Ilia Topuria po raz pierwszy zabrał głos po przegranej z Justinem Gaethjem na gali UFC Freedom 250: Topuria vs Gaethje, która odbyła się 14 czerwca w Waszyngtonie w Stanach Zjednoczonych. Były mistrz najpierw opublikował film z przesłaniem do swojego syna, a następnie zamieścił dziewięciorozdziałowy esej, który opublikował na swojej stronie internetowej.

Fragmenty z całego eseju możecie przeczytać poniżej (całość natomiast przeczytacie po kliknięciu TUTAJ).

„Nie chcę wracać po to, żeby wymazać porażkę. Nie mogę jej wymazać i nie chcę tego robić. Jest częścią mnie. Chcę wrócić, ponieważ wciąż chcę odkrywać, jak daleko mogę zajść. Wciąż mam w sobie ten ogień, nadal kocham tę drogę, a teraz wracam z czymś, czego wcześniej nie miałem, z doświadczeniem upadku.

Nie chcę, żeby ktokolwiek postrzegał mnie jako człowieka, który nigdy nie upada, bo byłoby to kłamstwo. Chcę, żeby widzieli we mnie człowieka, którego można powalić na ziemię, a który mimo to wciąż podejmuje tę samą decyzję, żeby się podnieść.

Nie wiem, jak będzie wyglądała moja następna walka i nie mogę obiecać żadnego wyniku. Mogę jednak obiecać coś, co zależy wyłącznie ode mnie – nie zobaczycie, żebym przestał próbować.

Przez wiele lat znałem tylko jedno uczucie – zwycięstwo. Po raz pierwszy w zawodowej karierze przegrałem. Tamtej nocy odkryłem też stronę tego sportu, której wcześniej nigdy nie doświadczyłem: miałem złamane obie kości oczodołów, złamaną przegrodę nosową i złamaną stopę.

Pamiętam, jak się obudziłem i spojrzałem w lustro. Przez kilka sekund nie rozpoznawałem twarzy, która się we mnie wpatrywała. Pomyślałem: „To niemożliwe. To nie mogę być ja”. Trudno było mi patrzeć sobie w oczy, ale wydarzyło się coś, co z zewnątrz może brzmieć dziwnie. Patrząc na siebie, poczułem do siebie jeszcze większy szacunek. Mogę nawet powiedzieć, że pokochałem siebie trochę bardziej.

Wiedziałem coś lepiej niż ktokolwiek inny – dałem z siebie wszystko. Byłem przygotowany, dobrze czułem się fizycznie, mentalnie i duchowo. Nie musiałem szukać żadnych wymówek. Próbowałem, ale tamtej nocy po prostu się nie udało. Tyle. Odkryłem, że potrafię z tym żyć, bo kiedy głęboko wiesz, że dałeś z siebie wszystko, wynik boli, ale cię nie niszczy.

Nie chciałem wracać do tamtej nocy, wymazywać jej ani zmieniać swojej historii. Wierzę w wolę Boga. Zawsze mówiłem, że jeśli Bóg kiedykolwiek zrujnuje moje plany, być może dlatego, że te plany mogłyby zrujnować mnie. Bardzo łatwo było mi to powtarzać, kiedy wszystko układało się dobrze. Teraz musiałem naprawdę według tego żyć. I zaakceptowałem to.

Być może to również miało być częścią mojej historii. Może potrzebowałem tego doświadczenia, żeby odkryć wersję siebie, której jeszcze nie znałem. Wygrałem 17 razy i jednej nocy coś poszło nie tak, ale jedna noc nie może wymazać całego życia.

Stało się coś, czego się nie spodziewałem: porażka nie ugasiła ognia. Sprawiła, że stał się jeszcze większy. Bardziej niż kiedykolwiek chciałem trenować, wrócić i zrobić wszystko jak należy. Upadłem na ziemię, ale upadek nie oznacza, że musisz na niej zostać. Możesz też wykorzystać go, żeby się od niej odbić i ponownie stanąć na nogi.

Zrozumiałem, że naprawdę pokonany poczuję się dopiero wtedy, gdy stracę miłość do tego, co robię, ekscytację albo motywację, która towarzyszy mi od dzieciństwa. Wtedy miałbym problem. Ale nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie – wciąż chciałem wrócić.

Nie potrafiłem nawet do końca wyjaśnić, dlaczego. Miłość? Ego? Pieniądze? Rywalizacja? Nie wiem. Wciąż to odkrywam. I podoba mi się, że potrafię się do tego przyznać, bo niektóre pytania nie potrzebują natychmiastowej odpowiedzi.”

Ilia Topuria (MMA 17-1-0) podczas gali UFC Freedom 250 w Białym Domu wszedł do klatki UFC po raz dziesiąty. Poniósł on pierwszą przegraną w zawodowym MMA, przegrywając po czterech rundach z Justinem Gaethjem przez przerwanie narożnika.

W lutym 2024 roku zdobył pas wagi piórkowej, nokautując Alexandra Volkanovskiego. W październiku 2024 roku obronił tytuł, nokautując w trzeciej rundzie Maxa Holloway’a. W czerwcu 2025 roku Topuria udanie przeszedł do wagi lekkiej, rozbijając w pierwszej rundzie Charlesa Oliveirę, zdobywając tym samym pas w wadze lekkiej. Przed starciami mistrzowskimi Topuria wygrywał między innymi z Joshem Emmettem, Bryce’em Mitchellem czy Jaiem Herbertem.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

No replies yet

...wczytuję komentarze...

