asdasdasdasd

(Fot. Dave Mandel/Sherdog.com)

Młodzi i utalentowani – czasowo cierpiący na deficyt popularności, jednak niedługo mogący walczyć o najwyższe cele. Na łamach MMARocks.pl pojawia nowy cykl, w którym przedstawiać będziemy perspektywicznych zawodników, w których widzimy to „coś”, co pozwala nam wierzyć, że przy ogromnym wkładzie pracy, a także odrobinie szczęścia, dostąpią za jakiś czas zaszczytu walki o pas mistrzowski największej organizacji MMA świata.

Mało jest fanów MMA, którzy nie słyszeli o Chrisie Weidmanie (MMA 12-0). O jego sparingpartnerze Alu Iaquincie (MMA 9-3) mówi się już mniej, chociaż zawodnik ten w Polsce jest relatywnie rozpoznawalny, głównie z powodu zwycięstwa nad naszym rodakiem Piotrem Hallmannem (MMA 15-3). Z tymi dwoma panami w klubie „Serra-Longo Fight Team” trenuje zawodnik, który ma wszelkie „papiery” na to, by w niedługim czasie swoimi osiągnięciami przyćmić starszych kolegów. Póki co, z sukcesami walczy na kartach wstępnych gal UFC, jednak w niedalekiej przyszłości spodziewajmy się bojów z wielkimi tuzami świata MMA. Oto przed państwem Aljamain Sterling (MMA 10-0)!

Zacząłem trenować MMA po tym jak zobaczyłem w akcji mojego byłego klubowego kolegę (sekcji zapaśniczej), a aktualnego mistrza świata wagi półciężkiej (Jona Jonesa). Poprosiłem o możliwość trenowania z nim – dostałem zaproszenie i od tego czasu zacząłem skupiać się na MMA. Trwa to nieprzerwanie do dnia dzisiejszego. Uznałem, że ten sport jest stworzony dla mnie, bo kocham rywalizację jeden-na-jeden.

Aljamain ma 25 lat. Jego stylem bazowym są zapasy. Walczył z sukcesami w trzeciej dywizji NCAA dla uniwersytetu SUNY-Cortland. Dorobił się pseudonimu „The Funk Master” dzięki swojemu nieortodoksyjnemu stylowi zapaśniczemu.

Sterling amatorską karierę rozpoczął w 2009 roku od poddania swojego pierwszego przeciwnika. Potem przychodziły kolejne zwycięstwa. Ostatecznie amatorski „rajd” zakończył z bilansem 6-1.

Kwiecień 2011 roku to czas przejścia na zawodowstwo. NA gali UCC 4 jednogłośnie na punkty pokonał Sergio Da Silvę (MMA 3-5), dla którego była to druga zawodowa walka po porażce z Alptekinem Ozkilicem (MMA 9-3).

W kolejnej potyczce duszeniem zza pleców poddał w pierwszej rundzie Harleya Leimbacha (MMA 0-6), który przed tym starciem mógł się pochwalić pięcioma porażkami bez zwycięstwa. Nie ma co ukrywać, Leimbach był „ogórkiem” z krwi i kości wystawionym pod zbudowanie bilansu, jednak nie warto tego krytykować, gdyż później Amerykaninowi przychodziło mierzyć się z solidniejszymi oponentami.

Już w kolejnym boju poprzeczka została zawieszona znacznie wyżej. Ba, „Funk Master” dostał szansę walki o pas wagi koguciej. Na gali Ring of Combat niejednogłośną decyzją pokonał późniejszego weterana Bellatora Claudio Ledesmę (MMA 9-5). Mistrzowskiego pasa nie musiał bronić, bowiem błyskawicznie podpisał kontrakt z inną organizacją – Cage Fury Fighting Championships.

Nieco ponad miesiąc po pokonaniu Ledesmy, znokautował pod koniec pierwszej odsłony pojedynku Evana Chmielskiego (MMA 5-6), zaliczając udany debiut w nowej organizacji. A tyle udany, że zagwarantował mu szansę walki o pas mistrza CFFC. Trofeum zdobył dosyć gładko, na dystansie pełnych pięciu rund wypunktowując Seana Santellę (MMA 13-4).

Sterling mistrzostwa organizacji CFFC bronił trzykrotnie i, co ciekawe, za każdym razem kończył rywali duszeniem zza pleców. Jeszcze bardziej intersujący fakt jest taki, że każdego kolejnego rywala dusił wcześniej. Casey Johnson (MMA 4-5) dotrwał do trzeciej rundy, Sidemar Honorio (MMA 9-5) do drugiej, a Joel Roberts (MMA 8-6) klepał już w drugiej minucie pierwszej odsłony. Zgodnie z prawami matematyki kolejnego rywala Aljamain powinien skończyć jeszcze zanim rozpocznie się walka… Nie musiał tego jednak robić, bowiem przed oczami ukazało się coś, o czym do niedawna mógł tylko marzyć – kontrakt z UFC.

Walczenie w UFC znaczy dla mnie bardzo dużo. W końcu czuję, że ciężka praca i wyrzeczenia jakie włożyłem w ciągu swojej kariery nie były na nic. Wszystkie godziny ćwiczeń i wkład trenerów nie przemkną niezauważone. Jestem jak zwierzę próbujące wykonywać te wszystkie dziwne rzeczy. Kiedy śnię, pracuję. Rzeczywistość! Mam swój cel, dla którego żyję i chcę to osiągnąć!

