corey-anderson
(fot. Dave Mandel/Sherdog.com)

Na UFC 198 byliśmy świadkami boju między Mauricio Ruą a Coreyem Andersonem. Były mistrz półciężkiej wygrał to starcie niejednogłośną decyzją. Corey na początku pogodził się z werdyktem, ale gdy zobaczył powtórkę walki, to zmienił zdanie i swoje odczucie przedstawił w ostatnim odcinku MMAJunkie Radio.

Gdy walka się skończyła to zagadałem do Bruce’a Buffera i powiedziałem mu: „Powiedz mi Bruce, powiedz mi teraz zanim to pójdzie w telewizję, przegrałem prawda?” Wiedziałem, że nie zrobiłem wystarczająco dużo w Brazylii by w oczach sędziów zwyciężyć ten pojedynek. Buffer odpowiedział jednak, że nie może nic zdradzić, a moi trenerzy mówili: „O czym ty mówisz? Wygrałeś walkę!”. Wtedy ja odparłem trenerowi: „Trenerze, jesteśmy w Brazylii. Nie wygraliśmy tej walki. Nie będę podnosił rąk do góry.”. W głowie wiedziałem już, że decyzja nie pójdzie w moją stronę. Nie w Brazylii.

Po obejrzeniu taśm z walką ponownie. Corey się jednak zdenerwował i zmienił swoje nastawienie.

Po walce nie byłem zły. Udaliśmy się do szatni i mój trener był wściekły – ciągle wypominał tę decyzję. Wtedy ja mówiłem: „Nie straciłem dużo zdrowia i nie jestem kontuzjowany by nie móc wrócić szybko do klubu. Zrobiłem co mogłem, ale się nie udało. Nie jest to coś z czego trzeba robić aferę.”. Złapałem wtedy za telefon i zacząłem czytać wszystkie te wpisy traktujące o mojej walce. Wróciłem do hotelu, obejrzałem powtórkę z mojej walki i to właśnie wtedy do mnie dotarło, że zostałem obrabowany.

Corey starał się prowadzić bezpiecznie bój, znając mocne strony „Shoguna”, choć trochę żałuje, że nie zaryzykował w trzeciej rundzie i nie spróbował wykończyć Ruy ciosami.

Po walce nie odczuwałem tego tak, że zostałem obrabowany. Myślałem sobie, że może miał dobre uderzenia, którymi mnie częstował, a których nie czułem (…) Mogłem zrobić zdecydowanie więcej w rundzie drugiej. Mogłem będąc w parterze wyprostować pozycję i zadać więcej obrażeń. Ja jednak wolałem pójść bezpieczną drogą. Obawiałem się jego dźwigni skrętowej na staw skokowy z której jest znany. Dlatego chciałem być ciasno i ciężko przylegać klatką piersiową. Wiedziałem, że dzięki temu nie skręci się pode mną. Mógłbym oczywiście zaryzykować, wstać i zacząć go okładać (…) Nie poszedłem po skończenie w momencie w którym powinienem bardziej zaryzykować.

27 KOMENTARZE

  1. Tez mi sie wydawalo ze Corey kontrolowal cala walke ale jednak te dwa knockdowny musialy zostawic slad na kartach sedziowskich.

  2. Nie jestem sędzią i ciosów nie liczyłem, ale przynajmniej na mnie pozytywne wrażenie zrobiły knockdowny pod koniec pierwszej i drugiej rundy. Chyba to przeważyło, że Shogun wygrał te rundy (przynajmniej wizualnie, chociaż wizualnie to i Anderson Silva wygrywał z Bispingiem 😉 )

  3. Zazwyczaj przy wyrównanej walce dwa knockdowny zrobią robotę na kartach i wizualnie.

    Dla mnie kontrowersji tutaj nie ma i chyba Corey trochę przesada.

  4. Walka mogla isc w dwie strony. Dobra nauczka za bycie nudnym zawodnikiem ktory nie konczy walk przed czasem.

  5. Na moje też wałek lekko, no sorry ale w 2 rundzie anderson kontrował walkę i 3 s przed końcem dał się lekko przewrócić po ciosie i już runda dla shoguna? Sędziowie pomogli trochę

  6. Oglądałem walkę tylko raz na żywo i wydawało mi się, że decyzja dla Corey'a, ale zwycięstwo Shoguna to żaden wał. Walka była równa i decyzja mogła iść w obie strony. Wszystko zależy od tego na co sędziowie kładli większy nacisk – kontrola w parterze czy knockdown'y.

