lolol

Witamy w kolejnej odsłonie cyklu „Smart Bet”. Tym razem skupiamy się tylko na prognozach kursów najciekawszych zbliżających się pojedynków w UFC.

PROGNOZY KURSÓW

Mark Munoz 1.26 – Roan Carneiro 3.60

36-letni „Filipino Wrecking Machine” zdaje się notować regres formy, jednak w kolejnej walce dostaje rywala, z którym powinien poradzić sobie mimo tego, że najlepsze lata zdaje się mieć za sobą. Corneiro powraca do UFC po kilku zwycięskich walkach nad rywalami wątpliwej klasy zawodniczej – ostatnie trzy pojedynki stoczył na ośmioosobowym turnieju w ciągu… jednej nocy. Dosyć oczywiste wydaje się, że Joe Silva ściągnął tego zawodnika po to, by Munoz mógł na jego tle błyszczeć niczym miliony monet. Rozstrzał między kursami będzie ogromny.

Adriano Martins 3.30 – Rustam Khabilov 1.32

Rustam Khabilov już nie raz był mylony z Khabibem Nurmagomedovem. Do tego drugiego trochę mu brakuje, jednak oczekiwania wobec obu wśród obserwatorów MMA do tej pory były dosyć spore, co przekładało się też na kursy. Poza ostatnią walką z Bensonem Hendersonem, „Tiger” stawiany był przez bukmacherów w roli faworyta. Nie inaczej powinno być tym razem. Martins jest zawodnikiem solidnym w każdej płaszczyźnie, jednak przewaga zapaśnicza prawdopodobnie zrobi różnicę i pozwoli Rosjaninowi wygrać co najmniej dwie z trzech rund na kartach sędziowskich.

Cezar Ferreira 1.42 – Sam Alvey 2.80

Często na brazylijskich galach lokalny zawodnik dostaje rywala, z którym powinien sobie poradzić w dobrym stylu ku uciesze widowni. „Mutante” jest przyzwoity w stójce – najmocniejszej płaszczyźnie Alveya, co teoretycznie powinno stworzyć szanse dla tego drugiego. Ta „przyzwoitość” jednak powinna wystarczyć na marnej jakości counter-punchera, jakim jest „Smilin”. Alvey wyglądał słabo w konfrontacji z Tomem Watsonem, a jego ostatni oponent, Dylan Andrews, w zasadzie sam się znokautował. Ferreira z kolei poradził sobie z Andrewem Craigiem, który był dosyć solidnym skalpem i m.in. dlatego bukmacherzy postawią Brazylijczyka w roli faworyta.

Derrick Lewis 1.20 – Ruan Potts 4.35

Ruan Potts jest świetnym przykładem marności dywizji ciężkiej UFC. Angaż w największej organizacji MMA świata zawdzięcza pokonaniu kilku bardzo przeciętnych zawodników na galach EFC Africa. Jego umiejętności zostały szybko zweryfikowane – dwukrotnie przegrał przez nokauty i jest na progu zwolnienia z UFC. Koniec przygody u Dany White’a i spółki zbliża się wielkimi krokami, bowiem Derrick Lewis posiada broń, która powinna załatwić sprawę szybko – mocne uderzenie. To w połączeniu z kruchą szczęką 37-letniego Pottsa zwiastuje błyskawiczny nokaut w pierwszej rundzie pojedynku.

Neil Magny 1.38 – Kiichi Kunimoto 3.25

Neil Magny idzie jak burza i aktualnie ma pięć zwycięstw z rzędu w UFC. To powinno się w końcu przełożyć na kursy, gdyż wcześniej ten zawodnik bywał mocno niedoceniany przez bukmacherów. Kunimoto w ostatniej walce dostał prezent od sędziów punktowych, gdyż bez wątpienia pojedynku z Richardem Walshem nie powinien wygrać. Mimo wszystko Japończyk radzi sobie dość dobrze w UFC, zważywszy na to, że dwa lata temu przegrał z co najwyżej przeciętnym Takenorim Sato. Magny w swoim niezbyt porywającym stylu powinien wypunktować najbliższego rywala na pełnym dystansie.

Sean Strickland 1.48 – Santiago Ponzinbibio 2.75

Strickland ma nieskazitelny bilans walk, ale jak ktoś widział jego ostatni bój z Lukiem Barnattem, to wie, że drugą liczbą w tym bilansie powinna być jedynka zamiast zera. To solidny uderzacz, który do ciosów w stójce dokłada sporadyczne obalenia, by na ziemi ubijać rywali przez ground’and’pound. Taka taktyka powinna wystarczyć na Santiago, chociaż spodziewam się wyrównanej walki, gdy będzie toczyć się ona w stójce. Bukmacherzy będą faworyzować Seana.

Edson Barboza 1.69 – Michael Johnson 2.25

Johnson zaskakująco dobrze radzi sobie ostatnio w UFC. Wygrał trzy kolejne walki, a ewentualne czwarte zwycięstwo powinno zagwarantować mu pojedynek z kimś ze ścisłej czołówki dywizji lekkiej. Dobry boks może być niezłą bronią w boju z Edsonem, który jest posiadaczem niezbyt odpornej na ciosy szczęki. Z drugiej strony Barboza po profesorsku rozprawił się z innym bokserem – Bobbym Greenem, co powinno dobrze zwiastować na przyszłość. Różnica jest taka, że Johnson posiada silniejsze uderzenie od Greena, który najczęściej nastawia się na punktowanie. Prawdopodobnie Barboza w swoim stylu ograniczy mobilność oponenta za pomocą niskich kopnięć dokładając do tego inne techniki, co pozwoli mu na wygranie co najmniej dwóch z trzech rund na kartach sędziowskich, a może i skończenie przed czasem. Dynamit w pięści Johnsona będzie jednak stwarzał realne zagrożenie nokautem. Kursy powinny być wyrównane ze wskazaniem na Brazylijczyka.

