Fot: MMAJunkie

UFC 221 już za nami. W kolejnym odcinku serii „Co dalej z…” rozważamy dalsze losy uczestników ostatniej gali największej organizacji MMA na świecie.

Niewypał petardy

Teruto Ishihara miał być nową gwiazdą japońskiego MMA, lecz jego intensywny blask szybko przeminął. „Yashabo” – który twierdzi, że bije się tylko po to, by imponować „dupeczkom” – został zweryfikowany w listopadzie 2016 roku, kiedy wypunktował go przeciętny Artem Lobov. Potem przyszła kolejna porażka i powrót na szlak zwycięstw, by z niego ponownie zejść we wczorajszym boju z Jose Alberto Quinonesem. 26-letni Ishihara (MMA 10-5-2) raczej nie podbije UFC, a szkoda – bo to bardzo barwa postać.

„The Real Deal” ratuje kontrakt

Ross Pearson (MMA 20-14) może po tej gali głęboko odetchnąć z ulgą. Udało mu się wygrać z Mizuto Hirotą, co zapewniło mu jeszcze co najmniej jedną walkę w UFC. Przed tą potyczką 33-letni Anglik miał bowiem cztery porażki z rzędu i już wtedy wszyscy się dziwili, że Ultimate Fighting Championship wciąż chce mieć go w swoich szeregach. Duża w tym zasługa atrakcyjnego dla oka stylu walki Pearsona. „The Real Deal” nie boi się wymian, a takich zawodników Dana White ze spółką potrafią docenić. Ross w kolejnej walce mógłby się zmierzyć z Marcinem Heldem (MMA 23-7).

A może by tak walka o tytuł?

Jussier Formiga (MMA 21-5) w UFC debiutował niemal sześć lat temu i praktycznie od początku jest uważany za czołowego zawodnika kategorii muszej. Mimo pokonania kilku mocnych nazwisk, jeszcze nigdy nie dostąpił zaszczytu walki o pas mistrzowski w tej (niezbyt obfitej przecież w talenty) wadze. Skoro swoją szansę dostawali niemal wszyscy z czołówki, to może nadeszła wreszcie pora na Brazylijczyka? Król dywizji, Demetrious Johnson najpewniej w kolejnej obronie zmierzy się z T.J. Dillashawem, a w kolejce do korony ustawił się również Henry Cejudo. Wobec tego proponuję rewanż „The Messengera” z Formigą jako eliminator do boju o tytuł.

Australia MMA stoi

Australijczycy w większości pokazali się świetnie na wczorajszej gali. Jednym z tych, którzy powracają z tarczą jest Alexander Volkanowski (MMA 17-1). 29-letni „The Great” nie przegrał walki od 2013 roku, a w samym UFC ma cztery zwycięstwa. Dlatego też nadeszła dla niego pora na potyczki z mocniejszymi rywalami z kategorii piórkowej. Volkanowski mógłby się teraz zmierzyć z notowanym na 15. miejscu oficjalnego rankingu Calvinem Kattarem (MMA 18-2). „The Boston Finisher” zaprezentował się kapitalnie na gali UFC 220 i zgarnął bonus za „Występ Wieczoru”, więc to starcie zapowiadałoby się ciekawie.

Zabójca z wagi średniej

Na tego pana zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Israel Adesanya (MMA 12-0) dopiero zadebiutował w UFC, ale za chwilę może być o nim bardzo głośno. Ten zawodnik w zawodowym MMA stoczył 12 walk i wszystkie zakończył nokautami. Już za pierwszą walkę w największej organizacji MMA na świecie otrzymał bonus za „Występ Wieczoru” po zastopowaniu ciosami Roba Wilkinsona. Podejrzewam, że UFC będzie chciało spokojnie budować tego zawodnika, dlatego w kolejnym boju zmierzy się z rywalem bez wyrobionego nazwiska. Być może będzie to debiutant albo ktoś powracający po porażce.

Dobra robota, panie Pedro

Tyson Pedro (MMA 7-1) to kolejny Australijczyk, który zwyciężył na UFC 221. W poszukiwaniach rywala dla niego również zahaczyłbym o zawodnika z Polski. Urodzony w Sydney zawodnik mógłby skrzyżować rękawice ze zwycięzcą boju Marcina Prachnio z Samem Alveyem.

Zasłużony bonus

Jake Matthews (MMA 13-3) i Jingliang Li (MMA 14-5) nieźle rozruszali kibiców zebranych w hali w Perth i słusznie przyznano im bonus za „Walkę Wieczoru”. Co prawda, Chińczyk nie zasłużył na pochwały za faule, ale jego rywal nie miał mu tego za złe. „The Celtic Kid” ma dwa zwycięstwa z rzędu od czasu przenosin do nowej kategorii wagowej, co pokazuje, że zmiana dywizji lekkiej na półśrednią okazała się dobrym wyborem. Matthews jeszcze nie zasłużył na walki z czołówką, dlatego dałbym mu teraz kogoś ze środka stawki. Pojedynek z Timem Meansem (MMA 27-10-1) mógłby dostarczyć sporo rozrywki.

