Zdjęcie z profilu NCAA Wrestling na portalu Facebook.

O użyteczności zapasów w MMA nie trzeba nikogo przekonywać. Najstarszy sport walki był i jest główną bazą zarówno do przygotowania obaleń i rzutów, jak i dla pracy w klinczu (również pod siatką). Zapaśnicy w zasadzie od początku istnienia mieszanych sztuk walki byli mocnymi graczami i w nowej dyscyplinie sportu zadomowili się bez większych problemów. Co jednak ciekawe, od pewnego czasu coraz powszechniejszymi opiniami stają się te, mówiące, że zapaśnicze rzemiosło może być samodzielną bazą również w przypadku walki w parterze. Rzecz jasna nikt nie twierdzi, że same zapasy “wyjęte” wprost z olimpijskich mat wystarczą do sukcesu, wszak dziś konieczne jest uzupełnienie każdego bazowego stylu o pozostałe części składowe MMA. To nie ulega wątpliwości. Chodzi o to, że po prawie trzydziestu latach ewolucji wszechstylowej walki wręcz doszliśmy do punktu, w którym zaczyna się pojawiać parterowa alternatywa dla brazylijskiego jiu-jitsu – mającego w tym temacie niemalże monopol nieprzerwanie od trzech dekad. Abyśmy się jednak dobrze zrozumieli. Mówiąc “parterowa alternatywa” mam na myśli wyłącznie pojedynki na zasadach MMA, gdzie obecność ciosów zmienia grę diametralnie. Wszelkie grapplingowe zmagania typu “NoGi” czy “SubOnly” cały czas zdominowane są przez reprezentantów jiu-jitsu i to zapewne nie ulegnie zmianie. Mówiąc jednak o trzydziestoletniej ewolucji wszechstylowej walki wręcz mam na myśli jej amerykańską odnogę, gdyż to Stany Zjednoczone stały się jedynym biegunem dyscypliny po upadku PRIDE FC, i to dzięki klubom z USA doszło w niej do wspomnianej rewolucji technicznej. Ogromną częścią tego procesu były amerykańskie zapasy uniwersyteckie (collegiate wrestling), które posłużyły MMA nie tylko jako swego rodzaju zaplecze zawodnicze, z którego organizacje mogły pozyskiwać atletów, ale również jako zaplecze techniczne.

Żeby jednak mówić o zapasach uniwersyteckich należy najpierw wyjaśnić, czym one dokładnie są. Poza USA panuje raczej przekonanie, że zapasy to zapasy – czym więc mogą się różnić? O ile jeszcze rozróżnienie stylów olimpijskich („klasyk” i „wolniak”) nie przysparza większych problemów (wszak w jednym można łapać za nogi, w drugim nie – różnice widać więc gołym okiem), tak amerykański folkstyle jest kompletnie nieznany. Śmiem twierdzić, że większość ludzi nie byłaby w stanie odróżnić freestyle (stylu wolnego) od folkstyle (stylu uniwersyteckiego z USA) nawet gdyby pokazano im pojedynki z obu form rywalizacji jeden po drugim. A różnice są! Z pozoru nieznaczne, sprowadzające się do technicznych i punktowych detali – w ostatecznym rozrachunku mają one jednak kolosalny wpływ na przebieg starć oraz arsenał technik stosowanych przez zawodników!

Podobnie jak styl wolny, folkstyle wywodzi się z catch-as-catch-can wrestlingu, czyli angielskiej odmiany zapasów (Lancashire wrestling), w której zwyciężyć można było nie tylko przez położenie na łopatki (tusz), ale także w wyniku dźwigni na staw bądź duszenia. Catch wrestling przeżywał największą popularność na przełomie XIX i XX wieku, a przywędrował do USA wraz z angielskimi osadnikami. W tym okresie był on stylem zapasów dominującym w Nowym Świecie. Również na Nowożytnych Igrzyskach Olimpijskich zapasy nierzadko występowały pod zasadami z Lancashire: dla przykładu, podczas Igrzysk w Saint Louis w 1904 roku zawody odbywały się wyłącznie w catch, styl klasyczny nie był obecny.  Na kolejnych Igrzyskach, w 1908 roku w Londynie styl grecko-rzymski (klasyczny) powrócił i występował obok Lancashire wrestlingu. W wyniku przemian społecznych stopniowo zaczęto jednak regulować sporty amatorskie – a więc i zapasy. Powstała w 1912 roku FILA (Międzynarodowa Federacja Zapaśnicza) nieustannie ograniczała ilość dostępnych w zmaganiach technik, co z biegiem lat doprowadziło do powstania tego, co dziś nazywamy stylem wolnym (freestyle wrestling). Podobne kroki podjęła założona w 1910 roku NCAA (National Collegiate Athletic Association – ciało regulujące amatorskie sporty na potrzeby szkół wyższych, tamtejszych koledży), w efekcie czego w USA wytworzył się dzisiejszy collegiate wrestling – amerykański, wewnętrzny styl amatorskich zapasów praktykowany na uczelniach. Sam catch wrestling przez wiele lat bronił się przed regulacjami skupiając się na walkach zawodowych (zresztą styl od początku związany był z profesjonalnymi pojedynkami), lecz ostatecznie całkowicie zatracił on aspekt sportowy i przerodził się w to, co obecnie rozumiemy pod terminem “profesjonalne zapasy” – w reżyserowany spektakl spod bandery WWE. Amerykańskie zapasy uniwersyteckie są więc odmianą, która ewoluowała wewnątrz USA, z dala od międzynarodowych wpływów FILA (obecnie UWW – United World Wrestling). Dzięki temu amerykański styl miał możliwość wytworzenia własnych koncepcji i własnych regulacji, co sprawiło, że pomimo wspólnych korzeni folkstyle oraz freestyle – obie odmiany są od siebie znacząco różne, a wspomnianą różnicę na potrzeby tekstu zawężę do trzech pojęć: kontroli, braku klamrowania w parterze oraz ucieczek.

