Gasanali.Gasanalijew.Fot.Marcin.Osman.(1)
(Fot. Marcin Osman / Z Daleka i Bliska)

(Fot. Marcin Osman / Z Daleka i Bliska) Po kliknięciu kolejny odcinek naszego młodziutkiego cyklu W Imadle. W artykułach z tej serii przedstawiamy rosyjskich rywali Polaków. Po Kornevie, Machaevie i wyjątkowo Jansenie tym razem na warsztat wrzucamy najbliższego przeciwnika Mariusza Radziszewskiego (MMA 10-9-2, #12 w Rankingu PL). Jak wiecie, dzięki aktywności na rosyjskim froncie teamu menedżerskiego SlugFest Management i Łukasza Bosackiego – śląski fighter jest świeżo po podpisaniu kontraktu z organizacją Vadima Finkelsteina. W swoim debiucie na ringu M-1, który będzie mieć miejsce na zbliżającej się gali M-1 Challenge 37: Khamanaev vs. Taisumov w poduralskim Orenburgu – zawodnik bytomskiego South Legion zostanie ugoszczony przez bardzo mocnego Dagestańczyka, silnego fizycznie tura znad Morza Kaspijskiego – Gasanali Gasanalieva (MMA 4-2-1).

Nie pomylimy się jeśli napiszemy, że dla Radziszewskiego będzie to twardy orzech do zgryzienia, a walka z Gasanalievem może być najtrudniejszą i najpoważniejszą z dotychczasowych konfrontacji. Jednak fighter z Kaspijska ma również słabe strony, a efektowna wygrana z Dagestańczykiem z przysłowiowego buta otworzyłaby bytomianinowi drzwi na ring największej rosyjskiej i jednej z największych w Europie organizacji MMA. Wiadomo również, że dobry pojedynek (niekoniecznie wygrany) jest gwarancją sympatii – przychylności rosyjskich promotorów, kontynuacji kontraktu i większych pieniążków, które w zależności od wyniku i stylu rywalizacji wzrastają wraz z kolejną walką. Warunki, jakie zapewniają Rosjanie, zarówno finansowe, jak i o prozaicznym, ale ważnym podłożu socjalno – organizacyjnym jeszcze bardziej motywują naszych zawodników do treningów i mocnych walk na białym ringu. Przypomnijmy, że dzięki działalności Bosego długoterminowe kontrakty z M-1 Global parafowali m.in.: Marcin Zontek (walka o pas kategorii półciężkiej), Marcin Tybura (rezerwowy pojedynek turnieju wagi ciężkiej), Mariusz Radziszewski (finał M-1 Selection).

Chociaż solidnych informacji na temat przeciwnika Mariusza było bardzo mało, udało mi się napisać nawet sporej wielkości artykuł, poniżej prezentujemy profil, który mam nadzieję, że nieco przybliży polskim fanom mieszanych sztuk walki sportową i prywatną sylwetkę Dagestańczyka:

Imię: Gasanali

Nazwisko: Gasanaliev

Data urodzenia: 05/12/1986

Miejsce zamieszkania: Kaspijsk (Dagestan)

Wzrost: 177 cm

Waga: 74 kg

Rekord MMA: 4-2-1, Sherdog 1-2-1

Klub: Gorets (Machaczkała – Kaspijsk)

Styl źródłowy: boks (rozpoczął w siódmej klasie – czwarta klasa szkoły głównej), zapasy

Ważniejsze osiągnięcia:     

– dwukrotny Mistrz Dagestanu w Sambo Bojowym

– złoto na Pucharze Kaukazu w Rukopasznym Boju

– zwycięzca pierwszego sezonu rosyjskiego reality-show M-1 Fighter (2010 r., MMA, kat. -76 kg)