Sterling w UFC zadebiutował w lutym 2014 roku. Na gali z numerem 170 pokonał Cody’ego Gibsona (MMA 12-5). Dobrze rozpoczął pojedynek celnie trafiając i obalając rywala. Najwięcej problemów miał w drugiej rundzie, w której dawał się niepotrzebnie trafiać i sam lądował na plecach. W ostatniej odsłonie pokazał jednak ogromną wolę walki, sprowadzając rywala do parteru, gdzie zaszedł za plecy i był blisko poddania. Ostatecznie w oczach sędziów punktowych wygrał właśnie tę i pierwszą rundę, zgarniając jednogłośną decyzję. Wpływ na nieco słabszą dyspozycję Amerykanina mógł mieć stres związany z debiutem w „lidze mistrzów” MMA, bowiem w kolejnej walce ujawnił swój pełny potencjał.

asda

(Fot. Dave Mandel/Sherdog.com)

Właśnie w lipcu tego roku największy dotychczasowy pokaz talentu dał w boju z Hugo Vianą (MMA 8-2), którego zdemolował używając praktycznie samych kopnięć, ostatecznie wygrywając przez TKO w trzeciej rundzie pojedynku. „Funk Master” przez moment całkowicie wyeliminował pracę rąk, tak bardzo skupiając się na technikach nożnych, że sprawiał wrażenie jakby zapomniał, że dozwolone są też ciosy pięściami! Zaczął od mocnych kopnięć na korpus i twarz rywala, z czasem przechodząc do zapasów, z którymi Viana kompletnie sobie nie radził. W ostatniej rundzie po obaleniu zdobył dosiad, z którego zasypał rywala potężnymi ciosami. Brazylijczyk nie wykazywał umiejętnej obrony przed uderzeniami, czym zmusił sędziego ringowego do przerwania pojedynku.

Mam niebieski pas BJJ, czarny Funk-Jitsu i jestem ekspertem od pieczenia ciast czekoladowych!

Sterling zaskakuje kreatywnością. Nutka szaleństwa, która wkrada się do jego pojedynków, czyni je wyjątkowymi i bardzo przyjemnymi dla oka. Już teraz niektórzy nazywają tego zawodnika „małym Jonem Jonesem”. Jest w tym trochę prawdy – nieskazitelny bilans walk, skończenia przed czasem, spory zasięg ramion. Mimo podobieństw, daleki byłbym od określania go kopią „Bonesa”. Tworzy swój własny styl, w którym zwłaszcza techniki kopane wychodzą na pierwszy plan.

Najbardziej lubię kopnięcia na nogi w celu ścięcia drzewa.

Sterling chce tworzyć widowisko – nie jest typem zawodnika starającego się wygrać na punkty. Za cel stawia sobie kończenia przed czasem – obojętnie czy po ciosach czy przez poddania. Brnie do przodu niczym rozpędzone tsunami zostawiając po sobie tylko zgliszcza. Ma do dyspozycji bogaty arsenał technik z zakresu Kickboxingu i Muay Thai, wsparty solidnymi zapasami, a także świetną kondycją, wolą walki i niezłomnością. Odznacza się wyśmienitą pracą nóg i ponadprzeciętną szybkością poruszania. Wspomniane wcześniej nieortodoksyjne podejście do zapasów pozwala mu na regularne sprowadzanie walki na ziemię. Uwielbia błyskawiczne schodzenie do nóg na tzw. „nurka” po czym efektownie obala. W parterze ma dobrą kontrolę z góry i zgrabnie niczym wiewiórka przechodzi pozycje. Rywale muszą obawiać się częstych prób zajścia za plecy czy niekonwencjonalnych poddań typu Brabo.

Defensywnie jest bardzo przyzwoicie. Bywał obalany, jednak utrzymanie go na plecach należy do zadań karkołomnych. Również regularne trafianie go nastręcza problemów rywalom, którzy nie radzą sobie z jego szybkością i umiejętnym wykorzystaniem balansu ciała.

To wszystko czyni z niego materiał na zawodnika mogącego toczyć wyrównane boje ze ścisłą światową czołówką. Zresztą, sam nie ukrywa, że celuje w pas mistrzowski UFC:

Król wagi koguciej powrócił, ale ja jestem nowym księciem w mieście, który konspiruje nad przejęciem władzy. Mój atak będzie podstępny i zręczny. To będzie dzieło sztuki.

Aljamain miał bić się z Mitchem Gagnonem (MMA 12-2) na zeszłotygodniowym UFC Fight Night 54, jednak z walki wyeliminowała go kontuzja. Powoli wraca do formy i niedługo dowiemy się kto będzie jego kolejnym rywalem. Spodziewam się zobaczyć najlepszą wersję Sterlinga jak do tej pory istniała, bowiem zawodnik ten z walki na walkę notuje realny progres. Kogokolwiek nie dostanie – na najbliższe widowisko z jego udziałem bez wątpienia warto rzucić okiem.

PS. Artykuł zawiera wypowiedzi zawodnika z jego oficjalnego konta na serwisie społecznościowym Twitter i z wywiadu dla portalu UFC.com.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.