Tak o amerykańskim folkstyle mówi Robert Roszkiewicz, który w USA nie tylko walczył – ale był trzykrotnym All American (w latach 2002, 2004 i 2005) oraz indywidualnym mistrzem organizacji NJCAA (2004 rok) i drużynowym mistrzem NJCAA (2004 rok), oraz NAIA (2005 rok).

Amerykańskie zapasy są szybkie, są bardzo dynamiczne, są porównywalne do grapplingu. Ponadto występuje w nich wstawanie z parteru oraz brak klamrowania rąk, co zmusza do kontroli jedną ręką, a to jest najlepszą bazą pod uderzenia na ziemi. Oczywiście kiedy zawodnik stoi, wówczas można klamrować ręce i rzucać różne suplesy – niemniej to i tak nie jest punktowane aż do momentu zdobycia kontroli w parterze.

W stylach międzynarodowych główny nacisk kładzie się bowiem na efektowne techniki, stąd wysoka punktacja  (5 pkt.) „rzutów o dużej amplitudzie”. Techniki parterowe są istotne, jednak same zmagania na ziemi są ograniczone, stąd też wznowienia akcji od stójki każdorazowo po zdobyciu punktów. Folkstyle to zupełnie inna koncepcja. Parter nie tylko nie jest ograniczony (pojedynki często nie są przerywane nawet po wypadnięciu za okręg), lecz aż dwa z trzech okresów walki (swoistych rund, pierwsza 3 minuty, dwie kolejne po 2 minuty każda) najczęściej zaczynają się z tzw. pozycji sędziowskiej – czegoś, co w stylach międzynarodowych nazywa się „parterem wysokim” a w grapplingu „żółwiem”. W przeciwieństwie do „wolniaka” nie mamy więc czterech bądź nawet pięciu punktów za rzut – każde jedno sprowadzenie to zawsze dwa punkty… pod warunkiem, że doprowadzi ono zawodnika do parterowej kontroli! I to właśnie „kontrola w parterze” jest tym, co niemalże definiuje amerykańskie zapasy uniwersyteckie. Żeby zdobyć punkty, trzeba zdobyć kontrolę. Mało tego! W folkstyle występuje coś takiego jak riding time, czyli czas, przez jaki zawodnik A kontroluje zawodnika B. Jeśli na koniec meczu różnica w RT przekracza minutę na korzyść któregoś z zawodników, otrzymuje on dodatkowy punkt. Biorąc pod uwagę powyższe nie trudno zrozumieć, dlaczego zawodnicy z amerykańskich lig zapaśniczych doskonale radzą sobie w MMA, gdzie kontrola przeciwnika jest kluczowa nie tylko do zwycięstwa na kartach sędziowskich ale także do zadawania ciosów.

Ciosy w parterze to zresztą broń unikalna dla MMA, coś, co odróżnia dyscyplinę od innych sportów walki. Uniwersyteckie zapasy mimo że same w sobie nie posiadają tego elementu, dzięki konkretnym regulacjom wytworzyły u swoich atletów niesamowitą bazę pod ten element. A to wszystko dzięki koncepcji walki, jaka promowana jest w folkstyle – górna kontrola oraz… niemożność klamrowania w parterze. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że zabronienie zapinania klamry w parterze jest niedorzeczne, że jest to niepotrzebne zawężanie gamy dozwolonych technik. Wszak w stylach olimpijskich jest to podstawa do stosowania wózków i wyniesień. Może i jest to nawet prawdą, lecz zamysł promowania technicznej a nie siłowej walki (co przyświecało wprowadzeniu tejże regulacji) doprowadził do ciekawego, niezamierzonego efektu ubocznego. Otóż dzięki temu zabiegowi amerykańscy zapaśnicy potrafią doskonale kontrolować oponentów – w zasadzie – jedną ręką, podczas gdy druga wyłącznie „asystuje” pogłębiając stosowane dźwignie bądź wykluczając punkty podparcia. W przypadku MMA jest to umiejętność nieoceniona, wszak g’n’p coraz częściej aplikowane jest z pozycji zapaśniczych: z półnelsonów czy hammerlocków, a zwłaszcza z tzw. rides, będących chlebem powszednim w zapasach uniwersyteckich!

Trzecim elementem charakterystycznym dla collegiate wrestling są ucieczki z zagrożonych pozycji. Skoro bowiem kontrola starcia jest celem nadrzędnym, jej przełamanie powinno być (i w rzeczy samej jest) nagradzane. Tym samym za wydostanie się z zagrożonej pozycji (tzw. escape) zapaśnik otrzymuje 1 pkt., za ucieczkę z przejęciem kontroli (tzw. reversal) 2 pkt. Z pozoru wydawać się to może niewielką (względem stylu wolnego) zmianą, lecz w połączeniu z brakiem ograniczenia walki parterowej zmienia grę kolosalnie. Dla przykładu, gdy zawodnik w stylu wolnym znajdzie się w wysokim parterze natychmiast ucieka do parteru niskiego – kładzie się na brzuch, przenosi środek ciężkości ku ziemi i… czeka na interwencję sędziego. Jeśli atakujący zapaśnik nie wykona w ciągu kilkunastu sekund skutecznej akcji ofensywnej, sędzia gwiżdże i starcie wraca do stójki. Tak więc broniący się zawodnik podążą jak najszybciej w dół – to właśnie kierunek obrony we freestyle. W folkstyle jest zupełnie odwrotnie. Ucieczka na brzuch nie ma żadnego uzasadnienia z taktycznego punktu widzenia (chyba że mówimy o sytuacji bezpośredniego zagrożenia położeniem na łopatki). Wszak tutaj sędzia nie tylko nie przerwie starcia… on zacznie naliczać riding time dla oponenta bądź wystosuje ostrzeżenie o pasywności! To wszystko powoduje, iż w zapasach uniwersyteckich występuje ogromne ciśnienie w górę, nakazujące zawodnikom powracać na nogi – i taki jest właśnie kierunek obrony w folkstyle. Czyż nie jest to tożsame z tym, co widzimy w MMA?, gdzie powodzenie ucieczki z parteru często decyduje o losach starcia.

