UFC_logo

Ogłoszona wczoraj sześcioletnia współpraca UFC z Reebokiem była określona przez LorenzoFertittę mianem „punktu zwrotnego w historii MMA.” Nie można się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ale ów „punkt zwrotny” może mieć inne znaczenie dla samego UFC, a inne dla firm odzieżowych, które przez lata wspierały organizacje, jak i walczących dla niej zawodników.

Ten wpis to był taki „pstryczek w nos” UFC, powiedział w rozmowie z portalem MMAjunkie założyciel marki Dethrone, Nick Swinmum. Jak widać firma próbowała zepsuć UFC niespodziankę związaną z samym ogłoszeniem umowy z Reebokiem.

Doszliśmy do wniosku, że możemy siedzieć z założonymi rękoma i udawać zaskoczonych, użalając się nad losem Dethrone, lub też możemy sobie pożartować.

Swinmum dodał, że wiedział iż dni współpracy jego firmy z UFC są policzone od momentu gdy przedstawiciele Zuffa oznajmili mu, że mogą przedłużyć ich umowę na okres nie dłuższy niż sześć miesięcy.

Samo Dethrone należało do grona firm, które nie miały problemu z opłacaniem narzuconej przez UFC licencji sponsorskiej, która jednak nie obejmowała wszystkich zainteresowanych eksponowaniem swego logo na galach największej organizacji MMA na świecie. Teraz obędzie się bez tych wydatków. Zostaje jednak problem już zawartych umów sponsorskich z poszczególnymi zawodnikami, jak również poszukiwania nowych sposobów na osiąganie korzyści z sponsoringu.

Jeden z szefów marki Hayabusa, Craig Clement powiedział:

Będziemy musieli zmienić swoje priorytety. Z pewnością wiele zaoszczędzimy na wydatkach na marketing. Każdy, kto przeglądał nasze sprawozdania finansowe wie że większość naszych zysków inwestowaliśmy w współpracę z UFC i zawodnikami tam walczącymi, co dobiegnie końca.

Przez lata dochody z umów sponsorskich przekraczały honoraria za walki, jakie otrzymywali zawodnicy. Jeszcze trzy, cztery lata temu wielu zawodników UFC zarabiało lepiej na sponsoringu, niż na udziale w walkach. Stan ten zaczął jednak ulegać zmianie, co zdają się potwierdzać słowa Tima Kennedyego (MMA 18-5):

Od czasu wykupienia Strikeforce przez UFC moje zarobki z umów sponsorskich malały z każdą walką, mimo tego, że moja pozycja w rankingu systematycznie wzrastała.

Wielu jest gotów obwinić za to licencję sponsorką, ale nie brak głosów mówiących, że przyczyn jest więcej. Sama licencja mogła odtrącić przynajmniej kilku potencjalnych sponsorów, ale wzrosła wiarygodność tych, którzy zdecydowali się na jej regularne uiszczanie.

Dla przykładu firma Dynamic Fastener nie musiała opłacać kosztów licencji. Jak powiedział jej prezes, Kevin Perz, po wydaniu 250 tysięcy dolarów na sponsorowanie zawodników miał zamiar porzucić te kosztowne „hobby” bez względu na współpracę UFC z Reebokiem.

Szef firmy Bad Boy, Robin Offner nie przejmował się kosztami licencji, gdyż przetrzebiła grono chętnych do umieszczenia logo na strojach zawodników:

Nigdy nie przejmowałem się licencją sponsorską. Nie wydawała mnie się ona zbyt droga. Wręcz przeciwnie, byłem zwolennikiem jej wprowadzenia. Siedzimy w tej branży już od dłuższego czasu i żaden wydatek na reklamę nie opłacał się tak bardzo, jak w przypadku tych poczynionych w związku z UFC. To co im zapłaciliśmy nijak się ma do tego, ile dzięki nim zarobiliśmy.

Jednak Bad Boy nie słyneło z rozrzutności i skupiało się na wspieraniu wybranych zawodników jak Mauricio Rua (MMA 22-10), Chris Weidman (MMA 12-0) oraz Alexander Gustafsson (MMA 16-2). Mniej rozpoznawalni i początkujący zawodnicy mogą tylko pomarzyć o umieszczeniu charakterystycznego logo na swoich spodenkach.

Były zawodnik, a obecnie menadżer reprezentujący Guardian Sports Group, Charles McCarthy (MMA 10-5) jest zdania, że sama licencja to za mało, by zniechęcić sponsorów:

Z całą pewnością to nie kwestia samej licencji. Ilość gal organizowanych przez UFC, zwłaszcza tych odbywających się na innych kontynentach, też się przyczyniła do spadku zainteresowania sponsorów. Zbyt duża liczba konkurentów, do tego brak pewności, czy logo w ogóle zostanie pokazane w telewizji przyczyniły się do spadku wartości reklamowej sponsoringu.

Przytakuje mu Nick Swinmum, który narzekał na zbyt dużą liczbę gal oraz samych zawodników. Dethrone starało się być widoczne na każdej gali UFC, ale obecna sytuacja wymusiła skupienie się na wybranych zawodnikach.

