kielek mauricz

 

Oświadczenie dietetyka Kuby Mauricza po nieudanym ważeniu Pawła Kiełka na gali FEN w Kołobrzegu.

W świetle zaistniałych zdarzeń czuję się zobligowany do napisania kilku słów wyjaśnienia, głównie po to, aby oszczędzić krytyki Pawłowi przez internautów. Tym razem niestety nie udało się dojść do ustalonego limitu 70 kg, zabrakło nam zaledwie 700 g, które niestety w tej sytuacji okazały się być aż 700 g, gdyż nie było już z czego zbijać bez komplikacji zdrowotnych. Czy zawiódł Paweł? Nie. Czy zawiodła moja wiedza i doświadczenie? Nie. Zawiodła chęć zrobienia czegoś zbyt dobrze. A nawet w reklamie proszku do prania mówili, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Po pierwsze, w off seasonie pozwoliłem Pawłowi rozwinąć jego potencjał genetyczny do 100% możliwości, gdzie osiągnął przy dobrym poziomie tkanki tłuszczowej 86 kg (podgląd na 2 zdjęciu). I chociaż cechy motoryczne były znakomite i znowu w całej Polsce słychać było ploty „Mauricz zajebistym koksem musi ładować Kiełka, bo ma siłę jak skur**** i jest nie do zajechania”, to nie zmienia to faktu, że poprzednio zawsze trzymaliśmy nadwagę w granicach 82-83 kg. Intensywna dietoterapia redukująca została wprowadzona na 2 miesiące przed galą FEN, jak dla nas, nadzwyczaj szybko, ale chcieliśmy zrobić wszystko na tip-top. Problemy pojawiły się już od samego początku, gdy pierwszy etap redukcji pozwolił nam na zbicie 1 kg, a nie 4 jak do tej pory udawało się zrobić bez problemu. Podejmowaliśmy się najróżniejszych technik dietetycznych, pytałem o jego subiektywne odczucia i tutaj również popełniłem błąd, chcieć zapewnić mu pełen gaz na sesje sparingowe aż do 2 tygodni przed walką, gdzie waga Pawła wynosiła około 79 kilo już wysokiej jakości mięśnia, zredukowanej ilości wody. Chciałem po prostu wszystkim zrobić zbyt dobrze, kiedy powinienem był po prostu kierować się instynktem. Na koniec również niespodzianka, dieta o skrajnie obniżonej kaloryczności ciągnięta przez tydzień czasu spowodowała kompresję sylwetki o zaledwie 1,5 kg – amatorzy siłowni stosujący sterydy anaboliczno-androgenne byli bardziej narażeni na katabolizm mięśni niż Paweł – szok. Koniec końców przy biciu wody udało nam się zejść do 71.5 kg, a na miejscu waga wynosiła 70,7 kg. Przepraszam Pawła Kiełka, taka sytuacja zdarzyła się pierwszy i ostatni raz. Dalej pozostajemy w 70 kg, wyciągamy wnioski i lecimy z tematem. Krytyką się nie przejmujemy, bo wiadomo jaki jest naród – pochwalić nie pochwali, ale jak się noga powinie to pierwsi nas zgnoją. Poza tym, nie myli się ten, co nic nie robi. Mam nadzieję, że jutro chłopacy dadzą świetną walkę i w przyszłości nie będzie mowa o takich sytuacjach.

Jakub Mauricz