Od finałów ostatniego The Ultimate Fightera minęło już sporo czasu. Fakt, że zupełnie nie odczułem braku niegdyś flagowego show Zuffy mówi sporo o tym jak wypalił się ten format, ale będąc tradycjonalistą nadal planuje się załamywać społecznym eksperymentem Spike TV. W desperackim targnięciu się na słupki stacja postanowiła zagrać na narodowych sentymentach i w tym sezonie zamiast losowych drużyn mamy iście transatlantycki pojedynek Anglików z Amerykanami. Dana White, jeszcze zanim wpadł w kłopoty z powodu swojej niewyparzonej gęby, zapowiadał ten sezon jako kolejny najzajebistszy w historii programu. Czy mu wierze? Absolutnie nie, śledzenie UFC nauczyło mnie jak daleko można zajść bezgranicznie wierząc White’owi (zdaje się, że najwyżej można zostać całkiem dobrze opłacanym dziennikarzem na yahoo! Sports) ale oto kolejne długie tygodnie z „Latającym Cyrkiem Dany White’a”, prosto z przepięknego Widnes w Lancashire. W dzisiejszym odcinku – „Jak rozpoznać utalentowanych fighterów z całkiem dużej odległości?”

    Andre Winner (9-2-1, 155 lbs.)
    CV: Winner ma nie tylko uroczo odpowiednie nazwisko do sportu ale też uzbierał kilka solidnych zwycięstw w swojej karierze, m.in. nad pojawiającymi się w tym odcinku Lawsonem i Wennem. W kwalifikacjach dostał podłe zadanie walczenia z lokalnym faworytem i z tego powodu chyba nikt w tej walce go nie sekundował. Nie żeby Winner potrzebował pomocy bo zupełnie zdominował Gary’ego Kelly’ego pod siatką i mocno go znokautował kolanem po kilku minutach. Bracia obecnych w UFC fighterów nadal się w TUFie głównie upakarzają.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Jeremy May, który również pokonał „najlepszego przyjaciela” jednego z trenerów (Rampage’a) w walce kwalifikacyjnej. Chociaż mam nadzieję, że Winner nie będzie cwaniakującym bucem.

    Jeff Lawson (12-2, 155 lbs.)
    CV: Lawson zdaje się mieć faktyczne szlify BJJ, tego Brazylijskiego, nie Brytyjskiego, bowiem w karierze 11 z 12 walk wygrywał poddaniami, walcząc co prawda z anonimowymi postaciami na gali w swoim mieści Bournemouth. Nie inaczej było w walce kwalifikacyjnej w której błyskawicznie poskładał Jamesa Bryan’a, który prezentował o wiele bardziej typowy dla Brytyjczyków poziom grapplingu przegrywając przez balachę.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Gerald Harris. Utalentowany zupełnie normalny człowiek, który z tego powodu nie pasuje do towarzystwa i praktycznie nie trafia na ekrany.

    James Wilks (5-2, 170 lbs.)
    CV: „Ludovic Obraniak” strony brytyjskiej walczy za wielką wodą i trenuje z Barnettem w CSW. W swojej karierze robił duże przerwy, bo walczy od 2003 r.. Ostatnią próbę podboju MMA rozpoczął w 2008 notując dwie wygrane. Wpływ catch-wrestlingu był bardzo widoczny kiedy poddał jednego z silniejszych zawodników z Królestwa, Che Millsa, dźwignią na nogę.
    Alter-ego z poprzednich seznów: Jorge Gurgel. Czy to Brazylijczyk? Czy to Amerykanin? W rywalizacji dwóch narodów nie ma miejsca na „urodziłem się tu ale trenuję tam”.

    Martin Stapleton (5-1, 155 lbs.)
    CV: Rzadki przypadek kiedy być może zwycięstwo w walce kwalifikacyjnej było jego najlepszym w karierze. Fighterzy których zwyciężał mają łączy rekord 6-16 (z czego jeden 5-9). Tu pokonał ustawowego Walijczyka, który był bodaj jedynym fighterem spoza Anglii co powoduje że całe „Team U.K.” przypomina nieco brytyjską reprezentację piłkarską na igrzyska w Londynie.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: John Polakowski, za niekonwencjonalne nakrycia głowy. Czy chciał ukryć swojego mega-kalafiora?