Audie Attar z Paradigm Sport Management stwierdził krótko:

Jest zbyt dużo gal, a sponsorzy nie zwiększą swoich wydatków na reklamę tylko z powodu zwiększenia liczby wydarzeń organizowanych przez UFC.

Do kwestii związanych z licencją sponsorską oraz ilością gal dochodzi wielka niewiadoma, jaką są warunki narzucone przez współpracę UFC z Reebokiem.

Attar stwierdził, że jest to ważny krok dla MMA i samego UFC, jednak nie brak też obaw z nim związanych:

Wiele niepokoju budzi kwestia uzależnienia wysokości wypłaty od miejsca w rankingu.

UFC zapowiedziało, że rankingi będą opracowywane na podstawie opinii mediów. Na razie nie wiadomo jednak, czyje zdanie miałoby być brane pod uwagę, a do tego dochodzi obawa o możliwość manipulacji przy ich ustalaniu.

McCarthy przedstawił to z perspektywy menadżera:

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to: „Jak mógłbym wpłynąć na sposób sporządzania rankingu?”

Attar nie wierzy, by całe przedsięwzięcie opłacało się samym zawodnikom:

Powiedzmy, że mój klient zajmuje szóste miejsce w rankingu, ale jest jedną z największych gwiazd, czy będzie odpowiednio za to wynagrodzony? Czy ogółem będzie się to opłacało najpopularniejszym zawodnikom, którzy mogli przebierać w ofertach sponsorskich? Musi być jakieś rozsądne minimum płacowe, ale nikt jeszcze go nie zna.

Dotychczas zawodnicy mogli czerpać zyski z kilku różnych umów sponsorskich naraz, tak jak czynił to Georges St-Pierre (MMA 25-2). Jednym z sponsorów Kanadyjczyka była właśnie Hayabusa. Creig Clement oznajmił, że ich umowa jest wciąż wiążąca i gdyby GSP miał ponownie zawalczyć w oktagonie po wejściu w życie unifikacji strojów, to obie strony musiałyby zasiąść do rozmów:

Musimy przejrzeć umowę, gdyż zachodzi tutaj konflikt interesów. Jest on prawnie zobligowany do prezentowania stroju przez nas wykonanego. Co będzie, gdy UFC oznajmi mu, że teraz musi walczyć w stroju wyprodukowanego przez Reeboka? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ciekawa wydaje mnie się też kwestia sponsoringu Georgesa przez markę Under Armour, która moim zdaniem jest bezpośrednim konkurentem dla Reeboka.

Brak możliwości prezentowania swoich wyrobów przy udziale zawodników pokroju GSP jest wielkim ciosem dla Hayabusy. Clement przyznał wprost, że dla producentów akcesoriów używanych w trakcie walki cała opłacalność sponsoringu wiążę się z eksponowaniem ich wyrobów w oktagonie. Czym innym jest zakazanie przez UFC eksponowania logo sponsora w trakcie publicznych wystąpień, a czym innym zupełne jego wypchnięcie.

Ponoć po ogłoszeniu współpracy UFC z Reebokiem telefon Clementa był ciągle zajęty. Dzwonili do niego zarówno zawodnicy jak ich menadżerowie, wszyscy wyrażający niepokój nową sytuacją.

Na konferencji wciąż powtarzano, że najlepiej wyjdą na tym sami zawodnicy. Nie jestem do końca przekonany. Ci, z którymi rozmawiałem nie byli zadowoleni. Niektórzy z nich zarabiają naprawdę spore pieniądze dzięki umowom z firmami takimi jak moja. Wszystko będzie zależało od tego, jak UFC podejdzie do podziału zysków. Wkrótce wszyscy się o tym przekonamy. Teraz zawodnicy wiedzą, ile zarabiają. Ciekawe jak zareagują w lipcu po otrzymaniu pierwszych wypłat i czy wtedy ich sytuacja ulegnie zmianom.

Zdaniem szefa firmy Ranger Up, Nicka Palmisciano sponsorzy dostosują się do zmian, tak samo jak miało to miejsce przy wprowadzaniu licencji sponsorskiej:

Musieliśmy zastanowić się nad tym, na co idą nasze pieniądze, kogo chcemy wspierać, jakie korzyści to przyniesie i jak wprowadzić to w życie. Zmieniliśmy wtedy nasze podejście co do sponsorowania zawodników. Przestała liczyć się ilość odwiedzin naszej strony. Teraz liczy się powiązanie z odpowiednimi ludźmi, którzy potrafią sprawić że fani uwierzą w jakość oferowanych przez nas produktów. Nasza firma na tym zyskała.

