pawel-nastula-walka

Na samym wstępie przepraszam czytelników. Mea culpa. Strasznie długo to trwało.  Nie to, żebym się tłumaczył, ale proszę odpowiedz na kilka prostych pytań:

1. Czy kiedykolwiek wyprzedziło cię twoje własne koło? Tak, tak, samochodowe…

2. Czy miałeś przyjemność z PZU?

3. Czy w pożyczonym samochodzie odpadł ci tłumik?

4. Czy przeprowadzałeś się mikroskopijnym autkiem (bez tłumika)?

5. Trudniejsze: czy przeprowadzałeś się po trzech latach obrastania w graty z większego mieszkania na mniejsze?

6. Coraz trudniej: Czy przeprowadzałeś się kiedyś z moją żoną? 🙂

I to wszystko w dwa tygodnie 🙂 Trochę było tego więcej, i zawodowo i prywatnie,  ale wy tu jesteście po konkrety a nie jakieś tam TZG (część pierwsza) 🙂

MMARocks.pl: Czy jest Pan gotowy do walki? Jak z formą?

Paweł Nastula: Jest dobrze. Jestem gotowy.

MR: Po poprzednich walkach pojawiły się zarzuty. Czy to było spowodowane stresem, brakiem obycia, tzw. frycowym?

PN:Powiem tak: to nie to, że kondycji u mnie nie było. Raz, że stres, dwa, że nowa rzecz, zupełnie inna walka niż w Judo, inne rundy, poza tym, inaczej tu rozkłada się siły. Po prostu mądrzej trzeba prowadzić walkę, żeby ją całą wytrzymać. To nie była kwestia mojej wytrzymałości, tylko umiejętności odpowiedniego rozłożenia sił, żeby nie „jechać” od początku do końca na 100% – bo tak się nie da – ale kiedy trzeba to łapać oddech, a kiedy można – pójść do przodu.

MR: KSW zafundowała ostatnio swoim zawodnikom profesjonalne testy wydolności, czy korzystał Pan z takiego narzędzia?

PN: Korzystałem, tak.

MR: Dobrze to wszystko wychodziło? Jak wyglądają takie wyniki? Może Pan coś więcej powiedzieć?

PN: Noo, to by dosyć dużo trzeba było mówić. Generalnie jest to dobry wskaźnik, dobry test. Oczywiście po tym teście trzeba odpowiednio poprowadzić trening, żeby poprawić swoją wytrzymałość. To są naprawdę fajne testy, zresztą ja współpracowałem dokładnie z tymi osobami, co teraz KSW. To są dobrzy fachowcy.

MR: Jak wygląda Pański trening bezpośrednio przed walką? Wielu czytelników MMARocks trenuje sztuki walki i chciałoby się dowiedzieć jak to robią profesjonaliści.

PN: Krótko: dużo sparingów.

MR: Sparingi? A trening siłowy, wytrzymałościowy?

PN: W końcówce to już praktycznie same treningi, w małych rękawicach, ze zmianą partnerów. Najczęściej wygląda to tak, że ja stoję na srodku, i co dwie, trzy minuty podchodzą do mnie koledzy. W zależności od treningu, albo 20 minut bez przerwy, albo np. trzy rundy po pięć, albo cztery rundy po pięć. To już różnie, zależy od dnia.

MR: Mówił Pan, że na treningi przychodzi ok. dwadzieścia osób. Wachlarz zawodników, więc jest…

PN: Tak w tej chwili mamy bardzo dużo różnych zawodników, stójkowiczów, parterowców. Przychodzi dużo zawodników z Muay Tai, Andrzej też prowadzi zajęcia u nas, pomaga nam, jeśli chodzi o stójkę. Jest dobrze, jest ekipa, to nie jest tak, jak to było jeszcze całkiem niedawno, że byliśmy z Robertem Joczem sami na sali.

MR: Zdradzi Pan jakieś nazwiska? O kim niedługo usłyszymy?

PN: Nie chciałbym wymieniać nazwisk. Raz: nie chciałbym zapeszać, dwa: nie wiem czy oni sobie tego życzą, żeby ich wymieniać. Jest kilku zawodników, którzy mam nadzieję, niedługo zaczną pokazywać się na ringu MMA.

MR: Czy utrzymuje Pan kontakty z innymi klubami? Team Quest?

PN: Tak, oczywiście.

MR: Planuje Pan może tam wrócić? Potrenować za oceanem?

PN: Muszę znać terminy walk, żeby to wszystko poukładać.

MR: Czy rozważał Pan podróż w większej grupie, że zabiera Pan kilku zawodników ze sobą? Tam, za ocean, by wspólnie potrenować?

PN: Oczywiście jest to możliwe i z tym organizacyjnie nie ma problemu, z tym że jest kwestia pieniędzy. Jeżeli chodzi o mnie to ja sobie radę dam, niezależnie czy będę płacił z własnej kieszeni, czy Team Questu. Natomiast jeśli chodzi o dodatkowych zawodników, no, to już oni we własnym zakresie musieliby sfinansować swój cały pobyt. Szczególnie teraz, kiedy dolar poszedł tak do góry, to jest to dosyć kosztowny wyjazd.

