Metoda małych kroków przez lata pozwalała KSW budować swoją markę. Dziś to jedna z niewielu organizacji, które wystają o kilka głów ponad resztę Europy. W grudniu 2009 roku Konfrontacja wykonała wielki krok, wprowadzając MMA na salony. Niespełna trzy lata później można odnieść wrażenie, że kolejnych kroków już nie ma. Ani małych, ani dużych.
KSW jest obecnie na pozycji, która pozwala Maciejowi Kawulskiemu i Martinowi Lewandowskiemu spoglądać z góry na resztę rynku. Mają do tego pełne prawo i to nie podlega wątpliwości. Czasem odnoszę wrażenie, że panowie przestali swój produkt doskonalić. Są na górze, a reszta daleko w tyle. Mogą dalej wspinać się na szczyt, ale nie muszą, bo nie widać nikogo, kto by ich gonił.
„Każdego dnia wykonujemy kawał ciężkiej pracy i zbliżamy się do idealnego modelu, bo nadal to nie wygląda tak jak byśmy chcieli. Dla nas to ciągła, niekończąca się droga” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
KSW może wykręcać coraz lepsze rankingi telewizyjne, mieć coraz lepszą oprawę i nazwiska, które zainteresują ludzi, którym MMA było do tej pory obce. Mogą nawet wykręcić świetną sprzedaż subskrypcji pay-per-view, ale wciąż nie zadowolą grona najwybredniejszych fanów. I nawet nie chodzi o to, że części nie dogodzą nigdy. Pula narzekających stale się powiększa i jest to związane z brakiem postępu w najważniejszej dziedzinie, tej sportowej.
KSW wciąż opiera się trzyrundowym walkom, chociaż te krótsze nie przystoją zawodowemu MMA. Panowie wciąż opierają się przed kategorią piórkową, podczas gdy będące światowym wzorem UFC otwiera już kategorię muszą. Walki na dystansie 2×5 stały się już symbolem, który najzagorzalsi krytycy KSW wyciągają przy każdej możliwej okazji. 30 złotych za PPV? Nie za 2×5! Najlepsza organizacja w Europie? Nie z walkami 2×5.
„Chcemy, żeby nasz produkt wciąż rozwijał się w takim tempie jak obecnie. Nie chodzi nawet o ciągłe bicie rekordów oglądalności, ale o wzbudzenie trwałego zainteresowania.” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
To wierzchołek górki. Do perfekcji sportowej KSW wciąż daleko, chociaż i tak znacznie bliżej niż wielu sądzi. Z Mamedem, Materlą i Jankiem nie muszą się wstydzić poziomu sportowego. Wymieszanie europejskiej czołówki z zawodnikami, którzy zainteresowanie budzą niekoniecznie ze względu na swoje umiejętności to dobry, choć czysto marketingowy, ruch. Krok, który pozwolił wprowadzić MMA do masowej świadomości Polaków, a z czasem zainteresować ludzi prawdziwymi gwiazdami.
KSW wciąż szuka zawodników, których będzie można fajnie wypromować, czy jak to się czasem mówi sprzedać. Tymczasem zapomina o zawodnikach, którzy nie potrzebują promocji, bo bronią się umiejętnościami. Mam znajomych, pewnie każdy takich ma, którzy nie interesują się MMA, ale oglądają KSW. Dziś pytają mnie o walki Mameda, Michała i Janka, bo chcą oglądać ludzi, którzy potrafią się ponadprzeciętnie bić. Dlatego nigdy nie można przestać szukać ich potencjalnych następców.
Prawda jest taka, że KSW ma obecnie bardzo dobrze obsadzoną tylko kategorię średnią. Chciałbym napisać, że podobnie jest w kategorii półśredniej, bo jest Saidov, Mańkowski i Moks, ale wciąż nie mogę zrozumieć, że do rozgrywki o nieistniejący jeszcze pas nie angażuje się Rubena Crawforda i Roberta Radomskiego.
„Skłamałbym mówiąc, że już teraz widzę ostateczny cel. Każdy nasz pomysł staramy się realizować jak najlepiej. Jeśli robimy galę, to ustalamy najlepszy fightcard na jaki nas stać i dorabiamy do tego jak najlepszą oprawę. Przychodzi dzień gali, jesteśmy z siebie zadowoleni, ale następnego dnia wstajemy i myślimy już o kolejnej edycji, oświetlając sobie kolejny kawałek drogi.” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
Reszta kategorii wagowych wyraźnie od tego odstaje. Mistrzem KSW w wadze półciężkiej jest Jan Błachowicz. Czy ktoś jest w stanie wymienić resztę zawodników w tej kategorii? Jest Janek, pas i jednorazowi rywale. Nie ma żadnej drabinki, pretendentów ani nawet młodych wilków. Nie jest to może najlepiej obsadzona kategoria wagowa w Polsce, ale Michał Fijałka z Hansem Stringerem walczył u konkurencji. Świetnym dodatkiem byłby Tomasz Narkun, który wysoką formę potwierdza w walce na chwyty. On musi jeszcze rozwiązać swoje problemy kontraktowe, ale śmiem wątpić w to, że KSW monitoruje sprawę.
Na pozór dobrze wygląda waga lekka, ale tylko na pozór, bo faktycznie zamknięta jest w trójkącie Jewtuszko-Warburton-Sowiński. Znając zamiłowanie KSW do rewanżów nie można wykluczyć, że pozwoli to jeszcze na kilka pojedynków, ale Piotr Hallman i Łukasz Sajewski daliby KSW całą paletę możliwości. Kwestią czasu powinno być zaangażowanie Mateusza Gamrota, za którego umiejętności ręczę nazwiskiem. Miejsce Anzora jest w kategorii piórkowej i nawet nie przeszkadzałoby mi gdyby przez kilkanaście miesięcy była to dywizja jednoosobowa. Miejsce Amasingera jest z dala od KSW.