Brak możliwość umieszczenia logo na stroju zawodnika może zmusić wielu sponsorów do przemyśleń, kogo należy wspierać. Każdy zawodnik sprawdzi się bowiem w charakterze „słupa ogłoszeniowego. ” Mało jest jednak zawodników przykuwających uwagę fanów nawet wtedy, gdy nie walczą. Zwłaszcza, że okres pomiędzy walkami jest tym, w trakcie którego będą oni mogli zaprezentować logo sponsora przy okazji wywiadów, czy też wystąpień publicznych. Według Palmisciano sponsorzy będą szukać zawodników, którzy podzielają ich poglądy i reprezentują pewne wartości:

Każdy będzie poszukiwał zawodników, którzy coś z sobą prezentują i ludzie w nich wierzą, na przykład ktoś pokroju Franki Edgara. Zawodników powszechnie lubianych, reprezentujących jakieś wartości i przyciągających uwagę fanów. Problem będą mieli ci zawodnicy pozbawieni przykuwających uwagę osobowości.

Zawodnicy mają otrzymywać również prowizje z sprzedaży akcesoriów promowanych ich wizerunkiem. Zdaniem Palmisciano, marne to pocieszenie:

Jeżeli ktoś jest fanem drużyny New England Patriots, to zapewne kupi koszulkę Toma Bradyego, lub Roba Gronkowskiego. Fanów nie obchodzą średniacy i debiutanci.

Jednak z drugiej strony, zawodnicy średniego szczebla i dopiero debiutujący teraz tez mają problem z pozyskaniem sponsorów. Nawet jeżeli już takowego znajdą, to może on mieć trudności z zapłaceniem zawodnikowi w dogodnym dla niego terminie. Według UFC opłaty za eksponowanie wyrobów Reeboka będą uiszczane do dziesięciu dni roboczych od daty walki.

Problemy mogą jednak nie ominąć najpopularniejszych zawodników. Ci na razie są w najlepszej pozycji, gdyż nawet po wprowadzeniu nowego reżimu mogą promować swoich sponsorów dzięki rozpoznawalnemu nazwisku. Nie oznacza to jednak, że nie odczują zmian na objętości swoich portfeli.

Robin Offner oznajmił, że Bad Boy nie zerwie umowy z żadnym z sponsorowanych przez firmę zawodników. Niemniej, niektóre z nich będą musiały być zmienione.

Zapewne dopasujemy poszczególne kontrakty gdy będzie na to czas, ale nie martwi nas cała ta sytuacja. Będziemy zmuszeni poszukać nowych sposobów promowania naszych produktów przez zawodników, ale z żadnym się nie rozstajemy. Wszyscy są dla nas bardzo ważni.

Offner pozostaje optymistą i wierzy, że MMA oraz UFC dobrze wyjdą na tej współpracy, gdyż obecnie i tak na strojach zawodników umieszcza się tyle znaków firmowych, że trudno wyszczególnić symbole poszczególnych firm.

Uporządkuje to wygląd strojów zawodniczych, a przez to nada UFC bardziej profesjonalnej prezencji. Pomoże to temu sportowi wejść na wyższy poziom.

Z kolei Dethtone będzie rozważało większe zaangazowanie w reklamę na galach innych organizacji, na przykład Bellatora. Swinmum dodał, że firma może też pokusić się o produkcję asortymentu znacznie różniącego się od tego oznaczonego logiem Reeboka.

Prawda jest taka, że fan widząc zawodnika w stroju jakieś firmy idzie później do sklepu by kupić jego replikę, co teraz nie będzie miało miejsca. Plusem dla konkurencji jest to, że wszyscy będą nosili niemniej ten sam strój, więc straci on na unikatowości. To tak jakby ktoś powiedział: „O, Conor walczy w stroju Reeboka.” Co za różnica, skoro wszyscy pozostali również?

6 KOMENTARZE

  1. Jacek Okninski

    Mauricio Rua (MMA 22-1), Chris Weidman (MMA 18-0)

    Mały błąd.

  2. czekam aż zawodnicy zaczną uciekać do KSW
    a tak serio to żenada płacić zawodnikom 8 tyś minus podatki, to wyjdzie pewnie 6tyś i jeszcze im sponsorów zabierać
    zobaczycie, że niedługo wielu zawodników zacznie cisnąć UFC i to z samej czołówki

  3. czekam aż zawodnicy zaczną uciekać do KSW
    a tak serio to żenada płacić zawodnikom 8 tyś minus podatki, to wyjdzie pewnie 6tyś i jeszcze im sponsorów zabierać
    zobaczycie, że niedługo wielu zawodników zacznie cisnąć UFC i to z samej czołówki

  4. Czyli w obliczu nowych faktów które przedstawiłeś – jak dla mnie to będzie trochę tak:
    Jeśli zawodnik będzie trochę rozpoznawalny (powiedzmy ze średniej półki, ale jeszcze nie okolice top 10 ), a swoich sponsorów będzie posiadał (przynajmniej jednego, a najlepiej kilku), to trochę korzystniej będzie mu pójść do chociażby wspomnianego Bellatora, z racji, że ktoś go sponsoruje, niż iść do UFC, i tam budować karierę – choćby z faktu, że nie wie, na ile na starcie może liczyć będącym typowym no-name.

    Teraz może być tak, że chłodna kalkulacja, będzie zjawiskiem jeszcze większym, niż dotychczas – ale czas pokaże jak to wszystko wyjdzie.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.