UFC_logo

Wszyscy zorientowani w temacie fani mieszanych sztuk walki doskonale wiedzą, że waga półciężką poza UFC prawie nie istnieje, a u samego potentata poza pierwszą dziesiątką także nie jest kolorowo. Brzmi to paradoksalnie, ponieważ właśnie na czele tej dywizji  stoi zawodnik, uznawany za najlepszego bez podziału na kategorie wagowe.

Większość prezentujących przyzwoity poziom zawodników znajduje się w konkurencyjnej organizacji, dlatego tym razem nasze ranking zmieni nieco swój wygląd. Miejsca na podium zajęli zawodnicy z niemal taką samą liczbą punktów (Lawal o jeden punkt mniej od pozostałej dwójki), a dodatkowo wszyscy są związani wyłącznościowym kontraktem z organizacją Bellator MMA, co nie pozwoli im w najbliższym czasie zmienić pracodawcy. Natomiast w przypadku zawodników ulokowanych na miejscach od 2. do 5. numeracja ma charakter czysto porządkowy, gdyż także zdobyli podobną lub identyczną liczbę wskazań, a wszyscy są traktowani jako perspektywiczni fighterzy, którzy w przyszłości mogą okazać się jeszcze bardziej wartościowi.

Konieczność przemodelowania artykuły w przypadku wagi półciężkiej jeszcze dobitniej unaocznia, jak wygląda ta kategoria poza Ultimate Fighting Championship.

W głosowaniu brali udział redaktorzy portalu MMARocks, Jordan Breen z Sherdog.com oraz Artur Mazur z wp.pl. W zestawieniu mogli pojawić się tylko zawodnicy, którzy jeszcze ani razu nie wystąpili w oktagonie UFC.

1. Atilla „Pumukli” Vegh (29-5-2), Emanuel „The Hardcore Kid” Newton (23-7-1), Muhammed „King Mo” Lawal (12-4, 1NC)

Fot. Sherdog.com
Fot. Sherdog.com

Każdy z nich był mistrzem: Vegh i Newton – Bellatora, a Lawal – Strikeforce. Aktualnie pas wagi półciężkiej organizacji Bjorna… Scotta Cockera spoczywa na biodrach Emmanuela Newtona. Wydaje się to sprawiedliwe, ponieważ Kalifornijczyk pokonał w bezpośrednich starciach obu towarzyszy z podium, choć przy pierwszej konfrontacji ze Słowakiem uległ. „The Hardcore Kid” z oboma panami mierzył się dwukrotnie. Lawala raz wypunktował i raz znokautował, natomiast z Veghiem przegrał przez niejednogłośną decyzję w 2012 roku, a trzy miesiące temu w taki sam sposób zrewanżował „Pumukli”.

Weteran gal KSW z kolei do czasu porażki z Newtonem mógł szczycić się passą dziewięciu zwycięstw oraz czteroletnim okresem bez porażki w zawodowych walkach. Niemniej, wraz z niekorzystną decyzją na Bellator 113 Veghowi przyszło także oddać pas mistrzowski.

Muhammed Lawal był systematycznie rozstawiany tak w drabinkach turniejowych, aby doszedł do finału, a następnie zmierzył się z mistrzem. Na trzy podejścia, udało się tylko raz, lecz wtedy wyżej wspomniany Newton wybił Lawalowi pomysł zdobycia tytułu tymczasowego.

Bellator zakontraktował ostatnio kilka nowych – dla organizacji, nie świata MMA – twarzy, ale to właśnie pomiędzy Newtonem, Veghiem i Lawalem powinna rozgrywać się batalia na samym szczycie wagi półciężkiej, nie tylko ze względów sportowych. O przejściu do UFC któregokolwiek z tej trójki raczej prędko nie usłyszymy.

2. Liam McGeary (7-0)

Fot. Sherdog.com
Fot. Sherdog.com

Eksplozywny Anglik może się podobać. Od początku kariery przewalczył tylko 25 minut i 20 sekund, a udało mu się w tym czasie odprawić siedmiu rywali.

Po trzech występach na lokalnych galach na Jersey i w Stanach Zjednoczonych McGeary postanowił przenieść się pod skrzydła Bellatora. Tam dostawał szanse na kartach wstępnych, ale gdy popisał się efektownymi skończeniami przez nokaut i poddanie, dostał szansę wystartowania w formule turniejowej. Póki co walczył jedynie w ćwierćfinale, a w nim błyskawicznie uporał się z Mikiem Mucitellim.

Purpurowy pas BJJ w półfinale spotka się z  Egidijusem Valaviciusem.