Polski All American w obrazowy sposób opisuje tę różnicę w kwestii kierunku obrony w dwóch stylach.

Na przykład wolniak wejdzie ładnie w nogi, sprowadzi zawodnika do parteru, ma go już na ziemi, a ten się pięknie przyklei brzuchem do maty, rozłoży ramiona i jest już bezpieczny. Jak to mój trener zawsze mówił: „czyta gazetę” – nie przejmuj się, kontroluj, prawa, lewa. Jeśli chodzi zaś o folkstyle, sprowadzamy do parteru, nie możemy klamrować rąk, sędzia nie przerywa walki, a zatem zawodnik nie idzie na brzuch, a wstaje do góry. Dodatkowo występuje tzw. riding time, czyli naliczanie czasu kontroli rywala, co wraz ze stalling (pasywność – przypis autora) praktycznie wyklucza ucieczki na brzuch. Kiedy nie wstajemy, nie uciekamy z dołu, dostajemy ostrzeżenie: jedno, drugie, a w przypadku trzeciego przegrywamy przez dyskwalifikację.

W tym miejscu można odnieść wrażenie, że są to przecież oczywistości, podstawy od zawsze obecne w MMA. Kiedy jednak przyjrzymy się pojedynkom w historycznym kontekście szybko dostrzeżemy, iż wykorzystywanie elementów zapaśniczych w parterze (w parterze – nie do obaleń i rzutów) zyskało na popularności dopiero na przestrzeni ostatnich lat, być może ostatniej dekady. Dość dobrze widać to na przykładzie Bena Askrena – jednego z najwybitniejszych zawodników folkstyle wrestling. Kiedy „Funky” w 2009 roku przeszedł do MMA natychmiast rozpoczął trening BJJ i zaczął nawet (z pewnymi sukcesami) startować w turniejach NoGi. I faktycznie, w pierwszych zawodowych pojedynkach Askrena trudno doszukać się czegokolwiek z uniwersyteckich zapasów. Ben walczy klasycznie, przechodzi gardę, zdobywa dosiad, wpina się za plecy etc. – typowe linie papilarne jiu-jitsu. Nie ma w tym rzecz jasna przypadku, taki był ówczesny kanon jeśli chodzi o walkę w parterze i tak uczono walczyć… nawet utytułowanych zapaśników. W bardzo ciekawy sposób o tym zjawisku opowiada Neil Melanson, były trener Randy’ego Couture’a, wielokrotnego mistrza UFC i utytułowanego zapaśnika stylu klasycznego. W jednym z wywiadów przyznał on wprost, że na wczesnym etapie kariery w MMA Couture został oduczony swoich bazowych technik i na ich miejsce próbowano wkomponować „odpowiedniki” z brazylijskiego jiu-jitsu. Nie jest to rzecz jasna ani przypadek, ani też zła wola. Po prostu przez długi czas to właśnie jiu-jitsu traktowane było jako jedyny skuteczny styl walki w parterze, a więc na jego poprawę kładziono największy nacisk. Dopiero wraz z ewolucją MMA zaczęto coraz śmielej wykorzystywać elementy z zapasów również w walce na ziemi – jednym z pierwszych, którzy robili to skutecznie, był m.in. Askren. W dalszym etapie kariery odrzucił on BJJ (jako bazę) i powrócił do swojego pierwotnego stylu.

Sam Askren jest natomiast dobrze znany Roszkiewiczowi. Trener m.in. Szymona Kołeckiego i Michała Oleksiejczuka w taki oto sposób określa styl walki Bena.

Bena znam bardzo dobrze, walczyłem z jego bratem. Wygrałem z nim, kiedy on był typowym freshmanem (świeżak, zawodnik na pierwszym roku – przypis autora), ale później on wyrósł na dobrego zapaśnika wagi półciężkiej i tam wymiatał. Razem zresztą prowadzą swoją szkołę zapaśniczą w Wisconsin. Ben jest osobą, która robi fajne kombinacje, przejścia, przechwyty… cały czas przechodzi z jednej techniki na drugą. Ja również to robię – męczę zawodników, których trenuję. Jeden czy drugi mówi mi: >mój Boże, kiedy ja trenerowi będę mógł swobodnie wychodzić z parteru<, a ja im odpowiadam z uśmiechem, że nigdy. Ale to jest właśnie folkstyle, ciągła praca, ciągła zmiana technik, zmiana płaszczyzn, nieustanne męczenie naporem na kark czy głowę.

