Wygrana Cormiera

Daniel Cormier najlepszym zawodnikiem w historii MMA! Takimi słowami przywitaliśmy tę lipcową niedzielę. „Mały pocieszny grubasek” dokonał dziś niemożliwego i stał się posiadaczem dwóch pasów mistrzowskich, dwóch najcięższych kategorii wagowych UFC! Co to tak naprawdę znaczy i dlaczego jest ważne by znać wagę tego zwycięstwa?

Droga do legendy

Można być mistrzem, ale nawet wśród mistrzów jest bardzo ekskluzywne grono tych, którzy dzierżąc pasy, dokonali JESZCZE więcej, np. podbili inne kategorie wagowe. W historii UFC tylko trzech zawodników może się poszczycić takim osiągnięciem:

Randy Couture
– Waga ciężka
– Waga półciężka

B.J. Penn
– Waga półśrednia
– Waga lekka

Georges St-Pierre
– Waga półśrednia
– Waga średnia

Jednak tylko jeden człowiek był w posiadaniu dwóch tytułów w tym samym czasie i jest nim Conor McGregor. To on zapisał się w historii jako ten, który mógł bronić pasa wagi lekkiej i piórkowej. Mógł, jednak nie obronił ani pierwszego, ani drugiego, aż oba zostały mu odebrane przez nieodpowiedzialne podejście do obowiązków mistrzowskich. Choć stracił pasy w niezbyt chwalebny sposób, to mimo wszystko był pierwszym mistrzem dzierżącym dwa pasy jednocześnie. Aż do dziś!

Dziś tego samego dokonał bowiem Daniel Cormier i na jego lewym ramieniu spoczywa pas wagi półciężkiej, a na prawym ciężkiej. Czy podąży drogą McGregora? Wszystko wskazuje, że nie! Bowiem świeżo po zwycięstwie ze Stipe Miocicem, do oktagonu wszedł Brock Lesnar (zaproszony zresztą przez samego „DC”) i to on będzie najbliższym rywalem Daniela, a stawką tego pojedynku będzie pas wagi ciężkiej. Nawet jeśli jest to naciągane i zahacza bardziej o wrestlingową pokazówkę (Lesnar nie walczył od 2016 roku, a na dodatek wraca po wpadce dopingowej!) w której jakimś dziwnym trafem zamieszany jest pas wagi ciężkiej, to nadal będzie to obrona, którą należy wpisać do bilansu. Jeśli to nastąpi, Daniel Cormier przebije Conora McGregora i stanie się pierwszym mistrzem w historii tego sportu (ligi mistrzów UFC), który aktywnie obroni pas innej kategorii, będąc w tym samym czasie mistrzem niższej dywizji. Stanie się numerem jeden wśród legend.

Najgroźniejszy facet na świecie

To jednak przyszłość i warto skupić się na tym co dziś osiągnął. Wiecie jak to mówią o mistrzu wagi ciężkiej? „The baddest man on the planet”. Jak zatem teraz nazwać Daniela? Facet nie dość, że jest najgroźniejszym facetem na planecie Ziemia, to… zajmuje również drugie miejsce w kolejce do tego tytułu (jakkolwiek to absurdalnie brzmi)! W MMA półciężka to tylko stopień niżej od ciężkiej! Aby dobrze zrozumieć wagę tego zwycięstwa, należy przypomnieć sobie kim jest Stipe Miocić. Amerykanin Chorwackiego pochodzenia w 2016 roku znokautował Fabricio Werduma i przejął jego pas. Od tego czasu zdołał go obronić trzy razy, czym ustanowił rekord organizacji. Pas wagi ciężkiej tak trudno jest utrzymać, że żaden mistrz nie zdołał go obronić więcej niż dwa razy. Ani Junior dos Santos, ani Cain Velasquez, ani Fabricio Werdum. Czy warto przypominać, że Miocić ma na koncie 13 nokautów, ma dobre zapasy i zna się na grapplingu? Był to mistrz, którego kategoria ciężka potrzebowała i który doskonale pasował do tej roli. Jak wielkie zatem jest to osiągnięcie by walcząc w półciężkiej, przejść do ciężkiej i pokonać w fantastycznym stylu takiego dominatora? Przecież nie da się w kilka miesięcy nabrać odpowiedniej masy mięśniowej by zrekompensować braki w kilogramach. Zobaczyliśmy po prostu „grubszego” niż zwykle Cormiera, który znokautował na zimno kogoś takiego jak Stipe Miocica. A skoro o brzuchu mowa to…

