Bas Rutten dementuje plotki o powrocie z emerytury na trzecią walkę z Kenem Shamrockiem

Bas Rutten swoją karierę w sportach walki rozpoczął pod koniec lat 80. XX wieku. Zanim zajął się MMA trenował taekwondo, karate i tajski boks. Później trafił do organizacji Pancrase, gdzie zdobył tytuł mistrzowski. Następnym krokiem było UFC, gdzie również wywalczył mistrzostwo w wadze ciężkiej. Dziś Rutten jest komentatorem sportowym, prowadzi również program telewizyjny „Inside MMA”. W rozmowie z naszym portalem opowiedział nieco o swojej historii w świecie sportów walki, o tym co sądzi o Joannie Jędrzejczyk oraz o tym czy chciałby kiedyś przyjechać do Polski.

Zainteresowałeś się sztukami walki w wieku 12 lat, po tym jak obejrzałeś film “Wejście Smoka”. Czym kierowałeś się przy wyborze sztuk walki, jako sportu dla siebie?

Nie myślałem wówczas o tym. Chłopak mojej sąsiadki był lokalnym twardzielem, wziął mnie pod swoje skrzydła i pokazał taekwondo. Trenowałem wtedy z dorosłymi. W tamtych czasach nie było takiego dostępu do różnych sztuk walki i wszyscy uważali, że sporty uderzane są najlepsze.

Zacząłeś zatem od taekwondo, bo nie miałeś innego wyboru?

Tak, nie znałem nic innego. Jednak po tym gdy w wieku 14 lat znokautowałem mojego największego prześladowcę na ulicy rodzice zabronili mi dalszych treningów. Gdy skończyłem 20 lat wyprowadziłem się z domu i zacząłem trenować karate. Po 6 miesiącach rozpocząłem również treningi muay thai, a 6 tygodni później wystartowałem w pierwszych zawodach. Postanowiłem spróbować innych dyscyplin ponieważ uświadomiłem sobie, że w taekwondo nie można było zadawać ciosów rękami na głowę, nie było też niskich kopnięć i kolan. Postanowiłem spróbować karate, ale tam również nie było ciosów na głowę, więc wybrałem muay thai.

Pamiętasz kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z mieszanymi sztukami walki?

Tak, to było nielegalne nagranie gali UFC 1 na taśmie VHS ze sklepu zajmującego się sztukami walki w moim mieście. Czyste szaleństwo – zęby fruwały gdy Gerard Gordeau kopnął zawodnika sumo Teila Tulina w twarz.

Swoją zawodową przygodę z MMA rozpocząłeś w roku 1993 w organizacji Pancrase. Zdobyłeś tam trzykrotnie mistrzowski tytuł. Jak wspominasz tamte czasy? Czy nie było dziwnie walczyć i zadawać ciosy otwartą dłonią?

Pamiętam każdy drobiazg z czasów Pancrase, każdego zawodnika. To były wspaniałe czasy. Oczywiście, dziwne było walczenie z otwartymi dłońmi, równie dziwne było noszenie błyszczących ochraniaczy, ale takie były zasady. Natomiast w czasach gdy pracowałem jako ochroniarz zadawałem ciosy otwartą dłonią w trakcie walk. Robiłem to ponieważ nie chciałem połamać sobie kości trafiając kogoś w czaszkę. Takie sytuacje zdarzały się często moim kolegom po fachu.

Zanim trafiłeś do Pancrase byłeś również kickbokserem. Czy pamiętasz jednak kiedy po raz pierwszy zrobiłeś jakiś trening BJJ lub inny parterowy sparing?

Po raz pierwszy taki trening zrobiłem bardzo późno. Trenowałem parter jedynie raz w tygodniu ponieważ nie miałem nikogo z kim mógłbym to robić. Trenowałbym w Amsterdamie, ale to było bardzo daleko od mojego domu. W wieku 28 lat trafiłem do Pancrase i po mojej przegranej z Kenem Shamrockiem byłem wściekły na siebie. Wtedy zacząłem rozpytywać o partnerów do treningów parterowych, bo uświadomiłem sobie, że bez tego nigdy nie zostanę mistrzem. W końcu trafiłem na Leona van Dijka i rozpocząłem z nim treningi. Pracowaliśmy dwa, do trzech razy dziennie, walcząc tylko na ziemi. Od tego czasu już nigdy nie przegrałem walki, a 7 z ośmiu moich kolejnych starć wygrałem przez poddanie. Po zakończeniu kariery miałem w swoim bilansie 14 zwycięstw przez poddania, 11 przez nokaut i tylko 3 decyzje sędziowskie. Na początku więc byłem typowym stójkowiczem, a pod koniec stałem się również zawodnikiem parterowym.

