Zdjęcie z profilu NCAA Wrestling na portalu Facebook.

O użyteczności zapasów w MMA nie trzeba nikogo przekonywać. Najstarszy sport walki był i jest główną bazą zarówno do przygotowania obaleń i rzutów, jak i dla pracy w klinczu (również pod siatką). Zapaśnicy w zasadzie od początku istnienia mieszanych sztuk walki byli mocnymi graczami i w nowej dyscyplinie sportu zadomowili się bez większych problemów. Co jednak ciekawe, od pewnego czasu coraz powszechniejszymi opiniami stają się te, mówiące, że zapaśnicze rzemiosło może być samodzielną bazą również w przypadku walki w parterze. Rzecz jasna nikt nie twierdzi, że same zapasy “wyjęte” wprost z olimpijskich mat wystarczą do sukcesu, wszak dziś konieczne jest uzupełnienie każdego bazowego stylu o pozostałe części składowe MMA. To nie ulega wątpliwości. Chodzi o to, że po prawie trzydziestu latach ewolucji wszechstylowej walki wręcz doszliśmy do punktu, w którym zaczyna się pojawiać parterowa alternatywa dla brazylijskiego jiu-jitsu – mającego w tym temacie niemalże monopol nieprzerwanie od trzech dekad. Abyśmy się jednak dobrze zrozumieli. Mówiąc “parterowa alternatywa” mam na myśli wyłącznie pojedynki na zasadach MMA, gdzie obecność ciosów zmienia grę diametralnie. Wszelkie grapplingowe zmagania typu “NoGi” czy “SubOnly” cały czas zdominowane są przez reprezentantów jiu-jitsu i to zapewne nie ulegnie zmianie. Mówiąc jednak o trzydziestoletniej ewolucji wszechstylowej walki wręcz mam na myśli jej amerykańską odnogę, gdyż to Stany Zjednoczone stały się jedynym biegunem dyscypliny po upadku PRIDE FC, i to dzięki klubom z USA doszło w niej do wspomnianej rewolucji technicznej. Ogromną częścią tego procesu były amerykańskie zapasy uniwersyteckie (collegiate wrestling), które posłużyły MMA nie tylko jako swego rodzaju zaplecze zawodnicze, z którego organizacje mogły pozyskiwać atletów, ale również jako zaplecze techniczne.

Żeby jednak mówić o zapasach uniwersyteckich należy najpierw wyjaśnić, czym one dokładnie są. Poza USA panuje raczej przekonanie, że zapasy to zapasy – czym więc mogą się różnić? O ile jeszcze rozróżnienie stylów olimpijskich („klasyk” i „wolniak”) nie przysparza większych problemów (wszak w jednym można łapać za nogi, w drugim nie – różnice widać więc gołym okiem), tak amerykański folkstyle jest kompletnie nieznany. Śmiem twierdzić, że większość ludzi nie byłaby w stanie odróżnić freestyle (stylu wolnego) od folkstyle (stylu uniwersyteckiego z USA) nawet gdyby pokazano im pojedynki z obu form rywalizacji jeden po drugim. A różnice są! Z pozoru nieznaczne, sprowadzające się do technicznych i punktowych detali – w ostatecznym rozrachunku mają one jednak kolosalny wpływ na przebieg starć oraz arsenał technik stosowanych przez zawodników!