Widać więc jak na dłoni, że użycie folkstyle w MMA to nie aż tak oczywista rzecz i potrzeba było czasu, aby ta zmiana w myśleniu trenerów i zawodników mogła nastąpić. Nie było jednak innej możliwości. Koledż w USA trwa cztery lata i to koniec kariery w folkstyle niezależnie od ligi dla której się walczy. Po tym okresie zapaśnik może próbować dostać się do kadry USA w stylu wolnym bądź klasycznym (choć w tym przypadku konwersja będzie trudniejsza), lecz tam ilość miejsc jest radykalnie ograniczona. Druga sprawa, że nawet jeśli zapaśnik dostał się do kadry, to z zapasów jeszcze kilka lat temu bardzo trudno było się utrzymać. Mieliśmy więc sytuację, w której rokrocznie tysiące wyśmienitych zapaśników kończyło uczelnie i nie za bardzo mieli co ze sobą zrobić, jeśli chcieli kontynuować karierę sportową. Z drugiej strony mieliśmy wzrastające UFC, z coraz lepszymi pensjami, z Brockiem Lesnarem (również mistrzem uniwersyteckich zapasów) i innymi gwiazdami przebijającymi się do głównego nurtu. Nic dziwnego, że strumień amatorskich zapaśników zaczął płynąć w kierunku UFC szybciej i szybciej. To zaowocowało większą ilością folkstyle zarówno w oktagonie jak i na salach treningowych – i tu upatrywać należy źródła wspomnianej kilka akapitów wcześniej rewolucji technicznej. Najlepsi trenerzy i zawodnicy coraz śmielej zaczęli wykorzystywać techniki znane uniwersytetów w kontekście pojedynków MMA, co w kolejnych latach przyczyniło się do trwałego przeobrażenia dyscypliny. Dziś dużo częściej widzimy fighterów rezygnujących z wpięcia za plecy na rzecz tylnej kontroli (rides); coraz częściej obserwujemy, jak zawodnicy nie idą do dosiadu, a wybierają krucyfiks – te pozycje dają bowiem lepszą sposobność ku zadawaniu ciosów, a są to elementy zaczerpnięte wprost z collegiate wrestling. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że uniwersytecki styl w mieszanych sztukach walki obecny jest najwyżej od dekady, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że w dalszym ciągu ma on jeszcze sporo obszarów do tej pory niewykorzystanych. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że kolejna dekada będzie w MMA należeć do zapasów uniwersyteckich.

Takiego zdania jest też nasz mistrz NJCAA, który wyraża nadzieję, że ów trend z czasem dojdzie również do Polski.

Oczywiście, nie ma dwóch zdań. Folkstyle będzie coraz istotniejszy.  Obserwuję rynek od czasu, kiedy wróciłem ze Stanów i patrząc na to, co się dzieje w Polsce… nie wiem czemu nasi zawodnicy się tak ograniczają i trenują jakimiś swoimi metodami. W Polsce nie zwraca się uwagi na wstawanie z parteru. Każdy „wstaje jak potrafi”, -a mało kto wie, jak faktycznie należy to robić. Co mogę powiedzieć, oni powinni się uczyć tych elementów. To nie musi być pod moim okiem czy pod okiem jakiegoś Amerykanina, ale kogoś, kto wie, w jaki sposób to poprawnie wykonywać. Gama technik i wariantów z folkstyle dotycząca wstawania jak i walki na ziemi, którą można wprowadzić do mieszanych sztuk walki jest ogromna. Niestety zarówno styl wolny jak i klasyczny są pod tym względem mocno ograniczone. Folkstyle daje zapaśnikom narzędzia, których mogą najefektywniej użyć właśnie w MMA.

Chief Financial Officer | Shareholder of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

37 KOMENTARZE

  1. SPOILER

    amarotskie

    SPOILER

    z Brockiem Lesnarem (również mistrzem uniwersyteckich zapasów) i innymi gwiazdami

    :applause::applause::applause:

  2. @Naczelnik Mistrz!

    :beer:

    Jeszcze dodam, że przy okazji tego tekstu wejdzie pisemny wywiad z Robertem Roszkiewiczem. Zdzwoniliśmy się i z kilku pytań mających uzupełnić tekst wyszła prawie godzinna rozmowa – szkoda, żeby się zmarnowało, bo naprawdę ciekawe wątki. Trener jest jednym z tych wdzięcznych rozmówców, których nie trzeba ciągnąc za język i chętnie dzieli się przemyśleniami.

  3. :beer:

    Jeszcze dodam, że przy okazji tego tekstu wejdzie pisemny wywiad z Robertem Roszkiewiczem. Zdzwoniliśmy się i z kilku pytań mających uzupełnić tekst wyszła prawie godzinna rozmowa – szkoda, żeby się zmarnowało, bo naprawdę ciekawe wątki. Trener jest jednym z tych wdzięcznych rozmówców, których nie trzeba ciągnąc za język i chętnie dzieli się przemyśleniami.

    O takie publikacje nic nie robiłem :deniroclap:

    Wiedziałem, że kiedyś się opłaci nocne czatowanie na cohones

  4. Kuba, świetny tekst. Dzięki! Mam prośbę: opiszesz i porównasz zapasy dagestańskie?

    I w którymś poście wrzuciłeś taki mega motywator (chyba pod jakimś artykułem o Borysie). Jeśli miałbyś czas, to napisałbyś coś o treningu/ przygotowaniu mentalnym?

  5. Świetny artykuł. Co nieco tam zapasów oglądam, ale tylko wolny i klasyczny i jak coś wrzucisz w temat to i CACC. Trochę o folkstyle słyszałem, ale nie miałem pojęcia, że aż tak dużo elementów charakterystycznych dla stylu tak pasuje do MMA. Jak rozumiem styl wciąż pozostaje wyłącznością dla amerykańskich uczelni i w innych krajach się tego nie praktykuje? Ewentualnie tylko w ramach treningu typowo pod MMA? W Polsce coś?

  6. Dobre dobre. Aż sobie obiecałem że obejrzę te zapasy.

    W sumie to teraz  przed uwielbienie Askrena powstrzymuje mnie tylko  ten obraz jak Robbie rzucał nim niczym workiem ziemniaków.

    Czekam na następną walkę.

  7. Świetny artykuł.

