Bob Sapp (12-20) przerywa fatalną passę trwającą od siedmiu lat!

Osunaarashi błyskawicznie, ku uciesze publiczności, ruszył z ciosami na Bestię, który starał się uciekać, ale finalnie został złapany na linach. Egipcjanin zwolnił, co dało Sappowi szansę na kontrę i chwilę później zawodnicy stali naprzeciwko siebie na środku ringu. Na nieco ponad minutę przed końcem to Bob Sapp ruszył na ciężko oddychającego przeciwnika, ale on także odpuścił i pozwolił rywalowi na złapanie oddechu. W ostatnich dziesięciu sekundach zawodnicy ponownie ruszyli na wymiany, jednak zabrakło ciosu, który mógłby położyć jednego z nich na macie.

Bestia ruszył z szarżą w drugiej rundzie, ku zdziwieniu publiczności został jednak sklinczowany i rzucony na matę. Sapp błyskawicznie przetoczył i to on znalazł się na górze, a chwilę później zdobył pełny dosiad, skąd bił pojedynczymi ciosami. Amerykaninowi dawało się we znaki zmęczenie, mocno osłabł i momentalnie przestał zadawać ciosy, a całą sytuację skutecznie wykorzystywał Great Sandstorm, który bił z dołu krótkimi młotkami.

Prawdopodobnie nikt nie przypuszczał, że ta walka dotrwa do trzeciej rundy. W finalnej odsłonie Sapp znów ostatkami sił ruszył na rywala. Na środku klatki istna wymiana na cepy. Amerykanin trafił w pewnym momencie, gdzie naruszył pochodzącego z Egiptu Osunaarashiego. Zmęczony Sapp nie był jednak w stanie wykończyć słaniającego się na nogach rywala, a sędzia co chwilę zachęcał zawodników do aktywnego pojedynku. Dopiero po charakterystycznym dźwięku pod koniec rundy zawodnicy ruszyli na wymiany, z których nic jednak nie wynikło.

29 KOMENTARZE

  1. Skurwysyny myślałem że poumierają w tym ringu, być może to jeszcze nastąpi. Podobnie jak to z Kimbo było.

  2. Bob Sapp (12-20) przerywa fatalną passę trwającą od siedmiu lat!

    Było 7 lat chudych, teraz będą lata tłuste. :frankapprove:

  3. Jak na HW to dalej jest młody, a już doświadczony, zarówno w MMA/K-1/Sumo/NJPW…do tego otrzaskany, weteran wielu organizacji…świat stoi przed nim otworem 😀

  4. Kurde, Bobbu Sappu! Na tym Rizin jak na żadnym innym czuć było klimat starego dobrego japońskiego MMA. Powrót Boba jest czymś niesamowitym, teraz być może kolejne walki i powrót dawnej popularności. Znów będziemy oglądać Boba na bananowych lodach, opakowaniach ramenu, czy telefonów komórkowych. Jestem blisko płaczu, co za weekend!

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.