Ten niepozorny grubasek

Cormier nie ma atletycznej budowy ciała. Niedawno nawet krążyło po sieci zdjęcie z wakacji z jego brzuchem i podpisem „kiedy jesteś mistrzem UFC, ale nikt ci nie wierzy” – bo faktycznie ciężko uwierzyć, że taki niepozorny i sympatyczny grubasek może być mistrzem wagi półciężkiej, a teraz nawet i ciężkiej. Przez swój wygląd i brak doświadczenia w MMA, był rezerwowym w turnieju Grand Prix wagi ciężkiej w Strikeforce. Gdy Alistair Overeem wypadł ze stawki, wszedł w zastępstwo i przez znawców został skazany na porażkę z Antonio „BigFoot” Silvą. Cormier nie tylko wyszedł do walki, ale pokonał Silvę w pierwszej rundzie, a później jeszcze Josha Barnetta, wygrywając cały turniej ku zaskoczeniu ekspertów. Bukmacherzy nie stawiali go w roli faworyta, tak jak i dzisiaj, gdy startował z kursem powyżej 2.00.

Daniel „NoLove” Cormier

Cormier nigdy nie zaskarbił sobie sympatii większej części kibiców. Owszem, ma wiernych fanów, ale nie są to ilości jakie miał choćby Jon Jones. Najlepiej to było widać w ich bezpośrednich starciach, a zwłaszcza w drugim. Cormier będąc mistrzem, był wygwizdywany przez fanów Jonesa. Podczas jednej z konferencji prasowych, gdy fani zaczęli na niego „buczeć”, emocjonalnie odniósł się do tego tłumacząc, że on całe życie postępował zgodnie z zasadami moralnymi; ma kochającą rodzinę, nie zdradzał, nie brał narkotyków, nie rozbijał się samochodami, a ludzie mimo wszystko wolą podążać za Jonesem i to jego widzą w roli wzoru do naśladowania. „DC” nigdy więc nie miał takiej miłości, na jaką zasługiwał. Nie zdobył oszałamiającej ilości fanów (więcej na social media ma choćby młodsza w branży Joanna Jędrzejczyk) oraz uznania za dokonane osiągnięcia. Zawsze ciążyć będzie też nad nim klątwa Jonesa. Tego Jona Jonesa, którego nigdy nie zdołał pokonać. Który palił, pił, powodował wypadki, a nawet wpadł na dopingu po ich walce, a mimo to miał więcej miłości i posłuchu wśród młodych fanów UFC i MMA.

Przyszłość?

Daniel jak sam wspominał w wywiadzie po pokonaniu Miocica, ma już 39 lat. Nie sądzę, że kiedykolwiek zawalczy trzecią walkę z Jonem (bo i nawet nie wiadomo kiedy ten wróci do startów). Choć porachunki z Jonesem są cały czas niedomknięte, to warto spojrzeć ponad to i docenić Cormiera za to co zrobił dzisiaj. Niepokonanie Jonesa nie sprawi, że sukces po pokonaniu Stipe Miocica, będzie mniejszy. W tej chwili wręcz Jones się nie liczy, jest gdzieś bardzo daleko, jako echo przeszłości. Nie osiągnął tyle co Cormier i nie wyszedł poza barierę swojej dywizji, a obecnie i tak jest zawieszony, być może na całe lata za nielegalne wspomaganie. Jon Jones zawsze będzie rysą na szkle legendy Daniela Cormiera, ale rysa ta została tej samej wielkości, a puchar na której się znajduje, właśnie znacząco zwiększył swe rozmiary. Tak bardzo, że rysa stała się ledwie widoczną ryską.

To na czym zależy Cormierowi to jego dziedzictwo. Wielokrotnie wspominał o tym w wywiadach, że jego spuścizna jako sportowca, wiele dla niego znaczy. Dziś przeszedł do historii jako ten najlepszy. Najlepszy wojownik, jaki kiedykolwiek wkroczył do klatki MMA. Swój cel osiągnął i choćby za ten fakt, należy mu się trochę naszego, fanowskiego docenienia i podziwu do sztuki, której nikomu przed nim się nie udała. Nie pozostaje zatem nic, jak tylko powiedzieć: Zrobiłeś to! Osiągnąłeś status, do którego być może nikt się nie zbliży przez najbliższe kilkanaście lat. Wielki Daniel Cormier – największy z wojowników!