Gasanali Gasanaliev (MMA 4-2-1, Sherdog 1-2-1) urodził się 5 grudnia 1986 roku. Aktualnie mieszka w Kaspijsku i pracuje w grupie szybkiego reagowania dagestańskiego wydziału FSSP Rosji, czyli w skrócie zajmuje się przywracaniem porządku w tamtejszych sądach (podczas rozpraw) i aresztach śledczych. Zawodnik reprezentuje klub Gorec i trenuje wspólnie m.in. z mistrzem M-1 w kategorii półśredniej – Rashidem Magomedovem (MMA 15-1), pokonanym przez Rafała Moksa mocnym uderzaczem Magomedem Sultanakhmedovem (MMA 18-5), mistrzem M-1 w kategorii średniej, utytułowanym sambistą Ramazanem Emeevem (MMA 9-2) czy zakontraktowanym przez  UFC dynamicznym Czeczenem –  niepokonanym Adamem Khalievem (MMA 6-0). Filozofia Gasanalieva jest prosta:

W ringu po prostu robisz swoje, realizujesz swoją strategię, to co przygotowałeś na rywala, nieustannie pracujesz. Jeśli przeciwnik jest parterowcem to bijesz, jeśli i on bije, wtedy trzeba kombinować i szukać innego rozwiązania.

Gasanali.Gasanalijew.Fot.Marcin.Osman.(2)
(Fot. Marcin Osman / Z Daleka i Bliska)

Standardowo już jak w przypadku tej publikacji główne źródło informacji na temat rosyjskiego fightera stanowił Internet spod znaku cyrylicy. Ale gromadząc materiały udało się całkiem przypadkowo trafić na osobę znad Wisły, która miała okazję poznać osobiście Gasanali Gasanalieva. Jako że informacji o życiu prywatnym Dagestańczyka było jak na lekarstwo, postanowiłem skontaktować się z podróżnikiem, dziennikarzem, fotografem – portrecistą i zarazem fanem MMA – Marcinem Osmanem, który podczas swojej wyprawy nad Morze Kaspijskie i Kaukaz zawitał właśnie do klubu Gorets i przebywał dwie doby z kaukaskimi wojownikami. Przy okazji w tym miejscu chciałbym Marcinowi serdecznie podziękować za pomoc, wypowiedź na potrzeby tego materiału i udostępnienie zdjęć z Machaczkały. Podróżnik opowiedział m.in. jaka atmosfera panuje w dagestańskim klubie i jak na co dzień trenują zawodnicy:

Z jego (przyp. red. Gasanalieva) zespołem Gorec jako fan owego sportu i fotograf portrecista spędziłem na zgrupowaniu dwa dni nad Morzem Kaspijskim. Byłem serdecznie podjęty przez prezesa klubu i przez samych zawodników. Pomimo twardego sportu jakim się zajmują i często groźnie wyglądających twarzy okazali sie sympatycznymi kolesiami.

Było ich tam ponad dwudziestu. Często podchodzili do mnie ukradkiem, abym ich gdzieś sportretował. Obwozili mnie autem po okolicy, pokazywali miejscowe atrakcje.

Właściwie namiar na jak się okazało najlepszy klub MMA na Północnym Kaukazie dostałem od prezesa czeczeńskiego klubu Berkut (Orzeł). W Groznym towarzyszyłem w czasie treningów czeczeńskim topowym fighterom. Choć to twardzi zawodnicy to z dużą estymą wypowiadali się o kolegach z sąsiedniej republiki Dagestanu.

