczął około 5 lat temu – więc prawdopodobnie drzemie w nim jeszcze spory potencjał do rozwinięcia.

  39. Zgadzam się z jednym, że zawodnicy bardziej wszechstronni są zwyczajnie nudniejsi. Jednak jakaś specjalizacja i słabe strony zawodnika dodają mu charakteru i ringowej charyzmy, czego powoli zaczyna brakować. Ronda była gwiazdą dzięki m.in.właśnie swojej specjalizacji, jakoś to podkreślało jej charakter i fakt,że cały czas kończyła tym rywalki.

    Conor też miał po prostu oryginalną stójkę. Nie będę wspominać i Silva-muay thai, Aldo-muay thai+TDD, GSP-zapasy, Chuck-kickboxing no i w sumie niezapominajmy o Asi-kickboxing/muay thai +TDD.

    Dlatego jest problem z DJ, gościu jest zbyt wszechstronny, brak mu jakiegoś rysu w oktagonie, próbowali coś zrobić z tym latającym armbarem, ale nikt tego nie kupił, bo zrobił to na jakimś leszczu.

  40. Dlatego jest problem z DJ, gościu jest zbyt wszechstronny, brak mu jakiegoś rysu w oktagonie, próbowali coś zrobić z tym latającym armbarem, ale nikt tego nie kupił, bo zrobił to na jakimś leszczu.

    Moim zdaniem jego problemem jest to, ze ma 1,3 m wzrostu i gra w gry, a charyzmy mają więcej od niego jego odstające uszy.

  41. Moim zdaniem jego problemem jest to, ze ma 1,3 m wzrostu i gra w gry, a charyzmy mają więcej od niego jego odstające uszy.

    To też, hahaha.

  42. Francis przypomnial, że boks jest cholernie niebezpiecznym stylem walki. Bez dwóch zdań, Kamerunczyk jest najlepiej wyszkolonym bokserem w hw. Uwielbiam boks właśnie za jego prostotę technik. Jeszcze wspomnicie moje słowa, że kiedyś z pasem mistrzowskim UFC ujrzymy zawodnika ze świetną karierą bokserska.

    P.s, Różal jest Mistrzem KSW. Ciągłe zastanawiam się jak to możliwe, jednak to fakt. Jednowymiarowy fighter, kickboxer jest mistrzem.

  43. Ty serio wierzysz w to, że Francis nie wspomaga się farmakologicznie? Ja rozumiem, że jest to wygodne dla idealistów, ale trzeba spojrzeć na to realnie …

    Nie chodzi chyba o to, żeby teraz wierzyć, że świat jest wspaniały, nie ma głodu, a mma jest czystym sportem? Ważne, że ograniczone zostały sytuacje absolutnie skrajne, że te wątpliwe kuracje i środki stanowią uzupełnienie treningu, suplementacji itp., a nie podstawę przygotowań do walki.

  44. Francis przypomnial, że boks jest cholernie niebezpiecznym stylem walki. Bez dwóch zdań, Kamerunczyk jest najlepiej wyszkolonym bokserem w hw. Uwielbiam boks właśnie za jego prostotę technik. Jeszcze wspomnicie moje słowa, że kiedyś z pasem mistrzowskim UFC ujrzymy zawodnika ze świetną karierą bokserska.

    Holly Holm?

  45. Patrz wyżej, trenujesz dłużej i ciężej – gdzie tu ułatwienie? Umożliwienie tego nie jest wspomnianym przez Ciebie pójściem na łatwiznę.

    Od lat pracuje ze sportowcami z różnych dyscyplin – to co ich łączy to właśnie stosowanie dopingu w mniejszym lub większym stopniu.

    Damn, możesz bez sterydów osiągnąć to samo, tylko trzeba dłużej i ciężej zapierdalać, żeby osiągnąć podobne efekty do sterydów. Więc bez sterydów jest ciężej. I tak, wiem, że można być 120 kilowym kocurem z genialną motoryką bez sterydów. Wiem też, że prawie takich ludzi nie ma, patrząc statystycznie. Ale wiem, że zapierdalając od dzieciaka bez sterydów osiągniesz wszystko, a sterydziarzami będziesz rzucał, bo prawdziwa masa w tym samym rozmiarze, co sterydowa w dłuższym biegu na więcej pozwoli. I jak gdzieś już pisałem – pochodzę z wioseczki, gdzie baba po treningach zapasniczych, bez sterydów, napierdolila czterech policjantów,ktorzy coś tam potrafili. Więc jak musisz te sterydy brać, to bierz,tylko nie pierdol, że wszyscy biorą.