Phil Davis 1.39 – Ryan Bader 3.05

Davis to taka wersja 1.50 Badera. Powinien przewyższać go zapaśniczo, a dodatkowo dysponuje bardziej odporną na ciosy szczęką. Nie liczyłbym mimo to na nokaut w wykonaniu „Mr. Wonderfula” – nie przy jego rękach z waty. Będziemy raczej widzieć dużo klinczu, gdzie po nudnym boju sędzia ringowy podniesie rękę Phila, oznajmiając tym samym jego zwycięstwo.

Akira Corassani 1.77 – Sam Sicilia 1.91

Pojedynek tych dwóch brawlerów zapowiada się na wyrównany. Możemy być świadkami niezłego slugfestu, po którym sędziowie punktowi będą mieć nie lada zagwozdkę, komu przyznać zwycięstwo. Corassani przegrał dwie ostatnie walki, ale trzeba oddać mu to, że pokonali go solidni zawodnicy: Max Holloway i Dustin Poirier. Sicilia, mimo że dość długo posiada kontrakt z UFC, nie wykazuje większego progresu umiejętności i chyba już zawsze będzie mieć problemy z solidnymi rywalami. Akira wydaje się być jednak w jego zasięgu. Wyżej notowany w rankingach Corassani powinien być nieznacznym faworytem.

Nico Musoke 2.35 – Albert Tumenov 1.65

Musoke raczej nie pójdzie na otwartą wojnę z ciężkorękim Tumenovem. Żeby wygrać, będzie musiał zrobić tzw. „brudną walkę” – szukać przy każdej okazji klinczu i tam męczyć rywala, a potem próbować obaleń. Albert powinien dać radę powstrzymywać taki gameplan rywala – przynajmniej na początku walki, gdy będzie miał zapas paliwa w baku, bo z tym bywało różnie. Jak najbardziej może zakończyć pojedynek przed czasem poprzez ulokowanie jednego z mocnych uderzeń na głowie rywala, którego garda nie jest przesadnie szczelna. Musoke już nieraz bywał underdogiem i pewnie przed najbliższą walką będzie tak samo. Kurs na zwycięstwo Alberta będzie zbliżony do tego, jaki bukmacherzy oferowali przed jego bojem z Ildemarem Alcantarą.

Stanislav Nedkov 2.70 – Nikita Krylov 1.50

Ulubieniec polskich fanów, Nikita Krylov, dostał walkę, w której ma szansę zapracować na drugie zwycięstwo z rzędu w UFC. Nedkov wraca do organizacji Dany White’a i braci Fertitta po blisko dwuletniej przerwie, co niesie ze sobą sporo niewiadomych na temat jego aktualnej formy. Nikita, po pokonaniu Cody’ego Donovana, w którym to pojedynku wyglądał zadziwiająco dobrze, będzie faworyzowany przez bukmacherów. Ciężko ocenić w jakim stopniu, dlatego typuję realtywnie wyrównane kursy.

Konstantin Erokhin 1.33 – Viktor Pesta 3.50

Obaj zawodnicy mają identyczne bilanse walk, jednak hype dużo większy jest na tego pierwszego. Ciężkoręki Erokhin pokonywał na swojej drodze do UFC mocniejszych rywali i wydaje się też być lepszym zawodnikiem od Pesty. Rosjanin będzie odstawać warunkami fizycznymi, ale jest do tego przyzwyczajony. Prawdopodobnie Konstantin będzie często używany przez typerów w kuponach akumulacyjnych.

Neil Seery 3.25 – Chris Beal 1.38

Beal to autor jednego z najlepszych nokautów ubiegłego roku. Pięknym latającym kolanem wysłał Patricka Williamsa do krainy snów. Wielu fanów pokłada spore nadzieje w tym 29-latku. Odwrotnie jest z Seerym, który jest mocno niedoceniany. O ile możemy się spodziewać w miarę wyrównanej walki, to kursy jednoznacznie będą wskazywać, kto jest faworytem.

Miesha Tate 1.91 – Sara McMann 1.77

Utytułowana Sara McMann ostatnio zawodzi. Kreowano ją na realne zagrożenie dla Rondy Rousey, a tymczasem ta druga rozprawiła się z nią w nieco ponad minutę. Po tej walce zmierzyła się z Lauren Murphy i nie zrobiła w zasadzie nic poza obaleniami i kontrolą z góry. Walka zakończyła się niejednogłośną decyzją,  a jeden z sędziów nawet bardziej docenił pracę z dołu Murphy niż kontrolę z góry Sary. Miesha Tate jest gorszą zapaśniczką od McMann. Prawdopodobnie nie raz wyląduje na plecach. Sęk w tym, że sama też potrafi obalić, a w stójce będzie mieć przewagę. Osobiście faworyzuję Tate, ale mam wrażenie, że bukmacherzy inaczej ocenią szanse na zwycięstwo w tym pojedynku.