Pretendent do tytułu mistrzowskiego dywizji muszej, Kyoji Horiguchi (MMA 15-1) do walki z Demetriousem Johnsonem (MMA 21-2-1) przygotowywał się m.in. w American Kickboxing Academy, gdzie pomagali mu tacy zawodnicy jak Josh Thomson, Luke Rockhold czy Daniel Cormier. Japończyk trenował obrony prze obaleniami, tak by móc utrzymywać pojedynek w stójce – swojej najmocniejszej płaszczyźnie. Starcie Horiguchi vs. Johnson będzie walką wieczoru sobotniej gali UFC 186.

19 KOMENTARZE

  1. Sorry, nie można mówić o człowieku, że ma charyzmę, tylko dlatego że się dobije. Nie każę im uprawiać błaznowania Connora ale np. coś w stylu Asi byłoby idealnie kurde. Żaden zawodnik nie jest CHARAKTERYSTYCZNY! Nikt nie ma specyficznego wejścia (miał Pickett, ale on już chyba wrócił wagę wyżej), żaden nie jest rozgadany, jest tak naprawdę dwóch dominatorów i reszta, w porównaniu do nich, prezentuje poziom średni. (piszę ci to wielkimi literami, byś zaraz nie pisał o sportowych aspektach: W PORÓWNANIU DO NICH!). Nie próbuj bronić na siłę czegoś, czego nie da się bronić – Marketingowo ta dywizja ssie pałę. Nie, NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE MA ZŁY POZIOM SPORTOWY. Brak w niej ikon, Mysza, jeśli nie zacznie robić MASAKRY – bo stać go kurwa na to, widać to było, ale walczy za asekuracyjnie w porównaniu do tego, co mógłby zrobić – będzie ciągle tylko tym zawodnikiem, który, tak jak ronda, wykorzystuje słabość dywizji. Bo sorry, to mi przypomina sytuację z Piórkową, przed transferem Edgara, gdzie był Jose pod nim Chad i dłuuugo nikt. A wiesz czym różni się ta dywizja w porównaniu do Muszej? Może nie uwierzysz, ale różni się charakterystycznymi zawodnikami. Jest robiący masakrę (chociaż 2 ostatnie walki tego nie potwierdzają, ale ciągle) mistrz, który jest poza zasięgiem, jest główny contender, który wali wszystkich równo i  jest masa zawodników, dających kapitalne walki: Cub Swanson, Koreański Zombie, do niedawna był tam Poirer, od dwóch lat walczy Frankie Edgar, Dennis Bermundez i jego meksykańskie zapasy, Ricardo Lamas, który ma więcej zdolności marketingowych niż Mysza, Dennis Siver, a z tych z dalszych miejsc rankingowych: Jeremy Stephens i Charles Oliviera. I sorry, jak to ma się równać to samo, co dywizja 57 kg, gdzie, poza Myszą, Benevidezem i Dodsonem (LINEKER musi iść wyżej, kara za nierobienie wagi) nie ma NIKOGO. McCall nie spełnił pokładanych w nim nadziei – ratują go dobre walki, ale po kolejnej porażce poleci. Nie ma co ukrywać Born – jest to dywizja KARNA, ratująca Kogucich (ale i czasami Piórkowych) przed wylotem z UFC – bo zejdzie wagę niżej, aby tylko przewalczyć jedną walkę. Pełno tam odpadów z koguciej, pokroju Chrisa Cariaso.

    Podsumowując: NIKT ale to absolutnie NIKT nie mówi, że sportowo jest to zła dywizja. Tylko jej potencjał marketingowy jest zerowy i NIKT nie próbuje tego zmienić. I nie próbują tego bronić, bo przecież są to "super cudowne wagi lekkie, gdzie każdy jest atletyczny, mają kondycję i umiejętności". Może i mają. Tylko czasami wydaje mi się, że brakuje im przysłowiowych jaj, aby udowodnić, że reprezentuje sobą coś poza oktagonem (WYJĄTEK: DODSON!). Wiesz że nie mam nic do ciebie, ale jeśli ciągle nie zrozumiesz tego i tak długiego wywodu (napisałem specjalnie tak długi!) to sorry, ale pokażesz mi tylko, że nie wiesz, na czym polega ten sport i oglądasz walki bez całej otoczki.

    Miszon na prezydenta!

  2. @Miszon Nie próbują zmieniać, owszem, trudno, ja pozostanę jej fanem, bo podoba mi się to co robią w klatce. Show poza walką to dla mnie dodatek, podkręca atmosferę, ale i bez tego obejrzę mocno zainteresowany jeśli ciekawi mnie zestawienie. Wiem, że to nie pomoże większemu zainteresowaniu, ale kto ma cenić tą dywizję ten ceni. Nie musi być "głośną" decyzją. Nawet wolę to co mniej "masowe", a podziwiam szybkość i ilość pracy na przestrzeni 15 czy 25 minut 😉

    Asia miała megaprzewagę stójkową nad rywalkami, nie widzę punktu zaczepienia do porównywania obu decyzji jednak. W 125lbs jest wielu, dużo potrafiących zawodników. Rywale to wiedzą, zachowują szacunek, bo każdy może niemalże przegrać z każdym, zależnie od dnia i gameplanu.