3. Brandon „The Wrath” Ropati (7-0)

Fot. Bloodyelbow.com
Fot. Bloodyelbow.com

Choć wywodzi się z zapasów i brazylijskiego jiu-jitsu, może pochwalić się także potężnym uderzeniem. Potwierdza to bilans Samoańczyka. Tylko raz urodzony w Auckland zawodnik zakończył walkę dźwignią, natomiast aż trzy – nokautem.

Brandon Ropati rozpoczął karierę zaledwie trzy lata temu od starć z równie niedoświadczonymi przeciwnikami na lokalnych galach w Nowej Zelandii. Pierwszy poważny sprawdzian „The Wrath” zdał w marcu 2012 roku, kiedy to wypunktował zdecydowanie bardziej obytego ze sceną MMA Sama Alveya. Po tym zwycięstwie po Ropatiego sięgnęło Legend FC. Dla nowej organizacji zawodnik z chińskimi korzeniami stoczył do tej pory tylko jedną walkę. Podczas 10. odsłony reprezentant Oliver MMA poddał Cole’a Davidsa w pierwszej rundzie.

Co ciekawe, Ropati ma chyba największe szanse spośród wszystkich znajdujących się na tej liście, aby już niedługo pojawić się w UFC. Największa organizacja na świecie wybiera się bowiem za jedenaście dni ze swoim cyklem Fight Night do Nowej Zelandii. Aż dziw bierze, że 25-latek nie znalazł się na karcie walk, ale jeśli któryś z zestawionych zawodników wypadnie z rozpiski, kto wie, czy to właśnie on nie wskoczy na puste miejsce.

4. Tomasz „Żyrafa” Narkun (9-1)

Narkun
Fot. MMARocks.pl

Polski specjalista od poddań przegrał w swojej karierze tylko raz, ale porażka z Wiaczesławem Wasilewskim ujmy nie przynosi. Od powrotu do regularnych startów w zeszłym roku Tomasz Narkun zwyciężył już czterokrotnie.

Na drugim miejscu tej listy znajduje się Liam McGeary, który w zaledwie 25 minut i 20 sekund pokonał siedmiu rywali. To niewątpliwie znakomity wyczyn, ale co powiedzieć w przypadku kiedy „Żyrafa” w zaledwie pięć minut dłużej uporał się z dziewięcioma przeciwnikami? Zawodnik ze Stargardu Szczecińskiego nie kombinuje w swoich starciach. Od początku opiera plan na walkę o tę samą strategię: jak najszybciej znaleźć się w parterze, a tam poddać przeciwnika. A trzeba przyznać, że na ziemi Narkun nie ma sobie równych, o czym zaświadczają liczne tytuły, chociażby złote medale na polskich zawodach ADCC.

Niedawno reprezentant Berserkers Team został mistrzem duńskiej organizacji European MMA. Nie wiadomo, jak będzie wyglądała kwestia obrony pasa przez Polaka, ponieważ niedługo po zwycięstwie w Danii podpisał kontrakt z liderem polskiego rynku, czyli Konfrontacją Sztuk Walki. Niezależnie od tego, gdzie przyjdzie Narkunowi występować w najbliższym czasie, najważniejsze pojedynki jeszcze przed nim.

5. Luiz Philipe „Monstro” Lins

Fot. Sherdog.com
Fot. Sherdog.com

Kolejny niepokonany i zakontraktowany niedawno przez Bellatora zawodnik. Philipe Lins będzie miał okazję skonfrontować się z tym drugim – Liamem McGearym, jeśli tylko obaj pokonają swoich rywali w półfinałowych starciach turnieju.

28-latek dał poznać się z bardzo dobrej strony na lokalnych galach w Brazylii, gdzie korzystał przede wszystkim z mocnego ciosu, aby wygrywać pojedynki, choć na Bitetti Combat 17 zaznał już trudów piętnastominutowego starcia, a podczas Tremons Fight udusił rywala. Później przyszła pora na występy w Bellatorze, gdzie po poddaniu Travisa Clarka Brazylijczyk dostał od razu szansę pokazania swoich umiejętności w turnieju wagi półciężkiej. W ćwierćfinale „Monstro” nie dał żadnych szans Austenowi Heidlage’owi.

Teraz naprzeciw Linsa stanie Kelly Anundson, a zwycięzca tej walki zmierzy się z wygranym starcia McGeary vs. Valavicius, by następnie skonfrontować się z mistrzem w pojedynku o pas, o ile oczywiście władze Bellatora nie postanowią inaczej.

Ławka rezerwowych: Roy Boughton.

Poczytaj więcej artykułów z cyklu „Ich brakuje w UFC”:

Waga ciężka
Waga półciężka
Waga średnia
Waga półśrednia
Waga lekka

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.