Jeremy Stephens (27-14) pokonał Doo Ho Choia (14-3) w walce wieczoru gali UFC Fight Night 124.

Obaj rozpoczęli pojedynek od niskich kopnięć. Żaden z zawodników nie starał się jednak atakować szaleńczymi akcjami – widzieliśmy raczej pojedyncze uderzenie i wzajemną „grę w szachy”. Dobrą kombinacją trafił Choi na minutę przed końcem rundy, jednak w żadnym stopniu nie zrobiła ona wrażenia na Stephensie.

Potężnym frontalnym kopnięciem trafił Koreańczyk na początku drugiej odsłony. Po nim obaj zawodnicy obudzili się i ruszyli do niesamowitej wymiany – Choi próbował latających kolan, Stephens trafiał sierpami. Po 90 sekundach Amerykanin uderzył potężnym prostym, który wstrząsnął i odrzucił jego rywala. W połowie rundy „Lil’ Heathen” zaatakował mocnym sierpem, który posłał Choia na deski. Chwilę później Stephens dobił rywala w parterze, kończąc pojedynek.

14 KOMENTARZE

  1. Kuźwa młody stracił mnóstwo zdrowia w tych dwóch ostatnich walkach 🙁 Oby mu nie dawali następnych dzików jak wróci z woja.

  2. Choi go prawie rozmontował w stójce, ale Stephens to twardy skurczybyk z kowadłem w łapie. Teraz bardziej doceniam wygraną Edgara nad nim.

  3. Kurwa płaczę.

    No ale tak to się musiało skończyć i będzie to tak dalej wyglądać o ile Choi nie nauczy się trzymać gardy :/

    Wydaje mi się że Choi wyglądał cokolwiek przyblokowany psychicznie, nie był tak pewny siebie i agresywny jak w poprzednich walkach co moim zdaniem zadecydowało o jego porażce.

  4. Kolejne bardzo dobre przerwanie w wykownaniu Keitha Petersona. Zajebiście niedoceniany sędzia.

    Choi musi nauczyć się ruszać głową.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.