    Trzecim elementem charakterystycznym dla collegiate wrestling są ucieczki z zagrożonych pozycji. Skoro bowiem kontrola starcia jest celem nadrzędnym, jej przełamanie powinno być (i w rzeczy samej jest) nagradzane. Tym samym za wydostanie się z zagrożonej pozycji (tzw. escape) zapaśnik otrzymuje 1 pkt., za ucieczkę z przejęciem kontroli (tzw. reversal) 2 pkt

    Ciekawy punkt. Żałuję, że w MMA nie jest to punktowane. Na przykładzie Aśki, do przegranej z Rose, jej walki wyglądały tak, że ona napierdalała przeciwniczki a one desperacko próbowały przenieść walkę do parteru lecz dzięki świetnym defensywnym zapasom rzadko kiedy się to im udawało.  Niestety tego nie widać na kartach sędziowskich. Jeden chce walczyć w parterze, drugi w stójce i broni te próby obaleń, czyli on wybiera płaszczyznę walki. Jeśli tę płaszczyznę walki wybiera parterowiec, to obalenie już jest punktowane. Tego najbardziej żal w obecnym MMA, że czasami wybór płaszczyzny walki lub ucieczka z zagrożonej pozycji nie jest punktowana, mogliby wziąć przykład z przytoczonych reguł.

  8. Świetny artykuł.

     Ciekawy punkt. Żałuję, że w MMA nie jest to punktowane. Na przykładzie Aśki, do przegranej z Rose, jej walki wyglądały tak, że ona napierdalała przeciwniczki a one desperacko próbowały przenieść walkę do parteru lecz dzięki świetnym defensywnym zapasom rzadko kiedy się to im udawało.  Niestety tego nie widać na kartach sędziowskich. Jeden chce walczyć w parterze, drugi w stójce i broni te próby obaleń, czyli on wybiera płaszczyznę walki. Jeśli tę płaszczyznę walki wybiera parterowiec, to obalenie już jest punktowane. Tego najbardziej żal w obecnym MMA, że czasami wybór płaszczyzny walki lub ucieczka z zagrożonej pozycji nie jest punktowana, mogliby wziąć przykład z przytoczonych reguł.

    Ale w collegiate wrestling punkty są za ucieczkę z zagrożonej pozycji, czyli kontroli, jeśli się nie mylę. W MMA obrona przed obaleniem nie jest ucieczką z zagrożonej pozycji, ale próbą niedopuszczenia do takowej. Poza tym jestem absolutnym przeciwnikiem nagradzania jakichkolwiek defensywnych akcji (TDD/blok/uniki przed ciosami), bo to zabija ideę MMA. W końcu celem jest pokonanie przeciwnika w fizycznej walce wręcz, a obrona jest jedynie środkiem do osiągnięcia tego (do wyprowadzenie kontrataku, albo oczywista oczywistość – do nie przyjmowania obrażeń), a nie celem samym w sobie. Czyli w walce gdzie zawodnik który cały czas próbuje obalać i mu nie wychodzi i co nieco tam trafia ciosami, drugi cały czas skutecznie się broni, ale nic poza tym – i co, ten drugi miałby wygrać, bo punkty za TDD? Bez jaj.

  9. Dzięki serii wykładów online Wrestling dla niedouczonych kurwiów autorstwa @Jakub Bijan czuję się teraz bardziej mądry niż głupi! Polecam wszystkim!

    Koszt? To tylko kilka lajków.

    Dostępne na Cohones bez recepty.

  10. Dzięki wszystkim za komentarze. Odkąd trener Robert zaczął się pojawiać w mediach MMA przy okazji walk Oleksiejczuka widziałem, że jest w temacie kompletna czarna dziura i nikt nie wie nawet, o co pytać odnośnie folkstyle. A że zdarza mi się oglądać, to postanowiłem napisać, czym to się je. Fajnie że się podoba.

    Mam prośbę: opiszesz i porównasz zapasy dagestańskie?

    Dagestańskie to jest najnormalniejszy freestyle. Chyba że mówisz o jakichś ich ludowych odmianach, bo takie też są w Rosji. Ale tu może być trudno ze względu na barierę językową. Mogę za to przytoczyć kilka anegdot odnośnie tego regionu, bo to (cały były blok sowiecki) to najlepsi zapaśnicy na świecie – nawet US wymiękają.

    Np. kiedy Conor chciał, żeby go Jordan Burroughs przygotował zapaśniczo pod Khabiba, to Dagestańczyk wyskoczył z tweetem, że Burroughs najpierw sam się musi nauczyć zapasów. Oczywiście wkurwił tym wszystkich, bo Jordan to kilkuktorny mistrz świata, mistrz olimpijski i jeden z najlepszych zapasników w historii – nie tylko US. No ale wtedy Chael Sonnen swoim zwyczajem postanowił wbić kij w mrowisko i u siebie na kanale dał takie pórównanie, że u nich w całym stanie Oregon (który jest mocny w zapasach), liczącym 5 mln ludzi mają 3 (już nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że 3) mistrzów olimpijskich w historii. W całej historii stanu Oregon. No i Chael mówi, że Khabib w swojej wiosce liczącej 2000 osób ma obecnie 7 żyjących mistrzów olimpijskich, z którymi iść wyskoczyć na trening. Taka różnica;)

    Inna anegdotka. Jak Mike Mal z FloWrestling pojechał na turniej Iwana Jarygina na Syberię wraz z teamem USA, to jak wylądowali, to tam trwały jeszcze rosyjskie eliminacje do zawodów. Mike w vlogu stwierdził, że to były najlepsze zapasy jakie widział na żywo wliczając w to MŚ – tak wielu mocnych i mega technicznych zawodników. Zresztą Jarygin do dziś traktowany jest jako najważniejszy turniej w stylu wolnym i jesli ktoś tam wygra, to uważa się, że w danym roku wygra MŚ. Kosmici.

    I w którymś poście wrzuciłeś taki mega motywator (chyba pod jakimś artykułem o Borysie). Jeśli miałbyś czas, to napisałbyś coś o treningu/ przygotowaniu mentalnym?

    Tak. To z Jordana Burroughsa był luźny cytat. Nie czuję się w tym temacie kompetentny za bardzo, bo co innego przytoczyć komentarz a co innego pisać jakieś przemyślenia. Chyba że znajdę kogoś po psychologii sportowej, żeby się podeprzeć jego wiedzą, bo tak to trochę jak coach internetowy bym wyglądał, a nie chcę.

