tytul-bektic-mistrzowie-popr

(Fot. Dave Mandel/Sherdog.com)

W drugiej odsłonie cyklu „Przyszli mistrzowie” przenosimy się do wyższej kategorii wagowej – kogucią zamieniamy na piórkową. W tej dywizji jest jeden zawodnik, który dysponuje wszelkimi narzędziami do tego, by móc walczyć o najwyższe cele w organizacji Dany White’a i braci Fertitta. Poprzednio znaleźliśmy „małego Jona Jonesa”, teraz skupimy się na zawodniku budzącym oczywiste skojarzenia z innym dominatorem UFC – Georgesem St. Pierrem (MMA 25-2). Oto przed państwem Mirsad Bektic (MMA 8-0)!

Bektic urodził 16 lutego 1991 roku w Bośni i Hercegowinie. Przez panującą w ojczyźnie wojnę domową jego rodzina zmuszona była przenieść się do Włoch, by uniknąć egzekucji. Gdy mały Mirsad miał trzy lata, jego rodzice kolejny raz postanowili zmienić miejsce zamieszkania. Tym razem wybrali Niemcy, gdzie mieszkali około pięć lat. Potem przeprowadzili się do Lincoln w stanie Nebraska w USA. Tam, w wieku ośmiu lat, przyszły zawodnik MMA, zaczął uczyć się zupełnie nowego dla niego języka i poznawać nowych przyjaciół.

Już w wieku młodzieńczym widać było, że jest naturalnym atletą. Mając  12 lat poszedł na swój pierwszy trening Karate i chwilę potem Boks,     w których to dziedzinach rozwijał się w ponadprzeciętnym tempie. W czasie liceum zainteresował się nawet kulturystyką. Pewnego dnia dietetyk wysłał go na trening MMA. To było coś, co z miejsca zafascynowało Mirsada. W nowym świecie odnalazł się błyskawicznie dzięki bokserskiemu doświadczeniu. Pierwsze dwie amatorskie walki skończył szybko przez nokauty. Po przeniesieniu się do Omaha by skupić się wyłącznie na trenowaniu w klubie Mid-America Martial Arts, zaczynało być jasne, że ten zawodnik osiągnie wiele we wszechstylowej walce wręcz. W krótkim czasie dorobił się solidnych bilansów walk: 9-0 w amatorskim MMA, 2-1 w Muay Thai i 5-1 w amatorskim Boksie. Aktualnie trenuje w jednym   z najlepszych amerykańskich klubów – American Top Team w Coconut Creek na Florydzie pod okiem Ricardo Liborio.

Bektic w zawodowym MMA zadebiutował w lipcu 2011 roku na gali Victory Fighting Championship 35. Rozprawił się wtedy w pół minuty z Shanem Hutchinsonem (MMA 4-16), którego zmusił do odklepania ciosów. Niespełna trzy miesiące później zawalczył znowu i po raz kolejny, niestety, z dostarczycielem zwycięstw – tym razem z Derekiem Rhoadsem (MMA 0-9), który przed starciem z nim posiadał siedem porażek bez zwycięstwa w swoim bilansie. To nie mogło zakończyć się inaczej jak przez szybki nokaut w pierwszej rundzie.

W kolejnej zawodowej walce na Mirsada czekał już trochę trudniejszy test w postaci Cody’ego Carrillo (MMA 8-9). Zadanie oczywiście wykonał celująco, poddając rywala w trzeciej rundzie przez duszenie zza pleców. Dwa miesiące później znokautował Williego Macka (MMA 0-3)  na początku drugiej odsłony pojedynku.

W listopadzie 2012 roku dostał szansę walki na gali Ressurection Fighting Alliance 5, gdzie miał mierzyć z doświadczonym Dougiem Jenkinsem (MMA 9-7), który dysponował wtedy bilansem walk 6-2. Mirsad po raz pierwszy zawalczył na pełnym dystansie trzech rund. Po krótkiej wymianie ciosów na początku walki Bośniak poszedł po obalenie.

gif2bektic

Skuteczne przeplatanie uderzeń z próbami przejścia gardy, spowodowało, że Mirsad ostatecznie zdobył dosiad. Nie spędził w nim dużo czasu, bowiem jego rywal uwolnił się z niedogodnej pozycji wykorzystując siatkę. Jenkins w nieco szalonej wymianie miał swój moment. Trafił kontrującym prawym, na krótki moment zamraczając rywala.

gif1bektic

Mirsad przetrwał jednak, ratując się obaleniem z klinczu, po którym do końca rundy zasypywał oponenta łokciami i ciosami młotkowymi.