U prezesa Gorec pojawiłem się praktycznie z ulicy, a jednak przyjął mnie niezwykle serdecznie. Od razu zaprosił na obiad do jednej z lepszych restauracji w Machaczkale. Gdy jechaliśmy na miejsce zaczął dzwonić do swoich najlepszych zawodników i kazał im pojawić się w tejże restauracji. Do spotkania z polskim korespondentem podszedł poważnie. Dostałem zaproszenie na zgrupowanie. Tego dnia przyjechał po mnie osobisty kierowca i dowiózł do ośrodka sportowego. Na treningach lały się strumienie potu. Chłopaki mają wielką determinację. Na Kaukazie sporty walki, a zwłaszcza zapasy cieszą się dużą popularnością. Poranny trening zaczynał sie od sprintu po plaży i lekkich sparingów. Na sali gimnastycznej pamiętającej sowieckie czasy trener wyciskał z nich ciężkie poty. Po serii ćwiczeń znów były sparingi na zasadzie każdy z każdym. Bez oporów zacząłem im robić zdjęcia. Wielu z nich zapaliło się do tego pomysłu i przez cały dzień podchodzili do mnie ukradkiem z prośbą o indywidualne zrobienie paru fotek na ich potrzeby.

Gasanali.Gasanalijew.Fot.Marcin.Osman.(3)
(Fot. Marcin Osman / Z Daleka i Bliska)

Marcin Osman opowiedział również dla Nas o bohaterze dzisiejszego wydania W Imadle, przytaczając przy okazji krótką historyjkę z pobytu w Machaczkale. Gasanali sprawia wrażenie człowieka mocnego psychicznie, charakternego, ale przy tym ciepłego, przyjaznego, tryskającego humorem i niezwykle gościnnego:

Wśród zawodników wyróżniało sie kilku poziomem umiejętności, odpowiednimi sukcesami i doświadczeniem. Gasanali Gasanaliev był jednym z nich. Czuć było, że chłopaki darzą go respektem. Dla mnie fotografa – portrecisty wyróżniał się też „urodą” fightera. Jego twarz to dla mnie malownicza mapa wielu bitew. Pomimo sporego doświadczenia sportowego ma też duże poczucie humoru, jest tzw. duszą towarzystwa. Często chłopaki w czasie posiłków wybuchali śmiechem, gdy Gasanali zrobił coś zabawnego. Ma chłopak z pewnością komediowy talent. Bywa zabawny ale na treningach nie odpuszcza – ciężko trenuje i sparuje. Jego twarz jest tego potwierdzeniem.

Wraz z Gasanalievem i dwoma chłopakami z drużyny pojechaliśmy do sklepu na zakupy.  Na taśmę przy kasie wyłożyłem swoje produkty (trochę jedzenia, miejscowe słodycze), nagle podszedł Gasanali i głosem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił, że zapłaci za moje zakupy. Oczywiście zaprotestowałem, ale Gasanali z „groźną” (to był żart) twarzą nie ustępował. Zapłacił.

Gasanali.Gasanalijew.Fot.Marcin.Osman.(4)
(Fot. Marcin Osman / Z Daleka i Bliska)

W zasadzie jeżeli chodzi o prywatne dossier Gasanali Gasanalieva byłoby na tyle, teraz pora przejść do życiorysu sportowego. Najbliższy przeciwnik Radziszewskiego ma na koncie cztery wygrane, dwie porażki i remis. Jako, że jest mocnym zapaśnikiem większość zwycięstw to jednogłośne decyzje, z kolei chyba najbardziej druzgocąca porażka, to ostatnia walka, kiedy przegrał przez nokaut z Gruzinem Shotą Akhulashvilim (MMA 1-2). Pojedynki Dagestańczyka nie wychodziły poza blok postsowiecki (Rosja, Azerbejdżan), a w oficjalnym rekordzie nie ma znanych nazwisk (poza jednym).

W swoim pierwszym kroku na poczet zawodowych występów, mającym miejsce w 2009 roku na gali M-1 Challenge zawodnik znad Morza Kaspijskiego przegrał z utalentowanym rodakiem – Rustamem Khabilovem (MMA 15-1, UFC 1-0), który akurat miesiąc temu zadebiutował udanie w UFC. Aktualnie podopieczny Grega Jacksona, a wówczas zawodnik rostowskiego Legion FT postawił wysoko poprzeczkę, ale nie zakończył pojedynku przed czasem. Sędziowie niejednogłośnie postawili na mistrza suplesów. Gasanali Gasanaliev rozpoczął niskimi kopnięciami i cały czas polował srogimi cepami na głowę Khabilova. Ten jednak znacznie przewyższał rodaka w płaszczyźnie zapaśniczej i bez problemów punktował obaleniami.