    Ross Pearson (8-3, 155 lbs.)
    CV: Pearson pomimo całkiem bogatego bilansu nie może pochwalić się jakimiś szczególnymi zwycięstwami. Zatarł nieco to wrażenie w walce kwalifikacyjnej pokazując całkiem niezłą imitację Rampage’a z czasów kiedy rzucał wszystkimi o matę. Niestety nie pokazał wiele ponadto pomijając kolana, którymi znokautował Wenna równo z gongiem i poprawił na początku drugiej rundy co wprawiło Richa Franklina w sentymentalny nastrój.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Ross Pointon. Będzie walczył tu i teraz z każdym… dosłownie każdym.

    Nick Osipczak (3-0, 170 lbs.)
    CV: Relatywny żółtodziób w tym gronie debiutował nieco ponad rok temu. Jasne, że w związku z tym nie ma dobrych zwycięstw ale poradził sobie w tym odcinku z całkiem niezłym, jak na brytyjską scenę, Tommym Maguire’m choć zwycięstwo nie przyszło bez problemów. Dopiero pod sam koniec rundy złapał klincz i użył swojego wzrostu do trafiania kolan w nieskończoność.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Kendall Grove. Wysoki, przyzwoity striker ale absolutnie nikt na niego nie liczy. Przynajmniej na początku drogi.

    Dean Amasinger (4-1, 170 lbs.)
    CV: Tylko nieco bardziej doświadczony od Osipczaka entuzjasta „Drużyny A” miał pełne ręce roboty w walce z Alexem Reidem. Jest to fighter zdecydowanie preferujący ground-and-pound ale z taką obroną przed poddaniami nie wróżę mu sukcesu. Reid łapał go w trójkąt kiedy chciał a dla tych co nie wiedzą Alex Reid ostatnią swoją walkę wygrał w… lipcu 2005.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Solomon Hutcherson. Może to irokez, a może to przez to, że, według Rampage’a, wsyzscy czarni wyglądają tak samo.

    David Faulkner (2-1, 170 lbs.)
    CV: Jedyny fighter z Wolfslair, który przedarł się przez sito castingów i eliminacji i dostał bilet do Las Vegas. Bisping rozpływał się nad talentem Faulknera zdradzając z drugiej strony, że nie wytrzymuje walki psychicznie. Ciekawy wniosek o zawodniku, który wygrywał za każdym razem (w sumie ledwie dwa razy, ale cóż) kiedy o wyniku decydowali sędziowie. Nic z tych braków nie było widoczne w błyskawicznym poddaniu swojego przeciwnika, ale może w Widnes dzieje się więcej niż wynikałoby z jednego montażu z tej miejscowości.
    Alter-ego z poprzednich sezonów: Joe Scarola. Dobry grappler? Tak. Przyjaciel trenera? Tak. Brak serca do walki? Zdaje się, że tak.

    I oto są nasze lwy Albionu. Swoje ostateczne przemyślenia na temat faworytów tym razem poczekam aż poznamy drużynę jankesów. Podobało mi się to co pokazali Winner i Lawson, oczywiście nie sposób też narzekać na dźwignie na nogi (tajną broń Nippon Top Team na złych gaijinów) Faulknera i Wilksa. Stapleton najprawdopodobniej trafi na kogoś kto faktycznie umie walczyć w toku programu i nie spodziewam się po nim wiele dobrego. Pearson, Osipczak i Amasinger zdecydowanie wypadli najsłabiej w tym odcinku. Jedno muszę jednak oddać Brytyjczykom/anglikom – nie brakuje im jaj, tylko jedna walka trwała trzy rundy a reszta kończona była błyskawicznie. Brytyjczycy może mają tylko mgliste pojęcie o BJJ ale równie abstrakcyjnym terminem dla nich wydaje się być lay-and-pray.

    1 KOMENTARZ

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.