49 KOMENTARZE

  1. CORMIER KRÓL

    Warto zauważyć, ze Silva był tuż po wygranej nad Fedorem, i to zwycięstwo DC i sposob w jaki dojechał AS bylo dużym szokiem.

  2. Daniel dał wiele pięknych walk. Zawsze niesamowicie przygotowany fizycznie. Siła i cardio na nieludzkim poziomie.

    Ciągła presja i zajeżdżanie przeciwnika. Do tego charakter, inteligencja i odwaga.

    Prawdziwy twardziel i mistrz.

    Od jakiegoś czasu zarzeka się, że jak wybije 40 to kończy karierę. Cokolwiek postanowi – POWODZENIA!

  3. Bo to jest wyczyn. Nie sam fakt zdobycia drugiego pasa, ale fakt NA KIM go zdobył.

    Wczoraj w nocy DC wbiegł na Mount Everest, bez tlenu!

  4. STEREOTYPY w OBECNYM ŚWIECIE !

    – TŁUSTY gość o sylwetce kuli śnieżnej

    -obżartuch niezdrowych słodyczy

    – łysiejący

    – niewysoki ( no Qrwa niski to on też nie jest , ale jak na tą wagę)

    – i jeszcze bez zęba na przedzie.

    Przecież to zaprzecza wszelkiej definicji SUKCESU. \

    Dla statystycznego człowieka na naszym globie to jego fizjonomia mówi LOOSSEERR

  5. Od morderstwa (edited, thanks Mnichu) ojca, śmierci dziecka, wielkich przegranych w karierze zapasniczej, pojedynków z Jonem do dzisiejszego dnia i takich sukcesów. Co za człowiek!!! Gratulacje DOUBLE CHAMP. #DC

  6. Od samobójstwa ojca, śmierci dziecka, wielkich przegranych w karierze zapasniczej, pojedynków z Jonem do dzisiejszego dnia i takich sukcesów. Co za człowiek!!! Gratulacje DOUBLE CHAMP. #DC

    Jego ojciec został zastrzelony

  7. Po tej walce nie mam wątpliwości co do tego że DC jest najlepszym zawodnikiem mma wszechczasów.Życze ci Danielu abyś obronił pas w walce z Brockiem i na koniec walki z Jonesem w kategorii ciężkiej(wygranej oczywiście).

  8. Jeśli to nastąpi, Daniel Cormier przebije Conora McGregora

    Jeszcze nie przebił? W mojej ocenie przebił. Ile razy conor bronil pas UFC? Jego pozycja w rankingu tez pozostawia wiele do zyczenia.

  9. Ha, zakładając, że Jones wróci, pójdzie wagę wyżej i zdobędzie pas, zawsze już będzie stąpał po śladach grubaska.:DC:

  10. Rozumem nie zbyt w to wierzę,  ale dopiero by hukneło jakby Brock nie wypadł z walki i jeszcze wygrał.

    I wtedy wchodzi :jjsmile:,  juz od tygodnia na odwyku :DC:

    :Duke3d::Duke3d::Duke3d::Duke3d:

    @koper

    Moze jeszcze pokonać Lesnara,  który jakimś cudem pokona DC.  I wtedy kto jest goat ?

    McGregor juz moze zacząć płakać

  11. Brock Lesnar jednym wejściem zrobił większe show niż Rudy przez cała karierę. Jaram się ta walka w chuj.

  12. Daniel "NoLove" Cormier

    Cormier nigdy nie zaskarbił sobie sympatii większej części kibiców. Owszem, ma wiernych fanów, ale nie są to ilości jakie miał choćby Jon Jones. Najlepiej to było widać w ich bezpośrednich starciach, a zwłaszcza w drugim. Cormier będąc mistrzem, był wygwizdywany przez fanów Jonesa. Podczas jednej z konferencji prasowych, gdy fani zaczęli na niego „buczeć”, emocjonalnie odniósł się do tego tłumacząc, że on całe życie postępował zgodnie z zasadami moralnymi; ma kochającą rodzinę, nie zdradzał, nie brał narkotyków, nie rozbijał się samochodami, a ludzie mimo wszystko wolą podążać za Jonesem i to jego widzą w roli wzoru do naśladowania. „DC” nigdy więc nie miał takiej miłości, na jaką zasługiwał. Nie zdobył oszałamiającej ilości fanów (więcej na social media ma choćby młodsza w branży Joanna Jędrzejczyk) oraz uznania za dokonane osiągnięcia. Zawsze ciążyć będzie też nad nim klątwa Jonesa. Tego Jona Jonesa, którego nigdy nie zdołał pokonać. Który palił, pił, powodował wypadki, a nawet wpadł na dopingu po ich walce, a mimo to miał więcej miłości i posłuchu wśród młodych fanów UFC i MMA.