    Więc Ty mówisz o marketingu. Ja to rozumiem, ale ja mówię o sporcie. Każdy lubiący ten sport w jego najczystszej postaci, technicznej, charakternej, a nie otoczkowej powinien się jarać wg mnie tą dywizją i tyle. Sram na to osobiście czy ogląda to 5 tysięcy osób czy 5 milionów. Dla zawodników czy UFC to ma znaczenie, dla mnie nie. Niewielka jest zresztą różnica dla mnie w jaraniu się walką jutrzejszą od tej Aldo z Conorem jakoś. Już bardziej Cormier vs DC jarało, bo obaj rozbijali każdego po kolei. Aldo vs Mendes bardziej jarało niż to z Conorem jednak, bo nie mogę powiedzieć bym wewnętrznie czuł, że zasłużył na titleshota. Dostanie szansę, ale to dla mnie jak Mysz z Cariaso, ale kreuje się to na większą walkę dzięki właśnie marketingowi i show uprawianemu przez Conora. Jego wizerunek, jego hajs, nie każdy musi chcieć robić z siebie pajaca dla większego hajsu, choć nie jeden na tą drogę przejdzie, nawet jak umiejętności będzie brakować.

    PS: Nie zapominaj, że jest to wciąż dywizja dość młoda w stosunku do 135+. Do niedawna było mało knockoutów, jak pisałem wówczas mało jest zawodników preferujących uderzanie, teraz się to zmienia i będzie zmieniać z gali na galę na lepsze.

  3. Czy Lineker, czy Dodson czy Benavidez to ludzie charakterni, ale właśnie nie robią trashtalków i nie pajacują tylko walczą, to już dziś za mało. Zwykle jest albo widowiskowo albo taktycznie, bo poziom wszechstronności jest dość wysoki. Ciężej znaleźć luki u rywala, które idzie wykorzystać.

    Sorry, nie można mówić o człowieku, że ma charyzmę, tylko dlatego że się dobije. Nie każę im uprawiać błaznowania Connora ale np. coś w stylu Asi byłoby idealnie kurde. Żaden zawodnik nie jest CHARAKTERYSTYCZNY! Nikt nie ma specyficznego wejścia (miał Pickett, ale on już chyba wrócił wagę wyżej), żaden nie jest rozgadany, jest tak naprawdę dwóch dominatorów i reszta, w porównaniu do nich, prezentuje poziom średni. (piszę ci to wielkimi literami, byś zaraz nie pisał o sportowych aspektach: W PORÓWNANIU DO NICH!). Nie próbuj bronić na siłę czegoś, czego nie da się bronić – Marketingowo ta dywizja ssie pałę. Nie, NIKT NIE POWIEDZIAŁ, ŻE MA ZŁY POZIOM SPORTOWY. Brak w niej ikon, Mysza, jeśli nie zacznie robić MASAKRY – bo stać go kurwa na to, widać to było, ale walczy za asekuracyjnie w porównaniu do tego, co mógłby zrobić – będzie ciągle tylko tym zawodnikiem, który, tak jak ronda, wykorzystuje słabość dywizji. Bo sorry, to mi przypomina sytuację z Piórkową, przed transferem Edgara, gdzie był Jose pod nim Chad i dłuuugo nikt. A wiesz czym różni się ta dywizja w porównaniu do Muszej? Może nie uwierzysz, ale różni się charakterystycznymi zawodnikami. Jest robiący masakrę (chociaż 2 ostatnie walki tego nie potwierdzają, ale ciągle) mistrz, który jest poza zasięgiem, jest główny contender, który wali wszystkich równo i  jest masa zawodników, dających kapitalne walki: Cub Swanson, Koreański Zombie, do niedawna był tam Poirer, od dwóch lat walczy Frankie Edgar, Dennis Bermundez i jego meksykańskie zapasy, Ricardo Lamas, który ma więcej zdolności marketingowych niż Mysza, Dennis Siver, a z tych z dalszych miejsc rankingowych: Jeremy Stephens i Charles Oliviera. I sorry, jak to ma się równać to samo, co dywizja 57 kg, gdzie, poza Myszą, Benevidezem i Dodsonem (LINEKER musi iść wyżej, kara za nierobienie wagi) nie ma NIKOGO. McCall nie spełnił pokładanych w nim nadziei – ratują go dobre walki, ale po kolejnej porażce poleci. Nie ma co ukrywać Born – jest to dywizja KARNA, ratująca Kogucich (ale i czasami Piórkowych) przed wylotem z UFC – bo zejdzie wagę niżej, aby tylko przewalczyć jedną walkę. Pełno tam odpadów z koguciej, pokroju Chrisa Cariaso.