MR: A może seminarium w Polsce? Gościliśmy już Sokoudjou…

PN: Tak, tamto seminarium wyszło bardzo fajnie. Mogę powiedzieć, że niedługo do Polski przybędzie Roger Gracie, na podobne seminarium.

MR: Gratulacje, a kiedy?

PN: Więcej informacji wkrótce. Wszystko jest jeszcze uzgadniane.

MR: Z perspektywy czasu, czy wyczuwa Pan większe możliwości jeśli chodzi o sponsoring zawodników MMA?

PN: Myślę, że jest coraz lepiej. Na początku traktowano to jako zwykłą jatkę, nie traktowali tego jako sport. W tej chwili już jest inaczej, a dodatkowo widzą, że jest duży rynek, duże zainteresowanie tą formuła, no i sponsorzy wchodzą w to.

MR: Jak przwidujesz jak potoczą się losy tej dyscypliny, tu w Polsce? Mówi się, że Anglii MMA przebija powoli futbol, za oceanem, wiadomo. Jak to będzie u nas?

PN: Bardzo istotną kwestią jest telewizja. Jeśli się w to bardziej zaangażuje i będzie tego więcej dla widza, to wtedy jest szansa, że będzie to równie popularna dyscyplina jak w Stanach czy Japonii. Jeśli zainteresowania i transmisji w telewizji nie będzie, może być różniel.

MR: Myśli Pan, że zainteresowanie TVNu  Panem wynika z „rozpoznawania potencjału MMA”, czy raczej ze względu na olimpijskie medale.

PN. Judo. Tylko to co osiągnąłem w Judo.

MR: KSW np. chciałoby wystartować z produkcją wzorującą się na TUFie. Czy są może propozycje z innych stacji?

PN: Nie mogę mówić na ten temat.

MR: Czyli coś na rzeczy jest?

PN: Coś tam jest, ale nie mogę mówić. Konkurencja nie śpi.

MR: Jakim problemem jest konwersja umiejętności z Judo do MMA?

PN: To wszystko zależy jakim się było Judoką, ogólniej, jakim się było zawodnikiem. Myślę, że Judo jest dyscypliną, która bardzo dobrze rozwija ciało. Organizm jest więc sprawny, można uczyć się nowych rzeczy i łatwo przejść na MMA. Jednak wymaga to dużej pracy potem, szczególnie jeśli chodzi o „stójkę”. Dobre połączenie Judo i stójki daje duże szanse. W Judo, wiadomo, są duszenia, są rzuty, są dźwignie, które w MMA są bardzo istotne.

MR: Mając dzisiejszą wiedzę klika lat temu, co zrobiłby Pan inaczej?

PN: Bardziej przyłożył bym się do technik Judo, które w tej formule mógłbym wykorzystać. Tak jak teraz patrzę, za mało wykorzystywałem rzutów. Prostych rzutów, prostych rzutów które można wykonać w zwarciu.

MR: Zapomniał Pan o Judo a za bardzo skupił się na nowych elementach?

PN: Dokładnie tak.

MR: Kolejne pytanie od czytelników: co Pan sądzi o startach Mariusza Pudzianowskiego w MMA?

PN: Każdy powinien robić to co uważa za stosowne i to co chce robić. Mariusz ma ochotę wystartować, jego prawo. Mam nadzieję, że zanim zacznie walczyć to będzie kilka miesięcy, minimum pięć, sześć, trenował i przygotowywał się do startu. Czyli raczej przestać dźwigać a skupić się na chwytach, na rzutach, na uderzeniach. Siła to nie wszystko, trzeba umieć się po tym ringu czy klatce poruszać. Mariusz dużo dźwigał i pewnie niektóre mięśnie go blokują, musiałby dużo czasu poświęcić na walkę w parterze, stójce. Mariusz jest ambitnym facetem i myślę, że sobie da radę. Jeżeli będzie chciał mogę mu w tym pomóc.

MR: Koniecznie musimy wiedzieć jeśli Mariusz zacznie u Pana treningi…

PN: (śmiech) Proszę dzwonić, kto wie…

MR:  Ewentualne starcie z „Pudziana” z Najmanem byłoby wydarzeniem mocno medialnym. Są to osoby słabo kojarzone z MMA. Czy na pewno pomagającym popularyzacji MMA?

PN: Zdecydowanie tak. Takie osoby są potrzebne by zainteresować telewizję. Telwizja to popularność, to sponsorzy, to pieniądze.

MR: A co Pan myśli o Tomku Drwalu? Oglądał Pan jego walki?

PN: Oczywiście.

MR: Jakie są szanse Tomka w UFC?

PN: Ważne żeby sobie to dobrze zorganizował i często walczył, dla zawodnika to kluczowe, żeby nie mieć długich przerw. Jest bardzo dobrym zawodnikiem i ma duże szanse na przebicie się. Ja swego czasu jeździłem do Tomka, uczył mnie podstaw. Jest to naprawdę dobry zawodnik.

MR: Czy stały kontakt z Tomkiem jest?