    Jak rozumiem styl wciąż pozostaje wyłącznością dla amerykańskich uczelni i w innych krajach się tego nie praktykuje? Ewentualnie tylko w ramach treningu typowo pod MMA? W Polsce coś?

    Tak. Znaczy pewnie można znaleźć trenerów, którzy walczyli w folkstyle (jak np. Roszkiewicz w PL), ale nie ma żadnych zawodów w folkstyle, pod które można by ćwiczyć. Choć jak ktoś w=robi wolniaka czy MMA, to na bank mu dodanie folkstyle nie zaszkodzi.

    Dobre dobre. Aż sobie obiecałem że obejrzę te zapasy.

    Wieczorem wrzucę tutaj jakieś fajne pojedynki dla porównania.

    Jeden chce walczyć w parterze, drugi w stójce i broni te próby obaleń, czyli on wybiera płaszczyznę walki. Jeśli tę płaszczyznę walki wybiera parterowiec, to obalenie już jest punktowane. Tego najbardziej żal w obecnym MMA, że czasami wybór płaszczyzny walki lub ucieczka z zagrożonej pozycji nie jest punktowana, mogliby wziąć przykład z przytoczonych reguł.

    To o czym piszesz można chyba podpiąć pod to szeroko rozumiane "octagon control".

  11. @Jakub Bijan

    W kontekście Roberta Roszkiewicza warto zauważyć, że pojawial się w mediach MMA już wcześniej, głównie w związku z pracą z Krzysztofem Jotko, ale wówczas przeszło to niemal bez echa. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że Roszkiewicz miał duży wpływ na to jak później Krzychu prezentował się w oktagonie, choćby w kapitalnej walce z Leitesem, bo przecież w kilka miesięcy nie nauczyli go zapasow w ATT.

  12. Tutaj łapcie porównanie:)

    Freestyle:

    Folkstyle:

    Zwróćcie uwagę jak Tylor ucieka, kiedy Dake jest za plecami – robi przewrót, dokładnie jak w grapplingu. + w 3 okresie Dake rzuca zza pleców trzy razy, zobaczcie, że ani raz nie dostał wtedy punktów, bo nie zdobył kontroli. W stylu wolnym to by mogło być 3x 4 pkt i mógłby być koniec meczu. + pierwsza "runda" od stójki, ale w drugiej i trzeciej zawodnicy już wybierają jak chcą zacząc (czy od stójki czy z parteru).

    No i zwróćcie uwagę, ile jest wiary na trybunach.

    a tu bonus Randy Couture/George Michael w niesamowitym pojedynku w Greco-Roman:

  13. Jakub, wiadomo, że na Uniwerkach/koledżach w USA zapasy (jak i wiele innych dyscyplin)  są bardzo popularne. Widać to często w amerykańskich filmach i serialach. Infrastruktura jest też super rozwinięta. Ale  jak ma się to do zawodowych zapasów? Jakiś czas temu głośne były głosy o usunięciu zapasów z Igrzysk Olimpijskich, bo niska oglądalność w TV.

    I jak to jest, że taki Askren czy Robbie (jedną akcją, chociaż przegrał) może porwać tłumy, a Roshold tak zamula, że jego własny pracodawca nie chce go oglądać? Czy ci zamulacze jak Roshold właśnie, czy ten Tim Johnson (łysy z wąsem, co z naszymi wygrywał; 2x zresztą wg Wikipedii wygrał w DII), to inny styl walki, inny charakter zawodnika, czy w końcu brak takich umiejętności jak gwiazdy tej dyscypliny?

    I jeszcze jedna kwestia. W dzieciństwie i młodości pamiętam, że od oglądania zapasów odrzucały te opięte trykoty. Jak jeszcze jakiś kudłaty spocił się na klacie, nogach czy owłosinym karku, to :jimcarreyvomit: lub w najlepszym razie:stevecarell:. W sumie to poza Polakami i Karelinem  nie wiem, czy oglądałem innych zapasiorów.

    Teraz, jak przed Waszymi filmikami jest reklama EH z Treneram Andrzejem, to te kostiumy teraz jakoś lepiej wyglądają.

    edit. Wrzuciłeś filmiki w międzyczasie jak pisałem. Obejrzę co i jak.

  14. Jakub, wiadomo, że na Uniwerkach/koledżach w USA zapasy (jak i wiele innych dyscyplin) są bardzo popularne. Widać to często w amerykańskich filmach i serialach. Infrastruktura jest też super rozwinięta. Ale jak ma się to do zawodowych zapasów? Jakiś czas temu głośne były głosy o usunięciu zapasów z Igrzysk Olimpijskich, bo niska oglądalność w TV.

    Niestety nie ma czegoś takiego jak zawodowe zapasy, chyba że mówimy o WWE. Znaczy technicznie są organizacje, które organizują walki zawodowe: u nas było KLZ ale padło, jest Liga Niemiecka, w Indiach podobno tez coś powstało. Nawet w USA ostatnio odrodziła sie taka inicjatywa (AWL), ale z tymi ligami jest jeden problem: nikt tego nie ogląda, a czemu? Bo to są walki o nic. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, tam często występują najlepsi zapaśnicy, tylko że najlepsi (np w NCAA) walczą ze sobą kilka razy do roku na regularnych turniejach i to mecze jak każdy. Tzymczasem to, co się liczy i to, co przyciąa kibica, to walki o najwyższe laury, czyli albo MŚ, albo IO, albo mistrzostwo NCAA. A tego żadna profesjonalna liga nie zapewni, bo to tytuły amatorskie, ugruntowane od lat. Tu leży problem.