Przejdźmy do twojej przygody z UFC. Jak trafiłeś do tej organizacji? Czy to oni się do ciebie zgłosili?

Pokonałem Maurice Smith, Frank Shamrock i Guy Metzger, zawodników, którzy przyszli do Pancrase z UFC, gdzie radzili sobie świetnie. Pewnego dnia dawny matchmaker UFC John Perretti, przyjechał do Japonii i zapytał, czy nie chciałbym walczyć dla nich. Myślałem o tym od dawna, więc się zgodziłem.

7 maja 1999 roku podczas UFC 20 stanąłeś naprzeciwko Kevina Randlemana, pokonałeś go i zdobyłeś mistrzowski pas UFC w wadze ciężkiej. Czy to był najważniejszy moment twojej kariery? Jak go zapamiętałeś?

To był dobry moment mojej kariery, ale byli ludzie, którzy uważali, że przegrałem to starcie. Przedtem miałem w swoich walkach jedynie dwie decyzje sędziowskie. Nie chciałem mieć na koncie trzeciej, ponieważ chciałem kończyć swoich przeciwników przed czasem. Byłem oczywiście szczęśliwy, ale nie bardzo szczęśliwy, ponieważ walka okazała się bardzo wyrównana. Potem Kevin i ja zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, razem z rodziną byliśmy na jego ślubie i świetnie się bawiliśmy. Czuję się fatalnie z tym, że Kevin nie żyje. On był naprawdę bardzo wyjątkową osobą.

Po walce o pas mistrzowski UFC, z powodu różnych kontuzji, miałeś 7 lat przerwy od startów. Jak trudny był to dla ciebie czas?

Bardzo trudny, ponieważ uwielbiałem walczyć i uwielbiałem trenować. Niestety kontuzje były tak dokuczliwe, że po 45 minutach każdego treningu wszystko zaczynało mnie boleć i to bardzo mocno przez około 1,5 godziny. Jeśli więc przeżywasz dość ekstremalny ból dwa razy dziennie, nie masz ochoty już więcej go doświadczać. Przez te bóle straciłem na wadze, ponieważ nie mogłem normalnie jeść. To był prawdziwy koszmar. Po tylu latach przerwy od treningów poczułem się jednak lepiej i wtedy pojawiła się propozycja walki za dobre pieniądze. Zgodziłem się, ale 6 tygodni później wszystkie dawne kontuzje się odrodziły (śmiech). Wygrałem walkę, wiedziałem jednak, że to był już ostatni raz.

W swojej ostatniej walce, o której wspomniałeś, wygrałeś przez techniczny nokaut po niskich kopnięciach. Twój przeciwnik nie mógł po nich stać. Przy okazji więc chcę cię zapytać o siłę twoich kopnięć. Czy to prawda, co mówiono w jednym programie telewizyjnym, że kopiesz jak koń?

Nie, kopanie jak koń byłoby szaleństwem. W programie, o którym mówisz kopaliśmy w maszynę, która mierzyła siłę naszych ciosów. Miałem trzy razy lepszy wynik od pozostałych zawodników. Potem Randy Couture powiedział, że nie jest zaskoczony siłą moich kopnięć, ponieważ trenował ze mną przez wiele lat i wie, że kopię jak muł. Stąd też taka legenda o sile moich kopnięć, ponieważ wielki Randy Couture tak powiedział (śmiech).

Walczyłeś z Pancrase, walczyłeś w UFC. Nie żałujesz nieco, że nie miałeś okazji walczyć dla PRIDE?

Żałuję. Gdy Ken Shamrock przeszedł do PRIDE, zaoferowałem Japończykom, że wrócę z emerytury by tam z nim walczyć. Nigdy nie walczyłem z Kenem po tym jak nabyłem moje umiejętności parterowe. Toczyłem z nim bój wcześniej, gdy byłem zawodnikiem stójkowym. Ken jednak nie zgodził się na pojedynek ze mną w PRIDE.

Szkoda. Niezależnie jednak od tego, można spokojnie powiedzieć, że jesteś aktualnie żywą legendą sztuk walki. Trafiłeś do Galerii Sław UFC. Jak się z tym czujesz? Czy odczuwasz tę świadomość, że byłeś prekursorem i budowałeś mieszane sztuki walki na świecie?

