Sfrustrowany  Seth Petruzelli o przesuniętej gali Moosin w Bostonie na której miał walczyć z Houstonem Alexandrem. Tej samej na której Mariusz Pudzianowski chce walczyć z Timem Sylvią:

Ok, przeważnie nie jestem osoba która narzeka…nawet kiedy byłem na czarnej liście za to że skopałem dupę Kimbo ale teraz to już za dużo.

Miałem walczyć z Kenem…cholerni promotorzy przesunęli walkę i cały czas mi mówią że do niej dojdzie ale TO SIĘ NIGDY NIE DZIEJE!

Dopiero co dostałem kontrakt na walkę z Houstonem a oni dzwonili dziś rano do mojego menadżera z informacją że przesuwają galę na nie wiadomo kiedy!!!!

Mam dość tego gówna, przepraszam was za te słowa ale muszę to z siebie zrzucić. Wiem że jestem w stanie walczyć jak równy z równym z najlepszymi zawodnikami i zasługuję na to żeby być w dużej organizacji. Dość mam niedomówień małych organizacji które zawsze są przesuwane i odwoływane. Chcę walczyć co 3 miesiące ale nie mogę!!! Nie wiem nawet co dalej mam zrobić…

Kilka celnych uwag od prawdziwego weterana amerykańskiego rynku MMA. Może promotorzy Mariusza wyciągną jakieś wnioski ze słów Setha i przestaną się wygłupiać z koreańską galą Moosin?

6 KOMENTARZE

  1. No właśnie ten facet zastanawia mnie od dłuższego czasu. Czy któryś z bardziej doświadczonych kolegów pomógłby mi zrozumieć, dlaczego po pokonaniu Kimbo, fajnej ostatniej walce, Petruzelli nie może znależć sobie miejsca w większej organizacji?

  2. Bo tuż po tamtej walce Seth wygadał się, że EliteXC płaciło mu za nie obalanie Kimbo.

  3. W sensie, że boją się smrodku, czy niedyskrecji? Tak czy inaczej postać tragiczna. Nawet u Was zdaje się nie dorobił się własnego tagu

  4. A że zapłacili – może wziął kasę i miał zamiar nie dotrzymać umowy, tyle że nie starczyło Kimbo na taki scenariusz

  5. Poza tym nie był to chyba przypadek bez precedensu – Mark Coleman jeśli dobrze pamiętam, dał się poddać za $ i jakoś żyje, walczy, jeszcze przed chwilą nawet w UFC. Nie chcę tu narzekać na prawidła wszczechświata, ale naprawdę szkoda mi całkiem dobrego zawodnika, oddanego sprawie, z fajnym zwrotem fabularnym, na takie szlajanie się po opłotkach MMA. Dla mnie to taki trochę Bruce Willis z taksówki w Pulp Fiction. Swoją drogą ciekawe, czy Kimbo spodziewał się obaleń i lowkicków w tamtej walce, czy go litościwie uspokojono.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.