Już na początku drugiej rundy trafił mocnym prawym sierpem, po czym kolejny raz obalił.

gif3bektic

Było to o tyle ciekawe, że mógł próbować ciosami skończyć rywala, jednak wolał szukać możliwości sprowadzenia, zapewne mając w pamięci cios, który przyjął w pierwszej rundzie.

Większość czasu w tej odsłonie spędził w gardzie stosując taktykę potocznie zwaną „lay&pray”. Jenkins nie potrafił znaleźć sposobu, by uciec spod rywala – jedynie na moment przywrócił walkę do stójki, po czym ponownie dał się obalić. Trzecia runda to kolejna dawka sprowadzeń do parteru i kontroli z góry – tym razem w nieco zwolnionym tempie -nawet na tyle, że raz sędzia podniósł walkę do stójki. Ostatecznie Mirsad wypunktował rywala na pełnym dystansie, zgarniając pierwsze w karierze zwycięstwo na punkty.

Marzec 2013 roku to kolejna wykorzystana szansa na zbudowanie rekordu. Tym razem wyższość Bektica uznać musiał Nick Macias (MMA 6-3) przegrywając przez TKO w ciągu dwóch minut.

Mirsad na obalenie nie dał sobie zbyt dużo czasu. Już po kilku sekundach od rozpoczęcia walki sprowadził rywala na ziemię. Tam w swoim stylu zaczął powolną destrukcję. Macias okazał się nie być aż tak odporny na uderzenia jak poprzedni rywal Mirsada. Nie odpowiadając na ofensywę oponenta zmusił sędziego ringowego do przerwania pojedynku.

gif4bektic

Siódmą zawodową walkę Bektic stoczył z weteranem ringów i klatek Joem Pearsonem (MMA 44-21-1). To był dziwny pojedynek. Mirsad nie wykazywał chęci do obaleń, obszernymi sierpami w stójce próbując znokautować rywala. W pewnym momencie Joe podjął próbę wciągnięcia do gardy (zapewne licząc na to, że uda mu się zapiąć ukochany przez niego trójkąt nogami), po czym zaczął przyjmować potężne ciosy. Po jednym z nich zaczął… klepać. Sędzia musiał przerwać pojedynek, który trwał półtorej minuty.

gif5bektic

Zwycięstwo nad Pearsonem zagwarantowało Mirsadowi to, o czym marzył od dłuższego czasu – kontrakt z UFC.

Bektic zadebiutował w największej organizacji MMA świata 19 kwietnia 2014 roku. Jego rywalem był Chas Skelly (MMA 13-1) – perspektywiczny Amerykański „fighter” z (wtedy jeszcze) nieskazitelnym bilansem walk.

Zawodnik American Top Team od początku był ostrożny. Wysoko trzymana garda i wstrzymywanie się z nieprzemyślanymi wejściami w nogi świadczyło o tym, że zaczyna stawać się „dojrzalszym” zawodnikiem. Pierwszą rundę wygrał głównie dzięki temu, że udało mu się znaleźć w gardzie rywala, gdzie obijał go łokciami.

Druga runda była wyrównana – obaj na przemian trafiali się w stójce i szukali swoich szans w klinczu. W pewnym momencie jednak Skelly sfaulował rywala. Trafił go kilka razy w stójce, po czym wcisnął do siatki i wyprowadził dwa uderzenia kolanami.

gif8bektic

O ile w przypadku pierwszego można się kłócić o to, czy było legalne czy nie, to drugie bez wątpienia nie powinno mieć miejsca, gdyż Mirsad w momencie jego wyprowadzania miał trzy punkty podparcia. Sędzia ringowy zadecydował, że walka będzie kontynuowana – Bekticowi dał pięć minut na dojście do siebie, a jego rywal został ukarany odjęciem punktu.

W trzeciej rundzie rodowity Bośniak wykrzesał z siebie resztę energii, będąc aktywnym na tyle, że sędziowie punktowi uznali, że był w niej lepszy. Dzięki dobrej pracy zapaśniczej przez dłuższy czas znajdował się w pozycji dominującej w parterze. Skelly miał swoje momenty – trafił kilka razy w stójce, a na ziemi miał przez moment szansę na poddanie duszeniem zza pleców, jednak okazało się, że to za mało by wygrać. Ostatecznie walka zakończyła się po pełnych regulaminowych piętnastu minutach. Większościową decyzją zwyciężył Bektic – dwóch sędziów punktowało 29-27 na jego korzyść, jeden dał remis.