Świetne występy Dagestańczyka miały miejsce podczas pierwszej edycji rosyjskiego reality show M-1 Fighter. To był swoisty przełom w karierze Gasanali Gasanalieva. Najpierw w półfinale zdominował Ukraińca Alexandra Agafonova (MMA 5-3). Pojedynek przebiegał cały czas pod dyktando reprezentanta teamu Gorec. Gasanaliev ani na trochę nie oddał pola i był bardzo aktywny w stójce, dodatkowo punktując trzema obaleniami. W finałowym odcinku naprzeciw Gasanaliego pierwotnie miał stanąć mocno bijący petersburżanin Anton Telepnev (MMA 4-3), jednak kontuzja wyeliminowała go z finału wagi półśredniej i zastąpił go przegrany półfinalista – doświadczony białoruski striker Vitaliy Ostrovskiy (MMA 8-10). Pogromca Łukasza Bugary nie stanowił większej przeszkody dla Dagestańczyka. Wygrana zajęła mu dwie minuty. Jednym z ciosów naruszył przeciwnika, który runął na ring, a Gasanaliev dopadł do niego. Dalej płynnie zdobył dosiad i odklepał Białorusina dźwignią prostą na staw łokciowy, tym samym triumfując w kategorii półśredniej. Wyraźne zwycięstwo Góral zanotował nad Czechem Josefem Kralem (MMA 7-4). Ta konfrontacja to wzorowy przykład brutalnego ground & pound. Gasanali praktycznie od razu przeniósł walkę do parteru i zdemolował prażanina uderzeniami z góry. Walka trwała półtorej minuty.

W kwietniu ubiegłego roku wystąpił w ekstra walce, która została zakontraktowana w ramach ćwierćfinałowej gali drugiego sezonu M-1 Fighter. Jego rywalem był mało wymagający Ruslan Musaev (MMA 1-1). Dagestańczyk od początku przejął inicjatywę i atakował kombinacjami kickbokserskimi. Gasanaliev wielokrotnie wykorzystywał rzuty i obalenia, przenosił pojedynek do parteru i tam obijał rywala z góry. Po jednym z takich rzutów Musaev doznał kontuzji szyi i sędzia przerwał walkę już w pierwszej rundzie. Ostatni odnotowany pojedynek Gasanalieva to starcie na grudniowej gali w Azerbejdżanie zorganizowanej przez Europejską Federację Sambo Bojowego, na tym samym evencie zwyciężali Polacy z Nastula Team – Daniel Omielańczuk i Mateusz Piskorz. Dagestańczyk nie mógł już pochwalić się wygraną, przegrał sromotnie przez nokaut z Gruzinem mieszkającym na Ukrainie – Shotą Akhulashvilim (MMA 1-2). Gruzin stabilnie odpierał sprowadzenia i łatwo wyrwał się z próby gilotyny, w pierwszej rundzie obaj chętnie szli na pochłaniające mnóstwo sił wymiany w powietrze lub po rękawicach. Wykończony Gasanaliev w drugiej części pochłaniał już tlen z hali, opuszczał ręce, a po dwunastu sekundach został trafiony i leżał na deskach.

Akulashvili.vs.Gasanaliev.Weigh

Myślę, że najrozsądniejszą receptą na Dagestańczyka będzie poddanie przed czasem. Ale ten plan należy skutecznie i stopniowo w trakcie całego pojedynku wprowadzać w życie.

