Machida-Romero

Poniżej wyniki i relacja z gali UFC Fight Night: Machida vs. Romero, która odbyła się 27 czerwca w Hollywood.

Ze znakomitej strony pokazał się prawdopodobny, następny pretendent do tytułu mistrza wagi średniej UFC, Yoel Romero Palacio. Olimpijczyk zaimplementował zupełnie niespotykany dla siebie gameplan i odprawił łokciami w trzeciej rundzie Lyota Machidę. W pierwszej odsłonie obaj zawodnicy zrobili niewiele. Przez pełne pięć minut szukali badawczo wymieniali jedynie kopnięcia i szukali odpowiedniego dla siebie dystansu. Dopiero od drugiej rundy zaczęła się poważna walka. Powoli przewagę zaczął zdobywać „Żołnierz Boga”, który świetnie radził sobie z nietypowym stylem „Smoka”, skracając dystans i doskakując z mocnymi kombinacjami. Kubańczyk pokusił się nawet o bardzo ekwilibrystyczne, choć nieudane akcje – latające kolano i „Showtime Kick”. Po dziesięciu minutach wciąż spokojny i metodyczny styl Romero działał, dzięki czemu 38-latek mógł pozwolić sobie na coraz śmielsze akcje. Po jednej z kombinacji były mistrz kategorii półciężkiej zachwiał się, a wtedy wicemistrz olimpijski z Sydney zrobił to, z czego jest znany. Błyskawicznie ruszył na zranionego przeciwnika, przewrócił go, a następnie zasypał gradem krótkich łokci z pozycji bocznej. Machida nie miał szans na reakcję i szybko stracił przytomność, a walka została przerwana. Po zakończeniu pojedynku Yoel Romero zepsuł nieco wrażenie po znakomitym występie, kiedy to zamiast mówić o starciu, postanowił – łamaną angielszczyzną – zapytać publiczność zgromadzoną w arenie, czemu porzuciła Chrystusa i poszła złą drogą. Zapewne „Żołnierz Boga” odniósł się w ten sposób do ogłoszonej na terenie całych Stanów Zjednoczonych legalizacji małżeństw tej samej płci.

Po dość spokojnej pierwszej rundzie, w drugiej odsłonie Lorenz Larkin i Santiago Ponzinibbio postanowili nie oszczędzać się w ogóle. Od początku pojedynku lepiej wyglądał „The Monsoon”. Amerykanin był szybszy od rywala i poważnie okopywał jego wykroczną nogę. W drugiej odsłonie wyraźnie poirytowany Argentyńczyk szukał swojej szansy w mocnych wymianach w krótkim dystansie. Choć mogło to odwrócić losy pojedynku, plan się nie powiódł, a „Gente Boa” zginął od własnej broni. W pewnym momencie Larkin zaczął trafiać raz za razem potężnymi uderzeniami w stójce. Jedno z nich posłało 28-latka na deski. Co prawda Ponzinibbio po chwili wstał, ale był cały czas wyraźnie zamroczony i wciąż otrzymywał kolejne trafienia. Gdy, chwiejąc się na nogach, przestał wykazywać jakiekolwiek oznaki inteligentnej obrony, sędzia Herb Dean wkroczył i oszczędził mu kolejnych, niepotrzebnych obrażeń.

W walce dwóch zawodników, którzy przed tą walką zrzucili wiele kilogramów, Antonio Carlos Junior tuż przed ostatnim gongiem poddał Eddie’ego Gordona. Brazylijczyk dominował przez cały pojedynek, lecz aż do ostatniej rundy nie miał żadnej klarownej okazji, aby skończyć rywala. Dopiero, gdy udało mu się zajść za plecy na kilka minut przed końcem boju, zapiął duszenie na szyi Amerykanina.

Thiago Santos błyskawicznie wynagrodził wszystkim kibicom konieczność oglądania trzech poprzednich walk. „Marreta” już w 29. sekundzie ustrzelił debiutującego w UFC Steve’a Bosse’ego wysokim kopnięciem. Po przyjęciu uderzenia, były hokeista z Kanady runął sztywny na ziemię.

Hacran Dias i Levan Makashvili kontynuowali serię nudnych pojedynków. Tylko w pierwszej rundzie znany z umiejętności grapplerskich Dias próbował skończyć co rusz pakującego się w nowe tarapaty Gruzina. 26-latek wyszedł jednak cało z opresji i przez kolejne dziesięć minut na zmianę z rywalem obalał, dociskał do siatki sam lądował na plecach. Sędziowie zadecydowali, że lepszy był Brazylijczyk, ale walka była na tyle bliska, że obaj zawodnicy mogli zwyciężyć i nikt nie miałby pretensji do arbitrów.

Kartę wstępną zakończyły dwa niebyt porywające, piętnastominutowe starcia. W gorszym z nich Lenadro Silva okazał się lepszy od Lewisa Gonazaleza. Z kolei Alex „Kowboj” Oliveira w trzecim pojedynku w przeciągu trzech miesięcy wygrał pewnie z Joem Merrittem. Choć oba boje były nieciekawe dla oka, to trzeba oddać zawodnikom, że niemal wszyscy zgodzili się na zestawienia w ostatniej chwili przed galą.

Chwilę później w oktagonie spotkało się dwóch debiutantów. Starcie lepiej zaczął Steve Montgomery, który trafił Tony’ego Simsa potężnym kolanem. Jednak już minutę później zawodnik występujący pod pseudonimem „2.0” zaatakował prawym i zakończył walkę.

Dzisiejsze UFC Fight Night w Hollywood rozpoczęło się od pewnej wygranej debiutanta Sirwana Kakaia. Szwed mocno zranił Danny’ego Martineza w pierwszej rundzie, a w kolejnych przeważał zapaśniczo i po piętnastu minutach mógł być pewny zwycięstwa.

Walka wieczoru:

185 lbs: Yoel Romero Palacio pok. Lyota Machidę przez TKO (łokcie), , runda 3.

Karta główna (Extreme Sports Channel od 04:00):

170 lbs: Lorenz Larkin pok. Santiaga Ponzinibbio przez TKO (uderzenia), 3:07, runda 2.
185 lbs: Antonio Carlos Junior pok. Eddie’ego Gordona przez poddanie (duszenie zza pleców), 4:37 , runda 3.
185 lbs: Thiago Santos pok. Steve’a Bosse’ego przez KO (wysokie kopnięcie), 0:29, runda 1.
145 lbs: Hacran Dias pok. Levana Makashviliego przez niejednogłośną decyzję (29-28, 29-28, 28-29).

Karta wstępna (Fight Pass od 02:00):

170 lbs: Alex Oliveira pok. Joego Merritta przez jednogłośną decyzję (30-27, 30-27, 30-27)
170 lbs: Leandro Silva pok. Lewisa Gonzaleza przez jednogłośną decyzje (30-27, 30-27, 29-27).
170 lbs: Tony Sims pok. Steve Montgomery przez TKO (uderzenia), 2:43, runda 1.
135 lbs: Sirwan Kakai pok. Danny’ego Martineza przez jednogłośną decyzję (30-27, 30-27, 30-27).