Jak walczy Mirsad?

Nie jest zawodnikiem skomplikowanym w stójce – tutaj dominują zwłaszcza ciosy proste poparte okazjonalnymi zamachowymi. Często używa kombinacji dwóch lewych prostych i prawego sierpa, po których błyskawicznie nurkuje w nogi rywala szukając możliwości obalenia. Dysponuje solidnym kontrującym prawym. Zdarzały mu się też haki wymierzane w wątrobę rywala.

Ciężko jest go utrzymać przy siatce w klinczu. Szybko łapie podchwyt i dynamicznie odwraca pozycję na swoją korzyść. Przy wciskaniu do siatki używa kolan i krótkich podbródkowych, jednak nie jest to jego ulubiona pozycja. W boju ze Skellym zerwał klincz widząc, że zbyt wiele w nim nie wskóra.

Najmocniejszą jego stroną są zapasy. Najczęściej używa tzw. „double leg” po skróceniu dystansu – kombinacją ciosów bądź w kontrze na uderzenia rywala. Swoją siłę wykorzystuje do efektownych wyniesień.

gif9bektic

Defensywnie też wygląda bardzo dobrze. W boju ze Skellym, nie dość, że zastosował skuteczny „sprawl”, to błyskawicznie po nim podjął próbę zajścia za plecy rywala i wykorzystując jego błąd przy próbie powrotu do stójki, ostatecznie znalazł się w gardzie.

gif6bektic

Na ziemi ma dobrą kontrolę. Czasem próbuje zdobywać dogodniejsze pozycje, najlepiej jednak czuje się w pełnej gardzie, gdzie stosuje solidne ground’and’pound, najczęściej przy użyciu łokci.

gif7bektic

Technik kończących nie szuka w zasadzie wcale (w ostatniej walce raz spróbował kimury, czym przypłacił utratę pozycji), co nie znaczy, że dysponuje przeciętnym wachlarzem umiejętności BJJ. Ma wysoki współczynnik obron przed poddaniami – odparł próby skrętówki i duszenia zza pleców w wykonaniu wybornego grapplera w postaci Chasa Skelly’ego. Nie pozwolił zapiąć duszenia na szyi, umiejętnie kontrolując prawą rękę rywala. Sukcesywnie oswobadzał się z uścisku, podnosząc ostrożnie pozycję. Co ważne, po uwolnieniu się, nie chciał wracać do stójki, tylko dynamicznie zajął pozycję z góry.

gif10bektic

Posiada cechę, której nie można nigdzie kupić czy wytrenować – ogromne serce do walki wielkości polskiej dziury budżetowej. Bywał już w sporych tarapatach, jednak potrafił odnajdywać się w trudnych momentach.

Mirsad aktualnie skupia się tylko na treningach MMA i nie zajmuje się niczym innym. Nie poszedł nawet na studia, by móc w pełni oddać się sportowi. Póki co, droga jego kariery zdaje się zmierzać w odpowiednim kierunku. W amatorskim i zawodowym MMA jeszcze nigdy nie zaznał goryczy porażki, a na koncie ma zwycięstwo z utalentowanym Chasem Skellym. Jeśli ominą go poważne kontuzje, to może zajść bardzo daleko w naszym sporcie. Na gali UFC Fight Night 49 miał mierzyć się z mocnym Maxem Hollowayem (MMA 11-3), jednak z pojedynku wyeliminowała go kontuzja. Teraz nie ma już po niej śladu i w ciągu najbliższych dni mamy poznać nazwisko jego następnego rywala i datę gali, na której będzie się bić. Mirsad otwarcie mówi, że chce być nowym i ulepszonym Georgesem St. Pierrem. Póki co, nie dysponuje jeszcze tak dobrą pracą nóg, a ciosy proste i defensywa w stójce wymagają poprawek. Czasu na rozwój jest jednak sporo – Bektic ma zaledwie 23 lata. Czy zbliży się do poziomu prezentowanego przez „Rusha”? Przyszłość pokaże.

PS: Artykuł zawiera informacje ze strony mirsadbektic.com.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.