    Z tego powodu właśnie ja polubiłem Cormiera. Że chłop po prostu zasługuje na szacunek i na sympatię, a jej nigdy nie dostaje. Szkoda mi go było i jest nadal, bo powinien być ulubieńcem tłumów.

  13. Jeszcze nie przebił? W mojej ocenie przebił. Ile razy conor bronil pas UFC? Jego pozycja w rankingu tez pozostawia wiele do zyczenia.

    DC przebił Conora w osiągnięciach już dawno temu, teraz jeszcze dołoży mega PPV z Lesnarem.

  14. "Niedawno nawet krążyło po sieci zdjęcie z wakacji z jego brzuchem i podpisem „kiedy jesteś mistrzem UFC, ale nikt ci nie wierzy”"

    Można prosić o to zdjęcie??

  15. STEREOTYPY w OBECNYM ŚWIECIE !

    – TŁUSTY gość o sylwetce kuli śnieżnej

    -obżartuch niezdrowych słodyczy

    – łysiejący

    – niewysoki ( no Qrwa niski to on też nie jest , ale jak na tą wagę)

    – i jeszcze bez zęba na przedzie.

    Przecież to zaprzecza wszelkiej definicji SUKCESU. \

    Dla statystycznego człowieka na naszym globie to jego fizjonomia mówi LOOSSEERR

    KOŁCZE GO NIENAWIDZĄ

    Oficjalnie lipiec miesiącem Cormiera

  16. STEREOTYPY w OBECNYM ŚWIECIE !

    – TŁUSTY gość o sylwetce kuli śnieżnej

    -obżartuch niezdrowych słodyczy

    – łysiejący

    – niewysoki ( no Qrwa niski to on też nie jest , ale jak na tą wagę)

    – i jeszcze bez zęba na przedzie.

    Przecież to zaprzecza wszelkiej definicji SUKCESU. \

    Dla statystycznego człowieka na naszym globie to jego fizjonomia mówi LOOSSEERR

    Ja Ci powiem więcej. Oglądałem po południu z ojcem, kolejny raz. W sensie ja kolejny raz, ojciec po raz pierwszy. Planowaliśmy w sumie MP z zapasów oglądać bo był stream, ale te polskie eventy są nie do oglądania więc staruszek mówi, żeby to zmienić na coś innego. No i tak oglądamy całą kartę główną, co-main event taktownie przewinąłem, jedno piwko, drugie. Starszy taki janusz co się chuja zna ale zawsze wie jak profesjonalnie doradzić walczącemu, mógłby iść do cornera w jakimś polskim teamie bo wskazówki ma celne: "no cesaj go", "ładuj", "no przewracać trzeba" itd. Niemniej lubię z nim oglądać bo przynajmniej jest śmiesznie i klimat całkiem dobry z ojcem walnąć piwko albo jeszcze lepiej drinka. No i tak oglądamy, zrobiłem mu podkład, żeby wiedział jaka stawka, że walka o 2 pasy w przypadku DC, że zajebisty zapaśnik a że Stipe też kozak itd. No i na co się to zdało, jak pierwsza akcja a ojciec krzyczy:

    SPOILER
    No, jebaj murzyna!:joe:

  17. Hehe, @Jakub Bijan – tatko widzę ancymon, rzeczywiście zabawny gość :jarolaugh:

    Cały tekst mi się bardzo podobał, a problem mam taki,  że I tak nie mogę wykrzesać fanowskiej miłości do DC. Choćbym się starał, no nie mogę. Będę mu kibicował w walce z Lesnarem, bo nie lubię mutantów, choć @ALRI sie z tym nie zgadza. Jego opinia. Natomiast i tak czekam na powrót Bonsa – bo raz, że pozamiata, dwa, że jest w stanie trzymać pas przez długi, długi czas (jeśli się będzie sensownie maskował że swoimi problemami), i co najlepsze – jest w pizdu młodszy. Niby po śladach DC, ale – skoro DC jest pierwszy, to kolejni są już tylko kwestia czasu. Najlepszym na to stanowisko jest bones – pod stałą kontrolą ALRIego. Plus kogoś od substancji, najlepiej tutaj bym widział @halibut a. To moje zdanie, pamiętajcie.