Stuprocentowo należy zwrócić uwagę na groźne zapasy, obalenia, próby rzutów, które Gasanali Gasanaliev jako rodowity dagestański góral będzie mieć opracowane do perfekcji. Jest bardzo dynamiczny, szybko i pewnie pracuje na nogach. Choć wywodzi się z kaspijskiej szkoły boksu, to dostępny materiał video udowodnił, że wirtuozem stójki on nie jest, ale wszystko pewnie wyjdzie w praniu. I właśnie… kolejnym nieoczekiwanym aspektem, który zazwyczaj pada jak grom z jasnego nieba jest popularna cepeliada. Co za tym idzie zawodnik klubu Gorets będzie zamaszystymi ruskimi „udarami” przez pierwszą rundę polować na szczękę Mariusza. Nie zapominajmy też o trzecim czynniku, czyli własnej publiczności i otoczce w jakiej będzie odbywać się cała rywalizacja. Radziszewski ma na pieńku z Dagestańczykami – w grudniu na gali NewFC w Machaczkale pokonał w drugiej rundzie lokalnego bohatera – Zhelezkę, fightera, który nie ma rekordu w mieszanych sztukach walki, ale jako utytułowany sambista ma ogromny szacunek wśród swoich. Tak więc po przegranej Magomeda Magomedova (MMA 0-1) z naszym Ślązakiem pojawia się strona emocjonalna, a dla niesionego dopingiem swoich kibiców Gasanali Gasanalieva efektowna wygrana nad Radzikiem tj. rehabilitacja za porażkę swojego rodaka, przyjaciela i sparingpartnera wydaje się być w tych okolicznościach  najważniejszym celem.

Walki z rekordu pokazują, że słabe strony Gasanali Gasanalieva to na pewno kondycja i BJJ, w porównaniu z polskim środowiskiem parter akurat mocno kuleje na wschodzie, a zawodnicy z byłych republik sowieckich jakoś specjalnie wyrafinowani w tej płaszczyźnie nie są. Tu należy szukać rozstrzygnięcia. Zawodnik i główny trener bytomskiego South Legion powinien jak najdłużej trzymać pojedynek w stójce, dużo chodzić, uciekać, bronić sprowadzeń i w miarę możliwość punktować czy to boksersko z doskoku czy niskimi kopnięciami. Gdy walka jednak wyląduje w parterze, dać się wystrzelać Dagestańczykowi. To byłby cały plan na pierwszą rundę, aczkolwiek szczęśliwie zdarzyłoby się, gdyby Radziszewski wsadził podbródkowy Gasanaliemu odsłoniętemu podczas dynamicznej wymiany. Tak czy siak po w ten sposób wykonanej pracy w połowie drugiej odsłony wojownik z Kaspijska powinien być na tyle zakwaszony i wypompowany, że można robić kolejne kroczki do techniki kończącej. Jeżeli będzie okazja, a na bank będzie! Najzwyczajniej świadomie przyjąć obalenie, wylądować na plecach i poddać zmęczonego Gasanalieva klasyczną balachą lub trójkątem nogami. Te dwie podstawowe techniki należy szlifować do bólu i do znudzenia. Druga opcja to po prostu położyć się na pozbawionym już paliwa przeciwniku i odklepać z góry lub z pozycji bocznej, coś w deseń wygranej Radzika z Michalem Kozmerem na ostatniej imprezie MMA Challengers w katowickim Spodku.

Minusem jest to, że Polak zmuszony jest wylecieć do Orenburga już w sobotę, a pojedynek odbędzie się dopiero w czwartek. W tym wypadku Radzik ma ok. czterech dni do ceremonii ważenia. Będzie to trudny czas, ze względu na to, że bytomianin będzie musiał bardzo pilnować diety i robić wagę. Mamy jednak nadzieję, że zmęczenie nie da znać o sobie, pojedynek pójdzie zgodnie z założonym planem i Mariusz Radziszewski przywiezie cenne zwycięstwo spod Uralu. Mocno trzymamy kciuki za Jego debiut w M-1!

1 KOMENTARZ

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.