Nowa gwiazda wagi ciężkiej

Tai Tuivasa (MMA 9-0) zdecydowanie ma „papiery” na to, by zawojować królewską kategorię wagową. Świetna jak na tę wagę mobilność, wszechstronność w stójce (te łokcie!), lekkość poruszania się na nogach, dobra praca pod siatką, siła uderzenia, ale też charyzma i nietuzinkowe zagrywki (jak wypicie trunku z buta tuż po walce) – to wszystko składa się na materiał na gwiazdę. „Bam Bam” ma dopiero 24 lata i po wykolejeniu się pociągu z oczekiwaniami wobec Francisa N’Gannou, właśnie z nim wiąże się największe oczekiwania. Sam z wielką niecierpliwością czekam na kolejną potyczkę Tuivasy. Na walki z najlepszymi jest jeszcze czas, dlatego następny w kolejności może być ktoś pokroju Timothy’ego Johnsona (MMA 12-4).

Głowa z tytanu

Gdyby nie wysoka odporność szczęki Curtisa Blaydesa (MMA 9-1), to nie byłoby z niego co zbierać po potyczce z Markiem Huntem (MMA MMA 13-12-1). „Super Samoan” był blisko nokautu w tym boju, ale Amerykanin przetrwał nawałnicę i dzięki wysokiej klasy zapasom przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. „Razor” ma teraz cztery zwycięstwa z rzędu i wita się z „topem” dywizji. Z chęcią zobaczyłbym go teraz w boju z Alistairem Overeemem (MMA 43-16), który będzie chciał się odbudować po brutalnej porażce z rąk wspomnianego wcześniej N’Gannou.

A co dalej z Huntem? Wątpię, że 43-latek odwiesi rękawice na kołku, dlatego wciąż będzie odsiewał ziarna od plew w kategorii ciężkiej.

Niekoronowany tymczasowy król

Uwielbiam Yoela Romero. Wiem, że to cwaniaczek, ale magia, jaką wnosi do oktagonu, zakrywa jego wady. Czułem, że znokautuje Luke’a Rockholda, chociaż wiele znaków na niebie wskazywało, że Amerykanin wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Na wspomnianą „magię” składa się przede wszystkim nieziemski atletyzm i nieprzewidywalność Kubańczyka. Dlatego jego walki od samego początku do końca ogląda się z zapartym tchem. A to, co wyczynia w trzecich rundach walk, to już poezja. Zresztą, świetnie to zobrazowano na Twitterze:

Na Yoela czeka teraz rewanż z Robertem Whittakerem. Australijczyk pokazał się znakomicie w pierwszym starciu, ale nie możemy wykluczyć, że kolejne zakończy się innym werdyktem. W końcu Yoel może znokautować każdego. W trzeciej rundzie nie mrugajcie oczami.

Rockhold za to musi na dłuższy czas pozbyć się złudzeń co do powrotu na tron wagi średniej. Być może teraz zdecyduje się na zmianę kategorii na wyższą, co zapowiada od dłuższego czasu.

13 KOMENTARZE

  1. Romero z Robertem rewanż a Rockholda bym zobaczył z Brunsonem. Hunt mnie chuj obchodzi mówiąc szczerze a Blaydis z Overeemem dobry pomysł. Albo może rewanż z Franciszkiem.

  2. Z tej gali cieszy mnie najbardziej zdecydowanie zwycięstwo Rossa Pearsona. Czy wygrywa czy przegrywa to zawsze jest bitny i takich zawodników fajnie się ogląda a nie tych co tylko kalkulują . Ciesze się, że zachował kontrakt bo lubie gościa.

  3. Z tej gali cieszy mnie najbardziej zdecydowanie zwycięstwo Rossa Pearsona. Czy wygrywa czy przegrywa to zawsze jest bitny i takich zawodników fajnie się ogląda a nie tych co tylko kalkulują . Ciesze się, że zachował kontrakt bo lubie gościa.

    Warto dodać, że ma dobry gust:antonio:

  4. Romero o pas (jebac cie kurwiu) z Robercikiem, Rockhold moze rewanz z Crisem

    albo rola modela i hajlajf, a Hunto z jakims solidnym stojkowiczem (moze Tybura)

  5. Rockhold w tej walce wygladał jak smierć, ewidentne problemy miał z cięciem wagi i prawie ducha wyzionął albo klimat  zniszczył.

  6. Na Yoela czeka teraz rewanż z Robertem Whittakerem.

    Trochę głupio wyszło. Yoel nie zrobił wagi, wygrał i będzie walczył o pas w walce rewanżowej po tak krótkim czasie? :travolta:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.