Podobnie jak styl wolny, folkstyle wywodzi się z catch-as-catch-can wrestlingu, czyli angielskiej odmiany zapasów (Lancashire wrestling), w której zwyciężyć można było nie tylko przez położenie na łopatki (tusz), ale także w wyniku dźwigni na staw bądź duszenia. Catch wrestling przeżywał największą popularność na przełomie XIX i XX wieku, a przywędrował do USA wraz z angielskimi osadnikami. W tym okresie był on stylem zapasów dominującym w Nowym Świecie. Również na Nowożytnych Igrzyskach Olimpijskich zapasy nierzadko występowały pod zasadami z Lancashire: dla przykładu, podczas Igrzysk w Saint Louis w 1904 roku zawody odbywały się wyłącznie w catch, styl klasyczny nie był obecny.  Na kolejnych Igrzyskach, w 1908 roku w Londynie styl grecko-rzymski (klasyczny) powrócił i występował obok Lancashire wrestlingu. W wyniku przemian społecznych stopniowo zaczęto jednak regulować sporty amatorskie – a więc i zapasy. Powstała w 1912 roku FILA (Międzynarodowa Federacja Zapaśnicza) nieustannie ograniczała ilość dostępnych w zmaganiach technik, co z biegiem lat doprowadziło do powstania tego, co dziś nazywamy stylem wolnym (freestyle wrestling). Podobne kroki podjęła założona w 1910 roku NCAA (National Collegiate Athletic Association – ciało regulujące amatorskie sporty na potrzeby szkół wyższych, tamtejszych koledży), w efekcie czego w USA wytworzył się dzisiejszy collegiate wrestling – amerykański, wewnętrzny styl amatorskich zapasów praktykowany na uczelniach. Sam catch wrestling przez wiele lat bronił się przed regulacjami skupiając się na walkach zawodowych (zresztą styl od początku związany był z profesjonalnymi pojedynkami), lecz ostatecznie całkowicie zatracił on aspekt sportowy i przerodził się w to, co obecnie rozumiemy pod terminem “profesjonalne zapasy” – w reżyserowany spektakl spod bandery WWE. Amerykańskie zapasy uniwersyteckie są więc odmianą, która ewoluowała wewnątrz USA, z dala od międzynarodowych wpływów FILA (obecnie UWW – United World Wrestling). Dzięki temu amerykański styl miał możliwość wytworzenia własnych koncepcji i własnych regulacji, co sprawiło, że pomimo wspólnych korzeni folkstyle oraz freestyle – obie odmiany są od siebie znacząco różne, a wspomnianą różnicę na potrzeby tekstu zawężę do trzech pojęć: kontroli, braku klamrowania w parterze oraz ucieczek.

Tak o amerykańskim folkstyle mówi Robert Roszkiewicz, który w USA nie tylko walczył – ale był trzykrotnym All American (w latach 2002, 2004 i 2005) oraz indywidualnym mistrzem organizacji NJCAA (2004 rok) i drużynowym mistrzem NJCAA (2004 rok), oraz NAIA (2005 rok).

Amerykańskie zapasy są szybkie, są bardzo dynamiczne, są porównywalne do grapplingu. Ponadto występuje w nich wstawanie z parteru oraz brak klamrowania rąk, co zmusza do kontroli jedną ręką, a to jest najlepszą bazą pod uderzenia na ziemi. Oczywiście kiedy zawodnik stoi, wówczas można klamrować ręce i rzucać różne suplesy – niemniej to i tak nie jest punktowane aż do momentu zdobycia kontroli w parterze.

W stylach międzynarodowych główny nacisk kładzie się bowiem na efektowne techniki, stąd wysoka punktacja  (5 pkt.) „rzutów o dużej amplitudzie”. Techniki parterowe są istotne, jednak same zmagania na ziemi są ograniczone, stąd też wznowienia akcji od stójki każdorazowo po zdobyciu punktów. Folkstyle to zupełnie inna koncepcja. Parter nie tylko nie jest ograniczony (pojedynki często nie są przerywane nawet po wypadnięciu za okręg), lecz aż dwa z trzech okresów walki (swoistych rund, pierwsza 3 minuty, dwie kolejne po 2 minuty każda) najczęściej zaczynają się z tzw. pozycji sędziowskiej – czegoś, co w stylach międzynarodowych nazywa się „parterem wysokim” a w grapplingu „żółwiem”. W przeciwieństwie do „wolniaka” nie mamy więc czterech bądź nawet pięciu punktów za rzut – każde jedno sprowadzenie to zawsze dwa punkty… pod warunkiem, że doprowadzi ono zawodnika do parterowej kontroli! I to właśnie „kontrola w parterze” jest tym, co niemalże definiuje amerykańskie zapasy uniwersyteckie. Żeby zdobyć punkty, trzeba zdobyć kontrolę. Mało tego! W folkstyle występuje coś takiego jak riding time, czyli czas, przez jaki zawodnik A kontroluje zawodnika B. Jeśli na koniec meczu różnica w RT przekracza minutę na korzyść któregoś z zawodników, otrzymuje on dodatkowy punkt. Biorąc pod uwagę powyższe nie trudno zrozumieć, dlaczego zawodnicy z amerykańskich lig zapaśniczych doskonale radzą sobie w MMA, gdzie kontrola przeciwnika jest kluczowa nie tylko do zwycięstwa na kartach sędziowskich ale także do zadawania ciosów.