  18. Ja Ci powiem więcej. Oglądałem po południu z ojcem, kolejny raz. W sensie ja kolejny raz, ojciec po raz pierwszy. Planowaliśmy w sumie MP z zapasów oglądać bo był stream, ale te polskie eventy są nie do oglądania więc staruszek mówi, żeby to zmienić na coś innego. No i tak oglądamy całą kartę główną, co-main event taktownie przewinąłem, jedno piwko, drugie. Starszy taki janusz co się chuja zna ale zawsze wie jak profesjonalnie doradzić walczącemu, mógłby iść do cornera w jakimś polskim teamie bo wskazówki ma celne: "no cesaj go", "ładuj", "no przewracać trzeba" itd. Niemniej lubię z nim oglądać bo przynajmniej jest śmiesznie i klimat całkiem dobry z ojcem walnąć piwko albo jeszcze lepiej drinka. No i tak oglądamy, zrobiłem mu podkład, żeby wiedział jaka stawka, że walka o 2 pasy w przypadku DC, że zajebisty zapaśnik a że Stipe też kozak itd. No i na co się to zdało, jak pierwsza akcja a ojciec krzyczy:

    SPOILER
    No, jebaj murzyna!:joe:

    Dobrze , że nie wołał jebaj małego łysego szczerbatego grubasa

  19. DC mowil przed walka ze gdyby mistrzem w ciezkiej byl Nganou lub Volkov( tak wlasnie podal te 2 nazwiska) to nigdy by sie nie zgodzil na walke w ciezkiej z nimi bo za duza roznica wzrostu. Mysle ze po wczorajszej wygranej teraz by z nimi tez spokojnie wyskoczyl:wink: fajny artykul! Grubasy rulez!!!!!!!!!!!!!!

  20. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

  21. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    +1111111

  22. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem

    I w pikantnych skrzydełkach z kurczaka, zapomniałeś o skrzydelkach 😆

    Co do reszty to zgadzam się mocno, zwłaszcza z podsumowaniem. W dzisiejszych czasach gwiazda sportu, estrady czy kamery wyznająca tradycyjne wartość to ewenement wśród lewackiego spierdolenia.

  23. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    😥

  24. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    Można napisać i tyle w temacie ! Pełna zgoda.

  25. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    W zasadzie można zamykać temat bo w tym poście Maras napisał wszystko.

  26. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    Mordo, nie jestem jakimś wielkim fanem DC, ale ten post to poezja. Poprostu masz rację.

  27. Ja Ci powiem więcej. Oglądałem po południu z ojcem, kolejny raz. W sensie ja kolejny raz, ojciec po raz pierwszy. Planowaliśmy w sumie MP z zapasów oglądać bo był stream, ale te polskie eventy są nie do oglądania więc staruszek mówi, żeby to zmienić na coś innego. No i tak oglądamy całą kartę główną, co-main event taktownie przewinąłem, jedno piwko, drugie. Starszy taki janusz co się chuja zna ale zawsze wie jak profesjonalnie doradzić walczącemu, mógłby iść do cornera w jakimś polskim teamie bo wskazówki ma celne: "no cesaj go", "ładuj", "no przewracać trzeba" itd. Niemniej lubię z nim oglądać bo przynajmniej jest śmiesznie i klimat całkiem dobry z ojcem walnąć piwko albo jeszcze lepiej drinka. No i tak oglądamy, zrobiłem mu podkład, żeby wiedział jaka stawka, że walka o 2 pasy w przypadku DC, że zajebisty zapaśnik a że Stipe też kozak itd. No i na co się to zdało, jak pierwsza akcja a ojciec krzyczy:

    SPOILER
    No, jebaj murzyna!:joe:

    :DC:.

  28. Prawdopodobnie pomimo opisanych przez @Cloud sukcesów i pozytywnych cech podwójnego mistrza, zarobił on zdecydowanie mniej pieniędzy niż różni pajace i badboye. Tłuszcza lubi kontrowersje i skandale, a uczciwa praca nie jest w cenie. UFC powinno mocno wspierać Cormiera marketingowo i PR-owo, dawać mu walki za duże pieniądze, DC jest świetnym przykładem pozytywnego bohatera wśród tych wszystkich pyskaczy, ćpunów i koksiarzy.

