(fot. Tracy Lee / Yahoo! Sports)

Przed nami UFC 148 na którym rękawice po raz drugi skrzyżują Anderson Silva i Chael Sonnen. Bookmacherzy, oraz większości fanów nie dają wiary w wygraną Sonnena i podobnie jak przed dwoma laty aktualny mistrz jest zdecydowanym faworytem posiadającym wszystko co potrzebne by zachować tytuł. Tym razem jednak horyzont na którym „amerykański gangster” zdobywa pas nie wydaje się już tak odległy jak przed UFC 117 a Sonnen i Silva mają sobie wiele do wyjaśnienia. Czy zatem historia zatoczy koło a „Spider” dopisze do rekordu kolejne zwycięstwo? A może Chael umiejętnościami sportowymi dorówna tym, jakie już dawno osiągnął w trash talku? Jeśli tak, to czy wtedy dokończy to, co zaczął 23 miesiące temu? I czy tym razem nie wypuści zwycięstwa z rąk na dwie minuty przed końcem walki? Na to, oraz na kilka innych pytań postaram się odpowiedzieć w 43. wydaniu „pod lupą” na które w tym miejscu gorąco zapraszam.

 

 

 

Anderson Spider Silva
#1 w wadze średniej; #1 p4p

vs.

Chael Sonnen
#2 w wadze średniej; #9 p4p

MMA 31-4 (18 KO/TKO, 6 sub); UFC 14-0

bilans MMA 27-11 (7 KO/TKO, 4 sub); UFC 6-4

Sao Paulo, Brazylia

miejsce urodzenia

Milwaukie, Oregon, USA

37

wiek

35

6’2” / 188 cm

wzrost

6’1” / 185 cm

77.6” / 197 cm

zasięg

74” / 188 cm

Team Nogueira

obóz

Team Quest

Forrest Griffin (KO) ‘09
Dan Henderson (submission) ‘08
Rich Franklin (TKO) ’07 (KO) ’06

ważniejsze zwycięstwa

Michael Bisping (dec) ‘12
Nate Marquardt (dec) ‘10
Yushin Okami (dec) ’09

Ryo Chonan (submission) ‘04
Daiju Takase (submission) ‘03
Luiz Azeredo (dec) ‘00

ważniejsze porażki

Anderson Silva (sub) ‘10
Demian Maia (sub) ‘09
Renato Sobral (sub) ‘05

 

Magiczny come back, czy wtopa dekady?

Przebieg pierwszej walki Silvy z Sonnenem był obok trójkąta zapiętego ciasno na szyi Fiodora największą dawką szoku, jaką kibice mieszanych sztuk walki otrzymali w przeciągu ostatnich kilku lat. Amerykanin miał być jednym z wielu rzuconych w otchłań oktagonu, kolejnym śmiałkiem pożartym przez smoka. Na przekór wszystkiemu Sonnen zdominował mistrza w każdej płaszczyźnie i przez ponad 60% czasu absolutnie kontrolował wydarzenia toczone wewnątrz klatki wygrywając wyraźnie każdą z rund. Dość powiedzieć, że Chael – zanim odklepał duszenie – zadał więcej celnych ciosów niż wszyscy dotychczasowi rywale „Pająka” razem wzięci (320 przy zaledwie 64 celnych ciosach Brazylijczyka). Mało tego. Tylko w pierwszej rundzie Sonnen trafił mistrza większą ilością znaczących ciosów (31), niż ten przyjął podczas jakiejkolwiek innej (całej) walki w UFC a 19 minut i 50 sekund przez jakie był w stanie zatrzymać Andersona w parterze – aż dwa razy dłużej niż wszyscy poprzedni przeciwnicy mistrza razem wzięci – tylko dopełniają obrazu tej dominacji.
Jeżeli w walce z Silvą były jakiekolwiek rekordy do pobicia, mury do zburzenia, czy bariery do przeskoczenia – Sonnen poradził sobie z każdą z tych przeszkód.