Ciosy w parterze to zresztą broń unikalna dla MMA, coś, co odróżnia dyscyplinę od innych sportów walki. Uniwersyteckie zapasy mimo że same w sobie nie posiadają tego elementu, dzięki konkretnym regulacjom wytworzyły u swoich atletów niesamowitą bazę pod ten element. A to wszystko dzięki koncepcji walki, jaka promowana jest w folkstyle – górna kontrola oraz… niemożność klamrowania w parterze. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że zabronienie zapinania klamry w parterze jest niedorzeczne, że jest to niepotrzebne zawężanie gamy dozwolonych technik. Wszak w stylach olimpijskich jest to podstawa do stosowania wózków i wyniesień. Może i jest to nawet prawdą, lecz zamysł promowania technicznej a nie siłowej walki (co przyświecało wprowadzeniu tejże regulacji) doprowadził do ciekawego, niezamierzonego efektu ubocznego. Otóż dzięki temu zabiegowi amerykańscy zapaśnicy potrafią doskonale kontrolować oponentów – w zasadzie – jedną ręką, podczas gdy druga wyłącznie „asystuje” pogłębiając stosowane dźwignie bądź wykluczając punkty podparcia. W przypadku MMA jest to umiejętność nieoceniona, wszak g’n’p coraz częściej aplikowane jest z pozycji zapaśniczych: z półnelsonów czy hammerlocków, a zwłaszcza z tzw. rides, będących chlebem powszednim w zapasach uniwersyteckich!

Trzecim elementem charakterystycznym dla collegiate wrestling są ucieczki z zagrożonych pozycji. Skoro bowiem kontrola starcia jest celem nadrzędnym, jej przełamanie powinno być (i w rzeczy samej jest) nagradzane. Tym samym za wydostanie się z zagrożonej pozycji (tzw. escape) zapaśnik otrzymuje 1 pkt., za ucieczkę z przejęciem kontroli (tzw. reversal) 2 pkt. Z pozoru wydawać się to może niewielką (względem stylu wolnego) zmianą, lecz w połączeniu z brakiem ograniczenia walki parterowej zmienia grę kolosalnie. Dla przykładu, gdy zawodnik w stylu wolnym znajdzie się w wysokim parterze natychmiast ucieka do parteru niskiego – kładzie się na brzuch, przenosi środek ciężkości ku ziemi i… czeka na interwencję sędziego. Jeśli atakujący zapaśnik nie wykona w ciągu kilkunastu sekund skutecznej akcji ofensywnej, sędzia gwiżdże i starcie wraca do stójki. Tak więc broniący się zawodnik podążą jak najszybciej w dół – to właśnie kierunek obrony we freestyle. W folkstyle jest zupełnie odwrotnie. Ucieczka na brzuch nie ma żadnego uzasadnienia z taktycznego punktu widzenia (chyba że mówimy o sytuacji bezpośredniego zagrożenia położeniem na łopatki). Wszak tutaj sędzia nie tylko nie przerwie starcia… on zacznie naliczać riding time dla oponenta bądź wystosuje ostrzeżenie o pasywności! To wszystko powoduje, iż w zapasach uniwersyteckich występuje ogromne ciśnienie w górę, nakazujące zawodnikom powracać na nogi – i taki jest właśnie kierunek obrony w folkstyle. Czyż nie jest to tożsame z tym, co widzimy w MMA?, gdzie powodzenie ucieczki z parteru często decyduje o losach starcia.