  29. Daniel Cormier to człowiek z miasta! Ma silną psychikę (zajebiście silną!), chyba nikt nie ma w MMA takiej mentalności jak Cormier – tragiczna śmierć ojca i córeczki rozjebałyby na kawałki niejednego twardziela – gdyby moim dzieciom się coś takiego przydarzyło, to pewnie bym zapierdolił samobója, tylko zupełnie innego niż Thiago Cionek. Zaraz ktoś może powiedzieć "co kurwa? jaka silna psycha, przecież płakał jak dziecko po porażce". No i właśnie to też dowód na to, że DC jest przekurewsko twardy mentalnie. Nieważne jak zareagował w chwili silnych emocji, ważne jak przetworzył to w głowie i wzrósł na tym. Wstał, otrzepał się i pobiegł (potruchtał, bo gruby) dalej. Nie wygląda na to, że przejął się tym, że wszyscy mieli z niego bekę, że ryczał. Sam się potem z tego śmiał. Zresztą sam fakt, że ryczał i smarkał publicznie, w dodatku w trakcie wywiadu z Roganem, świadczą o tym, że Cormier ma jajca jak kokosy 😀 Ronda musiała zakrywać ręcznikiem ryj jeszcze przez wiele miesięcy po wpierdolu od Holm, a Grubcio popłakał w klatce i potem był sobą.

    Ludzie powiedzą, że przegrane z Jonesem zawsze będą rysą na karierze Cormiera. I, że nigdy przez to Cormier nie wyjdzie z cienia Coco Bonesa. W oczach wielu ludzie pewnie tak, ale w moich nie. Jones został obdarzony genialnym talentem i warunkami fizycznymi, pod względem sportowym jest bez wątpienia najlepszym zawodnikiem tego zjebanego sportu, jaki stąpał po tej chujowej planecie. Ale mentalnie Jones jest gównem. Słabym, niestabilnym, pozbawionym prawdziwej pewności i wiary w siebie. Jones, nie mając tak tragicznych przeżyć jak Cormier, pękał pod ciężarem presji swojej popularności. Musiał sięgać po alkohol, dragi, ogromne ilości sterydów, rozkurwianie się drogimi furami i jebanie dziwek, żeby znaleźć jakąś namiastkę integralności. Żeby znaleźć na zewnątrz potwierdzenie, że jest tak samo zajebistym gościem jak zawodnikiem mma. No ale nie pykało, bo nie mogło pyknąć, skoro nie mógł znaleźć tego potwierdzenia wewnątrz siebie.. Po prostu był gówniarzem, który nagle z dupy wyrósł na gigantyczną gwiazdę i mu odjebało. Nie on pierwszy, nie ostatni.

    Ale Danielowi nie odjebało jakoś, choć presję miał na sobie równie wielką, do tego bagaż tragicznych doświadczeń i swojego największego motywatora i wroga w jednym – gigantyczną ambicję. Ale Daniel w trudnych chwilach szukał oparcia w rodzinie, w małych rzeczach, w trenowaniu gówniaków zapasów, w granie w baseball z synem. Trywialne, przyziemne sprawy. Nudne w chuj, nie? Ale ja to cenię znacznie bardziej, niż jakiekolwiek inby kręcone przez innych zawodników, rzucanie wózkami w autobusy, wciąganie krech czy jaranie bongosów. Cenię wartości, które wyznaje DC, bo w tym spierdolonym, lewackim współczesnym świecie, różne kurwy próbują nam wpierać, że taka postawa to przeżytek, że zaścianek, że trzeba różnorodności, odpałów, kolorów i powierzchowności. Dlatego szacun dla DC ode mnie na zawsze.

    PS. Conora to w ogóle nie ma co stawiać przy DC, chyba, że jako antywzór. Sportowo nie dorasta do odcisków na tłustych stópkach Cormiera. Mentalnie to trochę bardziej inteligentna i wyrachowana wersja Jona Jonesa.

    DC KRÓL KURWY!

    Zalogowałem się tylko po to żeby zalajkować ten post i napisać o tym. Wysłałem go nawet do paru znajomych, którzy nie interesują się na co dzień MMA, tak jestem wzruszony. Piękny post !!!

    A DC KRÓL KURWY!

  30. Czym tu się podniecać? Już od dawna wiadomo, ze w wadze ciężkiej to spasione loosery, które nie nadają się do innych sportów, wiec wybrali mma… Wiec dobry polciezki zawsze wygra z ciężkim… Już w 2015 taki Peutz co w swojej wadze nic wielkiego nie osiągnął, a przejechał się po „wielkiej nadziei wagi ciężkiej” Tyburze…

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.