  46. Więc jak musisz te sterydy brać, to bierz,tylko nie pierdol, że wszyscy biorą.

    Jedyną osobą która tu pierdoli jesteś Ty, naiwną i pełną ignorancji –  a w dodatku bez umiejętności czytania ze zrozumieniem. Gdzie kurwa niby piszę, że bez dopingu nie można czegoś osiągnąć? Gdzie neguję ciężkie treningi? Piszę o zawodowstwie i sportowcach, którzy żyją ze sportu, reprezentują różnorakie teamy i czegoś od nich się oczekuje.  Swojej wiedzy nie opieram na moim widzi mi się, tylko na pracy ze sportowcami i byciu obecnym w tym środowisku przez wiele lat. Kolejny raz się powtórzę, w sporcie zawodowym doping jest obecny na skalę której Ty jak widać nie jesteś w stanie pojąć. Zawodowstwo to nie rekreacja i slogany typu sport to zdrowie tu trzeba przekraczać granice.

    Ale wiem, że zapierdalając od dzieciaka bez sterydów osiągniesz wszystko, a sterydziarzami będziesz rzucał, bo prawdziwa masa w tym samym rozmiarze, co sterydowa w dłuższym biegu na więcej pozwoli.

    Odpowiem najpierw na pierwszą część tego zdania.

    Załóż, że obok tego ciężko zapierdalającego dzieciaka jest drugi równie utalentowany i równie ciężko trenujący co pierwszy z tym, że od pewnego wieku stosujący wspomaganie. Jak myślisz który z nich jest bardziej zdeterminowany?

    Odnośnie dalszej części wychodzi totalny brak wiedzy z Twojej strony, bo zrozumienie "dopingu" opierasz o to co na wsi usłyszałeś o sterydach anabolicznych od nafukanych kolegów z imprez pod remizą. Nie będę enty raz pisał o zastosowaniu dopingu bo już mi się nie chcę – tym bardziej z osobami upartymi jak Ty.

    Jak Ci się nudzi to wybierz się kiedyś na jakieś okoliczne zawody typu ALMMA, czy jakiś turniej zapaśniczy(polecam w szczególności) i zauważ jak na amatorskim poziomie dużo osób stosuje doping,  a następnie zastanów się skoro skala jest taka w przypadku amatorskich zawodów, to jak to ma się do zawodowstwa – gdzie wokół zawodnika pracuje cały sztab trenerski i kilku lekarzy dbających o należyte przygotowanie fizyczne, a także mających wiedzę  z zakresu substancji wspomagających (o maskowaniu wyników antydopingowych już nie wspominając).

    A, że jakaś baba u was ubiła paru policjantów – uroki wsi nic więcej.

  47. Kiedyś były dyskusje co by było  jakby jakiś bokser chciał spróbować sił w ufc, typu Joshua czy Wilder, część tu krzyczała że bez wielu lat treningów  parteru nic by nie zrobili, a ja myślę że 1,2 lata i cisneli by tych ciężkich w ufc tak samo jak Ngannou.

    P.S Cain sprzed paru lat/sprzed USADA zabawilby się Ngannou tak samo jak to zrobił z dużo większym od siebie Lesnarem.

  48. Kiedyś były dyskusje co by było  jakby jakiś bokser chciał spróbować sił w ufc, typu Joshua czy Wilder, część tu krzyczała że bez wielu lat treningów  parteru nic by nie zrobili, a ja myślę że 1,2 lata i cisneli by tych ciężkich w ufc tak samo jak Ngannou.

    P.S Cain sprzed paru lat/sprzed USADA zabawilby się Ngannou tak samo jak to zrobił z dużo większym od siebie Lesnarem.

