Artur Przybysz z federacji KSW serwuje nam wywiad z Łukaszem Wosiem, uczestnikiem 10 gali Konfrontacji Sztuk Walki do której dojdzie 12 grudnia w Warszawie:

Łukasz „Wydra” Woś, to kolejny – pierwszy z Polaków – potwierdzony zawodnik, który zaprezentuje swoje umiejętności w turnieju, na dziesiątej gali „Konfrontacji Sztuk Walki”. Na kilka tygodni przed zawodami postanowiłem porozmawiać z fighterem o jego przygotowaniach. Poniżej rozmowa.

Twój pierwszy występ na gali „Konfrontacji Sztuk Walki” do udanych nie należał. Jak go skomentujesz?

– Pewien redaktor powiedział, że byłem wystraszony i mało skoncentrowany. Nie zgodzę się z tym. Wychodząc do walki uderzyłem głową w telebim, który był słabo widoczny z perspektywy szatni. To zdarzenia miało znaczący wpływ na moją postawę, ponieważ do pojedynku przystąpiłem z rozcięciem głowy. Prócz mnie jeszcze znalazło się dwóch delikwentów, którzy również zaczepili o telebim. Ja odczułem to najmocniej z racji wzrostu.

Liczyłeś, że właściciele federacji KSW zadzwonią do ciebie i prędzej, czy później zaproponują kolejny występ?

– Spodziewałem się tej propozycji i gdy tylko skontaktowali się ze mną przystałem na nią. Czuję niedosyt po przegranej z Olejnikiem.
Niewiele osób kojarzy ciebie z występów w tej formule. Powiedz kilka słów o sobie. Gdzie i z kim trenujesz?

– Na codzie trenuję w klubie „Wydra – Gym”, którego jestem współzałożycielem. Techniki stójkowe trenuję z Jackiem Synoradzkim (czołowy zawodnik kiokushinkai) i Stefanem Palą (boks), zaś parter z Jackiem Czapczyńskim i Krystianem Kwietniem. Ostatnio również – po zakopaniu topora wojennego – zacząłem ćwiczyć z Krzyśkiem Kułakiem.

Ile razy w tygodniu?

– Ćwiczę pięć razy w tygodniu.

Ile zajęć dziennie?

– Dwa razy dziennie, prócz środy. Wtedy mam tylko jeden trening.

Prawdą jest, że jeździsz po Polsce i starasz się podpatrywać najlepszych?

– Kilka razy w roku staram się zaglądać do najlepszych polskich zawodników MMA. Bywam w Warszawie, Krakowie, a także Gdyni.

Nie wymienisz nazwisk?

– Nie chcę się na nikogo powoływać. Jednak jeśli będą czytać ten wywiad to chcę im podziękować za pomoc.

Twój rekord w MMA to 0-1-0. Zgodzisz się, że to skromy dorobek?

– Owszem, lecz od razu małe sprostowanie. Mój rekord to 1-1-0! W 2007 roku na gali „First Fight – Final Destination” stoczyłem walkę, którą w trzeciej rundzie wygrałem przez nokaut.

Jak zacząłeś przygodę z MMA?

– W 2004 roku zakończyłem karierę kickboksera i zacząłem trenować przekrojowo. Tak trwam w tym już trzy i pół roku.

Którą płaszczyznę walki wolisz? Stójkę czy parter?

– Zdecydowanie lepiej czuję się w stójce, ale też coraz pewniej w przekrojowej walce.

Rozmawiał
Artur Przybysz