Kulak.First.Fight

W marcu mija dokładnie dziesięć lat od pierwszego zawodowego pojedynku w formule MMA jednego z najbardziej doświadczonych zawodników polskiej sceny – Krzysztofa Kułaka (MMA 25-13-2, #12 w Rankingu PL). Walka częstochowskiego fightera z sambistą z Kirgistanu, wtedy również debiutantem – Ansarem Chalangovem (MMA 14-5, UFC 0-2) odbyła się w ramach turnieju WAFC – World Absolute Fighting Championship w Moskwie. Podczas wydarzenia zorganizowano dwie turniejowe rywalizacje: w wadze średniej i ciężkiej.

Ostatecznie to właśnie pogromca Modela wygrał całe Grand Prix średnich, w finale dewastując swojego rodaka Andreya Rudakova  (MMA 20-8). Co ciekawe po ponad dwóch latach od zawodowego debiutu zawodnik rostowskiego Legion FT dostał kontrakt w UFC, gdzie wystąpił dwukrotnie, oba starcia (z Thiago Alvesem i Joshem Koscheckiem) przegrał przed czasem.

W turnieju królewskiej kategorii triumfował Brazylijczyk Mario Neto (MMA 13-5) – kojarzony ze starcia z Temistoklesem Teresiewiczem na piątej edycji Pro Fight. Na wspomnianej imprezie w Moskwie wystąpił również inny bytomianin – Sławomir Zakrzewski (MMA 0-5), który także na poziomie ćwierćfinałów musiał uznać wyższość swojego przeciwnika – Amerykanina Gary’ego Myersa (MMA 14-10-1).

Tak oto w tamtych czasach o występie Polaków pisała „Gazeta Wyborcza”:

Krew bryzga na lewo i prawo. Reguły walki są proste – brak reguł! Nie wolno tylko wkładać palców do oka, gryźć, uderzać w genitalia i kopać leżącego. Walka toczy się w klatce zbudowanej ze zwykłej siatki ogrodowej – w ośmiokącie o średnicy około 8 m, wysokim na 180 cm. Rozebrani do majtek wojownicy na wszelkie możliwe sposoby starają się upokorzyć rywala. Pojedynek w zależności od rangi może trwać od dwóch do pięciu pięciominutowych rund. Rzadko jednak się zdarza, by obaj zawodnicy wytrwali do końca. Cios łokciem w nos odbiera ochotę do walki nawet największym twardzielom. Przekonali się o tym dwaj śmiałkowie z Bytomia.

Mistrzostwa świata odbyły się 15 marca w hali CSKA w Moskwie. Sławomir Zakrzewski i Krzysztof Kułak postanowili na własnej skórze sprawdzić, co kryje się za zwrotem walka bez prawideł.

Polaków zaprosił na turniej Tair Narimanow, dyrektor Światowej Federacji Jujitsu. Rosjanin był w grudniu zeszłego roku gościem Ślązaków podczas turnieju Jujitsu w Bytomiu.

Niestety obaj bytomianie zakończyli udział w turnieju już w pierwszej walce. Zakrzewski wytrzymał w ringu dwie minuty, Kułak trzy. Rywalem Zakrzewskiego był Amerykanin Gerry Meiers, sześciokrotny mistrz świata w grapplingu [nazwa pochodzi od słowa grapple, czyli chwytać. Jest to odmiana jujitsu – przyp. red.]. Meiers ruszył na Polaka jak niedźwiedź, przyparł do siatki, zaczął obijać nogami i pięściami. Zakrzewski próbował go rzucić, ale Amerykanin odbił się od siatki i zaatakował ponownie. Sprowadził naszego zawodnika do parteru i strasznie zbił. Po minucie lepiej przygotowany kondycyjnie do walki Polak zaczął osiągać lekką przewagę. W tym czasie jego twarz wyglądała jednak jak rozkwaszony pomidor, na lewe oko właściwie nic nie widział. Mimo protestów naszej ekipy lekarz zawodów przerwał walkę.

Większe szanse na zwycięstwo miał Kułak. Tym razem to bytomianin sprowadził swojego rywala do parteru. Przegrał, bo nie do końca znał przepisy. Po minucie tarmoszenia na macie sędzia nakazał wrócić do stójki. Zdziwiony Kułak dał się szybko zaskoczyć i przegrał przez duszenie.

Poniżej prezentujemy pierwszą walkę głównego trenera i założyciela Adrenalina Fight Częstochowa, co prawda wideo jest niskiej jakości, ale za to przedstawia cały pojedynek:

"Miłośnik" MMA. W roli publikującego na Rocksach od 2010 roku. Ogólnie rzecz ujmując Mieszane Sztuki Walki z regionu postsowieckiego. Tłumaczenia cyrylicy, kontrola dostaw gazu do Polski oraz pędzenie 90-cio procentowego bimbru. Na co dzień ponadnormatywny kołchoźnik, amator wódki, pierogów (niekoniecznie ruskich), kartofli, zsiadłego mleka i oddany fan Vyacheslava Datsika.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.