Jak to zatem możliwe, że w momencie w którym każdy przytomny fighter stara się bezpiecznie dowieść wygraną do ostatniego gongu zawodnik z Milwaukie pakuje się w duszenie trójkątne w efekcie czego przegrywa – wygraną – walkę życia? Czy ten „magiczny come back” (swoją drogą najpóźniejsze poddanie odnotowane w UFC) to bardziej zasługa Silvy, czy może jest to bardziej wina Sonnena?

Nie mam tutaj złudzeń, że w wieku 35 lat Silva stał się asem parteru, który na ziemi porusza się niczym czarna wdowa po własnej sieci. Rzecz jasna nie zamierzam podważać czarnego pasa jaki pod braćmi Nogueira posiada Anderson – w parterze jest dobry na tyle na ile jest mu to potrzebne. Nie widziałem jednak, by ten trójkąt był efektem jakiegoś przemyślanego planu, wyrafinowanej strategii, którą Silva uskuteczniał od początku piątej rundy. Nie widziałem by krok po kroku wpędzał Sonnena w pułapkę zakończoną tą klasyczna techniką bjj. Widziałem za to prawą rękę Chaela pozostawioną na brzuchu rywala, widziałem całkowite zlekceważenie zagrożenia jakim było uchwycenie kończyny przez „Pająka”. I tu bardziej upatrywałbym powodów takiego zakończenia walki, nie w parterowym geniuszu Andersona. Reprezentant Team Quest jeszcze przez dobre pół minuty od momentu w którym Silva złapał jego nadgarstek nonszalancko atakował drugą ręką nie widząc zagrożenia. Nie chcę powiedzieć, że ten trójkąt trafił się Brazylijczykowi jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno, jednak w znacznym stopniu tak właśnie było. Zresztą ameryki nie odkryje, kiedy powiem, że obrony przed poddaniami to pięta achillesowa fightera z Oregonu, który wszystkie walki jakie przegrał w organizacjach należących do Zuffy przegrał właśnie przez submission.

Wyrwać pająkowi nogi.

Nie kwestia zakończenia jest jednak najciekawsza a wcześniejsze 23 minuty dominacji Sonnena. Jak to się stało, że fighter, który nie przegrał walki od sześciu lat i pobił przy tym wszystkie możliwe rekordy UFC (obecnie 14 wygranych z rzędu, w tym 9 obron pasa mistrzowskiego) nagle zamienia się w worek do bicia dla solidnego – jednak wciąż rzemieślnika – jakim jest Chael Sonnen? Silva w swym długim marszu przez dwie wagi w UFC dominował absolutnie wszystkich. Nokautował, poddawał, ośmieszał, gnębił. Do dziś jest chyba jedynym zawodnikiem, który walczył w trzech kategoriach wagowych i w każdej był notowany w absolutnej czołówce. Czy kontuzja o której po walce mówił sztab Andersona rzeczywiście miała tak wielki wpływ na przebieg starcia?
Myślę, że nawet zważając na fakt, że słynne „brazylijskie kontuzje” są w MMA w zasadzie synonimem słowa wymówka, nie skreślał bym od razu tej teorii. Jeśli faktycznie Silva miał kontuzję żeber, byłoby to wytłumaczeniem dla niemal zerowej skuteczności obron przed obaleniami i bezradności w walce z pleców. Uraz żeber rażąco wpływa na skuteczność pracy z gardy, jednak przede wszystkim na mobilność! – a pamiętajmy, że 80% skutecznych obron przed sprowadzeniami jakimi może poszczycić się Anderson, to nie zasługa wybitnych defensywnych zapasów a raczej odpowiedniego poruszania się i duszenia prób wejść w nogi już w zalążku.
Myślę, że nie ma powodu by poddawać tą kontuzje w wątpliwość, co nie oznacza, że był to jedyny powód fatalnego występu „Spidera”.