PN: W tej chwili nie, ale myślę, że nie byłoby problemu, gdyby pojawiły się ku temu chęci wspólnego treningu.

MR: Zostańmy na polskiej scenie: Mamed Khalidov. Śledzi Pan jego karierę?

PN: Tak, tak, bardzo fajny zawodnik.

MR: Gotowy na UFC?

PN: Ja myślę, że tak. Natomiast jeśli będzie startował – z pełnym szacunkiem dla federacji KSW – tylko tam, to będzie trudno. Mamed, żeby się rozwijać musi iść dalej. To jest kwestia promotorów by ustawiać mu walki w innych, mocniejszych federacjach. Jeśli tego nie będzie, to taki talent po prostu się zmarnuje.

MR:  Kolejne pytanie od czytelników: jak ocenia Pan swoje walki?

PN: (śmiech) Myślę, że rożnie. Niektóre przegrałem frajerstwem. Brak doświadczenia, brak obicia powodował, że je przegrałem. Tak sobie myślę, że w pierwszej walce (przyp. red.: Antonio Rodrigo Nogueira), którą walczyłem jak walczyłem, miałem raczej małe szanse żeby wygrać. Pozostałe mogły potoczyć się inaczej, były do wygrania.

MR: A ostatnia? Tam była…

PN: … ostatnia to porażka. Nie dla mnie, a dla sędziów…

MR: … bardzo kontrowersyjna decyzja…

PN: … tzn. kontrowersyjna… Głupota z mojej strony, czułem, że mogłem tą walkę skończyć wcześniej. Inaczej, plan na walkę był taki, żeby pobić się do połowy drugiej rundy w stójce, bo wiedziałem, że tam jest słaby. Chciałem trochę poboksować, no i trochę za długo, myślałem, że uda tam mi się go skończyć, nie udało mi się. Zamiast zejść do parteru, to ja za długo czekałem. A potem stało się to co się stało… Mój wstyd, że doprowadziłem do takiej sytuacji. A sędzia zrobił jak zrobił, to już inny temat.

MR: A z Barnettem? Jak to było? Mówił coś do sędziego? Żeby podnieść walkę?

PN: Mówił, mówił.

MR: Skaczemy po pytaniach i zmieniamy kontynent. Gdy jest Pan w Japonii, jest Pan rozpoznawany na ulicach?

PN: Czasami tak, zależy w jakich miejscach. Zdarzyło mi się to kilka razy

MR: Wróćmy do Ikizamy. Skąd pomysł na taki dokument, skąd inicjatywa? Jak wygląda proces tworzenia takiego filmu?

PN:  Proces jest bardzo długi. Inicjatywa – tak jak to zwykle bywa – wyszła całkiem przypadkiem. Znajomy znajomego, który się tym profesjonalnie zajmuje – i tak jakoś się dalej potoczyło. Spotkaliśmy się kilka razy, opowiedzieli jak to wszystko widzą, mi się spodobało. I tak został nakręcony film. Trwało to trochę, bo było tam kilka wyjazdów, między innymi Japonia, potem Brazylia…

MR: …szkoda, że jest tak trudno dostępny…

PN: Mi też zależy na tym, żeby ten film nie leżał tylko u mnie na półce. Festival to za mało, to musi gdzieś pójść gdzieś, najlepiej w telewizji. Wtedy więcej osób będzie mogło zobaczyć jak to wygląda od zaplecza (śmiech).

MR: Z jakim nastawieniem wychodzi Pan do walk? Wokół czego krążą myśli.

PN: Nie będę mówił o czym myślę (śmiech), bo to nie wypada.

MR: A to ciekawe, na pewno dyskusja na stronie nie pominie tej odpowiedzi (śmiech). Gdyby mógłby Pan wybierać: rewanż z Joshem  czy walka z Yoshidą?

PN: Chiałbym powalczyć z Yoshidą. Wolę nowe walki. Rewanż może z Joshem. Może nawet z wszystkimi, oprócz Koreańczyka.

MR: Czy usłyszymy jeszcze o MCC?

PN: Odsyłam do mojego menadżera. On te sprawy pilotuje.

MR: Musimy zatem zrobić wywiad z Pana menadżerem (śmiech). A więc kolejne pytanie: podobno wielu zawodników dostaje większe wynagrodzenie w Sengoku niż dostawało w PRIDE. Czy Paweł też dostaje więcej od WVR?

PN: Nie mogę na ten temat mówić. Zresztą to jest kwestia bardzo indywidualna. Ja nie wiem ile zarabiają inni, znam tylko swoje zarobki. Podejrzewam, że to są spekulacje, które do końca nie są prawdą.

MR: Dziękuję Panu bardzo za poświęcony czas…

PN: … Dzięki, polecam się na przyszłość. Pozdrawiam wszystkich sympatyków MMA, moich kibiców, mam nadzieję, że niedługo zobaczą mnie na ringu MMA…

MR:… w Polsce, na żywo…

PN: Myślę, że wcześniej w Japonii, ale są też i możliwości na Polskę.

MR: Życzymy Panu udanych przygotowań do walk zarówno na macie jak i na parkiecie.

PN. Dziękuję.