cody-garbrandt

(Fot. Dave Mandel / Sherdog.com)

Podróż w poszukiwaniu przyszłych mistrzów UFC rozpoczęliśmy od dywizji koguciej, gdzie znaleźliśmy „małego Jona Jonesa” – Aljamaina Sterlinga (MMA 10-0), potem przyszła kolej na kategorię piórkową, w której walczy zawodnik starający się być nowym i ulepszonym Georgesem St. Pierrem – Mirsad Bektic (MMA 8-0). Przechodząc do dywizji lekkiej, przyjrzeliśmy się Gilbertowi Burnsowi (MMA 9-0). Teraz powracamy do kategorii koguciej, bowiem pojawiła się tam świeża krew – zawodnik, który ma „papiery” na to, by szturmem zdobyć największą organizację MMA świata.

Sześć zwycięstw, sześć nokautów. Imponujący debiut w UFC. Baza w zapasach i treningi w Team Alpha Male. Zaledwie 23 lata. Tego zawodnika nie mogło zabraknąć w cyklu: „Przyszli mistrzowie”. Oto przed państwem Cody Garbrandt!

Początki

Cody urodził się 7 lipca 1991 roku w Uhrichsville w stanie Ohio w USA. Teraz mieszka w Sacramento w Kaliforni. Swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku piętnastu lat od boksu. Zawodnik w przeszłości miewał konflikty z prawem, o których nie chce zbyt wiele mówić, ale nie ukrywa, że brał udział w nielegalnych ulicznych walkach. Zdobył kilka nagród w turniejach zapaśniczych, ale też rozwijał się jako bokser. Amatorski bilans w tej dyscyplinie miał dość imponujący – zwyciężył w 32 walkach, a przegrał zaledwie raz. Amatorską karierę w MMA rozpoczął w 2009 roku od porażki przez duszenie zza pleców. Po tym, jak rozwinął swoje umiejętności, zakończył amatorską karierę z bilansem 4-2 i w 2012 zdecydował się na przejście na zawodowstwo.

Pierwsze koty za płoty

Zawodowy debiut przypadł na dzień 29 grudnia 2012 roku. Rywalem Cody’ego był Charles Kessinger (MMA 2-4), który miał wtedy bilans 2-1 w MMA. Walka miała miejsce na gali Pinnacle FC – Pittsburgh Challenge Series 1. Kessinger dość szybko dał się poznać jako zawodnik niezbyt wysokich lotów. Garda u niego nie istniała, a walkę do parteru chciał przenieść tak bardzo, że dosłownie biegł za rywalem.

gif1-garbrandt

Mimo to napsuł trochę krwi Cody’emu. Trafił go jednym z cepów, po czym szybko wpiął się do gilotyny, którą nie dał jednak rady poddać rywala – ten oswobodził się po kilkunastu sekundach. Doszło do klinczu pod siatką, z którego niewiele wynikło. Po krótkiej wymianie ciosów, Garbrandt przeniósł walkę do parteru. Tam niewiele zdziałał i walka powróciła do stójki z jego inicjatywy. Na środku klatki trafił rywala kilkoma mocnymi ciosami, po czym rozpoczął destrukcję na ziemi. Ostatecznie zdobył dosiad i z tej pozycji zasypał oponenta gradem ciosów, czym zmusił sędziego do przerwania pojedynku pod koniec pierwszej rundy.

Cody kolejną walkę stoczył niespełna rok później. 27 listopada 2013 na gali Pinnacle FC – Pittsburgh Challenge Series 5 zmierzył się z Shanem Manleyem (MMA 2-2). Również ten pojedynek nie trwał zbyt długo, bo niespełna cztery minuty. Shane na początku pokusił się o obalenie, przez co wylądował w gilotynowym uścisku Cody’ego, jednak zdołał się oswobodzić z próby duszenia. Krótkie wymiany w stójce zdecydowanie wygrywał Garbrandt – był szybszy i trafiał celniej. Po jednym z mocnych ciosów Shane wylądował na plecach, co wykorzystał rywal szybko zdobywając pozycję z góry, gdzie dokładał kolejne uderzenia. Manley przy próbie powrotu do stójki przyjął na głowę mocne kolano. Sędzia z nieznanych nikomu powodów (cios był wyprowadzony legalnie) przerwał wtedy pojedynek, powiedział po kilka słów do zawodników i wznowił walkę. Shane po chwili, za nieudaną akcję ofensywną, został skarcony potężnym kontrującym ciosem, po którym nie dał rady kontynuować pojedynku.

