Konfrontacja Sztuk Walki coraz rzadziej podpisuje z zawodnikami umowy na tylko jedną walkę. Najczęściej są to kontrakty na wiele pojedynków i na długi okres czasu. Taka forma zatrudnienia może być kłopotliwa dla młodych zawodników, którzy chcieliby walczyć częściej niż może im to zapewnić największa polska organizacja. O rygorystycznych kontraktach KSW w rozmowie z MMAnews mówi Szymon Bońkowski, jeden z dwóch (obok Pawła Derlacza) głównych trenerów Berkutu Arrachionu Olsztyn:

Z perspektywy moich zawodników, tych bardziej utalentowanych i szczególnie młodych, jest to mocno uciążliwe. Po prostu te kontrakty są związane z takimi obostrzeniami, które ich już ograniczają tylko i wyłącznie w KSW. Z chęcią bym podejmował współpracę w temacie moich młodych, utalentowanych chłopaków jeżeli by był to jakiś kontrakt, który daje im w przyszłości możliwość też pójścia gdzieś indziej albo zostania w KSW i po prostu możliwości negocjowania. Te aktualne zapisy – nie wchodząc w szczegóły – są związane z tym, że jest to bardzo utrudnione. Fajna sprawa, jeśli ktoś już ma ten swój etap kariery szczytowy, może wynegocjować dobre warunki i zawalczyć kilka tych walk i już raczej będzie kończył. Co innego, jeśli ktoś ma 18, 19, 20 lat, nie wynegocjuje takich warunków na początku niesamowitych, a później kolejne negocjacje będą już utrudnione. Jeżeli by wygrywał i na przykład chciałby kiedykolwiek pójść do UFC, no to wtedy jest to niemożliwe.

Jednym z zawodników Berkutu Atrrachionu Olsztyn, którzy nie zdecydowali się na podpisanie kontraktu z KSW, jest Paweł Kiełek. Podopieczny Szymona Bońkowskiego i Pawła Derlacza wybrał Fight Exclusive Night, czyli organizację, w której umowy nie są aż tak restrykcyjne.

Troszeczkę to jest patowa sytuacja, bo uważam KSW za niesamowitą organizację i bardzo bym chciał, żeby zawodnicy ode mnie walczyli, no ale na jakichś partnerskich układach, na tym, że mają w przyszłości możliwość po prostu negocjowania tego. […] Też nie może tak być, że ktoś podpisuje cyrograf praktycznie na całe życie czy na bardzo długi czas. Ubolewam nad tym, bo uważam, że KSW robi świetną robotę dla promocji tego sportu, świetną robotę dla zawodników, żeby się pokazać, żeby zwalczyć na ogromnym show. Ale ciężko jest powiedzieć jak ktoś ma 19, 20 lat i jest perspektywiczny, czy za dłuższą chwilę czy krótszą nie będzie po prostu innego planu na jego życie. To już jest taki strasznie odpowiedzialny i wiążący ruch, którego już nie można cofnąć. Bardzo bym chciał, żeby może KSW zmieniło swoje podejście szczególnie w temacie tych zawodników, którzy są młodsi. Żeby nie było czegoś takiego, że zostają związani już na stałe. To jest ciężkie. Myślę, że też dla nich by było fajnie jeżeli zawodnicy, którzy są niepokonani przychodzą do nich, toczą super walki, zaczynają być rozpoznawalni w federacji, robią jakąś tam swoją robotę. No ale za jakiś czas przychodzi ten moment, że albo na chwilę odchodzą z federacji dalej, ale też już swoją robotę dla nich zrobili, albo zostają w federacji, ale wchodzą na wyższy poziom warunków kontraktowych. Ciężka sprawa. Chciałbym bardzo, żeby to się zmieniło, bo jest to ogromna federacja, która daje mnóstwo możliwości, ale nie można też się rzucać na ten kontrakt, żeby za wszelką cenę chcieć do KSW. Te warunki są, jeśli chodzi o przyszłość, bardzo ciężkie. Na dany moment mogą być ciekawe, ale jeśli chodzi o przyszłość, są bardzo ciężkie.

Zawodnik musi patrzeć na całość swojej kariery. Jeżeli się zamknie, to… On nie wie, np. może mieć dzisiaj 6-0 i się cieszyć z tego, że podpisze kontrakt z KSW, a później będzie miał 12-0 i inne federacje będą się o niego zabijać, a on powie: „no sorry, nie mogę pójść, bo mam podpisany taki restrykcyjny kontrakt.”.

Najlepszym przykładem fightera, który wybrał drogę kariery w MMA poza KSW, jest Joanna Jędrzejczyk – dzisiaj mistrzyni dywizji słomkowej największej organizacji na świecie, UFC. Asia kolejną walkę w obronie pasa stoczy 15 listopada w Melbourne, a jej rywalką będzie Valerie Letourneau.