Jak walczyć z Silvą wiadomo nie od wczoraj. Na UFC 82 Dan Henderson w pierwszej rundzie wyznaczył najkrótszą drogę do tytułu mistrza wagi średniej. Oczywiście braki kondycyjne uniemożliwiły mu zdobycie pasa, jednak ścieżka została wydeptana. Na daremno można powiedzieć. Każdy z późniejszych pretendentów zdawał się nie widzieć wyznaczonego przez Hendersona traktu, aż do momentu w którym Chael Sonnen na nowo przetarł zapomniane przejście niemal osiągając ostateczny cel. Sposób w jaki Sonnen podszedł do walki, agresja, brak respektu, konsekwencja. To kolejne klocki składające w całość tę przedziwną układankę. Od pewnego czasu wśród branżowych dziennikarzy krąży teoria, że Silva potrzebuje kilkudziesięciu sekund na wyczucie rywala nim w całkowity sposób zdominuje walkę. Jest to teoria ciekawa i warta poświęcenia kilku linijek. Być może tych paru chwil nie można nazwać „późnym startem”, jednak jeśli faktycznie są one Andersonowi niezbędne do poprawnej oceny dystansu, to Chael zrobił wszystko, (czy świadomie to już odmienna kwestia) by mu to uniemożliwić. I również w tym aspekcie postawa Sonenna wyróżnia się na tle ostatnich oponentów „Pająka”, którzy ze zbyt dużym respektem podeszli do walki z mistrzem dając mu to, czego dokładnie potrzebuje – tych kilka dłuższych chwil, by wybadać rywala.

Udowodnię, że…

Pojedynek z 2010. roku pozostawił po sobie wiele pytań, jednak przede wszystkim pozostawił zawodnikom poczucie, że muszą coś dokończyć, udowodnić. Myślę, że takie wewnętrzne uczucie targa oboma fighterami – nawet przez długi czas nieprzychylnemu rewanżowi Silvie. Bo nie jest tak, iż wyłącznie Chael chce udowodnić, że te 23 minuty walki były tymi prawdziwymi, zafałszowanymi przez jeden, jedyny błąd. Silva – wbrew temu co mówi –ma również wiele do udowodnienia. Jako najlepszy zawodnik bez podziału na kategorie wagowe powinien wejść do klatki, by przekonać fanów, że pierwsza walka to wynik słabej dyspozycji, że potrafi sobie poradzić nawet z tak niewygodnym rywalem jakim jest zawodnik Team Quest.

Jak zatem potoczy się sobotnie stracie? Kto i co udowodni?
Większość osób prognozujących przebieg zbliżającej się walki pomimo zdecydowanego wskazania Andersona jako faworyta, zazwyczaj pozostawia sobie furtkę brzmiącą mniej więcej: „… ale nie będę zdziwiony, jeśli walka będzie miała przebieg identyczny co starcie z UFC 117 z tym, że Sonnen nie wpadnie w żadne poddanie.” Czyli jednak mimo przegranej Chael zasiał ziarno wątpliwości w głowach obserwatorów i nawet dwie późniejsze znakomite wygrane mistrza (nad Belfortem i Okamim) nie do końca je wypleniły.