„Liczę, że KSW się powiedzie, bo to oznaczałoby, że całej dyscyplinie się udało. Nie wiem jak wyglądałoby polskie MMA, gdyby pozycję lidera nagle przejęła inna organizacja, bo nie znam intencji tych ludzi. Znam za to swoje. Oprócz tego, że to moja praca, na której chcę zarobić, to przede wszystkim kocham MMA i chcę żeby było wielkie. ” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
Prawdziwe zgrzytanie zębów wzbudza waga ciężka. Krytycy nie mogą darować KSW, że na kartach walk próżno szukać Damiana Grabowskiego i Michała Kity. Honoru królewskiej kategorii broni Karol Bedorf. Kto jest drugim najlepszym zawodnikiem? Moim zdaniem Mariusz Pudzianowski, zdaniem Macieja i Martina Marcin Różalski. Płocki Barbarzyńca został wzorowo przez KSW wypromowany. Kolejnym krokiem powinna być walka z Pudzianem, do której może nigdy nie dojść. Podobno z obawy o porażkę byłego strongmana. Ten pojedynek ma poważny potencjał marketingowy i może sprzedać sporo subskrypcji. Ten pojedynek chcieliby obejrzeć zarówno widzowie KSW, jak i poważna część fanów MMA.
Dalej mamy Kamila Walusia i Jacka Wiśniewskiego, czyli dwie wielkie niewiadome. 15 września dowiemy się niewiele więcej. Jeśli wygra Kamil, usłyszy, że zbił najpierw wyszczekanego strongmana, a potem 38-letniego piłkarza. Jeśli wygra Jacek, podniosą się głosy, że to Waluś się do niczego nie nadaje. Zwycięzca zyska tylko tyle, że dostanie kolejną walkę, a przegrany zostanie przez wielu skreślony.
„Zawsze miałem taki charakter, żeby iść do przodu, być coraz lepszym. Najpierw byłem najlepszy w swojej sekcji karate, potem jednym z najlepszych w swojej grupie trenującej parter. Potem okazało się, że z kimś tam wygrałem w klatce, ale zawsze czułem niedosyt. Ten naturalny pęd do przodu pozwala mi się rozwijać. Mam poczucie, że robię coś dobrego i jednocześnie czuję, że muszę to robić jeszcze lepiej.” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
Waga ciężka potrzebuje wzmocnień. Konkretnie dwóch. Jednym jest Daniel Omielańczuk, który jest obecnie na fali wznoszącej, a ponadto jest nieporównywalnie lepszym zawodnikiem niż w grudniu 2009 roku. Drugim jest Krystian Kopytowski, który mógłby KSW zapewnić spokój na lata. Utalentowany zawodnik ma przed sobą wielką przyszłość i najlepsza organizacja w kraju powinna się nim poważnie interesować.
Czy KSW przystoi zatrudniać zawodników z rekordami 2-0? Przystoi. Bedorf na KSW debiutował. Czasy się zmieniły, publiczność się zmieniła i ja to rozumiem. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest podzielenie karty walk na górną i dolną. Przystawka do dania głównego bez transmisji w telewizji i przy niewielkiej części zapełnionych trybun. Idealne rozwiązanie, by testować zawodników i pozwolić oswoić się tym nowym z całą otoczką gali. To pozwoliłoby rozwiązać też kwestię zbyt dużej liczby zawodników w stosunku do zbyt małej liczby organizowanych walk. Przy czterech galach rocznie, undercard daje 12-16 dodatkowych pojedynków rocznie. Inne rozwiązanie? Większa liczba gal, powrót do cyklu Extra. Cztery gale rocznie po siedem walk na każdej, to 28 walk rocznie. Mało, bardzo mało.
„Interesuję się tym, że powstają szkoły, pojawiają się trenerzy i coraz więcej osób, które chcą trenować, bo to przyszłość naszego MMA. Z czego mam się teraz cieszyć? Z tego, że ktoś mnie rozpozna na ulicy i powie, że robimy fajne gale? Interesuje mnie coś więcej.” Maciej Kawulski, styczeń 2011.
Wplecione cytaty pochodzą z pierwszego wywiadu, który robiłem z Maćkiem. Nie znaliśmy się wtedy, a ja chciałem ukazać człowieka, który stoi za sterami największego okrętu na morzu polskiego MMA. Od tamtej pory zmienił się Maciej, zmieniłem ja, a nawet siedziba KSW jest w innym miejscu. Nie zmienia się tylko ten, kto nic nie robi. – Wolę, gdy otaczają mnie ludzie, którzy razem ze mną myślą o tym co można zrobić lepiej, niż jak mnie klepią po plecach – powiedział mi wówczas Maciej i to się akurat nie zmieniło. Wciąż widzę jak z Martinem i sztabem ludzi pracują nad udoskonaleniem swojego produktu. Widzę to jeszcze lepiej niż kiedyś, bo jestem dziś znacznie bliżej osób tworzących MMA. Z każdym dniem coraz mocniejsze odnoszę wrażenie, że w KSW rozjechały się akcenty. Show, marketing, trailery, promowanie gal i zawodników, oprawa muzyczna i artystyczna. To wszystko jest bardzo ważne. Wiem, że jeżeli pojadę na KSW, wszystko będzie idealnie dograne, a ja nie otrzymam gumowej zapiekanki zalanej obrzydliwymi sosami. Otrzymam ładnie zaserwowane danie, które cieszy zmysły już przed pierwszym kęsem. W dobrej restauracji nikt jednak nie pozwoli, by w trakcie wymyślnego dekorowania talerza przypaliło się mięso.
Paweł Kowalik