    I jak to jest, że taki Askren czy Robbie (jedną akcją, chociaż przegrał) może porwać tłumy, a Roshold tak zamula, że jego własny pracodawca nie chce go oglądać? Czy ci zamulacze jak Roshold właśnie, czy ten Tim Johnson (łysy z wąsem, co z naszymi wygrywał; 2x zresztą wg Wikipedii wygrał w DII), to inny styl walki, inny charakter zawodnika, czy w końcu brak takich umiejętności jak gwiazdy tej dyscypliny?

    Różne osobowości. Tak samo jak masz mega ofensywnych bokserów jak Mike Tyson a takich gości jak Kliczko, którzy 12 rund na lewym prostym potrafią przewalczyć. Ten bokser i ten bokser, ten mistrz i ten mistrz.

    I jeszcze jedna kwestia. W dzieciństwie i młodości pamiętam, że od oglądania zapasów odrzucały te opięte trykoty. Jak jeszcze jakiś kudłaty spocił się na klacie, nogach czy owłosinym karku, to :jimcarreyvomit: lub w najlepszym razie:stevecarell:. W sumie to poza Polakami i Karelinem nie wiem, czy oglądałem innych zapasiorów.

    Teraz, jak przed Waszymi filmikami jest reklama EH z Treneram Andrzejem, to te kostiumy teraz jakoś lepiej wyglądają.

    Tak, teraz te trykoty wyglądają dużo lepiej. Ale i tak są passe, z 20 lat wstecz za modą. W USA już sobie z tego zdali sprawe (że trykoty odstraszają potencjalnych kandydatów) i w liceach nie ma już obowiązku noszenia trykotów – można ubrać modną dziś odzież kompresyjną, czyli rashguard + spodenki od grapplingu. Kwestia czasu aż wprowadzą to do uniwersytetów. Tymczasem FILA się znów zorientuje jak będzie za późno. W ogóle ciekawe, że oni (FILA) opisują trykot jako strój superbohaterów i że tak się niby kojarzy… WTF. Może w latach 70 tak wyglądali superbohaterowie z komiksów, ale jak się zobaczy dzisiejszy wygląd Supermana czy Batmana to się trochę od tego czasu zmieniło, bo i moda się zmieniła. Tymczasem środowisko zapaśnicze jęczy że to tradycja i olaboga, jak może trykotów nie być. Generalnie rzyg.

  15. Kiedyś na studiach na zawody w trójboju pojechaliśmy wyposażeni w takie trykoty :jarolaugh: jedne z bardziej zabawnych zdjęć jakie mam z tamtych lat

  16. Redakcjo, jeśli macie jakieś dojścia, namówcie Paula Kieblesza na rozmowę. Polaka związanego z kadrą zapasów USA. Na pewno byłby to ciekawy wywiad.

  17. Niestety nie ma czegoś takiego jak zawodowe zapasy, chyba że mówimy o WWE. Znaczy technicznie są organizacje, które organizują walki zawodowe: u nas było KLZ ale padło, jest Liga Niemiecka, w Indiach podobno tez coś powstało. Nawet w USA ostatnio odrodziła sie taka inicjatywa (AWL), ale z tymi ligami jest jeden problem: nikt tego nie ogląda, a czemu? Bo to są walki o nic. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, tam często występują najlepsi zapaśnicy, tylko że najlepsi (np w NCAA) walczą ze sobą kilka razy do roku na regularnych turniejach i to mecze jak każdy. Tzymczasem to, co się liczy i to, co przyciąa kibica, to walki o najwyższe laury, czyli albo MŚ, albo IO, albo mistrzostwo NCAA. A tego żadna profesjonalna liga nie zapewni, bo to tytuły amatorskie, ugruntowane od lat. Tu leży problem.

    Różne osobowości. Tak samo jak masz mega ofensywnych bokserów jak Mike Tyson a takich gości jak Kliczko, którzy 12 rund na lewym prostym potrafią przewalczyć. Ten bokser i ten bokser, ten mistrz i ten mistrz.

    Tak, teraz te trykoty wyglądają dużo lepiej. Ale i tak są passe, z 20 lat wstecz za modą. W USA już sobie z tego zdali sprawe (że trykoty odstraszają potencjalnych kandydatów) i w liceach nie ma już obowiązku noszenia trykotów – można ubrać modną dziś odzież kompresyjną, czyli rashguard + spodenki od grapplingu. Kwestia czasu aż wprowadzą to do uniwersytetów. Tymczasem FILA się znów zorientuje jak będzie za późno. W ogóle ciekawe, że oni (FILA) opisują trykot jako strój superbohaterów i że tak się niby kojarzy… WTF. Może w latach 70 tak wyglądali superbohaterowie z komiksów, ale jak się zobaczy dzisiejszy wygląd Supermana czy Batmana to się trochę od tego czasu zmieniło, bo i moda się zmieniła. Tymczasem środowisko zapaśnicze jęczy że to tradycja i olaboga, jak może trykotów nie być. Generalnie rzyg.

  18. Się okazuję, że w Degestanie babulinka może Ci wpierdolić…

    :waldeklaugh:

    Piękna sprawa, jak się patrzy na te zawody NCAA, ale tam chyba w "koledżach" to na wszystkich sportach od futbolu po zapasy jest full ludzi, prawda? Zdaję się, że też tam swoje robi taki kult danej uczelni, takie tworzenie się kibiców, że jak jest kibic danej uczelni to kibicuję wszystkim z każdej dyscypliny i to też pewnie pomaga w tym, że frekwencja zawsze jest wielka. Trochę taki swoisty fanatyzm, duma ze społeczności do której się należy. Ogółem zupełnie inna mentalność, inny świat.

    I teraz zestawmy to z działaniami naszych związków, które są żadne, gdzieś tam 100 lat za murzynami, ale kasy nie ma też, a tam są worki pieniędzy i widowiskowość, odpowiedni ludzie na swoich miejscach.