Czuję się z tym cholernie niesamowicie! I tak, my, my wszyscy budowaliśmy ten sport. Ja zacząłem przygodę z MMA w Japonii na dwa miesiące przed pierwszą galą UFC. Tak więc, my wszyscy w tamtym czasie pomagaliśmy w rozwoju tego sportu. Czuję się wspaniale z tym, że byłem pośród tych wszystkich zawodników. MMA dało mi naprawdę dobre życie. Dało mi coś, czego nigdy się nie spodziewałem.

Nie mogę nie zapytać cię o najlepszą polską zawodniczkę MMA Joannę Jędrzejczyk. Co sądzisz o naszej mistrzyni?

Uwielbiam oglądać w akcji Joannę. Uwielbiam w niej wszystko. Jest ładna, ma serce do walki, wytrzymałość i umiejętności. Najbardziej jednak lubię w niej jej sposób bycia. Ona jest zabawna, ale nieugięta gdy walczy. Uwielbiam jej gry psychologiczne z przeciwniczkami, sposób, w który zachowuje się na ważeniu gdy lekko kuca by spojrzeć od dołu w oczy swoich przeciwniczek. Uwielbiam w niej wszystko!

Myślałeś kiedyś, że pewnego dnia kobiece MMA tak bardzo się rozwinie?

Tak, wiedziałem, że czas dla kobiecego MMA się zbliża. Mój bliski przyjaciel Darin Harvey, który pracował niegdyś z Rondą Rousey, powiedział mi, że gdy UFC zobacz Rondę, zmieni zasady i dopuści walki kobiet w oktagonie. Powiedział mi to na wiele lat przed tym zanim to się wydarzyło. Ronda wtedy po prostu niszczyła przeciwniczki.

Niedawno ogłoszono zaskakującą informację o sprzedaży UFC. Jaką widzisz przyszłość dla MMA po tym wydarzeniu?

Myślę, że przyszłość będzie taka sama jak teraźniejszość. Moim zdaniem niewiele się zmieni. Dana zostaje na stanowisku, co jest dobre. Mam jedynie nadzieję, że nowi właściciele (WME/IMG) pomogą UFC w zwiększeniu ekspozycji tej marki, w końcu działają w show biznesie.

Na koniec pytanie o Polskę. Czy przyjechałbyś odwiedzić nasz kraj, gdyby któraś organizacja MMA zaprosiła cię do nas na swoją galę?

Zrobiłbym to na 100%. Mógłbym nawet pracować przy takim wydarzeniu jako komentator, to byłoby świetne. Zawsze chciałem przyjechać do Polski.

Zapraszamy zatem. Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

Bardzo proszę i powodzenia!

14 KOMENTARZE

  1. Dobry wywiad, fajnie się czytało. Bas wydaje się sympatyczna osobą

    Bo jest. Naprawdę jak będziesz miał chwilę, polecam jego podcast. Z Mauro tworzą świetny duet.

    @HeyPussyRUstillThere potwierdzi!

  2. Bo jest. Naprawdę jak będziesz miał chwilę, polecam jego podcast. Z Mauro tworzą świetny duet.

    @HeyPussyRUstillThere potwierdzi!

    Obczaje, może coś zrozumiem bez pauzowania co 10 sekund i szukania w słowniku słów, których nie rozumiem 😉

  3. Ja czuję żal, że Bas na emeryturze nie dorabia jako komentator UFC z Roganem… 🙁

    Goldberg ssie pauke

  4. Bas jest super uwielbiam goscia. Obejrzalem chyba jego wszystkie walki. Trzeba bylo zapytac o Ricksona jeszcze 😆 szkoda ze nigdy nie zawalczyli.

  5. No Rutten zajebista postać.Świetny zawodnik, komentator, aktor, trenerem nie wiem czy jest.Mógłby komentować UFC.Komentowanie Pride szło fantastycznie

  6. Widzę u Basa pewną niekonsekwencję:

    "Pamiętasz kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z mieszanymi sztukami walki?

    Tak, to było nielegalne nagranie gali UFC 1 na taśmie VHS ze sklepu zajmującego się sztukami walki w moim mieście."

    A chwilę potem:

    "Ja zacząłem przygodę z MMA w Japonii na dwa miesiące przed pierwszą galą UFC."

  7. Dobry był też film z Bass-em, "Here Comes the Boom". Kto nie widział niech obejrzy, można się trochę pośmiać.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.