Avatar of Jakub Madej
Jakub Madej

Moderator

8,470 komentarzy 26,531 polubień

Ilia Topuria po raz pierwszy zabrał głos po przegranej z Justinem Gaethjem na gali UFC Freedom 250: Topuria vs Gaethje, która odbyła się 14 czerwca w Waszyngtonie w Stanach Zjednoczonych. Były mistrz najpierw opublikował film z przesłaniem do swojego syna, a następnie zamieścił dziewięciorozdziałowy esej, który opublikował na swojej stronie internetowej.

Fragmenty z całego eseju możecie przeczytać poniżej (całość natomiast przeczytacie po kliknięciu TUTAJ).

"Nie chcę wracać po to, żeby wymazać porażkę. Nie mogę jej wymazać i nie chcę tego robić. Jest częścią mnie. Chcę wrócić, ponieważ wciąż chcę odkrywać, jak daleko mogę zajść. Wciąż mam w sobie ten ogień, nadal kocham tę drogę, a teraz wracam z czymś, czego wcześniej nie miałem, z doświadczeniem upadku.

Nie chcę, żeby ktokolwiek postrzegał mnie jako człowieka, który nigdy nie upada, bo byłoby to kłamstwo. Chcę, żeby widzieli we mnie człowieka, którego można powalić na ziemię, a który mimo to wciąż podejmuje tę samą decyzję, żeby się podnieść.

Nie wiem, jak będzie wyglądała moja następna walka i nie mogę obiecać żadnego wyniku. Mogę jednak obiecać coś, co zależy wyłącznie ode mnie - nie zobaczycie, żebym przestał próbować.

Przez wiele lat znałem tylko jedno uczucie - zwycięstwo. Po raz pierwszy w zawodowej karierze przegrałem. Tamtej nocy odkryłem też stronę tego sportu, której wcześniej nigdy nie doświadczyłem: miałem złamane obie kości oczodołów, złamaną przegrodę nosową i złamaną stopę.

Pamiętam, jak się obudziłem i spojrzałem w lustro. Przez kilka sekund nie rozpoznawałem twarzy, która się we mnie wpatrywała. Pomyślałem: „To niemożliwe. To nie mogę być ja”. Trudno było mi patrzeć sobie w oczy, ale wydarzyło się coś, co z zewnątrz może brzmieć dziwnie. Patrząc na siebie, poczułem do siebie jeszcze większy szacunek. Mogę nawet powiedzieć, że pokochałem siebie trochę bardziej.

Wiedziałem coś lepiej niż ktokolwiek inny - dałem z siebie wszystko. Byłem przygotowany, dobrze czułem się fizycznie, mentalnie i duchowo. Nie musiałem szukać żadnych wymówek. Próbowałem, ale tamtej nocy po prostu się nie udało. Tyle. Odkryłem, że potrafię z tym żyć, bo kiedy głęboko wiesz, że dałeś z siebie wszystko, wynik boli, ale cię nie niszczy.

Nie chciałem wracać do tamtej nocy, wymazywać jej ani zmieniać swojej historii. Wierzę w wolę Boga. Zawsze mówiłem, że jeśli Bóg kiedykolwiek zrujnuje moje plany, być może dlatego, że te plany mogłyby zrujnować mnie. Bardzo łatwo było mi to powtarzać, kiedy wszystko układało się dobrze. Teraz musiałem naprawdę według tego żyć. I zaakceptowałem to.

Być może to również miało być częścią mojej historii. Może potrzebowałem tego doświadczenia, żeby odkryć wersję siebie, której jeszcze nie znałem. Wygrałem 17 razy i jednej nocy coś poszło nie tak, ale jedna noc nie może wymazać całego życia.

Stało się coś, czego się nie spodziewałem: porażka nie ugasiła ognia. Sprawiła, że stał się jeszcze większy. Bardziej niż kiedykolwiek chciałem trenować, wrócić i zrobić wszystko jak należy. Upadłem na ziemię, ale upadek nie oznacza, że musisz na niej zostać. Możesz też wykorzystać go, żeby się od niej odbić i ponownie stanąć na nogi.

Zrozumiałem, że naprawdę pokonany poczuję się dopiero wtedy, gdy stracę miłość do tego, co robię, ekscytację albo motywację, która towarzyszy mi od dzieciństwa. Wtedy miałbym problem. Ale nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie - wciąż chciałem wrócić.

Nie potrafiłem nawet do końca wyjaśnić, dlaczego. Miłość? Ego? Pieniądze? Rywalizacja? Nie wiem. Wciąż to odkrywam. I podoba mi się, że potrafię się do tego przyznać, bo niektóre pytania nie potrzebują natychmiastowej odpowiedzi."

Ilia Topuria (MMA 17-1-0) podczas gali UFC Freedom 250 w Białym Domu wszedł do klatki UFC po raz dziesiąty. Poniósł on pierwszą przegraną w zawodowym MMA, przegrywając po czterech rundach z Justinem Gaethjem przez przerwanie narożnika.

W lutym 2024 roku zdobył pas wagi piórkowej, nokautując Alexandra Volkanovskiego. W październiku 2024 roku obronił tytuł, nokautując w trzeciej rundzie Maxa Holloway’a. W czerwcu 2025 roku Topuria udanie przeszedł do wagi lekkiej, rozbijając w pierwszej rundzie Charlesa Oliveirę, zdobywając tym samym pas w wadze lekkiej. Przed starciami mistrzowskimi Topuria wygrywał między innymi z Joshem Emmettem, Bryce’em Mitchellem czy Jaiem Herbertem.

Odpowiedz polub

click to expand...