    Nie ma nawet co porównywać atletyzmu Francisa z Lesnarem

  49. @ALRI hej zajebiście się znasz na tym i czy możesz odpowiedzieć takiemu tumanowi w tych sprawach jak ja na jedno pytanie ? 😆 Zakładam że te testy USADY są bardzo dobre ale strzelam że niektórzy zawodnicy i tak już ich potrafią wykiwać. Zastanawia mnie po prostu jak dobrze mają to opanowane i czy już są na takim poziomie że są praktycznie nie do złapania tak jak dawniej to było. Szczególnie te niezapowiedziane testy wydają się trudne do obejścia. Możesz odpowiedzieć nawet w jednym zdaniu 😆

  50. Ja przez te kilkanaście lat  obserwując mma, byłem najpierw za pełną legalizacją wspomagania się.

     Wydawało mi się to sprawiedliwe,bo wszyscy wtedy ładują. Coś jak nasze KSW.

    Później doszedłem do wniosku,że każdy ma inny budżet i wiedzę na temat wspomagania i to już samo w sobie jest nie do końca równe,ale dalej byłem za wspomaganiem,bo jakaś wyrywkowe sprawdzanie i tak chuja dawało i było w ogóle absurdalne.

    Teraz odkąd jest USADA,jestem zadowolony. Daleko w chuj do ideału,ale zaryzykuję stwierdzenie,że mma jako sport i zawodnicy jako sportowcy szybciej ewoluują.

    Nie wszystkie środki są wykrywalne i nigdy nie będzie sprawiedliwie,ale patrząc ilu ujebali,to się sprawdza.

    Teraz możecie mnie zjebać jak burą sukę 😆

  51. 1. Załóż, że obok tego ciężko zapierdalającego dzieciaka jest drugi równie utalentowany i równie ciężko trenujący co pierwszy z tym, że od pewnego wieku stosujący wspomaganie. Jak myślisz który z nich jest bardziej zdeterminowany?

    Odnośnie dalszej części wychodzi totalny brak wiedzy z Twojej strony, bo zrozumienie "dopingu" opierasz o to co na wsi usłyszałeś o sterydach anabolicznych od nafukanych kolegów z imprez pod remizą. Nie będę enty raz pisał o zastosowaniu dopingu bo już mi się nie chcę – tym bardziej z osobami upartymi jak Ty.

    2. Jak Ci się nudzi to wybierz się kiedyś na jakieś okoliczne zawody typu ALMMA, czy jakiś turniej zapaśniczy(polecam w szczególności) i zauważ jak na amatorskim poziomie dużo osób stosuje doping,  a następnie zastanów się skoro skala jest taka w przypadku amatorskich zawodów, to jak to ma się do zawodowstwa – gdzie wokół zawodnika pracuje cały sztab trenerski i kilku lekarzy dbających o należyte przygotowanie fizyczne, a także mających wiedzę  z zakresu substancji wspomagających (o maskowaniu wyników antydopingowych już nie wspominając).

    3. A, że jakaś baba u was ubiła paru policjantów – uroki wsi nic więcej.

    1. Bardziej zdeterminowany jest ten, który nie stosuje wspomagania. Proste.

    2. Nie nudzi mi się, a że się bierze, to wiem.

    3. Hehehe, KSW i inne wyglądałyby inaczej, gdyby nie ta wieś 😉

    Puenta – Ogólnie rozumiem, że ty wiele lat koksujesz siebie, i innych, i albo trza uważać, że to spoko, albo spierdalać, bo nic się nie wie. Hehehe, podejście 😉

  52. 1. Bardziej zdeterminowany jest ten, który nie stosuje wspomagania. Proste.

    2. Nie nudzi mi się, a że się bierze, to wiem.

    3. Hehehe, KSW i inne wyglądałyby inaczej, gdyby nie ta wieś 😉

    Puenta – Ogólnie rozumiem, że ty wiele lat koksujesz siebie, i innych, i albo trza uważać, że to spoko, albo spierdalać, bo nic się nie wie. Hehehe, podejście 😉

    Dalej kuleje u Ciebie czytanie ze zrozumieniem – jak to już ogarniesz zapraszam ponownie do rozmowy.

    Radzę również sprawdzić co znaczy słowo "zdeterminowany" i zastanowić się bardziej dosadnie nad tym co napisałem.