gif2-garbrandt

Nokautujemy

Trzecie zawodowa walka Cody’ego odbyła się na gali Gladiators of the Cage – The North Shore’s Rise to Power 4, 15 marca 2014 roku. Bohater naszego artykułu zmierzył się wtedy z niepokonanym Dominikiem Mazzottą (MMA 4-1, na tamtą chwilę: 3-0). Była to pierwsza walka Garbrandta, która wyszła do drugiej rundy. Od początku starał się dyktować tempo. Zaczął od kilku mocnych lowkicków, po czym przeszedł do klinczu pod siatką, z którego sprowadził walkę do parteru za pomocą haczenia, które zagwarantowało mu wylądowanie w pozycji bocznej.

gif3-garbrandt

Z tej pozycji nie wyczarował jednak zbyt wiele i walka powróciła do stójki. Cody wykazał wtedy tendencję do wchodzenia w brawl. Po kilku wymianach znowu zdecydował się na przeniesienie walki do parteru, co przyszło mu bez trudu. Po chwili jego rywal dał radę wstać i tak skończyła się pierwsza runda. Druga odsłona nie trwała zbyt długo – „No Love” znokautował rywala. Kolejny raz za pomocą ciosu kontrującego – tym razem w odpowiedzi na niskie kopnięcie.

gif4-garbrandt

Szybki nokaut

Kolejną walkę Garbrandt stoczył dwa miesiące później. Skrzyżował rękawice z Jamesem Porterem (MMA 7-3) na gali Pinnacle FC – Pittsburgh Challenge Series 7. Przebieg walki? Dominacja w wykonaniu Cody’ego od samego początku. Najpierw trafił kolanem na korpus, po którym jego rywal zdecydował się na wciągniecie do gardy. Garbrandt nie miał jednak zamiaru walczyć w parterze i szybko przywrócił walkę do stójki. Trafił oponenta mocnym podbródkowym pod siatką, po czym dołożył do tego kolejne kolano.

gif5-garbrandt

Porter nie potrafił się inteligentnie bronić. Przyjął sporą ilość ciosów na ziemi i sędzia zmuszony był przerwać pojedynek.

Jeszcze szybszy nokaut

„No Love” kolejną walkę stoczył 4 października 2014 roku na gali NAAFS – Rock N Rumble 8. Zmierzył się wtedy z Charlesem Stanfordem (MMA 5-3). Ten drugi nie miał zbyt wiele do powiedzenia w pojedynku. Został rozpracowany w niespełna dwie minuty. Przyjął sporo mocnych sierpów i podbródkowych, a gwoździem do trumny okazał się cios na korpus, po którym zwinął się w kłębek.

gif7-garbrandt

To była ostatnia walka Garbrandta na lokalnych galach, bowiem na jego stole pojawiło się kontrakt z Ultimate Fighting Championship.

W świetle jupiterów

W debiucie w największej organizacji MMA świata zmierzył się z Marcusem Brimagem (MMA 7-3) na gali UFC 182, 3 stycznia 2015 roku. Warto odnotować, że przed tą walką „No Love” był stawiany przez bukmacherów w roli wyraźnego underdoga.

Panowie od początku wymieniali się uprzejmościami w stójce. Cody nie dał po sobie poznać, że z debiutem w UFC pojawił się u niego stres. Wręcz przeciwnie – sprawiał wrażenie zawodnika dużo bardziej wyluzowanego od rywala. Sztywny Brimage miał problemy z trafianiem oponenta, który nonszalancko opuszczał gardę. Garbrandt był nieznacznie lepszy w pierwszej rundzie, a pod jej koniec trafił kilkoma soczystymi sierpami, które zachwiały rywalem. Druga odsłona była bardzo wyrównana. Zawodnicy wymienili między sobą dużą ilość ciosów i ciężko wskazać, który był wtedy lepszy. Podobnie było też w ostatniej rundzie. Cody jednak do samego końca starał się o skończenie przed czasem i ostatecznie dopiął swego. Na dziesięć sekund przed końcową syreną sędzia ringowy Herb Dean przerwał pojedynek. Garbrandt najpierw powalił Marcusa na deski mocnym prawym sierpowym, by chwilę później – gdy Brimage powrócił na nogi – po raz kolejny zasypać go gradem ciosów i zadać następny celny, tym razem kończący sprawę, sierp.

gif8-garbrandt

Tym samym „No Love” po raz pierwszy w swojej zawodowej karierze stoczył pojedynek, który wyszedł do trzeciej rundy. Do tej pory żadna z jego walk nie zakończyła się decyzją sędziowską – wszystkie Cody zakończył przed czasem po ciosach – nie zostawiając wątpliwości, kto w konkretnym zestawieniu jest lepszym zawodnikiem.