Polski All American w obrazowy sposób opisuje tę różnicę w kwestii kierunku obrony w dwóch stylach.

Na przykład wolniak wejdzie ładnie w nogi, sprowadzi zawodnika do parteru, ma go już na ziemi, a ten się pięknie przyklei brzuchem do maty, rozłoży ramiona i jest już bezpieczny. Jak to mój trener zawsze mówił: „czyta gazetę” – nie przejmuj się, kontroluj, prawa, lewa. Jeśli chodzi zaś o folkstyle, sprowadzamy do parteru, nie możemy klamrować rąk, sędzia nie przerywa walki, a zatem zawodnik nie idzie na brzuch, a wstaje do góry. Dodatkowo występuje tzw. riding time, czyli naliczanie czasu kontroli rywala, co wraz ze stalling (pasywność – przypis autora) praktycznie wyklucza ucieczki na brzuch. Kiedy nie wstajemy, nie uciekamy z dołu, dostajemy ostrzeżenie: jedno, drugie, a w przypadku trzeciego przegrywamy przez dyskwalifikację.

W tym miejscu można odnieść wrażenie, że są to przecież oczywistości, podstawy od zawsze obecne w MMA. Kiedy jednak przyjrzymy się pojedynkom w historycznym kontekście szybko dostrzeżemy, iż wykorzystywanie elementów zapaśniczych w parterze (w parterze – nie do obaleń i rzutów) zyskało na popularności dopiero na przestrzeni ostatnich lat, być może ostatniej dekady. Dość dobrze widać to na przykładzie Bena Askrena – jednego z najwybitniejszych zawodników folkstyle wrestling. Kiedy „Funky” w 2009 roku przeszedł do MMA natychmiast rozpoczął trening BJJ i zaczął nawet (z pewnymi sukcesami) startować w turniejach NoGi. I faktycznie, w pierwszych zawodowych pojedynkach Askrena trudno doszukać się czegokolwiek z uniwersyteckich zapasów. Ben walczy klasycznie, przechodzi gardę, zdobywa dosiad, wpina się za plecy etc. – typowe linie papilarne jiu-jitsu. Nie ma w tym rzecz jasna przypadku, taki był ówczesny kanon jeśli chodzi o walkę w parterze i tak uczono walczyć… nawet utytułowanych zapaśników. W bardzo ciekawy sposób o tym zjawisku opowiada Neil Melanson, były trener Randy’ego Couture’a, wielokrotnego mistrza UFC i utytułowanego zapaśnika stylu klasycznego. W jednym z wywiadów przyznał on wprost, że na wczesnym etapie kariery w MMA Couture został oduczony swoich bazowych technik i na ich miejsce próbowano wkomponować „odpowiedniki” z brazylijskiego jiu-jitsu. Nie jest to rzecz jasna ani przypadek, ani też zła wola. Po prostu przez długi czas to właśnie jiu-jitsu traktowane było jako jedyny skuteczny styl walki w parterze, a więc na jego poprawę kładziono największy nacisk. Dopiero wraz z ewolucją MMA zaczęto coraz śmielej wykorzystywać elementy z zapasów również w walce na ziemi – jednym z pierwszych, którzy robili to skutecznie, był m.in. Askren. W dalszym etapie kariery odrzucił on BJJ (jako bazę) i powrócił do swojego pierwotnego stylu.

Sam Askren jest natomiast dobrze znany Roszkiewiczowi. Trener m.in. Szymona Kołeckiego i Michała Oleksiejczuka w taki oto sposób określa styl walki Bena.

Bena znam bardzo dobrze, walczyłem z jego bratem. Wygrałem z nim, kiedy on był typowym freshmanem (świeżak, zawodnik na pierwszym roku – przypis autora), ale później on wyrósł na dobrego zapaśnika wagi półciężkiej i tam wymiatał. Razem zresztą prowadzą swoją szkołę zapaśniczą w Wisconsin. Ben jest osobą, która robi fajne kombinacje, przejścia, przechwyty… cały czas przechodzi z jednej techniki na drugą. Ja również to robię – męczę zawodników, których trenuję. Jeden czy drugi mówi mi: >mój Boże, kiedy ja trenerowi będę mógł swobodnie wychodzić z parteru<, a ja im odpowiadam z uśmiechem, że nigdy. Ale to jest właśnie folkstyle, ciągła praca, ciągła zmiana technik, zmiana płaszczyzn, nieustanne męczenie naporem na kark czy głowę.