    @dizel77 wyniki testu można wypaczyć w różny sposób, ze względu na niezapowiedziane wizyty inaczej rozkłada się cykle oraz różnymi substancjami maskuje się wynik – mimo wszystko  utrudnia to znacząco przygotowania. Tajemnicą poliszynela nie jest, że w ramach maskowania na przykład testosteronu można użyć ekstraktu z zielonej herbaty. Są skuteczniejsze substancje, ale to już zostawię dla siebie. 🙂

  53. oraz różnymi substancjami maskuje się wynik

    A to nie jest tak,że te substancje w nadmiarze też są na liście? Kojarzę jakiegoś zawodnika (nie wiem czy JBJ to nie był czasem),którego tak właśnie złapali.

  54. A to nie jest tak,że te substancje w nadmiarze też są na liście? Kojarzę jakiegoś zawodnika (nie wiem czy JBJ to nie był czasem),którego tak właśnie złapali.

    Mówisz o substancjach regulujących gospodarkę hormonalną(potocznie nazywanych odblokiem), nie o tą grupę mi chodzi.

  55. Francis tak jak Conor, to jest produkt UFC i on może walić szprycę ile wlezie bez strachu przed usadą, po prostu korpo musi na kimś zarobić.

  56. "Być może jest to nawet nieco zawstydzające dla sportów walki, ów fakt, że przychodzi duży gość z odrobiną treningu i maszeruje przez całą dywizję ciężką, lecz tak się stało – czy się to komu podoba czy nie"

    Tyson zostajac najmlodszym mistrzem swiata wagi cizkiej , mial taki sam staz treningowy jak Francis , czy bylo to zawstydzajace dla boksu ?????

    Tacy ludzi/sportowcy rodza sie raz na kilkadziesiat lat , mozemy tylko dziekowac bogu ze Kamerunczyk trafil do mma a nie do boksu ,  choc niewykluczone jest ze w pszyszlosci  skrzyzuje rekawice z Wilderem czy Joshua , UFC chce wejsc  w biznes bokserski , a taka walka byla by hitem.

  57. Co do sterydów i pełnej legalizacji, jestem na nie. Dlaczego? Czy na prawde chcemy oglądać wojny na środki farmakologiczne a nie wojny ludźi? Tak jak chociażby ma to miejsce teraz w kulturystyce? Z roku na rok produkują coraz to nowe środki, i tylko czekać jak na latach mielibyśmy takich siłaczy jak z kreskówek i z każdym rokiem od ciosów w klatce umierałoby coraz więcej osób, nie mówiać o przedawkowaniu. Jeżeli chcemy żeby MMA dorównało chociażby piłce nożnej, czy w stanach koszykówce albo hokejowi to trzeba z tym walczyć , żaden rodzić nie wyśle młodego dzieciaka na MMA jeżeli będzie wiedział że za pare lat do obiadu będzie musiał robić mu strzał teścia by ten jechał na zawody

  58. Teraz odkąd jest USADA,jestem zadowolony. Daleko w chuj do ideału,ale zaryzykuję stwierdzenie,że mma jako sport i zawodnicy jako sportowcy szybciej ewoluują.

    Nie wszystkie środki są wykrywalne i nigdy nie będzie sprawiedliwie,ale patrząc ilu ujebali,to się sprawdza. …

    Zgadzam się i podbijam, wolę oglądać w walce normalnych ludzi, ze wszystkimi niedoskonałościami, niż zmutowanych do granic półbogów.

  59. Co do sterydów i pełnej legalizacji, jestem na nie. Dlaczego? Czy na prawde chcemy oglądać wojny na środki farmakologiczne a nie wojny ludźi? Tak jak chociażby ma to miejsce teraz w kulturystyce? Z roku na rok produkują coraz to nowe środki, i tylko czekać jak na latach mielibyśmy takich siłaczy jak z kreskówek i z każdym rokiem od ciosów w klatce umierałoby coraz więcej osób, nie mówiać o przedawkowaniu. Jeżeli chcemy żeby MMA dorównało chociażby piłce nożnej, czy w stanach koszykówce albo hokejowi to trzeba z tym walczyć , żaden rodzić nie wyśle młodego dzieciaka na MMA jeżeli będzie wiedział że za pare lat do obiadu będzie musiał robić mu strzał teścia by ten jechał na zawody

    W NFL, NBA czy NHL testy antydopingowe to żart. Kokszą tam jak sam skurwysyn.

  60. Nie ma nawet co porównywać atletyzmu Francisa z Lesnarem

    Fakt, czy na koksie czy nie, to Lesnar pod względem atletyzmu, siły, motoryki i szybkości zjada Ngannou na miękko.