Bardziej niż późniejsze nokauty Andersona na świetną dyspozycje Sonnena cień rzuciła wpadka dopingowa i zawieszenie po UFC 117, a także słaba postawa w walce  z Michaelem Bispingiem.  O terapii hormonalnej Chaela ciężko powiedzieć coś więcej, jak to, że obecnie komisje stanowe zezwalają mu na stosowanie TRT w celach zdrowotnych – czyli może on uzupełniać braki testosteronu pod warunkiem, że w dniu kontroli (czyli notabene dniu walki) stosunek testosteronu do epitestosteronu nie przekroczy 6:1. Sensowności takich przepisów omawiać nie zamierzam, sednem sprawy jest, że Sonnen nawet z podniesionym testosteronem w myśl przepisów będzie zawodnikiem całkowicie czystym.
Druga sprawa, czyli słaba postawa podczas walki z „angielskim hrabią” to kwestia bardziej w tym momencie istotna. Dlaczego Sonnen, który przez większość walki obalał i kontrolował z góry Andersona… który zdecydowanie rozprawił się ze Stannem nie mógł powtórzyć tej sztuki z Bispingiem? Już jakiś czas temu wyleczyłem się z deprecjonowania umiejętności Anglika i nadal uważam, że jest on inteligentnym zawodnikiem z wieloma – może na pierwszy rzut oka niewidocznymi – przymiotami. O ile walka na ziemi to nie najmocniejsza strona zawodnika Wolfslair Academy, tak ucieczki z parteru ma na najwyższym światowym poziomie. Dopiero w trzeciej rundzie Sonnen zdołał na dłużej zatrzymać Michaela na macie, co ostatecznie zapewniło mu zwycięstwo. Nie zwalałbym tutaj winy na złe przygotowanie Chaela, należy raczej pochwalić Bispinga za postawienie trudnych warunków.

Za i przeciw.

Niestety nie da się bezpośrednio porównać zapaśniczych obron Bispinga i Silvy. Anglik opiera się na technicznych defensywnych zapasach i świetnym wall-walku, natomiast Brazylijczyk unika obaleń poprzez odpowiednie poruszanie i timing. Większość zapaśniczych akcji powstrzymuje zanim jeszcze się zaczną – zwiększając dystans, bądź atakując szybkim jabem.  Gdyby na sprawę spojrzeć jak na czarno biały obraz, to pewnie można by dojść do wniosku, że „czyste” obrony i ucieczki Bisping ma na wyższym poziomie i nawet nie było by w tym przekłamania. Twierdzę jednak, że całościowa obrona przed akcjami zapaśniczymi u Andersona wygląda niewiele gorzej, a przynajmniej nie ma tak wielkiej przepaści pomiędzy nim a Bispingiem jaką niektórzy próbują przedstawiać.

Co więc w sobotnim main evencie odegra pierwszoplanową rolę? Jeżeli walka dojdzie do decyzji sędziowskiej, będzie to efektem dominacji Sonnenna i bezradności Silvy. Nie sądzę by Amerykanin zdołał odprawić mistrza przed czasem. Z drugiej strony myślę, że jeśli Silva będzie przeważał, to walka nie wyjdzie poza czwartą rundę.

Uważam, że mobilność „Pająka” będzie kluczowa.Podejrzewam, że nie będzie próbował wdawać się w bezpośrednie wymiany z Sonnenem (pamiętajmy, że pomimo braku wielkich umiejętności stójkowych Chael potrafił wygrywać wymiany z każdym ze swoich przeciwników!) i skupi się na atakach z dystansu i stopowaniu wejść w nogi. Nie sądzę też, by Chael tak łatwo sprowadzał walkę na ziemię jak w 2010. roku. Oczywiście rekordowe 34 takedowny w UFC mówią sporo o zapasach „gangstera”, lecz natychmiastowy powrót do stójki w pojedynku z Belfortem (kiedy pod koniec trzeciej minuty Vitor wykorzystał przestrzelone wysokie kopnięcie i obalił Andersona) każe mi sądzić, że tym razem Chael napotka na spory opór. Wydaje mi się, że walka będzie wyglądała jak pierwsza minuta czwartej rundy z poprzedniego starcia. Była to najlepsza minuta walki wykonaniu Andersona – mocno zaczął, zaatakował z wyskoku, trafił mocnym łokciem z dystansu. To w połączeniu z niskimi kopnięciami (które  dwa lata temu czysto trafiały w cel) powinno przez dwie rundy na tyle osłabić Amerykanina, że w trzeciej zacznie się odsłaniać w efekcie czego Silva pośle go na deski. I przyznam, że będę dość mocno zaskoczony (po raz drugi) jeśli Sonnen powtórzy to, co zrobił na UFC 117.
Anderson Silva, TKO, runda 3.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.