Zawodnik w wywiadzie po walce stwierdził, że przeczuwał nokaut i cierpliwie czekał na okazję, by móc zastopować rywala ciosami. Zawsze dąży do skończeń przed czasem i nie inaczej było tym razem. Co ciekawe, stwierdził, że skupia się wyłącznie na MMA od zaledwie roku. Wcześniej łączył treningi MMA z pracą i nie traktował walk jako zajęcia, z którego mógłby się utrzymywać. Jest zadowolony z treningów w Team Alpha Male – wszyscy są tam jak bracia i bardzo dużo od nich się uczy, gdyż jego sparingpartnerzy są doświadczeni w bojach na najwyższym poziomie. Nie było mu łatwo znieść porażkę Danny’ego Castillo, który zaraz po nim przegrał z Paulem Felderem. „Last Call” był pierwszym zawodnikiem, z którym Cody sparował w Team Alpha Male i ma z nim swego rodzaju więź emocjonalną. Garbrandt mówi, że nie czuł żadnej presji związanej z debiutem w oktagonie UFC. Wykonywał swoją pracę i była to dla niego po prostu kolejna walka, którą trzeba wygrać, a mocną psychikę zawdzięcza ulicznym pojedynkom, które kiedyś toczył.

Świat stoi otworem

Cody do tej pory prezentował się fanom MMA jako zawodnik lubujący się przede wszystkim w wymianach stójkowych, dokładający do tego sporadyczne obalenia. W ostatniej walce udowodnił, że ma zapas paliwa potrzebny do tego, by przewalczyć w szybkim tempie pełne trzy rundy.

W stójce chętnie aplikuje rywalom kolana na głowę z tajskiego klinczu. Wyprowadza dużo kopnięć – często lokuje je na korpus, ale najbardziej lubi ograniczać mobilność rywali za pomocą lowkicków. Z czasem nauczył się cierpliwości, ale potrafi też być bardzo agresywny, gdy poczuje krew. Większość ofensywnych kombinacji jest przemyślana i wyprowadzona w odpowiednim momencie. Cody to zawodnik lubujący się w kontrach. Kontruje zwykle sierpami, często z lewej ręki. Właśnie sierpy (zarówno krótkie jak i bardziej obszerne) są jego mocna bronią. Ma świetny timing, o czym przekonali się jego rywale, którzy moment nieuwagi przypłacili nokautami. Potrafi też zaskoczyć niekonwencjonalną techniką, typu latające kolano.

gif6-garbrandt

Powyżej gif z walki ze Stanfordem, ale też podobne uderzenie Cody zastosował w ostatnim boju z Brimagem. Ma przyzwoitą defensywę, dobrze unika ciosów rywali przy pomocy balansu ciałem.

„No Love” ma też bogaty arsenał technik zapaśniczych. Lubi obalać po przechwyceniu nogi kopiącego rywala, ale też przewraca z klinczu przy pomocy haczeń. Jak już obali, to prezentuje przyzwoity parter. Na pewno daleko mu do zawodnika typu: „lay and pray”. Jest aktywny z góry, stara się cały czas zdobywać lepsze pozycje, a dodatkowo przeplata wszystko ciosami. Z technik kończących szczególnie upodobał sobie gilotynę. Stwarza nią realne zagrożenie. Co prawda jeszcze nie ma zwycięstwa przez poddanie w swoim bilansie, ale zdaje się to być kwestią czasu.

Cody nie jest oczywiście zawodnikiem idealnym. Zbyt często daje się trafiać, a jego ofensywne zapasy nie są aż tak dobre, jak pisano o nich w mediach przed debiutem w UFC. Praca nóg również wymaga drobnych poprawek. To wszystko blednie jednak w obliczu faktu, iż Garbrandt zawodowo bije się od zaledwie dwóch lat. Przed tym młodym zawodnikiem jeszcze długa droga i ogromne pole do rozwoju. Nie mam wątpliwości, że w wypadku gdy ominą go kontuzje i będzie solidnie pracować się na treningach, to zagrzeje na dłużej miejsce w UFC. Zawodnicy ze ścisłej czołówki dywizji koguciej już teraz powinni zacząć się bać zawodnika, który jednym kontrującym sierpem będzie w stanie wyłączyć im światło.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.