  19. Piękna sprawa, jak się patrzy na te zawody NCAA, ale tam chyba w "koledżach" to na wszystkich sportach od futbolu po zapasy jest full ludzi, prawda? Zdaję się, że też tam swoje robi taki kult danej uczelni, takie tworzenie się kibiców, że jak jest kibic danej uczelni to kibicuję wszystkim z każdej dyscypliny i to też pewnie pomaga w tym, że frekwencja zawsze jest wielka. Trochę taki swoisty fanatyzm, duma ze społeczności do której się należy. Ogółem zupełnie inna mentalność, inny świat.

    Fajnie to widać w "Last Chance U" (taki netflixowski dokumentalny serial) tam na każdy mecz lokalnego collegu przychodziło całe miasteczko, radio robiło wywiady z trenerem itd. Zespół miał własnego fizjoterapeutę masażystów i cały sztab trenerów. A to wszystko w jakimś wypiździejewie. Porównując to do naszych polskich AZSów gdzie 95% sekcji to totalna amatorka to widać dlaczego nasz sport wygląda jak wygląda.

  20. :antonio:

    "Za moich czasów" się mawiało "wiara"  i tego się trzymam 😀

    Piękna sprawa, jak się patrzy na te zawody NCAA, ale tam chyba w "koledżach" to na wszystkich sportach od futbolu po zapasy jest full ludzi, prawda? Zdaję się, że też tam swoje robi taki kult danej uczelni, takie tworzenie się kibiców, że jak jest kibic danej uczelni to kibicuję wszystkim z każdej dyscypliny i to też pewnie pomaga w tym, że frekwencja zawsze jest wielka. Trochę taki swoisty fanatyzm, duma ze społeczności do której się należy. Ogółem zupełnie inna mentalność, inny świat.

    Tam też nie jest idealnie, bo leśne dziady to leśne dziady. Niemniej system jest bardziej korzystny, bardziej rynkowy. Może nie aż tak jak np. w MMA, gdzie robisz galę/prowadzisz klub i od razu masz bilans czy zarobiłeś na wydarzeniu czy straciłeś. Niemniej tam tę rolę przejmują uniwersytety, które funkcjonują jak przedsiębiorstwa. I np. taki uniwerek oprócz czesnego zarabia też na programach sportowych: liga futboolu, baseballu, folkstyle etc. No i jak jakis program przynosi straty, to uczelnia zwyczajnie może z niego zrezygnować. Dwa lata temu stało się tak w mieście Boise, którego uczelnia usunęła program zapaśniczy bo przynosił straty. Było wielkie halo w środowisku, ale to dobrze, bo towarzystwo szybko się zorientowało, że miejsce na uczelniach nie jest im dane na zawsze i na miejsce zapasów jest 10 innych sportów, które chciałby partycypować w rywalizacji uniwersytetów. Muszą więc kombinować, jak przyciągnąć pieniądze – a więc kibica. W zapasach międzynarodowych tego nie bodźca nie ma.

  21. Z drugiej strony mieliśmy wzrastające UFC, z coraz lepszymi pensjami, z Brockiem Lesnarem (również mistrzem uniwersyteckich zapasów)

    Trochę poza tematem, ale a propos kariery w uniwersyteckich zapasach, a potem w profesjonalnym wrestlingu Lesnara, którego zresztą lubię i szanuję. Powiedział on kiedyś bardzo fajne słowa, których chyba nigdzie nie widziałem zacytowanych, a szkoda. Pochodzi z 2009 roku, z "UFC: Ultimate 100 Greatest Fights", które swoją drogą polecam. Tak naprawdę przez te słowa coś sobie uświadomiłem i zmieniłem podejście do Lesnara.

    Everybody always viewed Brock Lesnar as this fake wrestling champion. They tend to forget that I was an athlete for 18-19 years.

  22. Trochę poza tematem, ale a propos kariery w uniwersyteckich zapasach, a potem w profesjonalnym wrestlingu Lesnara, którego zresztą lubię i szanuję. Powiedział on kiedyś bardzo fajne słowa, których chyba nigdzie nie widziałem zacytowanych, a szkoda. Pochodzi z 2009 roku, z "UFC: Ultimate 100 Greatest Fights", które swoją drogą polecam. Tak naprawdę przez te słowa coś sobie uświadomiłem i zmieniłem podejście do Lesnara.

    Everybody always viewed Brock Lesnar as this fake wrestling champion. They tend to forget that I was an athlete for 18-19 years.

    No tak, dokładnie tak jest. Goście idą do koledżu, zapierdalają tam cztery lata, wygrywają i dalej… dalej jest nic. Nie ma NFL czy innej zawodowej ligi, do której mogliby iść i godziwie zarabiać w zapasach. Jak się uda wejść do kadry to teraz jest OK, bo odkąd im DC, Askren i Cejudo (trzon teamu z IO 2008) uciekli do MMA, to USA Wrestling jakieś programy porobiło, żeby im najlepsi atleci nie uciekali za forsą. Więc tam się coś poprawiło, i ze sponsorami też z tego co obserwuję chyba OK. Ale to tylko dla najlepszych z najlepszych. Dlatego też szacun dla typów bo wielu z nich (ci z wyższych wag) mogliby iść do futboolu czy koszykówki i kosić grube siano, tymczasem harują dzień w dzień za stypendium. Oczywiście stypendium w USA to też duża rzecz, bo na najlepszych uczelniach trzeba wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy USD rocznie i później taki kredyt na studia spłaca się do czterdziestki, niemniej patrząc na to, ile zarabiają w USA goście z NFL nawet nie ma co porównywać.

    + dorzucam, podstawowe pozycje konieczne w skutecznych ucieczkach z dołu. Szkoda że kanał już nie uaktualniany, koleś nieco szurnięty ale bardzo fajne, krótkie materiały.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.