  7. Dobra walka w wykonaniu obydwu ale kontrowersji nie było, więc nie ma co się spinać, trzeba było wygrać przed czasem.

  8. Mogłem, nie mogłem, myślałem, wiedziałem, obawiałem się i … PRZEGRAŁEM !!! Trzeba było zostać myślicielem !!! Jaki z tego morał? Następnym razem może mniej myśl, a więcej walcz. Jak mnie wkurza takie pieprzenie, jak stara baba z bazaru.

  9. Co prawda nie jestem zbyt obiektywny jeśli chodzi o Shoguna, ale walka chyba spokojnie mogła pójść w obie strony. Jeśli chodzi o wałki sędziowskie to widziałem sporo większe. "Myślałem sobie, że może miał dobre uderzenia, którymi mnie częstował, a których nie czułem" – nie no spoko, tylko dwa nokdauny, byłeś tak zamroczony, że mogłeś nie poczuć.

    Ja jednak wolałem pójść bezpieczną drogą.

    No i właśnie zostałeś za to pokarany – nie, leżenie na przeciwniku bez sensu to nie jest walka…

  10. Oglądałem walkę tylko raz na żywo i wydawało mi się, że decyzja dla Corey'a, ale zwycięstwo Shoguna to żaden wał. Walka była równa i decyzja mogła iść w obie strony. Wszystko zależy od tego na co sędziowie kładli większy nacisk – kontrola w parterze czy knockdown'y.

    Dokładnie, też myślałem, że wygrał, ale dec dla Ruy się broni. Tak w ogóle, to delikwent na ważeniu powinien być z miejsca zdyskwalifikowany, za kokszenie i brak stanika.

  11. Nie jestem sedzia. Nie musze byc obiektywny i powiem tylko tyle: Im wiecej dociskaczy do siatki bedzie przegrywalo decyzje tym lepiej dla tego sportu.

  12. Według mnie 2 rundy dla Corey'a w jedenej Knockdown i tak nie powinien przeważyć o wygranej rundzie. Ale to nie ja jestem sędzią.

  13. Imo Corey wygrał.3 runda jego, druga jeden knockdown i to też po części w wyniku przechwytu kopnięcia a nie mocy ciosu to rundy nie daje, walka bliska.Ma nauczkę na przyszłość, jak obala to niech więcej tam robi

  14. Wygrał, choć nie była to tak wyraźna kradzież jak przy Lawler – Condit czy Sanchez – Pearson.

    Trochę szkoda, bo w innym wypadku Shogun zakończyłby pewnie karierę, a tak to będzie pewnie się kompromitował jak Big Nog w ostatnich walkach.

  15. Wygrał, choć nie była to tak wyraźna kradzież jak przy Diaz – Condit czy Sanchez – Pearson.

    Trochę szkoda, bo w innym wypadku Shogun zakończyłby pewnie karierę, a tak to będzie pewnie się kompromitował jak Big Nog w ostatnich walkach.

  16. Mogłem zrobić zdecydowanie więcej w rundzie drugiej. Mogłem będąc w parterze wyprostować pozycję i zadać więcej obrażeń. Ja jednak wolałem pójść bezpieczną drogą. Obawiałem się jego dźwigni skrętowej na staw skokowy z której jest znany. Dlatego chciałem być ciasno i ciężko przylegać klatką piersiową. Wiedziałem, że dzięki temu nie skręci się pode mną. Mógłbym oczywiście zaryzykować, wstać i zacząć go okładać (…)

    Noż kurwa, gość właściwie sam się przyznał, że jego planem na walkę było wygranie przez przeleżenie. Dobrze ci tak Czarna Ginekomastio, przeleżywaczom mówimy stanowcze NIE!!!

  17. Takie czasy, że w faveli nawet murzyn nie jest bezpieczny. Obrabowany… dobrze, że nie zgwałcony

    w parterze :DC:

    Shogun jest znany z tego, że lubi łapać facetów za nogi, Jones sobie z tym poradził.

  18. Zupelnie jak Janek tylko ze na odwrot

    Dokładnie to samo chciałem napisać, a takim gadanie na lewo i prawo może sobie tylko zaszkodzić. Niech więcej nie mówi, że się cyka…

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.