Widać więc jak na dłoni, że użycie folkstyle w MMA to nie aż tak oczywista rzecz i potrzeba było czasu, aby ta zmiana w myśleniu trenerów i zawodników mogła nastąpić. Nie było jednak innej możliwości. Koledż w USA trwa cztery lata i to koniec kariery w folkstyle niezależnie od ligi dla której się walczy. Po tym okresie zapaśnik może próbować dostać się do kadry USA w stylu wolnym bądź klasycznym (choć w tym przypadku konwersja będzie trudniejsza), lecz tam ilość miejsc jest radykalnie ograniczona. Druga sprawa, że nawet jeśli zapaśnik dostał się do kadry, to z zapasów jeszcze kilka lat temu bardzo trudno było się utrzymać. Mieliśmy więc sytuację, w której rokrocznie tysiące wyśmienitych zapaśników kończyło uczelnie i nie za bardzo mieli co ze sobą zrobić, jeśli chcieli kontynuować karierę sportową. Z drugiej strony mieliśmy wzrastające UFC, z coraz lepszymi pensjami, z Brockiem Lesnarem (również mistrzem uniwersyteckich zapasów) i innymi gwiazdami przebijającymi się do głównego nurtu. Nic dziwnego, że strumień amatorskich zapaśników zaczął płynąć w kierunku UFC szybciej i szybciej. To zaowocowało większą ilością folkstyle zarówno w oktagonie jak i na salach treningowych – i tu upatrywać należy źródła wspomnianej kilka akapitów wcześniej rewolucji technicznej. Najlepsi trenerzy i zawodnicy coraz śmielej zaczęli wykorzystywać techniki znane uniwersytetów w kontekście pojedynków MMA, co w kolejnych latach przyczyniło się do trwałego przeobrażenia dyscypliny. Dziś dużo częściej widzimy fighterów rezygnujących z wpięcia za plecy na rzecz tylnej kontroli (rides); coraz częściej obserwujemy, jak zawodnicy nie idą do dosiadu, a wybierają krucyfiks – te pozycje dają bowiem lepszą sposobność ku zadawaniu ciosów, a są to elementy zaczerpnięte wprost z collegiate wrestling. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że uniwersytecki styl w mieszanych sztukach walki obecny jest najwyżej od dekady, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że w dalszym ciągu ma on jeszcze sporo obszarów do tej pory niewykorzystanych. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że kolejna dekada będzie w MMA należeć do zapasów uniwersyteckich.

Takiego zdania jest też nasz mistrz NJCAA, który wyraża nadzieję, że ów trend z czasem dojdzie również do Polski.

Oczywiście, nie ma dwóch zdań. Folkstyle będzie coraz istotniejszy.  Obserwuję rynek od czasu, kiedy wróciłem ze Stanów i patrząc na to, co się dzieje w Polsce… nie wiem czemu nasi zawodnicy się tak ograniczają i trenują jakimiś swoimi metodami. W Polsce nie zwraca się uwagi na wstawanie z parteru. Każdy „wstaje jak potrafi”, -a mało kto wie, jak faktycznie należy to robić. Co mogę powiedzieć, oni powinni się uczyć tych elementów. To nie musi być pod moim okiem czy pod okiem jakiegoś Amerykanina, ale kogoś, kto wie, w jaki sposób to poprawnie wykonywać. Gama technik i wariantów z folkstyle dotycząca wstawania jak i walki na ziemi, którą można wprowadzić do mieszanych sztuk walki jest ogromna. Niestety zarówno styl wolny jak i klasyczny są pod tym względem mocno ograniczone. Folkstyle daje zapaśnikom narzędzia, których mogą najefektywniej użyć właśnie w MMA.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.