    Podsumowując: NIKT ale to absolutnie NIKT nie mówi, że sportowo jest to zła dywizja. Tylko jej potencjał marketingowy jest zerowy i NIKT nie próbuje tego zmienić. I nie próbują tego bronić, bo przecież są to "super cudowne wagi lekkie, gdzie każdy jest atletyczny, mają kondycję i umiejętności". Może i mają. Tylko czasami wydaje mi się, że brakuje im przysłowiowych jaj, aby udowodnić, że reprezentuje sobą coś poza oktagonem (WYJĄTEK: DODSON!). Wiesz że nie mam nic do ciebie, ale jeśli ciągle nie zrozumiesz tego i tak długiego wywodu (napisałem specjalnie tak długi!) to sorry, ale pokażesz mi tylko, że nie wiesz, na czym polega ten sport i oglądasz walki bez całej otoczki.

  4. Chodzi o kogoś z charakterem, który wchodząc robi masalracje i po walce pokazuje pewność siebie.

    Czy Lineker, czy Dodson czy Benavidez to ludzie charakterni, ale właśnie nie robią trashtalków i nie pajacują tylko walczą, to już dziś za mało. Zwykle jest albo widowiskowo albo taktycznie, bo poziom wszechstronności jest dość wysoki. Ciężej znaleźć luki u rywala, które idzie wykorzystać.

  5. I tak mu to nic nie da

    Pisał już ktoś o rywalach pokonywanych przez Japończyka ?

    Pague wyleciał z UFC z rekordem 1-5 …

    Montague dwie walki i żadnego zwycięstwa, Reyes to samo.

    Gaudinot bilans 1 win, 3 porażki, 1 NC

    Po prostu WOW!

    Widziałem dwie ostatnie walki Horiguchiego i wrażenia na mnie nie zrobił. Może za dużo wymagam?

    Dla mnie Mysza na luzie, easy win czy jakoś tak

  6. DJ jest kotem, ale Kyoji nie jest po prostu "słabszy" na pewno, ma też tą iskrę wg mnie, że z każdym w tej wadze może wygrać, choć nie musi. Wszystko zależy od dnia i przygotowań. Problemem tej dywizji jest chyba fakt, że nikt się zbytnio nie bluzga, a to ludzi tych czasów nakręca do śledzenia dywizji niestety.

    Nie chodzi o bluzganie born  kurde. Chodzi o kogoś z charakterem, który wchodząc robi masalracje i po walce pokazuje pewność siebie.

  7. DJ jest kotem, ale Kyoji nie jest po prostu "słabszy" na pewno, ma też tą iskrę wg mnie, że z każdym w tej wadze może wygrać, choć nie musi. Wszystko zależy od dnia i przygotowań. Problemem tej dywizji jest chyba fakt, że nikt się zbytnio nie bluzga, a to ludzi tych czasów nakręca do śledzenia dywizji niestety.

  8. Chciałbym, żeby Horiguchi wygrał, chociaż to teoretycznie nierealne.

    Ja myślę, że Japończyk ma pewne szanse. Świetnie to podsumowali Gooden i Hardy w Unibet studio. Pytanie tylko czy będzie miał możliwość narzucenia swojego rytmu walki, bo jeśli tak to myślę, że możemy być świadkami niezłego upsetu.

    A z tym klinczem to też tak czuję, że to będzie taktyka DJ'a. Nawet w countdownie było to trochę widoczne

  9. Nie skreślałbym Japończyka tak szybko. Ma bardzo nie szablonową stójkę z rewelacyjną pracą nóg i kontrą. Wbrew pozorom, może to być bardzo wyrównana walka i jedna z najcięższych Myszy w ufc.

  10. Chciałbym, żeby Horiguchi wygrał, chociaż to teoretycznie nierealne. Nie przepadam jakoś za Demetriousem – pewnie przez to, że poza klatką jest strasznie nijaki.

    Gdyby umiejętności marketingowe Myszy były takie same jak te, które pokazuje w klatce, byłby jednym z ciekawszych mistrzów.

  11. Chciałbym, żeby Horiguchi wygrał, chociaż to teoretycznie nierealne. Nie przepadam jakoś za Demetriousem – pewnie przez to, że poza klatką jest strasznie nijaki.

  12. Praktycznie wszystko przemawia przeciwko Japonczykowi, ale jakos mimo to czekam na te walke z lekkim dreszczykiem emocji. Moze znowu dane bedzie stac sie sie swiadkiem olbrzymiej sensacji ?

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.