
Zestawienie Mariusza Pudzianowskiego oraz rapera „Popka” to z pewnością jedna z największych, pod względem marketingowym, walk w historii organizacji KSW. Martin Lewandowski w wywiadzie dla portalu sportowefakty.wp.pl wypowiedział się na temat hitowego starcia, aktualnej oglądalności gal KSW oraz popularności MMA w Polsce.
Jestem zadowolony z obecnej oglądalności. Należy pamiętać, że konkurujemy z najpopularniejszymi programami i stacjami w godzinach odbywania się gali. W ogólnym rozrachunku nie jesteśmy ostatni, a trzeci w średniej oglądalności w danym dniu o danej godzinie. Wiadomo, że są różne gale – te ciekawsze i te, gdzie nie ma wielkich nazwisk, więc trzeba się liczyć, że wyniki są różne. Nie ma powodu do niepokoju.
Na pytanie o to jak włodarze federacji chcą zachęcić widzów do oglądania ich gal, Martin odpowiedział krótko.
Wychodzimy do ludzi, pokazujemy im, czym jest MMA, na czym polega ta dyscyplina, jakie ma zasady. Staramy się też zainteresować tych, którzy niewiele wiedzą na ten temat, np. angażując w walki „Popka”.
Do momentu, kiedy nie stoczy pierwszej walki, tak trzeba go traktować. To jest gość, który w MMA stoczył cztery walki, więc ciężko oczekiwać, że po dwóch latach przerwy będzie reprezentować jakiś poziom. „Popek” teraz przechodzi test dojrzałości i zobaczymy, czy go zda na gali w grudniu. „Popek” mimo wszystko dociera do ludzi, do których wcześniej my nie docieraliśmy. To jest zabieg marketingowy. Aresztowanie Popka było jednym z zabiegów komercyjnych. Chcieliśmy, żeby się o tym mówiło.
Lewandowski porównał popularność KSW w Stanach i UFC w USA. Jego opinia może być zaskakująca dla wielu widzów dyscypliny sportu jaką jest MMA.
Moim zdaniem w Polsce KSW jest bardziej popularne niż UFC w Stanach. Są zawodnicy, którzy w naszym kraju mają większą ilość followersów, niż ci uważani za gwiazdy za oceanem. Będąc kilkakrotnie w Stanach z czystej zawodowej ciekawości obserwowałem tam rynek sportowy. Tam MMA nie znajduje się w czołówce. To jest jak liga hokeja w Polsce.
Wystarczy spojrzeć, jak wygląda ich show, a jak nasze. Oni po prostu wprowadzają klatkę jakieś trzy kulawe bokserskie światełka na krzyż i biją się zawodnicy. Tam ludzie są po prostu przyzwyczajeni do płacenia za taką rozrywkę i dla nich nie jest problemem, żeby zapłacić 40 czy 60 „baksów” za galę. U nas oczekuje się UFC, a nikt nie chce zapłacić 40 zł. Tak się nie da tego zrobić.
Jak widać, Martin nie jest pod wrażeniem poziomu gal UFC pod względem show. Cały wywiad możecie przeczytać tutaj.






















